Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Święta hiena jako sędzia najwyższy
Hiena, święta hiena, ten płaczek dalijski, którego wrzucona w kisiel skóra powoli ropieje, aż ropień nie zmieni się w słońce, by nie było końca: zachwytom nad sobą, samouwielbieniu i ekstazie istnienia. Ekstazą istnienia nie może być pusty zachwyt nad życiem. Ekstazą istnienia nie może być zachwyt nad stwórcą, bogiem, czymkolwiek innym, niż samym człowiekiem, którym jestem. Zachwyt nad stwórcą, to zachwyt nad sobą przebrany w pokorę i uniżenie przed stwórcą. Zachwyt nad naturą niewiele się różni, może wyłącznie w tym tak często pociąga, iż dopamina, ekscytacja i adrenalina na krótki moment poszerzają granice osobistej świadomości, aż do momentu, w którym zostaje ciało. Sakralizacja i seksualizacja nie są sobie ani odległe a tożsame.
Święta hiena, ten przepiękny trybunał, nad głową którego przelatują nieustannie aeroplany z pasażerami niosącymi w sobie nadmiar weny. Święta hiena, która staje się mesjańskim obrazem na równi geniuszu i szaleństwa, a w obu przypadkach spotyka na swej drodze człowiek: niezrozumienie, odrzucenie, szyderczość pospólstwa, którego schematy stają się przewidywalne do tego stopnia, iż finalnym aktem zwycięstwa schematu nad myślą, staje się scena, w której naga, rozbawiona, figlarna poezja umiera w ramionach niedoświadczonego kochanka, który w swym pragnieniu, by kochać, zapomniał, iż miłość ma silnie narkotyczne właściwości.
Sąd Najwyższy, acz niezbyt wysoki, bo wysokość gmachu to zaledwie półtorej piętra, gdzie parter zajmuje instytucja, a poddasze archiwum; postanowił rozstrzygnąć spór cywilny, którego podstawę prawną orzeka pismo:
"Na mocy pochwały, uchwały i przechwałek prawa względem zbioru zasad moralnych, których rzekomo korzenie sięgają w głąb człowieka, jakkolwiek nie jest jednoznaczne, ani możliwe, by powiedzieć, iż korzenie te nie robiąc nic więcej, jak bezwładnie zwisają w próżni. Tym samym tracą kontakt z człowiekiem, a obecność korzeni moralności, pomimo, iż zdolne są sięgać głęboko, nie posiadają realnego odzwierciedlenia w postępowaniu człowieka, a częściej wyłącznie łaskoczą sumienie do tego stopnia, iż stłumiony chichot zmienia się w histeryczny rechot. Temu prawo jasno, definitywnie i klarownie stwierdza, iż wszelki przyczynek powstały w poezji winien opierać się na jednostkowym i osobistym przeżyciu. Jasno określa się również osobistość przeżycia, przez którą należy rozumieć: indywidualną sferę myślenia, które wynika z przeszłości, doświadczeń, a jednocześnie bywa motorem napędowym dalszego myślenia, które przybierać może formy przeróżne: analityczne, poznawcze, moralizatorskie, pochwalne, demonizujące, dramatyzujące. Myślenie, jeśli staje się ucieczką od samej myśli pozostaje myśleniem w kategoriach poezji tak długo, jak impuls do ucieczki i sam sposób przeprowadzenia ucieczki pozostają w ścisłym i bliskim kontakcie z uciekinierem. Zasada ta pozostaje adekwatna do pozostałego typu reakcji, dla których istotą rzeczy pozostaje bliski kontakt emocjonalno-fizyczny z procesem myślowym tak, iż ciężko odróżnić, czy tak faktycznie myśli człowiek, czy myślenie jego jest produktem samej myśli, czy myśl staje się produktem człowieka. Dlatego również, o ile wzniosłym staje się koncept dążenia do prawdy, istotą poezji staje się jej subiektywizacja i wcielenie czegokolwiek, co człowiek postrzega przez pryzmat prawdy, do prywatnego, osobistego przeżycia, której następnie uformuje siebie w rodzaj poglądu(...)"
Dlatego sąd najwyższy, którego w skład wchodzą hiena i nikt więcej, z zamysłem godnym greckiego filozofa i zapałem godnym zażywania opioidów stawił siebie w roli arbitra współczesnej poezji i literatury w ogóle. Ten święty, ochrzczony w strumieniach weny, które tryskają spomiędzy nóg Zorzy, gdy wprawiony język, gotowy skosztować wilgotną krainę obłędu, otumaniony najróżniejszym słowem, język swój wkłada nie tylko w usta, ale i pomiędzy owe, romantyczne doliny rozkoszy. Nie jest to kogut, by z piersią wypiętą do przodu, podarować ludziom przebudzenie w promieniach słońca, które najpierw zeskrobuje z kominów resztki nocy, a następnie z dachu spycha ciemność, by upchać to, co z nocy zostało, w rynnach, by tam, mogła czekać bezpiecznie, aż na niebo znowu powrócą: granat, gwiazdy, łuny i złudne poczucie, iż możliwym jest zmienić własne życie w ciągu jednej, bezsennej nocy.
I czekam, aż ropień wybuchnie, a eksplozja rozleje się jasnym, żółtawo-zielonawym kolorem, z którego wypłyną następnie: słowa, których najmocniej się wstydzę i najbardziej boję. Słowa, które wypociłem już kilka nocy wcześniej. Słowa, które zmieniają zapach na mojej skórze. Słowa, które wrosły we mnie, zanim stały się słowem, bo narośl była czymś więcej: wybroczyną, która jawi się na psychice, jeśli wepchnąć tam spojrzenie. Rozepchać tym spojrzeniem cienką, balsamowa skórę, jak delikatne płótno, które rozleci się szybko, gdy spłoszony doznaniem człowiek znowu będzie szukał ratunku pośród myśli, spowije wokół pancerz, wytłumaczy, zracjonalizuje. Wyjdzie z siebie i przejdzie do świata, jak do porządku dziennego, jakby nigdy nic nie broczyło, nie tchnęło i nie pluło, a jednak splunąć, splunąć i zacisnąć mocno szyję, zacisnąć zęby i szczękę, a oddech, trzymać tak długo, aż słowo nie wniknie na tyle mocno, by wyjść przez nozdrza, spojrzenie, rękę. I największą trudność widzę w tym w końcu, iż cokolwiek pragnę stworzyć, staję się sługą, bezsilności, niemocy i walki. A gdy przestaję walczyć, przestaję też tworzyć, bo sam przestaję być istotnym elementem dla fabuły, staję w cieniu i szukam transu, jakby życie moje było tylko medium pomiędzy tym, co przeżyłem, a czego nie potrafię jeszcze przeżyć.
Komentarze (10)
To jak bełkot AI urwanej ze smyczy...
Spróbuj w takim razie wygenerować tekst albo poproś Marabuta o pomoc, tekst, który będzie utrzymany w groteskowej stylizacji, pewnej formie teatralizacji, z dodatkiem elementów strumienia świadomości, przy jednoczesnym przedstawieniu stanowiska, które dotyczy osobistego sposobu oceniania poezji oraz kategorii, wedle których ktoś tworzy własną poezję, przy jednoczesnym przejściu do refleksji nad tym, co dzieje się w człowieku, zanim to, co czuje i myśli, przyjmuje postać myśli, a następnie spróbuj to podać w zachowaniu groteskowej, eskalacyjnej metaforyki, to pogadamy. A jeśli nie będziesz i nie widzisz różnicy między tekstem w określonej konwencji literackich (której oczywiście nie musisz znać, nie oczekuję tego po kimś, kto generuje teksty na Twoim poziomie) to już cóż, na to nie mam wpływu
Dziena hiena - Dalej pierdzisz jak AI.
infelia No dobra, keep trolling
AI nie wie, co to ból, co to rozpacz, radość czy szczęście... AI nie czuje, nie wejdzie pod skórę. AI analizuje miliardy tekstów napisanych przez ludzi, uczy się na nich, ale nie ma ''ja'' , dlatego możemy dostrzec różnice między tekstem człowieka, a wygenerowanym.
Zobaczcie, AI nie zapuszcza się w głębię, jeszcze nie umie, więc ociera się, wymagając od czytelnika, żeby on odczuł i dopisał SOBIE obraz. Słowa AI są puste, odtwarza jedynie, a nie przeżywa... jest odbiciem tylko.
Dlatego można, bez trudu, rozpoznać, co napisał człowiek, a co AI.
Grafomanka Tak, dla mnie też jest istotna inna przestrzeń, do której AI nie ma dostępu, na przykład to, co się dzieje z człowiekiem, czy ze mną, w trakcie pisania, nie doświadcza próby wyrażenia czegoś, niemożności, nieumiejętności, czy nieustającej potrzeby, by to wyrazić, gdy tak naprawdę nie do końca jest to możliwe. Tak samo, jak nie zna procesu poszukiwania formy, kształtowania myśli, bo tam wszystko jest już gotowe, natomiast literatura, nawet już napisania i wydana, nie zawsze jest gotowa i to jest ten element, który mnie w pisaniu ostatnio pociąga - niegotowość i właśnie proces twórczy w trakcie wraz z całym wachlarzem psychologicznym reakcji, które następują w trakcie.
Dziena hiena, w sumie najciekawsze w pisaniu jest właśnie to całe męczenie się z tekstem... w głowie masz super myśl, a na papierze wychodzi bzdura i musisz kombinować od nowa...
AI po prostu wypluwa gotowca i ma ''z głowy''... nie ma w tym żadnych emocji ani tej satysfakcji, że w końcu coś „kliknęło”.
Ta nasza niedoskonałość i cała ta droga to właśnie to, co robi różnicę...
"ucieczką", "ucieczki" x 2, "uciekinierem" - w jednym zdaniu. Fakt - AI nie byłaby do tego zdolna. To zwykły słowotok Mietka, co mu piana z pyska leci.
Nie, to człowiek, który za myślą idzie i chce tę myśl najlepiej, jak potrafi, przekazać... stąd powtórzenia
infelia, jak dla Ciebie miarą literatury jest zaszczepiona przez polonistów z podstawówki czerwona linia z informacją "powtórzenie" to nie za bardzo mamy o czym gadać
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania