Stan niebycia
Kolorowe witraże
malowane w jaźni
tam powstaję ja
mała
nikła
wątła
i nawet jeśli widzisz
na wystawach szyby
przeźroczysty blask
nie jest przeźroczysty
Martwe ptactwo spada
wprost pod sine nogi
rani swym widokiem
odwróć swoje oczy
Zieleń trawy znika
wszędzie tylko czerń
może w nią wejdziemy
i znajdziemy dzień
Czasem po namyśle znika
przeźroczysty cień
ten co podpowiada
gdzie jest życia rdzeń
I wtedy wpadam
po raz nie wiem który
w otępienia stan
ten bez krwawych ran
I mówić mogę wszystko
bo to bez znaczenia
wszystko jest nijakie
nie ma powodzenia
I tak do czasu
aż przechyli dzban
i uleci kropla
ta da nowy plan
Komentarze (5)
5
Wow, świetne :)
Bardzo ciekawie zbudowałaś ten wiersz na zasadzie kontrastów. Im ukażesz coś bardziej przygnębiająco, tym drobne szczęście zdaje nam się paradoksalnie większe. Trzecia strofa pod tym względem to mistrzostwo. Bardzo mi się podoba, wyszła Ci taka mieszanka słodko-gorzka. Zostawiam 5 :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania