Ślad

Objawiłeś się znikąd,

Choć w ukryciu trwałeś,

Twa obecność jasną drogą

Okryła dzień smętny jak szal.

 

Oczyma na mnie spojrzałeś,

Które jak kryształ paliły świat.

A teraz znowu zniknąłeś

Gdzieś w innej kreacji barw.

 

Umysł jak tysiąc teorii

Rozbudza światłem ironii,

A głosy tak ciche w pamięci

Osadzają swój byt jak mgła.

 

Odległość nas podzieliła,

Gdy chwila w pył się zmieniła.

Ten kres, co zanikł głęboko,

Wywołując chaos w mych snach.

 

Przeniknęło znów?

Me myśli wirują...

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania