spoza karty

Sezonowość. Ludzka.

W mdłości niedoprawienia relacjami trwałością ustępującymi jedynie pogodzie nad morzem.

​Na Opowi seria szybkich zachwytów pod tekstem, serduszka rzucone w biegu przez nicki znikające z portalu szybciej od piwa Pana Wieśka spod żabki. I porażająca powierzchowność. W pracy to samo. Kucharze na jeden sezon nienawidzący gotować, pomocnice znikające po wypłacie, nieruchome twarze przy obieraku. Przelotny zachwyt gościa nad daniem dnia, po którym zostaje tylko upaprany talerz i brudna serweta. Na klatce schodowej zdawkowe „dzień dobry” od sąsiada, którego za miesiąc zastąpi nowa kaucja i świeży zamek w drzwiach. Ludzie jak produkty z krótkim terminem, zdatni do utylizacji. Kandydaci do bezrefleksyjnego wpisania w zeszyt strat. Wszystko bez smaku, niedosolone, zrobione na odpierdol, byle zapchać pustkę.

​Wracam po nastu godzinach na nogach. Wrzucam śmierdzący tłuszczem kitel do bębna.

I nagle... Ty. Wiedziałem że tu będziesz, a jednak...

Ty nie jesteś daniem z karty ani jednorazowym przepisem. Żaden sezon cię nie wystraszył, żaden sztorm nie zmył z mojej życiowej kuchni. Naście lat obok. Dwa nielotne ptaki, które nie potrzebują wyskoków, bo potrafią karmić się sobą nawzajem, powoli, bez pośpiechu, na całe życie.

​Stoisz w przedpokoju, mówisz...

„Hej”.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 17

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Sucre 2 godz. temu

    Nieprzelotne zachwyty, wspominamy z żoną żurek zjedzony w jednej z miejscowości zwanych wianuszkiem Warszawy, gdy jechaliśmy z Modlina do Sulejówka. By uniknąć stołecznych korków jechaliśmy właśnie owym wianuszkiem i zatrzymaliśmy się w świetnej restaruacji, w której zamówiliśmy właśnie ów żurek. Żona prosiła kelnera, wręczając mu suty napiwek, żeby złożył specjalne podziękowania kucharzowi, który wykonał to cudo kulinarne. Odrębny napiwek daliśmy dla kucharza, ale nie wiemy, czy kelner przekazał. Jest jeszcze kilka takich miejsc, które wspominamy, np. restaruacja na rynku w Opatowie, gdzie była bardzo miła obsługa i świetne, chociaż proste potrawy i uroczy klimat tego miasta. Więc nie zawsze jest to przelotny zachwyt gościa nad daniem.
    Z czasów studenckich pamiętam pierogi na Małym Rynku u .... , nie pamiętam nazwiska właścicielki, albo placki ziemniaczane z sosem węgierskim na Grodzkiej. Na Placu Matejki, na wprost ASP, chętnie wróciłbym do minirestauracyjki "Jagienka", ale chyba już jej nie ma.

    Uff, masz szesnaście ocen i niemal same piątki. Dorzuciłem kolejną.

  • JagFörstårInte 2 godz. temu

    Nie lubię polecać restauracji, lecz zrobię. Szynk Praski.

    Weź bliskich i zobacz spojrzenie tej restauracji na Polską kuchnie. I daj znać.

    No, coś tu śmierdzi. Ale jedyneczka jest, na to zawsze można liczyć. Nie zawodzi Pan Pałkarz 😶‍🌫

  • Aisak godzinę temu

    No i pięknie☺️

  • JagVetInte godzinę temu

    Całość w jednym słowie. Piękno ❤

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania