Cerber z Kamieńca

Zimą, w jedną z tych nocy, kiedy śnieg z deszczem siecze twarz jak drobnymi igiełkami, ruszyłem z Dobrzykowic w stronę Kamieńca Wrocławskiego. Tuż za przejazdem kolejowym skręciłem w polną drogę, której nigdy wcześniej nie znałem. Intuicja szeptała, że za kwadrans będę na jej końcu – nowa kreska na mapie, nowe „byłem tu”.

Późna godzina, zero świateł, wiatr wciska lodowate krople za kołnierz. Mimo to szedłem. Ciekawość zawsze była silniejsza niż rozsądek.

Po jakichś dziesięciu minutach droga urwała się ślepo. Przed sobą miałem wysoką, czarną siatkę i za nią – samotny, masywny budynek. Nie willa, nie rezydencja – pałac na uboczu, jakby ktoś zapomniał go postawić w odpowiednim miejscu. Ciemne okna, brak świateł, tylko kontur dachu rysujący się na tle granatowego nieba.

Zamarłem. Kto buduje coś takiego w środku pól? Kolejny informatyk z kompleksem Boga? Kolekcjoner, który chowa w garażu coś, czego nie powinien?

Wyobraźnia już puszczała wodze: podziemne tunele, lasery przecinające korytarze, ciche buczenie serwerowni wielkości boiska. Stałem tak może pół minuty, kiedy usłyszałem głosy. Niskie, urywane komendy, jakby ktoś wydawał rozkazy przez radiotelefon – ale bardzo daleko.

A potem zobaczyłem to.

Z mgły i mroku wyłonił się kształt. Wysoki, geometryczny, pulsujący zimnym, niebieskawym światłem. Kanciasty tułów, długie kończyny, głowa bez twarzy – tylko jasne, rytmiczne źródło światła zamiast oczu. Ruszył w moją stronę. Powoli. Celowo.

Serce uderzyło tak mocno, że poczułem je w gardle. Nie myślałem – odwróciłem się i rzuciłem do ucieczki. Biegłem po śliskim błocie, potykałem się, charcząc z wysiłku. Głosy narastały, jakby ktoś sterował tą maszyną zza oceanu, przez gogle i satelitę.

Wtem – latarnia. Jedyna w promieniu kilometra. Po chwili w jej żółtym kręgu stanął mężczyzna w kurtce i pies. Duży, kudłaty kundel w jaskrawozielonej, świecącej obroży LED. Właściciel mówił do niego spokojnie, rytmicznie, jak ludzie uspokajają psy.

Zatrzymałem się. Dyszałem. Spojrzałem za siebie.

Nie było hologramu. Nie było robota. Był tylko ten pies – biegnący w moją stronę, merdający ogonem, z obrożą migającą w rytm kroków. Zielone światło odbijało się od mokrego asfaltu i mgły, tworząc aureolę, która z dwudziestu metrów wyglądała dokładnie tak.

Parsknąłem krótkim, nerwowym śmiechem – takim, który sam siebie zaskakuje. Potem zapadła cisza. Tylko oddech i odległe szczekanie psa, które już nie brzmiało groźnie.

Kilka dni później wróciłem tam za dnia. Słońce stało nisko, szare, zimowe. „Pałac na uboczu” okazał się kaplicą cmentarną – małą, ceglana, z blaszanym daszkiem. Za siatką ciągnęły się rzędy nagrobków, większość pochylona, porośnięta mchem, z zeszłorocznymi liśćmi zalegającymi w literach imion i dat. Na jednym z nich ktoś niedawno postawił mały, plastikowy wazonik z sztucznymi chryzantemami – jaskrawożółtymi, absurdalnie kolorowymi na tle szarości.

Stałem tam chwilę, patrząc na tabliczkę z godzinami mszy. Potem spojrzałem na drogę, którą uciekałem tamtej nocy.

W głowie wciąż miałem obraz pulsującego cerbera.

A jednak najstraszniejsze w całej historii było co innego: jak łatwo moja własna głowa zamieniła zwykłego psa w potwora, a cmentarz w tajną bazę szalonego geniusza.

Czasem najgroźniejszy cerber nie czai się za siatką. Czasem siedzi w nas i czeka na odpowiednią pogodę, żeby wyjść na spacer.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (11)

  • Bettina 14.04.2023
    Ich sposobem na szczerzenie domostwa?
    Strzeżenie

    gdy tak biegłem, spanikowany i blady, w pewnej chwili
    Blady, mokry, zimny pot

    Coś tu gra i coś nie gra. Rozumiem, że autor posługuje się temperaturą?
    Zaciekawienia? Ubrany w biel

    gdy tak biegłem, spanikowany i blady, w pewnej i te właśnie audio-konferencje, za pomocą których przesyłali oni dźwięk,
  • Bettina 14.04.2023
    Proszę mi wytłumaczyć celowość niekonsekwencji w budowie zdań?
  • Bettina 14.04.2023
    Mimo wszystko zaliczam:)
  • MartynaM 14.04.2023
    A gdzie ty masz tutaj niekonsekwencję w budowie zdań?
    Chcesz zabłysnąć, rób to z sensem chociaż, bo żenada.
  • Aleks99 14.04.2023
    Takie kloce są mało czytelne, może lepiej jakieś akapity dać, chociaż ze dwa dodatkowe?
  • MartynaM 14.04.2023
    Akapity można, nie zaszkodzą.
  • Bettina 14.04.2023
    Za Alkiem99
  • Bettina 14.04.2023
    Sem
    Sorry
  • maciekzolnowski 15.04.2023
    Dzięki za wasze komentarze, poprawiłem co tylko się dało poprawić, pozdrawiam.
  • Technicznie nie będę się wypowiadał, bo sam nie jestem za bystry w te klocki, ale pomysł i ogólnie całość opowiadania ma ręce i nogi. Podejrzewam, że prawie każe miał takie „bliskie spotkanie” z czymś co ostatecznie okazywało się ubarwioną przez wyobraźnię szarą rzeczywistością.
    Dla mnie opko całkiem spoko
  • maciekzolnowski 26.04.2023
    Dzięki, Maurycy. Cieszę się, że ma ręce i nogi. Starałem się, choć to tylko szort.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania