Ślad
Objawiłeś się znikąd,
Choć w ukryciu trwałeś,
Twa obecność jasną drogą
Okryła dzień smętny jak szal.
Oczyma na mnie spojrzałeś,
Które jak kryształ paliły świat.
A teraz znowu zniknąłeś
Gdzieś w innej kreacji barw.
Umysł jak tysiąc teorii
Rozbudza światłem ironii,
A głosy tak ciche w pamięci
Osadzają swój byt jak mgła.
Odległość nas podzieliła,
Gdy chwila w pył się zmieniła.
Ten kres, co zanikł głęboko,
Wywołując chaos w mych snach.
Przeniknęło znów?
Me myśli wirują...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania