Świetlik.
Przetrwaliśmy zimę.
Kosztem liści i kilku zżółkniętych łodyg,
udało nam się dotrwać do końca wieczornych przymrozków.
Za to rankiem, na trawie wciąż pojawia się srebrny osad,
który potem zamienia się w mgłę i powoduje wypadki drogowe.
Za to na końcu każdej gałęzi, w miejsce tych liści co opadły,
rosną setki baniek mydlanych, co kiedy się zbliżysz odrobinkę,
okazują się żarówkami. W środku każdej jest maleńka galaktyka.
W środku galaktyk - zamiast zwyczajowych gwiazd -
są dziury tak czarne, jak tylko potrafi być... Nic.
I zawsze ktoś kradnie te żarówki, wykręca,
a ja nadal gaszę światło, kiedy wychodzę.
Pstrykam wyłącznik, który z braku łączności z czymkolwiek
po prostu wydaje dźwięk, a potem czeka.
I to rozumiem.
Maj, 2022.
Marcin Lenartowicz.
Komentarze (11)
Z podobaniem.
Tylko przeszkadza mi zbliżone Za to.
Moim zdaniem przy drugim zapisie warto dać synonim.
Jest to zamierzony zabieg.
Także niestety, albo i stety nie pokuszę się o zmianę.
Musi zostać tak jak jest, żeby jeszcze mocniej połączyć dwa obrazy.
Dziękuję za czytanie :)
Ty jesteś autorem i wiesz najlepiej.
Ja się tylko przyglądam i ciągle uczę :)
Pozdrawiam!
Tam zaraz autorem :) hehe
Niemniej, dzięki za przyglądanie!
Piękny, piękny wiersz.
Dziękuję :)
Do interpretacji na kilka sposobów. Jasność zawsze nas uwodzi, chociaż bywa fałszywa i może nas zgubić. Ciekawy, i to bardzo.
Dzięki
Aha. Tu nie ma jasności :)
Z dużym podobaniem.
Dzięki
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania