Surowe kości miasta tonęły w powietrzu

I znowu mi wysypią pod oczodołami mroczki, jak daktyle świeżo po zdjęciu z drzewa, jeszcze aromat słońca i błękit chwytają się ogonka, a liśćmi nasmarują ciało, aż zzielenieje otoczka i żywość przeminie, a mroczki w oczodołach zaczną kwitnąć.

 

I znowu się przymierzam, sprawdzam, czy wkomponuję którąś z myśli w beton smażony w słońcu - kości miasta; spłonęło w tym roku i pośród zgliszczy pozostał żywy popiół. Niebawem i to minie, znikną z okien puste donice i zasłony zwiędną lub postarzeją się w kurzu i zadumie.

 

Nauczyłaś mnie kichać, gdy wiersz zbyt mocno wejdzie do nosa, a dziurawić można nie tylko serce, ale czas, jeśli wystarczająco mocno wyprzeć niechcianą chwilę, nagle brakuje przestrzeni, ale w tym braku nie ma już pustki, ani czystej strony.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • il cuore dzisiaj o 0:14

    To już?🍓🖕🚲

  • Dziena hiena godzinę temu

    il cuore już

  • Sokrates 2 godz. temu

    Trudny styl ale już polubiłem i do niego przywykłem. Jest moc.

  • Dziena hiena godzinę temu

    Sokrates Dzięki

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania