Spróbuj mnie pokochać - 7 -
Ponieważ dzisiaj nasza kochana Billie wyjeżdża, dzisiejsze "bum" dedykuję jej, żeby szybko do nas wróciła <3
Moje wracanie do domu razem z Ryanem stało się już chyba tradycją naszego pierwszego roku na studiach. Dwa tygodnie po naszej pamiętnej rozmowie o odkurzaczach – a także o tym, że musimy powstrzymać się od wszystkiego, do czego popychały nas nasze serca w swojej obecności – ponownie umówiliśmy się, że wrócimy razem w piątek wieczorem. Mało się zmieniło przez ten czas, choć na nowo odsłoniłam okno w moim pokoju. Z Tylerem nie ruszyłam do przodu, a nasze pocałunki również się nie powtórzyły. Wciąż miałam w głowie słowa Gabrielle: „to błąd”. Tak się starałam, a i tak ciągle je popełniałam… nie wiedziałam nawet, co mam dalej zrobić z tą sytuacją – czy miałam się przymusić, by pokochać Tylera, czy może jednak raz na zawsze określić nasz status i powiedzieć mu, że choć jest naprawdę dobry, to nic z tego? Czułam się winna, bo poniekąd przetrzymywałam go przy sobie, a był naprawdę fajnym chłopakiem. Wierzyłam, że gdzieś tam czekała na niego samotna dziewczyna, dla której będzie idealny i którego ona nie będzie musiała kochać na siłę. Po prostu go pokocha, a on będzie dla niej tak dobry, jak dla mnie, a może nawet lepszy. Coraz częściej nabierałam przeświadczenia, że tak właśnie powinnam postąpić – postawić sprawę jasno i dać mu szansę na nowy związek. Na kogoś, kto nie będzie wiecznie kazał mu czekać, kto obdarzy go takim uczuciem, na jakie zasługiwał. Wciąż jednak wzbraniałam się przed powiedzeniem mu tego wszystkiego, ponieważ po prostu nie wiedziałam jak. Dawna Rose gdzieś uleciała – niegdyś mogłam powiedzieć każdemu w twarz najostrzejsze słowa, jakie tylko mogły być. Dzisiaj wolałam kłamać i udawać, niż kogoś zranić. Tyler tyle na mnie czekał, był taki cierpliwy. To nie należało do najłatwiejszych zadań, ale w końcu musiałam to zrobić. Wiedziałam, że moje uczucie do Ryana siedzi we mnie zbyt głęboko, bym mogła je tak po prostu odrzucić. Choćbym się dwoiła i troiła, nie mogłam. Ale to nie oznaczało, że ktoś inny też miał przez to cierpieć.
W dzień powrotu do domu postanowiłam to zrobić. Złapałam Tylera zaraz po zajęciach, gdy tylko dostrzegłam go na korytarzu. Naprawdę miałam nadzieję, że uda mi się to z siebie wydusić.
- Możemy porozmawiać? – spytałam, po cichu licząc na to, że odpowie „nie”.
Przeliczyłam się.
- Jasne – odparł z uśmiechem, na widok którego poczułam rozpacz. To był uśmiech pełen nadziei. Może sądził, że jednak się zdecydowałam w końcu zdefiniować naszą relację… biedny Tyler. Tak bardzo żałowałam, że to zabrnęło aż tak daleko.
Zaczął się marzec, więc było już cieplej, co powitałam z ulgą – mogliśmy się przejść, nie dostając przy tym hipotermii. Szukałam w głowie odpowiednich słów, by zacząć moją wypowiedź, ale nie wiedziałam, czy one w ogóle istniały.
- Tyler – zaczęłam. Bardzo oryginalnie. – Muszę ci coś powiedzieć, choć robię to z ogromną przykrością… - Tyler gwałtownie się zatrzymał i spojrzał na mnie. – Ale… - Przygryzłam mocno wargę. – To chyba nie wyjdzie – szepnęłam, przymykając powieki, by nie widzieć wyrazu jego twarzy. – Tak mi przykro. Tak cię przepraszam. Prosiłam cię o czas, ale tak naprawdę ten czas nic nie dał. Jesteś świetnym facetem – powiedziałam z naciskiem, na powrót otwierając oczy. Spojrzałam z obawą na twarz Tylera, na której malował się smutek. – Tylko po prostu nie dla mnie. Nawet nie wiesz, jak mi przykro.
Milczał przez chwilę.
- Cóż, mi też jest przykro – powiedział gardłowym tonem. Zwiesił głowę. – Szkoda…
- I to wielka – przerwałam mu. – Uwierz mi, naprawdę chciałam, by coś z tego wyszło. Ale nie mogę się zmusić.
- To jasne. – Wzruszył ramionami i wziął głęboki wdech. – Dzięki za szczerość.
- Przepraszam - szepnęłam jeszcze raz, zrobiłam krok do przodu i wtuliłam się w Tylera. Objął mnie i trwaliśmy tak przez chwilę. Moje galopujące serce powoli się uspokajało. To, co zrobiłam, nie było przyjemne, ale odczułam pewną ulgę. Wyjaśniłam wszystko, co mi zalegało na sercu i choć zraniłam Tylera wiedziałam, że za jakiś czas wyjdzie mu to na dobre.
Do mieszkania wróciłam w dziwnym nastroju. Choć cieszyłam się, że wyjaśniłam zalegające kwestie, został we mnie pewien smutek. Teraz nie miałam już nikogo. Dotychczas to Tyler sprawiał, że czasami na chwilę zapominałam o Ryanie i bolało mniej. A teraz? Co mi zostało? Chyba tylko jedzenie czekolady i liczenie na to, że w jakiś sposób wywoła ona endorfiny.
Jak zwykle zapakowałam się z Ryanem do samochodu. Na szczęście akurat byliśmy w takiej sytuacji, że nie było niezręcznej ciszy i mogliśmy normalnie rozmawiać. Zastanawiałam się, czy mówić mu o mojej rozmowie z Tylerem. Powinnam? Czy istniał jakiś powód, dla którego Ryana mogło to interesować? Cóż, ponoć mu na mnie zależało. W końcu wytatuował sobie różę na ramieniu. Zaczerpnęłam powietrza i powiedziałam:
- Poniekąd rozstałam się z Tylerem.
Ryan nie zareagował od razu. Na początku zacisnął tylko ręce mocniej na kierownicy, po czym zerknął na mnie.
- Poniekąd?
- Tak naprawdę nie byliśmy razem – powiedziałam, wzruszając ramionami. – Więc nie wiedziałam, jak inaczej to określić.
- Dlaczego to zrobiłaś? – rzucił, ale tak, jakby nie oczekiwał odpowiedzi.
- Hm, myślałam, że to oczywiste – odparłam, mając wzrok wbity w drogę przede mną. – To nie na nim mi zależy i nie mogłam już dłużej go zwodzić.
Ryan nic nie odpowiedział na moje słowa, ale czułam, że się ich spodziewał. No ale w końcu po raz pierwszy podczas naszej znajomości mieliśmy określone nasze uczucia do siebie nawzajem. To było tak dziwne, niemal surrealistyczne – będąc sami, mogliśmy mówić sobie wprost, że nam na sobie zależy, ale nie mogliśmy tego powiedzieć nikomu innemu. Wystarczyło, żeby znalazła się przy nas jakaś osoba trzecia i od razu musieliśmy narzucać maski. Nasze uczucia były sekretem, którego tajniki znaliśmy tylko my dwoje i choć zazwyczaj tajemnice były intrygujące i pociągające – to jednak nie w tym wypadku. Nie wtedy, gdy nie mogliśmy dać naszym uczuciom rozkwitnąć. Zastanawiałam się, jak to ma teraz wyglądać. Ryan cały czas pozostawał w związku z Melanie. Ja byłam sama. Z Ryanem się… przyjaźniłam? Taka przynajmniej była oficjalna wersja. Nawet nie wiedziałam, jak miałabym określić naszą relację. Teraz jeszcze jakoś dawaliśmy radę, ale co będzie potem? Gdy Melanie urodzi, a Ryan będzie musiał zajmować się dzieckiem… moja osoba spadnie wtedy na dalszy plan. Nie będziemy mieli nawet czasu się spotykać. A Ryan? Rzuci studia? Mel szkołę? A może się tu przeprowadzi? Nie, nie miałam siły nawet o tym myśleć. Wolałam jeszcze wyobrażać sobie ciążę Melanie jako coś abstrakcyjnego. Nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że ta sytuacja może być jeszcze bardziej skomplikowana.
- Wejdę z tobą – powiedział Ryan, gasząc silnik, gdy zaparkował przed moją furtką. – Zostawiłem u Mel parę rzeczy, które są mi potrzebne.
- Ok – skwitowałam krótko jego słowa i poczekałam, aż Ryan wyjdzie z samochodu i go zamknie. Pchnęłam furtkę i podążyłam w kierunku domu, a Ryan za mną. Weszliśmy do środka. Dom był dziwnie cichy – rodziców chyba nie było.
- Ależ tu hałaśliwie – mruknął Ryan, gdy odgłos naszych kroków w tej ciszy zabrzmiał jak wybuch rakiety.
- Rodziców chyba nie ma, ale Mel musi być, bo drzwi były otwarte – powiedziałam. Postawiłam torbę na korytarzu przy barierce schodów i zwróciłam się do Ryana:
- Idziesz do niej teraz?
- Chyba tak. – Wzruszył ramionami. Wobec tego skierowałam się w stronę mojego pokoju, a Ryan w stronę pokoju Melanie. Nie zdążyłam nawet wejść w głąb mojej sypialni, gdy usłyszałam:
- Co, do cholery?!
To wydało mi się maksymalnie dziwne, dlatego pędem odwróciłam się i pognałam do pokoju Mel. Ryan nadal stał w drzwiach, a na jego twarzy malowało się niedowierzanie. Nie wytrzymałam i stanęłam tuż za nim, zaglądając również do pokoju siostry. Po chwili i moja szczęka opadła. Moja zawsze nieśmiała i zamknięta w sobie siostra, od niedawna z lekkim brzuszkiem, siedziała na łóżku ze zszokowaną miną. Obok niej siedział jakiś chłopak. Nie miałam pojęcia, kto to – nigdy w życiu go nie widziałam – ale on i Mel wyglądali tak, jakby dopiero co od siebie odskoczyli w popłochu. Nie dziwiłam się Ryanowi, że tak zareagował, skoro Melanie i ten facet wyglądali jak przyłapani na gorącym uczynku. Ledwo zdążyłam ogarnąć to wszystko wzrokiem – bo na pewno nie rozumem – kiedy Ryan gwałtownie się odwrócił i zbiegł po schodach. Byłam rozdarta tylko chwilę – ułamek sekundy później pomknęłam za nim. Był szybszy ode mnie, więc udało mi się go zatrzymać dopiero przy drzwiach.
- Poczekaj – wydyszałam. – Daj jej wyjaśnić…
- Ryan! – Mel wpadła do przedpokoju, blada jak śmierć. – Ryan, tak cię przepraszam…
Dziwny pochód zakończył tajemniczy chłopak, który pojawił się za plecami Melanie, choć osobiście uważałam, że dla własnego dobra mógłby nie pokazywać się Ryanowi na oczy.
- Co to ma znaczyć? – warknął Ryan, patrząc oskarżycielsko na moją siostrę. – Co to za jeden?
- Trochę szacunku, kolego – wtrącił się chłopak, prostując się. – Wiesz, z kim rozmawiasz?
- A ty wiesz, z kim rozmawiasz? – Ryan zrobił krok w jego stronę, a ja niemal czułam bijącą od niego wściekłość. Miałam wrażenie, że bardziej złościło go zachowanie chłopaka, niż sam fakt jego przebywania z Mel. – Co robisz z moją dziewczyną w jej domu?
Chłopak westchnął teatralnie i przeniósł wzrok na Melanie.
- Powiedz mu.
Zerknęłam na siostrę. Stała w bezradnej pozie i z przerażoną twarzą. Nie rozumiałam nic z tego, co się tu działo, ale Mel nie wyglądała na kogoś, kto byłby skory do jakichkolwiek zeznań. Wciąż przenosiła wzrok z nieznajomego chłopaka na Ryana i wydawała się zagubiona w zaistniałej sytuacji. Cóż… też bym była. Z tą tylko różnicą, że Melanie wiedziała, o co w tym wszystkim chodziło.
- Powiedz mu – powtórzył z naciskiem chłopak. Patrzyłam na Ryana, który wyglądał, jakby miał zaraz eksplodować. Mel tylko coś jąkała pod nosem. Chłopak ponownie westchnął i spojrzał na Ryana.
- Cóż, widzę, że ja muszę to zrobić. Chyba zostałeś wprowadzony w błąd w pewnej kwestii.
- Niby w jakiej? – rzucił szorstko Ryan.
- A w takiej, kto jest ojcem – powiedział pogodnie chłopak, kładąc równocześnie rękę na brzuchu Mel. Wybałuszyłam oczy i zerknęłam na siostrę. Po jej twarzy ciekły łzy, a oczy miała nienaturalnie rozszerzone. Ten widok mówił sam za siebie – chłopak nie mógł kłamać. A jednak… to wciąż wydawało się nieprawdopodobne. Co tu się właśnie działo? To nie Ryan był ojcem dziecka Mel? Tylko… ten chłopak?
- Niemożliwe – wtrąciłam się bezbarwnym głosem.
- Ależ możliwe – odpowiedział pogodnie chłopak. Miałam wrażenie, że cała ta sytuacja niezmiernie go bawiła. – Ale skoro nie wierzycie… - Wzruszył ramionami i sięgnął do kieszeni spodni. Wydobył z niej złożoną kartkę i mi ją podał. – Sami się przekonajcie.
Szybko rozłożyłam kartkę, a Ryan w jednej chwili znalazł się przy mnie i też patrzył na jej zawartość. Miałam wrażenie, że uczestniczę w jakimś kiepskim filmie. Choć miałam wszystko czarno na białym – trzymałam w ręku wyniki testu na ojcostwo, wskazujące niejakiego Adama Richtera jako biologicznego ojca – wciąż nie mogłam w to uwierzyć. Druk był nieco wytarty, a data w rogu sugerowała, że wyniki mają co najmniej miesiąc. Nagle cofnęłam się wspomnieniami wstecz. To dlatego Mel zachowywała taki dystans, była taka wściekła i zdenerwowana… bo odkryła, kto jest ojcem…
Ryan złapał kartkę i jeszcze się jej przypatrywał, ale ręka tak mu drżała, że już po chwili z papieru została miazga. Obserwowałam go z niepokojem. Zacisnął mocno szczęki, a jego oczy ciskały gromy. Utkwił je w Melanie, która w milczeniu zaciskała blade wargi.
- Od kiedy wiesz? – spytał cicho.
- Ryan… - zaczęła drżąco Mel, ale przerwał jej krzykiem:
- Od kiedy?!
- Od… dłuższego czasu – powiedziała cicho, zalewając się łzami. – Ryan, ja…
- Jak mogłaś mnie zdradzić?! – Ryan krzyknął tak, że wszyscy odsunęliśmy się od niego co najmniej o pół metra. – Jak mogłaś… ufałem ci… - dygotał z wściekłości. – Byłem gotowy wziąć odpowiedzialność za nasze dziecko, za ciebie… a ty przespałaś się z jakimś gościem i nawet nie byłaś pewna, który z nas jest ojcem! Zrobiłaś to… - Drżącymi rękoma rozprostował kartkę. – Zrobiłaś to miesiąc temu… i nic mi nie powiedziałaś! – krzyknął, robiąc krok w stronę Melanie. – Udawałaś, że to moje dziecko, nawet nie miałaś zamiaru mi powiedzieć…
- Byłam w rozsypce! – wrzasnęła nagle Mel, a Ryan umilkł. – Tak strasznie za tobą tęskniłam, ale widziałam, co się działo. Nie jestem głupia! – zawołała, a z oczu ponownie pociekły jej łzy. – Widziałam, jak dogadywałeś się z Rose. Mieliście nagle więcej wspólnych tematów niż my. Coraz mniej ze mną rozmawiałeś. W dodatku przyjechałam do ciebie i co znalazłam? – urwała na chwilę. – Bransoletkę Rose na twoim łóżku! Tą samą, którą ja jej kupiłam na urodziny! – wykrzyknęła, a ja nagle zrozumiałam, czemu wtedy nie mogłam znaleźć tej bransoletki. Zostawiłam ją u Ryana, a Mel ją zabrała… - Spotykałeś się z nią, nic mi nie mówiąc! Nie wiedziałam, co robić! Poszłam na imprezę, spotkałam Adama… i… żałuję tego! I chciałam ci powiedzieć, ale…
- Ale jakoś nie mogłaś znaleźć słów, co? – przerwał jej Ryan lodowatym tonem. – Do cholery, Mel, mogłaś ze mną porozmawiać! Po prostu mnie zapytać! I co z tego, że spotkałem się z Rose? Jest twoją siostrą! I w dodatku znam ją praktycznie całe moje życie! – rzucił ostro. – To normalne, że czasem mogę się z nią spotkać! A ty znalazłaś jej bransoletkę i od razu rozłożyłaś nogi przed kimś innym? – krzyknął. Czułam, jak i do moich oczu wciskają się nieproszone łzy. Adam stał z boku i bez wyrazu przyglądał się temu, co się działo. Miałam wrażenie, że głowa zaraz mi wybuchnie. Świat ponownie stanął na głowie – moja siostra, wzór cnót, zawsze dobra córka… zdradziła Ryana, miała dziecko z jakimś Adamem, co w dodatku skrzętnie ukryła. Boże, to chyba były jakieś żarty. Ryan nagle ucichł, a Mel ciągle płakała. Na twarzy Ryana pojawiła się nagle determinacja i jakaś dzika zaciętość. Patrzyłam na niego z niepokojem, obawiając się, co powie. Widać było, że chciał zranić Mel, tak jak ona właśnie jego, ale przecież nie miał w planach powiedzieć niczego o nas…
- A więc zdradziłaś mnie – powiedział tonem tak pogodnym, jak przed chwilą Adam. – No cóż. To wiele zmienia. Ale może to i lepiej. Widzisz… - Nagle złapał mnie za ramię i przyciągnął do siebie. Oczy rozszerzyły mi się z przerażenia.
- Nie wciągaj mnie w to – syknęłam cicho w jego stronę, ale mnie nie słuchał. Wzrok cały czas miał utkwiony w Mel, która patrzyła na nas bezradnie.
- Widzisz… - kontynuował Ryan, ściskając moje ramię, aż mnie zabolało. – Czuję do Rose o wiele więcej, niż mogłoby się wydawać – powiedział ironicznie. – Możliwe nawet… że się w niej zakochałem.
- Co? – wyszeptałam.
- CO?! – wrzasnęła Melanie piskliwym głosem, a w tej samej chwili za nami otworzyły się drzwi. Całą czwórką odwróciliśmy się w ich stronę. Do domu wpadła mama z zapłakaną twarzą. Na nasz widok szybko ją wytarła.
- Och, przepraszam, nie wiedziałam, że was tu tyle jest – powiedziała szybko, po czym zerknęła na mnie. – Taty nie ma?
- Nie. – Pokręciłam głową. – Mamo, co się stało?
Dosłownie parę sekund później drzwi znów się otworzyły i wszedł tata, równie blady jak Mel – a zbladł jeszcze bardziej, gdy zobaczył mamę w kurtce i butach.
- Wiedziałem! – krzyknął. – Wiedziałem, że do niego poszłaś!
- Ty poszedłeś do niej! – krzyknęła mama, oskarżycielsko wyciągając w stronę taty drżącą rękę. – Po tym wszystkim, co nam zrobiła, ty i tak do niej poszedłeś, jak zawsze!
Tata zacisnął pięści. Pierwszy raz widziałam go tak wyprowadzonego z równowagi. Czułam, że robi mi się słabo. To było za wiele. Prawdziwa telenowela. Melanie ma dziecko z innym chłopakiem niż Ryan, Ryan mówi, że jest we mnie zakochany, rodzice wpadają do domu i oskarżają się nawzajem o jakieś spotkania… czułam, że podłoga usuwa mi się spod nóg, ale Ryan mocno przytrzymał mnie za ramię.
- Jak mogłaś do niego pójść? – spytał tata z bólem, wpatrując się w mamę. Na jej policzkach lśniły łzy.
- Jak ty mogłeś pójść do niej? – wyszeptała, po czym gwałtownym ruchem zsunęła z palca obrączkę i rzuciła ją tacie pod nogi, po czym wybiegła frontowymi drzwiami. Tata przez chwilę patrzył w złote kółko, po czym szybko je podniósł i również wybiegł. Nie zdążyłam nawet ochłonąć, gdy za sobą usłyszałam kolejne pytanie:
- Jak mogłeś się w niej zakochać?! – Melanie sprawiała wrażenie, jakby chciała uderzyć Ryana. – Mówiłeś… mówiłeś, że ci na mnie zależy…
- Zależało – przerwał jej Ryan brutalnym głosem. – Ufałem ci, Melanie, a ty mnie zdradziłaś i okłamywałaś. – Wziął głęboki oddech. – Tak jakby to jeszcze nie było jasne, to koniec – dodał.
- Nie! – Mel wrzasnęła przeraźliwie. Adam szybko do niej podszedł, ale odepchnęła go. – Nie, Ryan, nie! Przepraszam! Wyjaśnię ci wszystko. Kocham ciebie! Tylko ciebie! To było pomyłką. Proszę, nie zostawiaj mnie – kwiliła. Ryan patrzył na nią z odrazą.
- Wiesz co? – rzucił ostro. – Tylko ty w takiej chwili mogłabyś mnie prosić, bym z tobą został. Okłamałaś mnie raz i to wystarczy. Nawet to, co robiła Rose, nie było tak okropne jak to, co ty zrobiłaś – warknął. Mel przybrała zdumiony wyraz twarzy. Ja stałam obok jak skamieniała. Miałam tylko nadzieję, że Ryan nie będzie dalej w to brnął. – Mogą o niej mówić same najgorsze rzeczy, ale to ona zdobyła moje zaufanie. Odbudowała je, kawałek po kawałku… a ty już nigdy nie dostaniesz ode mnie takiej szansy – powiedział cicho. Mel zaszlochała. – Nie mogę uwierzyć, że mi to zrobiłaś…
Ryan odwrócił się i odszedł. Po sekundzie rozległo się trzaśnięcie drzwi. Spojrzałam bezradnie na siostrę. Myślałam, że ją znam... Katowałam siebie, byle tylko jej nie ranić. A ona, ta idealna dziewczyna, nagle zniszczyła wszystko.
Odwróciłam się i także wyszłam. Potrzebowałam świeżego powietrza.
Wiadro internetów (:D) wygrywa dainty, bo w którymś komentarzu zgadła, jak planuję "wybrnąć" z ciąży Melanie :) + od razu uprzedzam komentarze typu "czemu Ryan się tak wściekł, skoro też zdradzał Mel", będzie do tego odniesienie w ósemce :D
Komentarze (108)
Normalnie rewelacyjna część czekam na kolejną już :* :)
Dziękuję :)
Jeej, I was right! :D dzieki za wiadro haha :) rozdział jak na razie najlepszy ze wszystkich, tylko jestem ciekawa o co chodzi z rodzicami ;) podejrzewam, ze Lucasowi chodzi o Michelle, a Carly o Erica :D ale to tylko moje przypuszczenia, piąteczka oczywiście, wstawię jak bede w domu (komp) :*
Michelle - tak, Eric - nie :) dziękuję :*
candy kompletnie mi sie pomyliło, chodziło mi, ze Lucasowi chodzi o Erica, a Carly o Michelle, moj blad :) okej, super, ze nie mam całkowitej racji, lubie niespodzianki :D
dainty oj tam, zrozumiałam o co chodzi xD
candy może chodzi o Jareda?
dainty ech, tak :) w sumie to żadna tajemnica, więc się przyznam xD ale cieszy mnie to, że o nim pomyślałaś na końcu ;D a po drodze wyłapałyście jeszcze Doriana
candy my chyba zawsze bedziemy takie dociekliwe :D ale po co ona sie spotyka z tym... z NIM? Erica jeszcze zrozumiem, ale Jared? Jest aż tak zdesperowana? Zreszta Lucas wcale nie jest lepszy :)
dainty więc nie mogę się doczekać ósemki, w ktorej dowiem sie o co chodzi <3
ŻE JAK???!?? JARED??!!????!
XDDDDDD
Nuncjusz ? ;)
candy bo jest uźytkownik opowi o nicku Jared
ja chyba wiem, z czego się śmieje ;____________;
Jared hah, wybacz xD
jakoś przeżyję :P
Jared Hahaha
dainty o ja pisze kom i myślę sobie cholera trzeba przeczytać komy innych mimo że ich sporo patrzę a ty tu takie same przypuszczenia xd
nagisa-chan haha, dobrze, że chociaż trafne :)
No noo super <3 !!
Dziękuję :D
Anonimowa jedyneczka, kocham to! :))) człowieku, jak już wystawiasz mi pałę, to racz napisać za co...
Ktoś tu chyba zazdrości ;)
dainty <3
Jak możesz :( też chcem wiaderko! Też mówiłam, że to nie jego dziecko (tylko nie wiem czy w myślach, czy w komentarzu xd) Lucas pewnie poszedł do Michelle, ale do kogo poszła Carly? :o Dorian? JESZCZE :D
Zaraz dostaniesz <3
Zaraz?
Będzie dzisiaj następny????!?????!
Teska mówiłam o wiadrze xD
candy, nie odpowiedziałaś na resztę pytań! :c
marcepanowypotwor wiem kochana, celowo :D
candy dodaj następne proszę
(͡๏̯͡๏)
Teska jutro :)
Odemnie 5 i czekam na kolejną część
Dziękuję:)
O rany Ale się podziało no nieźle sobie to wynyslilas :D super 5 i ciekawe co będzie z Lucasem i Carly :( i oby Rose z Ryanem byli razem :)
Wymyśliłaś*
xdarcia dziękuję :D
JEEEEEEEEEEEEEJ!!!!!!......
:DD
Super, Świetne, KOCHAM
Ciekawi mnie ta sytuacja z rodzicami
BARDZO ciekawi!
Teska też się niedługo wyjaśni :)
Mam nadzieję, że to nie przez Michelle...
Jejku jakie to opowiadanie jest super!!!!
Teska <3
❤❤❤
请再添 下一部分
Sai cosa voglio dire? xD
Teska jutro ;)
candy oj nie bądz taka
Co ci szkodzi?
Masz już napisane to trzeba tylko wkleić
Teska a skąd to wiesz? XD
candy kochana w jednym rozdziale w komentarzu napisałaś że ósmy rozdział będzie z końcówką bum bum bum więc musisz go mieć napisanego a ja musze go mieć udostępionego
Bo innaczej zwarjuję
Teska hm, nie pamiętam, żebym o ósmym tak mówiła... o siódmym prędzej
Ale ja wiem że go masz
Dodaj proszeeeeeeeeeeeeeee eeeeeeeeeeeeeeee eeeeeeeeeeee
A ja wiem co się stanie
Na ratunek przyjdzie Kate xD
Dodaj następną plisssssss
Teska nie przyjdzie ;) jutro dodam
TTyle emocji!! Po prostu WOW. Nadal nie mogę ochlonac. Ej ja też tak myślałam! Też chcę wiadro xD dla mnie to nie jest dziwne że był taki zły. Z Rose jedynie się całował a Mel poszła do łóżka z jakimś ledwo poznanym kolesiem. Rozumiem go. Michelle?! Michelle jeszcze tu wsadzasz? I kogo jeszcze Dorianka? Carly i Lucas nie mogą się rozwiesc, to niemożliwe! Jak wyszło na jaw że to nie Ryana dziecko to myślałam że dlatego tacy byli bo wiedzieli to a tu starzy znajomi?! Jak?! Piąteczka oczywiście ♥
Haha, wreszcie napisałaś dłuższy komentarz! :D zmusiłam Cię xdd cieszę się, że go rozumiesz ^ a owszem, dawno Michelle nie było, ale niech ta druga osoba pozostanie na razie tajemnicą :D dziękuję <3
candy już drugi taki xD tyle emocji dałaś że nie dało rady inaczej xD czekaj może być Eric, Dorian hmm no Joe nie zmienił chyba orientacji? XD kto jeszcze był? Dziewczyny podawać kto jeszcze był! Ej a ten chłopak Michelle? Taki pomysł xD
Kociara już dainty odgadła, że będzie Jared :)
candy poproszę kolejne wiadro :D
Kurde nie zauważyłam xD zapomniałam o nim xD ej ja chce wiadro xD
Kociara dainty wpadajcie na mazowieckie, otwieram handlarz wiadrami
candy Oo akurat jestem w mazowieckim :)
dainty no widzisz :D
candy no to wpadam, podaj tylko adres Haha :)
dainty adres to kompletne zadupie xD wyślę Ci wiadro gołębiem. Dobra, koniec spamu :)
Kocham <3 proszę 8 <3
Jutro <3
;c będę czekać
To sie porobiło. Czekam na cd.
5
Dziękuję :)
Dziękuję bardzo bardzo za dedykację Kochana <3 Strasznie mi miło :) :) Ale muszę Cię opieprzyć :D Takie coś i ja się nie dowiem co dalej przez sześć tygodni???? :D :D Wykopie Internet w tej Austrii choćby spod ziemi :D Powiem Ci, że miałaś świetny pomysł. Ależ się zdziwiłam, że Mel, ta słodka, niewinna, głupiutka dziewczyna zrobiła coś takiego :o Kopara mi opadła :o No cóż, cicha woda :D Nie wiem, jak będzie z tymi rodzicami... Chociaż z drugiej strony, tyle już przeszli razem, że muszą się dogadać, nie widzę innej opcji :D Mam jedno 'ale'. Albo mi się coś popieprzyło, albo ta bransoletka była od Tylera, a nie od Mel... W każdym razie, zostawiam Ci 5 :)
Ten rozdział przewyższył moje oczekiwania <3
Billie masz rację, Rose faktycznie dostała bransoletkę od Tylera, ale akurat wtedy o niej nie myślałam, zwyczajnie "dodałam" sobie do akcji bransoletkę, którą kiedyś tam Rose dostała w prezencie od Mel. A widzisz, sprowokowałam Cię i teraz będziesz pod ziemią niuchała internety :D cieszę się, że się spodobało <3
candy nie moge cie znaleść na fb :(
jestem w grupie opowi na fb, chyba jedyna Sandra ;)
Wow, co to się porobiło xD Ciekawe o co chodzi z tymi rodzicami, ale mam przeczucie, że to nic groźnego i jakoś się wyjaśni. Co innego Mel, o rany... kompletnie mi to do niej nie pasowało, dlatego może zdrada była dla mnie takim zaskoczeniem. Coś czuję, że relacje Rose z siostrą mogą się jeszcze pogorszyć. Nie mogę się doczekać o co chodzi z tą całą złością :D Czuję, że opowiadanie zmierza ku końcowi, tak? :( 5 :)
No tak, ale będzie następne <3 dzięki :)
O_o OMG... W życiu bym się nie spodziewała... 5
<3
Już dawno nie zostawiłam komentarza, aż mi się głupio zrobiło :D ale czytam każdy. Ten jak zawsze rewelacyjny. Nie spodziewałam się tego wszystkiego po Mel. Zaskoczyłaś mnie zupełnie. A wybuch złości Ryana rozumiem mimo jego grzeszków. Czekam aż wszystko się ułoży i z rodzicami i z Rose i Ryanem. Bo musi się ułożyć.A tak w ogóle to można robić takie testy zanim się dziecko urodzi? 5 :*
Można :) dziękuję <3
Płakałam ze śmiechu i że smuteczku w tym samym czasie mimo wszystko kocham to uczucie i cieszę się że twoje opowiadanie wywołało na mnie te emocje :) Szczerze to cieszę się ze zdrady Mel ^^ Biedny Ryan i myślę że coś się dzieje z Ericem(czy jakoś tak xD) i Michelle(czy jakoś tak xD) co jest dlaczego jest taka sytuacja po między Lucasem i Carly :'(
Wyjaśni się wszystko :) + też się cieszę :D
candy ale z czego się cieszysz Candy -,O hmm... a tak przy okazji to jak skończą ci się wiadra to obwiążę nogi gołąbką i do drugiego końca sznurka przywiążę wiadro i wyślę ci tak parę jak chcesz mój wujek ma tresowane gołąbki xD
nagisa-chan cieszę się, że wywołuję emocje ;) hah, dzięki XD
candy dobra tam już dobra ją swoje wiem...
dogoniłam i wszystko przeczytałam :)
i pokoleji najpierw znalazłam dwie nieścisłości i to dość istotne:
1. branzoletka była od Tylera, a nie od siostrzyczki, rozumiem że mogła się pomylić melanie wykrzykując pod wpływem emocji różne rzeczy, przyjmuje do wiadomości ale ta druga rzecz. Testy na ojcostwo można zrobić dopiero po narodzinach dziecka nie wcześniej, odzywa się tu moja natura masażystki i zapalonego biologa :)
Co do samego rozwiązania ciąży i tak dalej sama miałam dwie koncepcje a nawet trzy:
1. udaje że jest wciąży
2. dziecko nie jest ryana
3. poroni albo w jakiś inny sposób straci
widać co się sprawdziło :)
pozdrawiam i życze weny pozwól że nie ocenie
Tłumaczyłam już Billie, że nie myślałam akurat wtedy o TEJ konkretnej bransoletce od Tylera, przecież Rose równie dobrze mogła mieć inną, starszą, którą dostała od Mel :) Po drugie, DNA dziecka jest takie samo jak kobiety w ciąży, po 10 tygodniu można już wykonać badanie. Nie żebym się jakoś na tym znała, ale nawet w jednym serialu było pokazane zrobienie takiego testu, gdy bohaterka było w ciąży. Zresztą Google rzecze to samo. Pozdrawiam również ;)
gdy bohaterka była*
Potwierdzam, można zrobić badania w czasie ciąży, na biologii to miałam nawet
Kociara mnie naprowadziła na właściwy tor xD mniejsza o DNA, badania robić można :D amen
candy w jakim serialu? :D
dainty w Plotkarze :)
candy Aa to się nawet nie zabieram, za dużo sezonów :)
dainty ja to obejrzałam 4 razy :D
candy haha, w sumie to moze sie okazać fajny na odmóżdżenie :D
dainty czy ja wiem, czy jest odmóżdżający... ja go bardzo lubię :)
candy no to może się skuszę :) jak tak, to dam znać ;)
Taaaak wiedziałam wiedziałam że Mel nie jest taka święta jaką udaje no po prostu bomba haha i dobrze jej tak
:DD
Czytam już to opowiadanie chyba z piąty raz i za każdym razem jest tyle samo emocji co na początku A może nawet więcej...
To przez tą ciekawość!! :)
Serio czytasz od nowa? Wooow xD
Tesca mam to samo co ty ,za każdym razem czytam jeszcze raz, i odnowa to przeżywam xD <3
Ech, kochane :) <3
rewelacja!
Dziękuję :D
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania