Spotkanie z Aniołem - fragment
[...]
Ktoś właśnie usiadł na wolnym miejscu koło mnie. Kurwa, są przecież jeszcze inne siedzenia, odwróciłem głowę i złym okiem zobaczyłem Anioła.
Kurwa, Anioła, we własnej skrzydlatej osobie Anioła. Co jest? Skąd ten Anioł? W autobusie — czegoś chce ode mnie? Myśli pędziły gorączkowo, zerkałem na Pierzastego stwora z Zaświatów ukradkiem. Bałem się popatrzeć na niego wprost, a ten spokojnie wyciągnął jakiegoś ajfona i począł gmerać palcem po ekranie. Cie chuj? Może ma Facebooka he he, ale mimo tego śmieszkowania w duchu, byłem mocno niespokojny. Uwierała mnie ta Jego obecność jak niewygodny but. Pociłem się okrutnie, całe ciało zaczęło mnie swędzieć, postanowiłem uciec.
— Eeeee anioł, he he, suń się — gadałem bełkotliwie. Anioł ani drgnął, wielkie skrzydła nie mieściły się i zatarasowały całe przejście. W końcu schował telefon, popatrzył na mnie uważnie i zaśpiewał coś po ptasiemu.
Nic nie zrozumiałem, Anioł dalej gadał coś trelami, ale widocznie pojął, że nie tędy droga — przyłożył dłoń do mojego czoła i coś się we mnie otwarło niby klapka przysłaniająca do tej pory całkiem nowe obszary. To tak samo, jakby ktoś otworzył dawno niewietrzony pokój i wpuścił doń świeże powietrze. Nagle stało się wszystko jasne i zrozumiałe — Anioł do mnie mówił i wiedziałem już co.
— Zrozum jedno, nie wszystko, co cię otacza ma tylko jeden określony sens; są różne rzeczywistości. Taki przykład: jawa i sen. W każdej z tych rzeczywistości, bo to są realne dziedziny, funkcjonują całkiem odmienne prawa natury; np. na jawie, ubezwłasnowolnia cię grawitacja, nie potrafisz jej się oprzeć, natomiast we śnie jesteś z tych kajdan zwolniony. To najbardziej trywialny przykład, ale daje wyobrażenie o tym, jak różne prawa rządzą różnymi światami.
Powtarzam, to przykład trywialny, jednak wyobraź sobie następującą sytuację: siedzisz w fotelu i rozkoszujesz się nastrojową muzyką i wonnym cygarem — nic nie zakłóca twojego spokoju, oddajesz się rozmyślaniom. Nagle ni stąd, ni zowąd, pojawia się przed twoimi oczami punkt, niby nic wielkiego, zwykły mały punkcik zawieszony w przestrzeni, ale ciebie to niepokoi. Przecierasz oczy, ale punkt nie znika, ba, nawet staje się jakby większy — już nie jest tylko punktem, jakby ktoś zrobił dziurkę igłą w gładkiej materii przestrzeni, teraz już jest kulką o konkretnych wymiarach. Wątpisz w swoje zmysły, więc wstajesz z fotela i próbujesz dotknąć tego dziwa; dzieje się coś niezwykłego — kulka, która już ma rozmiary bombki choinkowej, wchłania twoją dłoń — ręka, którą doń wyciągnąłeś, zdaje się równo ucięta na wysokości nadgarstka, to cię przeraża i gwałtownie się cofasz — na szczęście, ręka okazuje się cała, nie czujesz nic, żadnego bólu, wszystko wydaje się w porządku, poza tym, że nieznośna kulka wisi dalej w powietrzu i niepokoi.
Stajesz się odważniejszy (kulka cały czas rośnie, jest już wielkości piłki do koszykówki) wkładasz całą dłoń, ona znika, wyglądasz tak, jakbyś miał uciętą dłoń tuż przy barku. Zero bólu, ale oddychasz szybciej, ciśnienie ci się podnosi, jednak odczuwasz zagrożenie, poziom adrenaliny wzrasta, stajesz się mimo to zdeterminowany, by cały tam wejść, masz w sobie duszę odkrywcy i żyłkę hazardzisty. Kula już ma średnicę około metra; nie wahasz się dłużej, raz kozie śmierć! — wchodzisz. Wchodzisz do alternatywnej rzeczywistości.
— Wiesz co anioł? Gówno mnie to obchodzi! Kompletnie nie rozumiem, co to ma wspólnego ze mną. A tak naprawdę, to ciebie nie ma — nie istniejesz. Jesteś tylko chorym wytworem mojego mózgu, który sfiksował. W rzeczywistości jesteś grubą babą w szarym płaszczu, która wylała na siebie flakon perfum, bo coś tu strasznie zajeżdża. — I rzeczywiście, po tym dictum, Anioł się rozpłynął, a moim oczom ukazał się babsztyl z czerwoną twarzą i wściekłym wyrazem oczu.
Autobus akurat dojeżdżał do przystanku, pełen desperacji zanurkowałem pomiędzy wypchane zakupami torby i wystrzeliłem w kierunki drzwi. Autobus się zatrzymał i z sykiem otworzył wrota na wolność. Wybiegłem, nie oglądając się za siebie.
Zakosami gnałem w siną od spalin dal. Jeszcze jakiś czas słyszałem wrzask rozwścieczonego babola, ale stopniowo ścichł w oddali. [...]
Komentarze (26)
Zobaczymy co będzie dalej. Może jakiś komentarz?
Całkiem nawet spoko
Jesteś nudny jak flaki... już nawet nie ma sensu mówić, że plagiatujesz, czy co tam.
Także Nadmanganian Potasu jest twoim kontem itd.
Krytykujesz innych, sam będąc najgorszym przykładem.
Jesteś bardzo podobny w swoim dziecięcym sprycie do Magdy, tylko ona nie jest ordynarna i można jej wybaczyć.
możesz spadać
brak odwagi, że z anonima mi srasz?
Dzięki za wizytę, szkoda tylko, że taka bezsensu i naspatliwa
Prawdziwy Piotruś by to inaczej załatwił cienki sołtysie
nie wiem o co za bardzo chodzi anonimowi skoro tylko zrobił kupę i więcej nic, nie wdał się w żadną polemikę
Powtarzam jeszcze raz, ten fragment, jest publikowany po raz pierwszy w takim kształcie, poprawki robiłem dziś, uzupełniłem tekst pierwotny o całe, dość spore akapity, których nie było wcześniej
Anonek mnie oskarzą o auto plagiat raczej, a jak ma dowody na coś innego to czekam! Czekam kurwa aż mi je pokaże
Kulka została dodana w ostatniej chwili, ta powieść cały czas ewoluuje
Bardzo dobry tekst. Ciekawy, fajny i mądry. Miał coś w sobie lekkiego, takiego z pogranicza nostalgii. I tak sobie myślę, może to był anioł, ale się wkurwił, że bohater nie uwierzył w niego i pojawiła się ta baba. Albo faktycznie mózg sfiksował.
5:)
Dzięki
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania