Słuchaj

– Nigdy żadnego problemu z podbojem, poza wielką fascynacją sprzed lat, jeszcze w liceum. Jagódka, krnąbrna i słodka, na kilku dni przed maturą, moja długonoga piękność, pachnąca miodem i piołunem, znalazła się pode mną, dopiero po niemiłosiernie długich trzech miesiącach twardego oblężenia. Pamiętam przekładanie słuchawki telefonu, o Jezusku, stacjonarnego, z ręki do ręki, tak parzyła po północy. Słyszałem oddech czarnowłosej, i ona mój, ale uciekała od spełnienia, którym chciałem najeść oczy.

Czekałem na krew jak wariat, na tę słodką pewność własnej ważności. Nie masz pojęcia, jak mocno jarałem się myślą, że nigdy nikomu tej krwi już nie ofiaruje. Będę pierwszym i, uwierz, myślałem, że na pewno ostatnim, tym od zawsze, od wszędzie, absolutnie niepodzielnie, i rzecz jasna dalej, po błękit.

Doczekałem się burzy na lekcji ciekawszej od matmy, geografii i ukochanego wuefu. U mnie w pokoju, rano, na wagarach, bo, jak zapewne się domyślasz, nie dotarliśmy do szkoły. Ach Jagódko, Jagódko... ożeż ty!

 

– Mam na imię Agnieszka! – warknęła przemądra osóbka z trzema fakultetami, oblegana od kilku tygodni. – Zabieraj łapy, no już! – rzuciła, gdy siłą uniemożliwiłem ucieczkę. Kiedy znieruchomiała, delikatnie podniosłem jej bródkę, wyszczerzając się w uśmiechu.

– Nie masz na imię Jagódka, czemu więc do ciebie mówię? Aga, do jasnej cholery, przestań mieć jakiekolwiek obawy. I ty, i ja, mamy coś tam na sumieniu, więc nikt nas do ideałów nie zaliczy. Czuję, że bronisz się przed zbliżeniem, bo... bo coś tam. Myślisz, że stracisz w moich oczach?

Spojrzała tym swoim błękitnym, przenikliwym świdrowaniem, no laser normalnie, ale spokój moich ócz był autentycznie szczery. Westchnęła.

– I co z tą twoją Jagódką się stało, szturmiarzu, hę?

– Odeszła zaraz po, a raczej dostojnie odpłynęła, stwierdzając, że w ars amandi mam potężne braki.

– Że co?

– Ano spławiła mnie, Aguś. Okazało się, że przede mną było wielu kolesi jej kuzynki, studentki. Niemal co weekend odwiedzała akademik w Szczecinie. A ja, lokalny, licealny macho, nie miałem o tym bladego pojęcia, non stop marząc o jej czerwonym kwiatku.

– Masakra – powiedziała spryciula, odwracając twarz do okna, by nie zranić uśmieszkiem. – I co, Mareczku, boli jeszcze?

– Jak cholera! – przyaktorzyłem śmiertelną powagę. – A ty, Aguniu, też mnie zostawisz po pierwszym razie?

– A niby skąd mam wiedzieć przed? Warto zaufać ochom i achom koleżanek? – zapytała moja, już trochę mniej skromna i mniej nieśmiała, uśmiechnięta, jeszcze nie żona.

I żyliśmy razem szczęśliwi, aż... umarliśmy dla siebie.

 

– Słuchaj, nigdy żadnego problemu z podbojem poza...

Średnia ocena: 2.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (15)

  • pasja 2 miesiące temu
    Szybko pomknąłeś, jak pendolino. Trzymiesięczne pakowanie się na szczyt nie przyniosło efektu. Pasażerka wysiadła niezadowolona. Ty pomykałeś dalej do celu.

    Pozdrawiam
  • Garść 2 miesiące temu
    Dziękuję, Pasyjko :D
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    Bardzo życiowe, bardzo. Aż kłuje.
    Ale zrobię też zarzut, choć proszę nie mieć za złe: nieoryginalne 😊 Ja myślę, że tego typu wspomnienia, podobne lub wręcz identyczne, to ma ze 3/4 męskiej populacji. Chociaż może lepiej byłoby wyprzeć, ech. A może i nie, skoro taka bajera ciągle działa?
  • Garść 2 miesiące temu
    Pewnie, że nieoryginalne, temu dialogowi daleko do kognitywistycznej narracji XD
    Kto szuka dramatu i ekscytacji się zawiedzie.
    Pozdr. :D
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    Garść - w sumie to życie jest całkiem nieoryginalne, wszystko już było, więc trudno stawiać zarzut.
    Pozdr!
  • Trzy Cztery 2 miesiące temu
    Bajkopisarzu, czy na pewno wszystko już było? Ja np. w tamtym tygodniu wróciłam do domu z pewnego wydarzenia kulturalnego w moim mieście w cudzej kurtce. I na dodatek - męskiej. Fakt stwierdziłam dopiero nazajutrz, około południa:) Od godziny piszę o tym opowiadanie, ale słabo mi idzie, to przestałam.
    Czy przytrafiło Ci się kiedyś coś takiego? Wróciłeś do domu w kurtce innego człowieka? Czy przytrafiło się to Garści? Albo - Cicho_szy? Albo - pasji? 😊
  • Garść 2 miesiące temu
    Oryginalność w cenie w naszym sztampowym życiu, bo jest świadectwem wyrazistej osobowości.
    Każdy zauważy i zapamięta dziwaka, lub typa idącego pod prąd, Bajkopisarzu.
    Trzeba mi będzie jakiegoś oryginała zamknąć w literkach, muszę Cię rozgryźć XD

    Garści się nie przytrafiło.... ale nie, ze szkółki zdarzyło się przyjść z nieswoim plecaczkiem. Skorzystaliśmy z Olkiem, tłumacząc brak wypracowania, naszej kochanej pani od polskiego, brakiem własnego zeszytu :D
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    Trzy Cztery - ja nie, ale moja babcia owszem ;)
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    Garść - kwestia skali. Oryginałów idących pod prąd niech będzie choćby 0,1% w Polsce. To juz daje 37000 oryginałów, czyli w sumie cała masa :)
  • Garść 2 miesiące temu
    Bajkopisarzu, i zdecydowana większość userów Opowi :)))
  • Cicho_sza 2 miesiące temu
    Młodość i miłość to wybuchowy koktajl. Zawsze! Albo się kocha tak, że już na zawsze, albo nieszczęśliwie, tak samo intensywnie. Z czasem człowiekowi rozumu przybywa, ale pierwsze emocje zostają na długo. Każdy z nas ma jakąś swoją Jagódke. I to jest w sumie całkiem nieoryginalne nasze. I kropka.
    Pozdrawiam
  • Garść 2 miesiące temu
    Tak, Jagódki/Jagodkowie potrafią dać w kość.
    Podzielam w całości Twoje zdanie. Dziękuję, Cicho_sza!
  • Trzy Cztery 2 miesiące temu
    "Podryw na Jagódkę":) Bywałam podrywana, ale nigdy "na Jagódkę", która okazała się "nie taka", ani też "na Agusię", z którą "umarło się dla siebie".

    Byłam podrywana np. na liściki spadające na szkolną ławkę podczas lekcji, gołębie łapane na moście, specjalnie dla mnie (ale to był spalony podryw!), na piłkę wyłowioną ze środka jeziora, na długie listy przychodzące pocztą:)

    Pozazdrościłam Ci za to tego telefonu. Ja w czasach licealnych telefonu nie miałam. Żeby pogadać z chłopakiem, musiałam iść do budki telefonicznej, a gdy był z innego miasta (akurat z Łodzi...), szłam na pocztę, zamawiałam rozmowę (akurat z Łodzią...), i czekałam dwadzieścia minut, aż pani z okienka powie: "Rozmowa z Łodzią! Kabina numer dwa!". Jednak wobec faktu, że to do mnie powinno się dzwonić, nie zamawiałam tych rozmów za często, i - wobec tego samego faktu - chłopakowi było ciężej. A na dokładkę, zanim zaczęliśmy rozmowę, w słuchawce rozlegał się komunikat: "Rozmowa kontrolowana, rozmowa kontrolowana...". Bo to był stan wojenny. Listy miłosne przychodziły z takim stemplem: "Ocenzurowane".
  • Garść 2 miesiące temu
    3/4 na gołębia, na moście?! Ależ to oryginalne, a czemu spalony podryw?
    Dziękuję za podzielenie się wspomnieniami. Wiesz co? Ceni się to, co przychodzi trudniej.
    Warto stawiać na niedostępność. Jagódki i Agusie wyróżniają się w pamięciowym zbiorze.
  • LBnDrabble 2 miesiące temu
    Kikimora i Literkowa zapraszają do zabawy ze stu słówkami.
    Wszystko w zakładce KONKURSY na Głównej: https://www.opowi.pl/konkursy/
    albo na Profilu w zakładce o mnie: https://www.opowi.pl/profil/lbndrabble/opis
    Tematy:
    1) Tam jeszcze nie byłem/byłam
    2) Portret w złotych liściach.
    Możesz pisać na jeden lub drugi, albo ująć dwa.

    Proponowany termin: szósty październik 2021- północ.
    Liczymy na Ciebie!!!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania