Surowe kości miasta tonęły w powietrzu
I znowu mi wysypią pod oczodołami mroczki, jak daktyle świeżo po zdjęciu z drzewa, jeszcze aromat słońca i błękit chwytają się ogonka, a liśćmi nasmarują ciało, aż zzielenieje otoczka i żywość przeminie, a mroczki w oczodołach zaczną kwitnąć.
I znowu się przymierzam, sprawdzam, czy wkomponuję którąś z myśli w beton smażony w słońcu - kości miasta; spłonęło w tym roku i pośród zgliszczy pozostał żywy popiół. Niebawem i to minie, znikną z okien puste donice i zasłony zwiędną lub postarzeją się w kurzu i zadumie.
Nauczyłaś mnie kichać, gdy wiersz zbyt mocno wejdzie do nosa, a dziurawić można nie tylko serce, ale czas, jeśli wystarczająco mocno wyprzeć niechcianą chwilę, nagle brakuje przestrzeni, ale w tym braku nie ma już pustki, ani czystej strony.
Komentarze (4)
To już?🍓🖕🚲
il cuore już
Trudny styl ale już polubiłem i do niego przywykłem. Jest moc.
Sokrates Dzięki
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania