Surowe kości miasta tonęły w powietrzu

I znowu mi wysypią pod oczodołami mroczki, jak daktyle świeżo po zdjęciu z drzewa, jeszcze aromat słońca i błękit chwytają się ogonka, a liśćmi nasmarują ciało, aż zzielenieje otoczka i żywość przeminie, a mroczki w oczodołach zaczną kwitnąć.

 

I znowu się przymierzam, sprawdzam, czy wkomponuję którąś z myśli w beton smażony w słońcu - kości miasta; spłonęło w tym roku i pośród zgliszczy pozostał żywy popiół. Niebawem i to minie, znikną z okien puste donice i zasłony zwiędną lub postarzeją się w kurzu i zadumie.

 

Nauczyłaś mnie kichać, gdy wiersz zbyt mocno wejdzie do nosa, a dziurawić można nie tylko serce, ale czas, jeśli wystarczająco mocno wyprzeć niechcianą chwilę, nagle brakuje przestrzeni, ale w tym braku nie ma już pustki, ani czystej strony.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • il cuore 2 mies. temu

    To już?🍓🖕🚲

  • Dziena hiena 2 mies. temu

    il cuore już

  • Sokrates 2 mies. temu

    Trudny styl ale już polubiłem i do niego przywykłem. Jest moc.

  • Dziena hiena 2 mies. temu

    Sokrates Dzięki

  • Aeliora 2 mies. temu

    Idzie się pogubić ale jest ten mrok i ten styl👌

  • Dziena hiena 2 mies. temu

    aeliora dziena

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania