Stan niebycia

Kolorowe witraże

malowane w jaźni

tam powstaję ja

mała

nikła

wątła

i nawet jeśli widzisz

na wystawach szyby

przeźroczysty blask

nie jest przeźroczysty

 

Martwe ptactwo spada

wprost pod sine nogi

rani swym widokiem

odwróć swoje oczy

 

Zieleń trawy znika

wszędzie tylko czerń

może w nią wejdziemy

i znajdziemy dzień

 

Czasem po namyśle znika

przeźroczysty cień

ten co podpowiada

gdzie jest życia rdzeń

 

I wtedy wpadam

po raz nie wiem który

w otępienia stan

ten bez krwawych ran

 

I mówić mogę wszystko

bo to bez znaczenia

wszystko jest nijakie

nie ma powodzenia

 

I tak do czasu

aż przechyli dzban

i uleci kropla

ta da nowy plan

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • Tina12 22.06.2016
    Piękne.
    5
  • candy 22.06.2016
    tam powstaje - powstaję*
    Wow, świetne :)
  • Angela 22.06.2016
    Fajnie jest wrócić do Twoich wierszy. Najbardziej przypadło mi do gustu zakończenie z nutką nadziei na nowy plan : ) 5
  • little girl 23.06.2016
    Dziękuję Wam ;)
  • Rasia 04.07.2016
    "Stan nie bycia" - połączyłabym to jako "stan niebycia"
    Bardzo ciekawie zbudowałaś ten wiersz na zasadzie kontrastów. Im ukażesz coś bardziej przygnębiająco, tym drobne szczęście zdaje nam się paradoksalnie większe. Trzecia strofa pod tym względem to mistrzostwo. Bardzo mi się podoba, wyszła Ci taka mieszanka słodko-gorzka. Zostawiam 5 :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania