Symfoniada
(fragment)
Zbieram popiół, przesypuje się przez palce. Drętwieją. Każda drobina ma w sobie nieistniejącą "duszę" deszczowego potu, zachodzącego i wschodzącego słońca. Przypomina coś, co powstało ze źródlanej wody, ale nie sposób obmyć tym oczu. W nich przesuwają się promienie, z których powstaje noc po niekończącej się nocy. Pali jak diabli, jakbym wydziargała sobie nowy tatuaż, aby odrodzić się jako niewielki fragment powieści. W niej moje imię jest zakazane. Powiem więcej - zwinięte w kulkę i rzucone w przestrzeń. Choć pozornie nie jest to możliwe, zatrzymuję się, nie potrafię czytać z zamkniętymi oczami, a tym bardziej wejść w książkę napisaną na folii bąbelkowej. Może wystarczyłoby wbić w nią igłę i rozsypią się literki, tylko po to, by napisać alfabetem Braille’a ( ?) Jaki jest sens w powielaniu czegoś, co dawno już weszło w toksyczną reakcję? Boję się, kulę w ciemnościach. Odnoszę wrażenie, że mój świat spala się, jak te liście, które drżały na wietrze, a zachodzące w nich mutacje żyją i chcą zawładnąć resztkami świadomości.
Komentarze (5)
Karolowi Kolendo się pewnie będzie bardzo podobał. Posiada wrażliwość twojego typu. Pozdrawiam
Opis dramatycznych chwil. może później odniosę się merytorycznie do treści.
NO!
Dzięki
Mi się podobało. Raczej nie sięgam po tego typu utwory, ale czytania tego nie żałuję
Pozdrawiam
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania