Śniący [4]
[Ravi]
Zamykając za sobą drzwi sypialni, Ravi pozwolił, by jego twarz rozluźniła się od wyrazu, który rezerwował, by uspokoić rodziców. Czasami było to trafione albo chybione — z nimi — ponieważ, oprócz jego siostry bliźniaczki, tylko oni znali skalę jego... problemów.
Czasami wystarczyło po prostu naśladować wyraz twarzy siostry — chociaż nie byli tak identyczni jak niektórzy inni bliźniacy — ale nie dzisiaj.
Nie żeby obwiniał Liv, która od czasu zaskakującego pojawienia się zmiennokształtnego, wydawała się niezdolna do wyglądania inaczej niż w szoku. Jednak oglądanie, jak trzyma drogocenny kamień przy sercu jak koło ratunkowe, podczas gdy Ravi kierował ją w stronę ich domu, było zabawne!
Zachichotał, po czym wziął notes z biurka i ulubiony długopis i z obydwoma usiadł na łóżku. Opierając się plecami o ścianę za nim, zgiął kolano, oparł o nie notatnik po otwarciu go na pustej stronie, a następnie zabrał się do zapisywania wszystkich ciekawych rzeczy, których cała ta sytuacja go nauczyła o tajemniczych bestiach.
Biorąc pod uwagę, że gdy wrócili do domu, nowina dotarła już do ich rodziców, był nieco zaskoczony, gdy kilka minut później drzwi ich wspólnej sypialni się otworzyły i jego siostra weszła do środka. Ravi przestał pisać i uniósł brwi, obserwując, jak Liv odłożyła otrzymany rubin na półkę nad łóżkiem po przeciwnej stronie pokoju – miejsce, które rezerwowała dla swoich największych skarbów – jednocześnie wyraźnie unikając patrzenia w jego stronę. Nie przeszkadzało mu to jednak i wykorzystał to do obserwowania – jak lubił – gdy jego bliźniaczka westchnęła, uważnie przyglądając się czerwonemu kamieniowi – a następnie z kolejnym westchnieniem rozebrała się do bielizny i padła twarzą na łóżko.
– Porozmawiamy o tym? – zapytał w końcu ostrożnie neutralnym tonem, uśmiechając się mimowolnie, gdy jego bliźniaczka jęknęła.
– Nie – Liv mruknęła w poduszkę, naciągając jej brzegi, by całkowicie osłonić swoją konkretnie czerwoną twarz. Ravi zamruczał z namysłem, uderzając końcem długopisu o stronę notatnika. Zmrużył błękitne oczy, patrząc na leżącą na brzuchu postać siostry.
Był gotów przyznać, że zazdrościł, gdy wczoraj Liv obudziła go opowieścią o spotkaniu z jednym z mitycznych zmiennokształtnych. Tego szybko pożałowała, bez wątpienia, biorąc pod uwagę, że Ravi spędził resztę dnia uparcie nękając ją o każdy najmniejszy szczegół wspomnianej przygody.
Nigdy nie ukrywał, że był bardzo zafascynowany całą dostępną wiedzą o Bast’Aikhtiar – więc wydawało się odrobinę ironiczne, że to jego siostra jako pierwsza zobaczyła jednego z nich. Ale biorąc pod uwagę to, co nastąpiło później? Cóż, był bardzo daleki od narzekania.
Przede wszystkim wciąż był wkurzony, że spuścił swoją bliźniaczkę z oczu na tyle długo, że te bezmyślne idiotki znowu na nią napady!
Był starszy (o godzinę, ale i tak!) i zazwyczaj poważnie traktował ideę ochrony młodszej siostry. Bez względu na to, jak bardzo Liv narzekała, i to z więcej niż jednego powodu. Ale dziś pozwolił, by zazdrość go rozproszyła i jej docinki mu dopiekły na tyle że ją zostawił… a jeśli nie zauważyłby zamieszania w środku ich miasteczka w drodze powrotnej, Ravi wiedział aż za dobrze, jak to by się skończyło. Jego siostra wróciłaby do domu poturbowana i posiniaczona – i prawdopodobnie przysięgałaby, że się potknęła.
Ponieważ Liv znała go jak nikt inny i wiedziała, że Ravi znalazłby sposób, by ukarać te kretynki, nawet jeśli to tylko pogorszyłoby całą sprawę.
Zamknął na chwilę oczy, uspokajając umysł, po czym otworzył je i pozwolił, by czerwone refleksy rubinu przyciągnęły jego wzrok. Uśmiech uniósł kąciki jego ust i był niemal wdzięczny, że Liv nie chciała na nie teraz patrzeć. Cofnął kilka stron swojego notatnika i zmrużył oczy na ku swoim zapiskom.
//Jak dotąd wszystkie dostępne informacje sugerują, że mit, który przyciąga przybyszów z zewnątrz do naszego miasta, ma coś wspólnego ze zwyczajami godowymi Bast’Aikhtiar.
Choć informacji na ten temat jest irytująco mało, znalazłem w sieci kilka interesujących not, które w taki czy inny sposób wskazują na skrajne nawyki tych bestii. Choć mają tendencję do izolacji i wydaje się, że nie interesują się zbytnio kontaktami z ludźmi, znalazłem historię kobiety, która twierdziła, że była ‘partnerką’ jednego z nich przez ponad dziesięć lat.
Kobieta prowadzi bloga pod pseudonimem ForeverYoungNoMore, wykorzystując go do zdobycia popularności – i pieniędzy, bez wątpienia – dzieląc się swoimi historiami z pobytu w jednej z leż. Chociaż wskazała na jedno z największych – osadzone w Europie Wschodniej – nie jestem pewien, czy którakolwiek z zamieszczonych przez nią informacji jest prawdziwą historią, czy też fantazją mającą na celu przyciągnięcia uwagi.
Niektóre z rzeczy, o których pisała, potwierdzałyby inne rzeczy, które udało mi się znaleźć, ale wszystkie te informacje są dostępne online, więc możliwe, że jej blog to kupa bzdur.
Najczęstsze w jej postach – i w tym, co znalazłem w innych źródłach – wydaje się być tendencja Bast’Aikhtiar do bycia bardzo zaborczym wobec osób, które uważają za swoich tak zwanych ‘partnerów’. (Termin ten powtarza się w wielu źródłach, więc będę się go trzymać, chociaż nie jestem pewien czy to poprawne tłumaczenie). Kiedy się pojawili, i wydawało się, że częstszym zjawiskiem było dla nich branie człowieka na partnera, powtarzającym się problemem było to, że jeden z nich zabijał kogoś, kto obraziłby lub zagroził wybranemu przez nich człowiekowi.
Znalazłem również zapis o prawie, które w tamtych czasach stanowiło, że w takich okolicznościach nie jest to uważane za morderstwo, ale dosłownie przypadek „samobójstwa z ręki Bast’Aikhtiar.” Bez wątpienia była to jedna z rzeczy, które stworzono, aby uspokoić zmiennokształtnych, gdy stało się jasne dla ludzkich rządów, że nie mają z nimi szans.
Dostępnych jest wiele relacji i badań dotyczących początkowego krwawego konfliktu między naszymi gatunkami. Mimo to wszystkie wydają się zgadzać co do jednego: człowiek nie ma szans w starciu z bestią. Magia, którą Bast’Aikhtiar włada wszędzie, jest opisywana jako niemożliwa do pokonania – ponieważ jak wszędzie jest opisana – jest dosłownie czystą destrukcją.
Nasz ojciec był mały, gdy zmiennokształtni dali o sobie znać, a gdy go o to zapytałem, opowiedział mi historie, które jego rodzice – nasi zmarli dziadkowie – opowiadali mu o tym, jak to było dla nich w tych pierwszych kilku latach. Biorąc pod uwagę bliskość naszego miasteczka do jednego z leż, byli oni najwyraźniej świadkami bezsilnych prób ludzkości, by podporządkować sobie te tak zwane potwory. Nadal żałuję, że nasi dziadkowie zmarli, gdy Liv i ja mieliśmy dziesięć lat, więc na długo przed tym, jak zainteresowałem się tym tematem. Chociaż przysięga, że to dokładnie to, co mu powiedzieli, historia taty brzmi więcej niż odrobinę absurdalnie.
Według niej nasz dziadek był jednym z mieszkańców, którzy byli świadkami, jak żołnierze amerykańskiej armii – uzbrojeni po zęby – wielokrotnie udawali się do lasu w ciągu pierwszych kilku miesięcy po tym, jak zmiennokształtni się wyłonili. Niewiarygodna część pochodzi z jego uporu, że w tej historii żołnierze wracali się z lasu chwilę później, bez śladu broni, a następnie odchodzili z naszego małego miasta bez słowa lub wyjaśnienia. Słowa taty przekazywane były przez dziadka: wyglądali jak marionetki, bezmyślnie wycofujące się od swojego celu.
To samo rzekomo zdarzyło się okazjonalnym fanatykom, którzy próbowali tego samego, gdy ktoś wysoko w hierarchii kościoła chrześcijańskiego wpadł na świetny pomysł, aby nazwać Bast’Aikhtiar sługami Diabła i pewnym znakiem nadchodzącej Apokalipsy. Myśląc o tym oportunistycznie? Chyba – biorąc pod uwagę, jak malejąca liczba wierzących gwałtownie po tym wzrosła – nie był to zły ruch z ich strony, chociaż można powiedzieć, że po pięćdziesięciu latach – i sposobie, w jaki zmiennokształtni wycofali się na swoje terytoria – mogliby przestać czekać na Koniec Dni…
Ta historia jednak w pewnym stopniu pasuje do twierdzeń tej kobiety, że niektórzy z nich – Bast’Aikhtiar – mają pewne zdolności w zakresie przymusu. Kiedy niektórzy z jej czytelników zapytali, dlaczego „zerwała” ze zmiennokształtnym po jej twierdzeniach, że była nieśmiertelna, gdy z nim przebywała, „Forever” stwierdziła, że nie pamięta niczego, poza tym, że to była jej wina. Zapytana o szczegóły, odpowiadała, że nie pamięta ostatnich dziesięciu lat swojego życia – do kiedy „obudziła się” na progu domu rodziców i nie pamiętała, jak i dlaczego się tam znalazła.
A jednak nie była nawet o dzień starsza – jak zapewniali jej rodzice, a pamiętała tylko pierwsze spotkanie i „zaloty” jednego ze zmiennokształtnych. W swojej historii dostała piękny, drogocenny szmaragd pasujący do koloru jej oczu…//
Ravi zmarszczył brwi, po czym postukał końcem długopisu w dolną wargę, wpatrując się w okno. Widok ukazywał skraj lasu i słońce leniwie chowające się za nim, gdy rozważał swoje notatki.
//...które nadal miała w swoim posiadaniu po pozornym „przeskoku czasowym”.
Na swoim blogu twierdzi, że po zaakceptowaniu klejnotu jako tak zwanego „prezentu zalotnego”, „zakochany” Bast’Aikhtiar niemal ją prześladował, obdarowując ją prezentami i uwagą, jakich nigdy nie doświadczyła u ludzkich mężczyzn. Ale chociaż wydaje się niezadowolona z powrotu do normalnego życia – jak to nazywa – przy więcej niż jednej okazji twierdziła, że fizycznie nie jest w stanie zbliżyć się na odległość ośmiu mil od znanej lokalizacji tego leża. Stąd jej wiara w przymus – jestem skłonny podzielić, biorąc pod uwagę wszystkie inne czynniki.//
Nie był pewien, ale podejrzewał, że dobrze, że jego siostra najwyraźniej wzbudziła zainteresowanie bestii. Dlaczego nie? Jak dotąd większość ludzi wokół nich była do bani, wyładowując na niej swoje problemy z niezwykłym kolorem oczu jego bliźniaczki i sprawiali, że jego siostra źle się czuła z powodu czegoś, nad czym nie miała kontroli.
Albo co gorsza – wykorzystywali jego, Raviego – by wbić między nich klin, czego nigdy nie mógł wybaczyć ani zapomnieć. Uważali jego intelekt za coś, co należy chwalić, nie rozumiejąc, że jego siostra była mądrzejsza, ale w inny – lepszy – sposób.
Pomimo tego, jak ją traktowali, Liv był miła i współczująca i miała tendencję do dostrzegania tego, co najlepsze w ludziach. Była odważna w dzieleniu się swoimi myślami i uczuciami w sposób, którego Ravi nie potrafił pojąć ani naśladować.
Więc jeśli ludzie nie dostrzegli i nie docenili wartości jego siostry, być może ten wspaniały zmiennokształtny okazałby się bardziej kompetentny.
A musiałby być ślepy i głuchy, żeby nie zauważyć niezaprzeczalnego zainteresowania Liv, kiedy ta kocia bestia przybrała postać humanoidalną. A patrząc na niego? Cóż, Ravi nie żartował, chcąc wiedzieć, czy któreś z tego rodzeństwa, o których wspomniał, jest dostępne!
Ravi parsknął śmiechem, po czym odwrócił notatnik z powrotem na pustą stronę i wrócił do pisania, cicho, aby nie zakłócić zasłużonej drzemki jego siostry.
*_*_*
[Liv]
Tym razem sen był inny, być może z powodu jej wyczerpania lub wydarzeń dnia, ale kiedy Liv „obudziła się” w miękkim, czarnym leżu, poczuła materiał pod swoimi plecami. Jej głowa natychmiast wypełniła się tym słodkim zapachem jabłka, gęstym i smacznym. Jęknęła słabo, gdy jej wnętrzności zacisnęły się z bolesnego podniecenia. Wpatrując się w wysadzany klejnotami sufit jaskini nad leżem, poczuła promieniujące ciepło, zanim niemożliwie wspaniały samiec wspiął się na nią, mrucząc głośno i radośnie. Zmiennokształtny szepnął coś w tym muzycznym języku do jej ucha, gdy jego drżące koniuszki palców przesunęły się wzdłuż jej biodra.
Liv nie mogła się powstrzymać przed podniesieniem ręki i zatopieniem palców w jedwabiu czarnych jak atrament włosów, ostrożnie głaszcząc kciukiem krawędź kociego ucha. Została nagrodzona głębokimi mruczeniem, które stawało się coraz głośniejsze, gdy chłopak zagruchał coś tym głębokim głosem, wtulając nos w jej gardło.
Upita jego gorącem, i po prostu czuciem go po raz pierwszy – nawet jeśli tym razem to rzeczywiście była fantazja – Liv nie przejmowała się tym, wiercąc się pod jego ciężarem, aż mogła opleść swoje nogi wokół jego bioder. Prawie straciła panowanie nad sobą, czując jak twarde jak skała ciało natarczywie naciska na jej brzuch. Tak masywne cała jego reszta, powinno być przerażające, ale gdy nastolatek o włosach w kolorze atramentu warknął cicho i przesunął się nad nią, zaczepiając swoją dużą dłoń pod jej udem, gdy powoli się o nią otarł… Liv zakrztusiła się, chwytając wolną rękę jego ramię, a następnie jęknęła bez tchu, gdy samiec powtórzył ruch boleśnie powoli.
Szepcząc jej do ucha tym głębokim głosem, chrapliwym od pożądania i dudniącym od mruczenia... nie musiała rozumieć. Ledwo mogła to usłyszeć przez dzikie bicie własnego serca. Jeszcze kilka powolnych pociągnięć rozgrzanej skóry po jej ciele i zadrżała – już tak zawstydzająco blisko orgazmu... Może by jej to przeszkadzało, gdyby nie fakt, że nie obchodziło jej nic innego, poza tym otaczającym ją szalonym gorącem. I niemożliwie gęstym i słodkim zapachem jabłka, który wypełniał jej płuca z każdym szybkim, drżącym oddechem.
Aż jej samiec się cofnął, szybko roszcząc sobie prawo do jej ust z niemal zwierzęcym warknięciem. Kiedy wyraźnie szorstki język wsunął się między jej wargi, wypełniając je wręcz uzależniającym, pysznym smakiem, Liv jęknęła z potrzeby, puszczając włosy czarnowłosego samca na rzecz ciasnego owinięcia ramion wokół jego szyi. Próbując przyciągnąć go bliżej, gdy jej język niepewnie spotkał się z tym, który wtargnął do jej ust.
Zmiennokształtny odsunął się, pozostawiając ją dyszącą nierówno, gdy uważnie obserwował jej twarz płonącymi, bladymi oczami. A biorąc pod uwagę, jak bardzo policzki Liv płonęły, instynktownie spróbowała zakryć je dłońmi. Jej samiec warknął agresywnie i przesunął się, szybko chwytając jej dłonie za nadgarstki, jedną po drugiej, a następnie razem, przygwoździł je nad głową Liv. Co tylko sprawiło, że nie mogła oderwać oczu od niemal dzikiego blasku lodowatych tęczówek, gdy jej… kochanek wyszczerzył ku niej kły. Coś w niej zadrżało, umierając z chęci poddania mu się. Obserwowanie jej zdawało się uspokoić jej piękną bestię, aż samiec zagruchał coś, co brzmiało jak pochwała, znów dudniąc tym głębokim mruczeniem.
Nadal trzymając jej ręce bez wysiłku, samiec znów wypełnił jej usta kolejnym odurzającym pocałunkiem, karmiąc ją swoimi pysznie agresywnymi warczeniem, gdy jego rytm nad nią stał się niemal brutalny, niecierpliwie popychając jej bezradnie drżące ciało do krawędzi. Liv zacisnęła uda w imadło wokół boków zmiennokształtnego, gdy uczucie stało się niemal bolesne i zbyt natarczywe. Liv jęknęła z zaskoczeniem, gdy niemal złożył ją w pół, szepcząc coś, co brzmiało niemal przepraszająco w jej ucho, podczas gdy coś o wiele, wiele gorętszego i twardszego natarczywie nacisnęło między jej nogi. Mrucząc głośno przy jej uchu, zaciskając dłoń wokół jej nadgarstków, samiec się przesunął…
…a Liv się obudziła, walcząc o złapanie oddechu i zebranie się w sobie, gdy coś… lub ktoś potrząsnął jej ramię.
– Liv, wszystko w porządku? – jej bliźniak pochylił się nad nią z zaniepokojonym grymasem. – Wyglądało, jakbyś miała jakiś koszmar…?
Koszmar? Złapała oddech z trudem, po czym naciągnęła poduszkę na głowę, warcząc cicho w materiał z irytacją na ingerencję brata. Nawet jeśli to był tylko sen… To był najgorętszy, najbardziej intensywny mokry sen w całym jej życiu! I miała wrażenie, że właśnie zmierzał do najlepszej części…
– Daj mi spokój, – mruknęła ledwo spójnie w poduszkę, krzywiąc się na wciąż bardzo realne podniecenie swojego ciała. I zdradzającą wilgoć między nogami. Miała nadzieję, że jej bliźniak znowu zaśnie, pozwalając jej zachować godność i dając jej szansę na umycie się i przebranie.
– Albo... może wręcz przeciwnie? – Ravi zachichotał, a Liv warknęła głośniej, czując, jak jej twarz pali się pod materiałem. Ale pomimo oczywistej ciekawości Raviego, udawała głupią – odmawiając wspominania o swoich snach. A ten... cóż, nie planowała z nim o tym rozmawiać!
Ale czy tak mogłoby być? Czy to był tylko efekt mojej wyobraźni? To musiała być fikcja. W przeciwnym razie, dlaczego jej sen miałby nagle pozwolić im się dotknąć? I jak w ogóle śniła o tym zmiennokształtnym...?
– Ech, mamy jeszcze kilka godzin do szkoły, – powiedział jej bliźniak i usłyszała, jak kieruje się w stronę swojej strony ich sypialni. – Ale spróbuj powstrzymać swoje jęki?
– Zamknij się! – syknęła, siadając i rzucając w niego poduszką. Ravi parsknął śmiechem, po czym odrzucił poduszkę z powrotem, a Liv spojrzała na niego złowrogo… by dopiero po chwili zdać sobie sprawę, że w ich sypialni jest dziwnie jasno, mimo ciemności za oknem. Marszcząc brwi, wkrótce pokręciła głową, uznając to za wytwór wyobraźni, zanim opadła z powrotem na łóżko, zakrywając twarz przedramionami po tym, jak jej brat ułożył się w łóżku.
*_*_*
[Senri]
Senri warknął z frustracji, gdy się obudził, dysząc ciężko, gdy całe jego ciało pulsowało od bolesnego podniecenia.
Chciał... Nie... Potrzebował tego niemożliwie przytulnego ciepła wspaniałego ciała swojej partnerki, jak... natychmiast! Pragnął usłyszeć ten kojący głos chrapliwy od pragnienia, śpiewający jego imię, gdy ją brał.
Bast, co to znaczyło, że teraz mogę jej dotknąć? Czy nasza Pani mówi mi, że mój przypuszczenie było słuszne? A może to było coś innego...?
Nie miał pojęcia – i w każdym razie nie obchodziło go to – gdy tylko jego ciało trochę się uspokoiło, wyskoczył ze swojego leża i przemienił się w swoją prawdziwą postać.
Miał jeszcze o wiele za dużo godzin do spotkania i nie chciał wydawać się zbyt nachalny, ale po tym, jak wczoraj znalazł swojego ślicznego kociaka – po wyjaśnieniu tego Ares – jego siostra zgodziła się, że jeśli jego rudzielec – oboje – rzeczywiście pochodzili od Awlbastów… Cóż, to czyniło ich zbyt cennymi, aby zostawić ich wśród ludzi bez żadnego z nich. Ares miała swoje obowiązki w leżu i chcieli zachować tę możliwość w tajemnicy, przynajmniej na razie. Mimo to dała mu zadanie, z którego Senri był więcej niż zadowolony: pilnowanie jego uroczego kociaka, aby upewnić się, że ona i jej brat są bezpieczni i zadbani.
Postanowiwszy pobiec na skraj lasu w swojej naturalnej postaci, dla prędkości, a następnie przemienić się w coś mniejszego i mniej podejrzanego dla ludzi, opuścił swój zakamarek z szerokim uśmiechem na pysku.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania