Straszny Makaron#1 - Dom na końcu świata

Wyobraź sobie ścieżkę, wijącą się niczym monstrualny wąż na odludziu, może blisko piekła.

 

Usłyszałem tę historię tylko raz w swoim życiu, ale to wystarczyło. Ilekroć przypominałem sobie w późniejszych latach jej fragmenty, z miejsca trafiałem na ową zapomnianą przez Boga ścieżkę, słyszałem chichoczący upiornie wiatr. Każdy detal, każde słowo, niby pokryte patyną zapomnienia, nagle ożywały.

 

Siedzieliśmy z Wojtkiem w jego pokoju, na piątym piętrze wyrośniętego żelbetonowego kloca. Za oknem smętna jesień dobijała się do nas grubymi kroplami deszczu i szumem wichru.

 

Wojtek kończył kolejną salwą śmiechu, po przeczytaniu w necie jakiegoś świńskiego żartu. Ja też miałem doskonały humor, ale wszystko szlag trafił, kiedy w pokoju zapanował nagle półmrok.

 

– No i chuj bombki strzelił – powiedział wkurzony, rzucając o ścianę jedną z pustych puszek po piwie.

 

Ja przyjąłem tę zmianę sytuacji z większą dozą zrozumienia i cierpliwości. Podszedłem do okna. W sąsiednim bloku panowały podobne egipskie ciemności. Za pasem wieczór, więc Wojtek poszedł do kuchni po latarkę.

 

Nie wiem, w którym momencie wpadł na pomysł opowiedzenia tej historii. Pamiętam, że przyjąłem tę propozycję z umiarkowanym entuzjazmem. W tamtym okresie wszelkie aktywności wybiegające poza komputer i spotkania ze znajomymi na osiedlowym podwórku wydawały się równie ciekawe co ślęczenia do późnych godzin nocnych nad referatem z polskiego.

 

– Słuchaj, to jest podobno prawda prawdziwa. Mam świadka.

 

– Niby kogo? Swoje odbicie w lustrze? – zadrwiłem.

 

– Sam jej przecież nie wymyśliłem.

 

– No raczej nie. Od kogo ją wziąłeś?

 

– Nieważne. Ale skoro i tak nie chcesz słuchać to…

 

– Dobra, nawijaj. Tylko bez żadnych efektów, to nie przedszkole.

 

Opowiedział, a ja skomentowałem to jednym słowem: Ujdzie. A mimo to pamiętam ją dokładnie i postanowiłem spisać, utrwalić. Nie dla przysłowiowych wnuków, ani tym bardziej dla siebie. Prawdopodobnie nigdy do niej nie sięgnę, pogrzebie pod stekiem papierzysk.

 

                                                                     ***

 

Jechali już dość długo. Młode małżeństwo. On postanowił, że jeszcze raz tamtego roku wybiorą się na rowery, ona nie miała nic przeciwko. Ale był listopad, pogoda potrafiła płatać figle kilka razy w ciągu dnia. Ostatecznie wyruszyli z dogodnego miejsca, do którego dojechali autem, koło południa. Trasa wiodła przez wioski, czasami zbaczała na ubite leśne ścieżki. On miał małego świra na punkcie miejsc zatrzymanych w czasie, skąd do wszelkiej maści ośrodków miejskich zawsze było daleko, a lokalny sklep był najważniejszym miejscem spotkań i centrum wymiany poczty pantoflowej. Ona nie miała nic przeciwko jego fanaberiom. Znosiła je dzielnie. Po każdej takie wyprawie sprawdzała w aplikacji stan konta bankowego. Zawsze działało. Ale może to też po części miłość? Zarzekała się w myślach, że na pewno tak.

 

W końcu trafili na ubitą ścieżkę odbijającą w lewo i ciągnącą się daleko po horyzont. Spojrzał na nią czule i postanowił bez wahania. Zbliżała się szesnasta, powinni już powoli wracać, jeśli chcieli dotrzeć do auta przed całkowitym zmrokiem. Chciała coś powiedzieć, ale ugryzła się w język. Po prostu jechała za nim.

 

Wydawało się, że droga nie ma końca. Kolejne zagajniki, pola, porośnięte kikutami młodych brzózek ugory. Wiła się pomiędzy nimi, czasami zataczając naprawdę ostre zakręty. Wtedy jeden jedyny raz zasugerowała mu, że może warto wracać. Odparł, że to wykluczone, po prostu, i przyśpieszył.

 

Świat zaczął szarzeć, a potem powoli ciemnieć. Od piętnastu minut jechali w jesiennej mżawce. Co jakiś czas wiatr smagał nią ich twarze. Wtedy jej to powiedział, że nie wie, gdzie jest, że od jakiegoś czasu był przekonany, iż wracają. Ale teraz, już sam nie wie. Jak okiem sięgnąć nicość pól i kikutów drzew, skąpana w tyradzie listopadowej mżawki.

 

Bardzo chciała go uderzyć, pierwszy raz od dawna, może od początku? Ale nie zrobiła tego. Usiadła na poboczu ścieżki i po prostu patrzyła, przed siebie. On jeszcze się nie poddawał, szukał zasięgu, szukał schronienia, szukał wyjścia. Kilka razy zamknął oczy na dłużej. Jakby był przekonany, że to tylko sen.

 

Wtedy ona krzyknęła, że coś widzi, że muszą iść jeszcze trochę. Tak zrobili. Nie było lepszego wyjścia.

 

Ulokowała w niej całą swoją nadzieję. W ceglanej ruderze, małej, z wybitymi oknami, z których pustych oczodołów wyrastały gałęzie uśpionych do wiosny krzewów. Obeszli znalezisko dookoła. Od strony ugoru znajdowało się wejście. Wyrwane z zawiasów drzwi ktoś, dawno temu, oparł o ścianę w środku. On włączył latarkę w komórce, poświecił po niewielkim pomieszczeniu. Było tam zupełnie pusto. Żadnych mebli, żadnych śmieci, tylko wyrośnięty na środku krzew. Dach wyglądał na cały w większości, jedynie w jednym miejscu krople szybko skapywały na ziemne klepisko.

 

Wyjęła ze swojego poręcznego plecaka dwa batony. Wiedzieli, że spędzą tam noc. Poprosiła, aby zastawiła wejścia drzwiami. Nie miał ochoty, ale zgodził się. Potem oboje usiedli wtuleni w siebie naprzeciwko okna. Wieczór nadszedł szybko, a noc zapadła momentalnie.

 

Ona obudziła się pierwsza. Przez wiatr. Nucił melodię, chciał jej coś powiedzieć. Deszcz mocno stukał w poszycie dachu. Wsłuchała się uważnie. Potem spróbowała obudzić męża. Spał twardo, jakby zawsze sypiał w takich warunkach, jakby się tam urodził. Trzy mocne uderzenia w bark - nic. A ona już czuła, miała pewność. Od śmierci dzieliły ich stare ściany z pojedynczej cegły, puste oczodoły okien i barykada ze starych drzwi. Śmierć spacerowała na zewnątrz, słuchała melodii wiatru i czekała cierpliwie.

 

Dom na końcu świata, tak o nim mówili. Nie można się było do niego dostać z własnej woli. Trafiali tam ludzie zagubieni, w swoim życiu, w swoich decyzjach. Ich ciała znajdowano potem zwykle w bliskich lokalizacjach, niedaleko starego zagajnika. W sumie, przez ponad sto lat około dziewięciu osób. Od pół wieku mówiono też o dziesiątej, jedynej, jaka przeżyła, starym wędrowcu bez domu, rodziny, tożsamości. Przeżył, bo, odkąd pamiętał, szedł ścieżką, jaką wyznaczył sobie za młodu i nigdy z niej nie zboczył. Kiedy trafił do Domu na końcu świata, po prostu go minął.

 

Nie znaleziono ich razem. Kobieta leżała po wschodniej stronie zagajnika, mężczyzna po zachodniej. Dzieliły ich stare, pamiętające wiele, drzewa. Tak jak dzieliły innych przed nimi, trwających w swoim zakłamaniu i zagubieniu.

Średnia ocena: 4.9  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (36)

  • Bettina ponad rok temu
    Stephen King
  • Bettina ponad rok temu
    Jadne, ze to komplement, ale z mojej strony, bo lubiẹ go.
  • Bettina ponad rok temu
    * sorki, Jasne
  • Bettina ponad rok temu
    Sie rozpisze, jak nigdy..., ale opowiem historie, ktora mi sie zdarzyla naprawde. Pisalam kròtko z nieznanym mi facetem, ktòry udawal , ze cos umie, ma wiedzẹ. Napisal - ,,drzewa kłamią" , co mnie niesamowicie zaintrygowalo. Przyjẹlam to jako dogmat prawde. Szukalam dlugo wyjasnienia az wprost zapytalam - Pan nie ma pojẹcia o poezji. Na co on - Nie.
  • Mak ponad rok temu
    Tajemnicza historia. Moim zdaniem warta rozbudowania, bo za szybko się ucięła.
  • Bettina ponad rok temu
    Dokladnie. Tam nie ma prawdy jest klamstwo, ale drzewa nie kłamią.
  • Bettina ponad rok temu
    Mak, a wiesz czemu ,,dobre zakończenia" sa nawet w filmach pokazane THE END.
  • Bettina ponad rok temu
    Glosy potẹpione

    ,Gdyby Donald Trump był prezydentem, Putin siedziałby teraz w Kijowie. Zrozumcie, co to oznacza, ponieważ agenda Putina nie dotyczy tylko Ukrainy. Zrozumcie, dlaczego europejscy sojusznicy i nasi sojusznicy z NATO są tak wdzięczni, że nie jesteś już prezydentem, i że my rozumiemy znaczenie największego sojuszu wojskowego, jaki świat kiedykolwiek znał, jakim jest NATO" - wystẹkała (odautorskskie) Harris. Dodała, że gdyby nie działania jej i Bidena na rzecz wsparcia Ukrainy, Putin wygrałby wojnę i "miał oko na resztę Europy, zaczynając od Polski"

    Prasa.
  • wikindzy ponad rok temu
    Powiedziłą też od Cowidu zmarło 220 milionów amerykanów i to na dwóch wiecach, zanim jej zredagowali na poprawnie, jest głupia.
  • Bettina ponad rok temu
    wikindzy
    Bardzo, bardzo kobieca.
  • Bettina ponad rok temu
    Koleżka.
  • Bettina ponad rok temu
    Aleks99 sorry, wybacz kobiecie w faxie przekwitania jeszxze to

    Spór o polskie myśliwce
    Wizytę Harrisa w Polsce przyćmiewa spór dotyczący polskich myśliwców radzieckiej konstrukcji, które miały zostać dostarczone na Ukrainę. Polski rząd publicznie zaproponował przewiezienie samolotów MiG-29 do bazy lotniczej w Niemczech, a następnie udostępnienie ich Ukrainie, której piloci są przeszkoleni do latania takimi myśliwcami. Rząd USA odrzucił jednak tę procedurę, twierdząc, że istnieje ryzyko rozszerzenia konfliktu przez Rosję, jeśli samoloty należące do NATO interweniowały w wojnie na Ukrainie.

    Prasa
  • Aleks99 ponad rok temu
    Bettina, kurde, weź mi wytłumacz, co jest z tobą nie tak, że łazisz pod moje teksty i wrzucasz pod nie jakieś swoje głupotki z neta? Starałem się traktować cię jak wiatr, bo już za dużo tego, a ty swoje. Męcząca jesteś z tymi komentarzami, serio. Czuje się jakbym był na forum literackim, ale to forum dla umysłowo chorych
  • Bettina ponad rok temu
    Aleks99
    Dzien dobry.
  • Aleks99 ponad rok temu
    Bettina znajdź sobie inne zajęcie i przestań spamować pod moimi tekstami te głupoty
  • zsrrknight ponad rok temu
    Aleks99 wątpię, że to rozumie po polsku...
  • Aleks99 ponad rok temu
    zsrrknight Szkoda, bo strasznie upierdliwe to to jest. Jakiś happening po fentanylu
  • wikindzy ponad rok temu
    Ukraina rozszerzy się na zachód, tak by chciała, zresztą odkąd się reaktywowała, a właściwie powstała na dobre i oddała się pasjom nacjonalistycznym. Kto płaci za Migi - każdy płaci, Ty nie, bo w Niemczech, każdy ma kawałek Miga (choć te mamy od Niemców), kto kupił nasze, te z wcześniej?
  • Bettina ponad rok temu
    Aleks99
    Adorujɛ
  • Aleks99 ponad rok temu
    Bettina wolałbym żebyś po prostu przestała pisać tych głupot pod moimi tekstami. Załóż sobie wątek na forum i tam odgrywaj niepoczytalną
  • Bettina ponad rok temu
    Aleks99
    Nie ma nikogo.
  • Bettina ponad rok temu
    Bardzo. Spadam. Milego dnia.
  • popisANA ponad rok temu
    Aż mnie dreszcze przeszły. Świetnie napisana historia.
  • Aleks99 ponad rok temu
    a dziękuję
  • zsrrknight ponad rok temu
    "Opowiedział, a ja skomentowałem to jednym słowem: Ujdzie." - dobre, jakbym skądś to znał...
    "Prawdopodobnie nigdy do niej nie sięgnę, pogrzebie pod stekiem papierzysk." - chyba "pogrzebię"

    straszny makaron, czyli creepypasta po amerykańsku... Całkiem spoko. Wstęp bardziej żartobliwy, luźny, potem część horrorowa, ale bardziej subtelna niż szokująca. Ciekawe co dalej
  • Aleks99 ponad rok temu
    No subtelnie, bo jeszcze sam nie wiem w co pójść. I tak na pół gwizdka zrobiłem. Co będzie dalej? No kolejne makarony, bo ten to zamknięta historia, choć taka z otwartym zakończeniem xd
  • Joan Tiger ponad rok temu
    Fajny tekst. W najciekawszym momencie pozostawiłeś niedosyt: co i jak? Wszystko owiane tajemnicą, której nie znał nikt. Wyobraźnia szaleje, zwłaszcza że to miejsce, o którym było i jest głośno. Fajnie budowane napięcie, emocje i zwykła, ludzka nieporadności :)
  • Aleks99 ponad rok temu
    No tak to obmyśliłem, niech czytelnik pogłówkuje, co tam było dalej ;)
    Dzięki
  • Bettina ponad rok temu
    Dajɛ 5, trudno. Jest wieczorem I nikogo nie ma.
  • droga_we_mgle ponad rok temu
    Straszny makaron, heh. Niczym moje "straszne szorty" :))

    Dobre przejście na początku od atmosfery niepokojącej opowieści do prozy życia.

    "Było tam zupełnie pusto. Żadnych mebli, żadnych śmieci" - podejrzane...
    "Kiedy trafił do Domu na końcu świata, po prostu go minął." - FANFARY! Oto rzadki okaz rozsądnej postaci w horrorze!!!

    Ej, niby nic specjalnie oryginalnego, ale naprawdę mi się podobało. I moim zdaniem nie wymaga rozwinięcia. Najlepsze creepypasty (z nielicznymi wyjątkami) to krótkie creepypasty.

    "Po każdej takie wyprawie sprawdzała w aplikacji stan kota bankowego" - kot bankowy? Co to za rasa? ;-)
    "Spojrzał na nią czule i postanowił bez wahania. " - postanowił to niezbyt dobrane słowo w tym miejscu. Zdecydował?

    Kiedyś, co prawda nie na końcu świata, natknęliśmy się ze znajomymi na bunkier(?) nie był pozbawiony śmieci (włącznie z oderwaną klapą od sedesu), a przez okienko spokojnie dałoby się dostać do środka. Z tym, że... przy wejściu (i chyba w środku też) namalowane były odwrócone krzyże, pentagramy itp. Więc nie miałam ochoty tam włazić bez naprawdę dobrego powodu. Jeszcze bym tam jakiś ołtarz z głową kozła znalazła...?

    Pozdrawiam :)
  • droga_we_mgle ponad rok temu
    A, i podoba mi się, że z momentu "na chwilę przed tragedią" przechodzisz od razu do "po wszystkim". Niektórzy myślą, że do efektu straszenia niezbędne są krwawe flaki, a prawda jest taka, że te opisy (często nie najlepsze i podobne do wszystkich innych) robią się nużące. I nie, nie złapałam znieczulicy, na studiach widziałam trochę obrażeń, które naprawdę zapadły mi w pamięć...
  • Aleks99 ponad rok temu
    Z tym kotem to poważna wpadka z mej strony, wstyd! Dzięki za wyłapanie. Jak się pisze późnymi godzinami i potem jeszcze po wszystkim sprawdza, to tak jest właśnie.
    Też mi się wydaje że najlepsze straszne makarony to takie właśnie szorty, z klimatem ale bez całej biografii bohaterów. Zawsze mnie korciło pobawić się w tym temacie, więc może troche ich napisze
  • Aleks99 ponad rok temu
    droga_we_mgle tak, czasami wystarczy naprawdę stworzyć klimat, oddać emocje bohaterów i bez krwi i flaków są ciarki. Najlepsi z najlepszych tak robili i jakoś działało, a teraz koniecznie latające wątroby ;)
  • droga_we_mgle ponad rok temu
    Aleks99 ✎choć może kiedyś spróbuję wykorzystać swoją nieco-większą-od-średniej-krajowej znajomość tematu i napisać jakąś scenę gore... może nawet z latającą wątrobą, bo rozbawiło mnie to sformułowanie 😆
  • Aleks99 ponad rok temu
    droga_we_mgle polecam się na inne ciekawe sformułowania :D
  • Joan Tiger ponad rok temu
    droga_we_mgle, zaciekawiłaś. Ciekawa jestem twojej wizji i zachęcam do napisania. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania