Stefan

Stefan mieszka w ostatnim domu na skraju wsi; tam kończą swoje trasy pekaesy i zawracają ptaki. Za jego domem rozciągają się dzikie pola, kraina, do której kiedyś wyruszył Czarnoksiężnik z Archipelagu, by zniszczyć swój cień.

Znam go ze sklepu, pod którym próbuje przy piwie wymieniać ze mną głębokie myśli o życiu i pogodzie. Kiedy jest bardzo pijany, zaczyna mówić o kobietach. Zapewne one fascynują go najbardziej; boi się ich i nienawidzi jednocześnie. Według ewangelii świętego Stefana każda kobieta to kurwa, która chce wyjechać do Niemiec i tam się puszczać.

Poza tym jest starym bojownikiem o wolność i demokrację spod skrzydeł Solidarności. Nikt nie traktuje go poważnie, bo wszyscy wiedzą, że walka z ubecją pomieszała mu w głowie. A kiedyś podobno był fajnym facetem i nikt tak jak on nie grał na akordeonie „Nocy i dni”.

Jest jeszcze coś, co nie czyni go straconym – lubią go zwierzęta.

 

Żona porzuciła Stefana jakiś czas temu, bo po trzydziestu latach małżeństwa uznała, że dość tej męki. Chata na skraju wsi opustoszała i tylko wieczorami słychać było, jak porzucony mężczyzna łka na gitarze „Dom wschodzącego słońca”. Gdybym miał wymienić trzy rzeczy, które Stefan lubi najbardziej, to byłyby to: muzyka, piwo i puszczające się w Niemczech kobiety.

Po odejściu żony Stefan zaczął prowadzić niehigieniczny tryb życia. Wiadomo, że gdy zabraknie dłoni, która nas pielęgnuje, dusza mężczyzny zarasta chwastami jak porzucony kompostownik. Zaczął palić trzy paczki fajek dziennie, odżywiać się zupkami Amino i jeść tabliczkę czekolady na deser.

 

Czekałem, kiedy rozsypie się od tej diety. Czekałem, kiedy jego skóra obwiśnie, a oczy staną się martwe. Życie zaczęło potwierdzać moje oczekiwania, bo Stefan przestał opowiadać pod sklepem o kombatanckiej przeszłości i przestał nauczać na każdy temat.

Czekałem na jego upadek. Czekałem, kiedy się zwiąże z fioletowym bractwem lub z tymi, co piją „mózgi”. Jednak nic takiego nie nastąpiło. Stefan w niepojęty sposób z dnia na dzień młodniał, jego oczy nabrały blasku, a sylwetka z przytłoczonej ciężką dolą chabety zmieniła się w tors gladiatora. Zupełnie jak mój kumpel Bachleda, który pomimo kilku lat picia dykty mógłby nadal pozować do kobiecych pism.

 

Tajemnica została odkryta po kilku dniach i wstrząsnęła wsią. Stefan mieszka z młodą kobietą, którą mąż wywalił z dzieckiem z domu. Kobieta ta nie miała dobrej reputacji wśród kur rozwieszających na linkach pranie i gotujących co niedziela rosół. Podobno często ją można spotkać wieczorami w barze pod lasem. Stefan też tam bywał i pewnie tam się poznali, a ona mu opowiedziała o tym, jak ciężko krzywdzi ją los.

 

„A gdy się zejdą raz i drugi. Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością, bardzo się męczą, męczą przez czas długi, co zrobić, co zrobić z tą miłością.”

Wieś huczała, a Stefan, który całe życie powtarzał, że baby to kurwy, zamieszkał z jedną z nich i mało tego, wydawał się być szczęśliwy. Z początku byłem zniesmaczony, ale gdy przypatrzyłem mu się bliżej, to odpuściłem każdy grzech przeszły i przyszły.

Co z tego, że mówił różne rzeczy, skoro czynił to nieświadomie. Co z tego, że jest idiotą – przecież on temu nie winny. Co z tego, że sieje zgorszenie, skoro szczęśliwy.

Stefan jaśniał i promieniał; na wszelki wypadek nie pytałem o nową miłość, bo mężczyzn nie wypada wypytywać o tak niemęskie tematy.

Zastanawiam się tylko, czy Stefan dzięki tej miłości otworzy szeroko drzwi i wyruszy jeszcze dalej – na pola rozciągające się za domem – by znaleźć i pokonać swój cień.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • il cuore godzinę temu
    Tak po prostu nie tyle, że bywa ale jest...
    Skądś tam pamiętam, że jesteś w Otwocku, moje dzieciństwo było w Międzylesiu, za płotem był las i nieodległy kanałek wodny; ideał działań dziecięcych...

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania