Poprzednie częściSzaty człowieka część 1

Szaty człowieka część 2

Koszula, sadząc po kroju, a zwłaszcza kołnierzyka musiała liczyć przynajmniej trzydzieści lat albo i więcej. Jednak w porównaniu do współczesnej mało trwałej odzieży wyglądała jak nowa. Nawet dokładne przypatrywanie się miejscom, które zazwyczaj są odbarwione przez pot, mogło jedynie sugerować, że nigdy nie była noszona.

- Proszę ocenić – kusiła jak stara przekupka.

Właściciel, zachęcony dotknął jedwabiu i poczuł pod palcami delikatność oraz miękkość, tylko dotykiem nie był w stanie wyczuć zwiewności materiału. Kobieta zachęcona jego zainteresowaniem prezentowała kolejne. Jedna była trochę inna od pozostałych i jej odmienność skłoniła mężczyznę do zadania pytania. Musiała mieć sporą wiedzę, ponieważ bez zastanawiania się odpowiedziała, że jest to surowy jedwab, tkanina w naturalnej postaci, czyli niepoddana obróbce chemicznej. Mówiła, jak to jeszcze do niedawna odzież wykonywano wyłącznie z wełny, kaszmiru, bawełny, jedwabiu, lnu, konopi i naturalnej skóry. Tylko pod wpływem zwiększania niemałych wcześniej zysków, zaczęto szyć ubrania z syntetycznych tkanin. Powstały takie materiały, jak sztuczny jedwab, poliester, akryl, rayon, nylon i ostrzegała, że zawsze są poddawane działaniu niebezpiecznej chemii, przeważnie związków chloru, w celu uzyskania gładkiej tekstury, bądź lepszej odporności na plamy. Syntetyczne tkaniny mogą przyczyniać się do powstawania chorób, choćby dysfunkcji hormonalnych, nowotworów, upośledzeń odporności i problemów behawioralnych. Potrafią też zaburzać działanie ludzkich hormonów, skoro powstały w chemicznej zupie zawierającej alkilofenole, perfluorowane chemikalia (PFC), w szczególności kwas perfluorooktanowy (PFOA) i perfluorooktan sulfonian (PFOS). Jednak poprzez nagromadzenie toksyn, najgroźniejsze dla zdrowia są tekstylia stosowane w produkcji nowoczesnej odzieży sportowej, nieprzemakalnej oraz ubraniach roboczych.

- Chce pani mnie przestraszyć nazwami związków chemicznych, których nie znam, podobnie jak większość ludzi na świecie. A jak mi wiadomo, do kontroli i nadzoru nad producentami nie tylko odzieży powołano odpowiednie urzędy, wyposażone w laboratoria badawcze i w przypadku zagrożenia z pewnością społeczeństwo zostałoby powiadomione – oponował spadkobierca.

- Tak!, to czy słyszał pan jak uczciwi naukowcy wielokrotnie i jednoznacznie potwierdzili fakt, że częste noszenie ubrań poliestrowych, może przyczynić się do powstania raka skóry, innych nowotworów, przewlekłych i ciężkich infekcji dróg oddechowych, czy wystąpienia problemów skórnych, przez pojawienie się wysypki, swędzenia, zaczerwienia i stanów zapalnych. Pogarszają jakość nasienia u mężczyzn i powodują problemy behawioralne u obu płci. Kolejnym cudownym wynalazkiem jest rayon, czyli miazga drzewna lub celulozy bambusowej, która została poddana działaniom dwusiarczku węgla, sody kaustycznej, amoniaku, acetonu i kwasu siarkowego. Dlatego nikt nie powinien się dziwić, że powoduje nudności, bóle: głowy, klatki piersiowej, mięśni, czy wymioty i bezsenność. Mogą też wywołać martwicę tkanek, anoreksję i chorobę Parkinsona. Nylon jest niezwykle toksyczny dla ludzi i sprzyja powstawaniu raka, alergii skórnych, zawrotów głowy, bólów głowy, kręgosłupa i dysfunkcji systemu nerwowego. W trosce o pana zdrowie proponuje panu zachowanie zawartości tej szafy. Jeżeli nie odpowiada to, co się w niej mieści, nasze stowarzyszenie chętnie przytuli wnętrze i rozda osobą schorowanym, żeby choć trochę im życie przedłużyć.

Spadkobierca, samotny wilk, zagorzały kawaler, który nigdy nie doceniał intelektu kobiet. Nagle znalazł się w sytuacji, jakiej od zawsze unikał, zwłaszcza na przejmowaniu w rozmowie inicjatywy i poruszania tematów zupełnie mu nieznanych. Nieświadomie stanął na niestabilnym gruncie, lecz nie chciał zakończyć rozmowy, w sposób dla siebie niekorzystny. Dlatego powiedział.

- Jestem zadowolony, że ubrania są przyjazne dla ludzi i fundacja, którą pani reprezentuje, znajdzie dla nich nowe życie i rozda osobą potrzebującym. Niestety ja i moi znajomi z racji wykonywanego zawodu, musimy wyglądać modnie i szykownie, ponieważ taki jest, wymógł naszego pracodawcy, a nikogo innego nie znam.

- Czyli, pana byt i kontakty zostały ograniczone do jakieś firmy, albo korporacji – dodała z wyraźną kpiną w głosie i dla głębszego wbicia drzazgi pod paznokieć. Niezwykle miłym i słodkim głosem kontynuowała – gdyby kiedyś zaistniała okazja albo potrzeba spotkania się w dzień chłodny z kimś z pana towarzystwa, proponuję założyć któryś ze swetrów z wełny alpak – i nie zważając na jego opór, wcisnęła mu wszystkie trzy – pozostałymi rzeczami się zajmiemy – dodała i nawiązała z kimś połączenie.

Facet stał przez chwilę, patrzył na rozmawiającą kobietę i zastanawiał się, co powinien zrobić, wyrzucić czy zostawić. Dostał sporo czasu do rozmyślania i na podjecie decyzji, ponieważ było kilka połączeń następujących po sobie. Później wraz z pojawieniem się trzech kobiet z fundacji, wydarzenia przyspieszyły i nastąpiło sprawne opróżnianie szafy. Panie szybko uwinęły się i wkrótce został sam w mieszkaniu. Przebieg akcji, jej gwałtowny jak dla niego przebieg, uzmysłowiły mu, jak bardzo odwykł od spontanicznego przebywania z ludźmi, ponieważ nic w ich zachowaniu nie było stabilne i zorganizowane. Każda łapała, to co wpadło jej w rękę, ponaglała inną i uwijały się, jakby pomieszczenie ogarnął ogień.

Kolejne dni były uporządkowane jak wszystkie poprzednie przed odziedziczeniem spadku. W tym czasie opróżnił z reszty klamotów mieszkanie i je zdał do zasobów miasta. Zanim nastała wiosna, zdążył zapomnieć o spadku i jak inni został przez szalejącego wirusa uwięziony w domu. Wszelkie spotkania zostały odwołane, kontakty zamarły, a praca przerodziła się zdalną. Nieodczuwalna wcześniej samotność spowodowana przez uwiezienie we własnych czterech ścianach mocno mu, podobnie jak reszcie społeczeństwa ciążyła. Pragnął jak tysiące innych ludzi wyrwać się w plener, ponownie poczuć przestrzeń i pochodzić po świeżym powietrzu. Kiedy obostrzenia zostały zniesione i nastał pierwszy dzień, w którym cofnięto zakaz wchodzenia do parków i lasu. Mocno wiało w tym dniu przeszywającym chłodem. Niesprzyjająca aura mało kogo powstrzymała i niewielu zważało na chwilowe niedogodności. Odpowiednio poubierani masowo opuszczali swoje więzienia i gnali przed siebie.

Podczas przebywania w domu szczupły i wysportowany wcześniej mężczyzna przytył. Nienoszone ciuszki zrobiły się ciut przyciasne. Ubierając się do wyjścia, przekonał się jaką nietrwałą posiada odzież. Gdy w jednym miejscu szwy się rozeszły, to w innym zbyt mocno zostały nadwyrężone. Wstyd było się w tak wyglądających szmatach pokazać się ludziom, a wyjścia podobnie jak inni nie chciał odkładać, ponieważ wszystko było takie niepewne. Pola manewru nie miał, więc z konieczności nałożył na siebie wełniany sweter. Jego niechęć pod wpływem komfortu, jaki odczuwał, szybko ustąpiła i poczuł z tego powodu radość. Nawet pojawienie się silnych promieni słonecznych, nie zmąciło dobrego samopoczucia. Fala ciepła, jaką poczuł na sobie, nie spowodowała w szybkim czasie przegrzania. Czuł się zupełnie inaczej niż gdyby przebywał w ubraniach syntetycznych.

- Dzień dobry, cieszę się, że przynajmniej jeden sweter z wełny alpak przypadł panu do gustu – powiedziała kobieta, która miała twarz zasłoniętą maską.

Mężczyznę, zaskoczyły słowa powitania i zwrócenie się do niego nieznajomej. Gdyby tak jak inni respektował polecenia władz i nosił maseczkę, najprawdopodobniej kobieta by go nie poznała i obojętnie minęła. Jednak wykształcenie prawnicze i poczucie praworządności zwyciężyło. W drodze protestu nie zamierzał, wykonywać rozporządzeń wydanych przez rząd z naruszeniem prawa. Umyślnie prowokował i oczekiwał interwencji policji, lecz zamiast spodziewanej pyskówki, usłyszał pozdrowienie.

Kobieta zauważyła jego zagubienie i chcąc być rozpoznana, ściągnęła maseczkę, by ją po chwili ponownie założyć.

- Dzień dobry pani, przepraszam, że w mastce nie poznałem – powiedział i zaczął przypatrywać się jej uważniej, by po krótkiej chwili ustalania tożsamości i przypominaniu sobie z kim ma do czynienia, przenieść wzrok na jej sylwetkę. Kobieta, podobnie jak on przybrała kilka kilogramów i niewielką nadwagę starała się ukryć pod luźnym ubraniem. Musiała to zauważyć w jego postawie, mimice, albo oczach, ponieważ dla pozbycia się zainteresowania swoją osobą, powiedziała.

- Ciekawe ma pan buty.

- Człowiek uwięziony we własnym domu czasami robi nieprzewidywalne rzeczy i pewnego dnia postanowiłem nabyć w sieci buty. Nudząc, się podobnie jak inni odwiedziłem sporo stron i przypadkowo trafiłem na obuwie z kraju azjatyckiego. A, że zachowałem w pamięci naszą rozmowę, zacząłem dokładnie sprawdzać, z jakich surowców są wykonane. Początkowo zainteresował mnie ich wygląd i opis. Z zaskoczeniem przeczytałem, że nie są wykonane z naturalnej skóry, lecz ze sproszkowanych pancerzy krewetek i fusów po kawie. Nawet barwę w wietnamskim wyrobie uzyskiwano, dodając w przypadku moich obierki jabłek. Dzisiaj ubrałem je pierwszy raz i testuję. Sprawdzam, czy przypadkiem wkrótce się nie rozlecą, pomimo zapewnienia przez producenta o ich solidności nie mniejszej od tradycyjnego wyrobu.

- Tylko tak odbiera pan pierwsze wrażenia? – zapytała zaciekawiona.

Rozmowa potoczyła się przyjacielsko i niezwykle swobodnie, zupełnie inaczej niż przy pierwszym spotkaniu w mieszkaniu, może dlatego, że on nie był już taki oziębły jak wtedy, albo ona miała lepszy dzień. Niestety tego się nie dowiemy, ponieważ sami zainteresowani zapytani sporo później, nie potrafili udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Jedno jest pewne, nie starali się za wszelką cenę powstrzymywać rozmowy, lecz z potrzeby postanowili ją kontynuować i odbywać dalszy spacer wspólnie. Mężczyzna wspomniał też o natrafieniu na buty z innego materiału biodegradowanego, który z powodzeniem może zastąpić elastyczną oddychającą skórę. Na pomysł wpadli Meksykanie i wykorzystali do jej produkcji kaktusy. W międzyczasie była wspólna kawa na wynos, ponieważ w tamtym czasie lokale gastronomiczne tylko taka mogły oferować.

Niespodziewanie, a właściwie samoczynnie pod wpływem podziwiania wyrobu tatrzańskiego, przęśli na rozmowę o wełnie owczej, a właściwie o jej marnotrawieniu. Kiedyś była powszechnie przetwarzana na odzież i za jeden kilogram wełny po strzyżeniu płacono tak jak za trzy kilogramy zboża, obecnie jest wyrzucana, albo w niewielkim stopniu przetwarzana. Oboje dostrzegli w marnowaniu jej potężny niewykorzystany potencjał, który aż prosi się o zagospodarowanie, zamiast trafiania na śmietnik.

Jedno przypadkowe spotkanie nie zaspokoiło pragnienia kontaktu z drugą osobą, pojawiły się kolejne. Tematów do rozmowy o odzieży i obuwiu starczyło na znacznie dłużej, niż początkowo im się wydawało. Stale ich przybywało, podobnie jak odkryć wspólnych zainteresowań, rozmowy o pracy i upodobaniach, a to nakłaniało do kontynuowania rozmów, w których swój akces zgłosiło uczucie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Bożena Joanna 2 tygodnie temu
    Nowe ubrania szybko zużywają się, a stare solidnie wykonane przetrwają o wiele dłużej. Nic nie wiem o szkodliwości związków chemicznych w tkaninach, a już w latach osiemdziesiątych prawdziwe tkaniny wełniane i bawełniane z wszywką 100 % zawierały różne dodatki.

    Pamiętam czarną suknię babci z weluru sprzed wojny, która zachowała połyski i miękkość.

    Pozdrowienia!
  • DarekB.. 2 tygodnie temu
    Sympatyczna "fabuła dygresyjna". Przybliża nam zawiłości postępu technologicznego, jak i postępu uczuciowego :).

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania