Szkoła tańca cz2
Wypiliśmy kilka drinków i zaprosiłem ją do siebie.
Kiedy już byliśmy u mnie, zaciekawiona Irmina Kokos – dwudziestoletnia kobieta o długich jasnoblond włosach i piwnych oczach, o sylwetce modelki i dużym biuście – zaczęła zwiedzać dom, zaglądając w każdy kąt. Kiedy do niej wróciłem, powiedziała:
— Masz bardzo przytulne mieszkanie.
— Dziękuję.
— Chyba jesteś kawalerem?
— Czemu tak sądzisz?
— Bo nie zauważyłam żadnych kobiecych bibelotów.
„Nie dość, że piękna, to jeszcze spostrzegawcza” – myślę.
— Gdzie jest twój pokój?
— Tam na wprost.
Pokazałem palcem na drzwi; złapała mnie za rękę i kołysząc biodrami, poprowadziła w tamtą stronę.
Po wejściu do mojego królestwa zarzuciła mi ręce na szyję. Zaczęła mnie całować, rozbierając przy tym.
W pewnym momencie Irmina mnie popchnęła na łóżko. Sama położyła się obok mnie z twarzą zwróconą w moją stronę i tak przez chwilę leżeliśmy.
— Słyszałam, że prowadzisz szkołę tańca towarzyskiego?
— Tak.
— Tak się składa, że ja zawsze chciałam uczyć inne kobiety tańca erotycznego.
— Naprawdę?
— Tak, skończyłam również administrację.
— Irminko, spadłaś mi z nieba!
— Czemu?
— Bo ja właśnie szukam sekretarki z takim wykształceniem.
— To już ją znalazłeś.
— Mówisz poważnie?
— Tak.
— Nawet nie wiesz, jaki jestem podekscytowany.
— Później porozmawiamy o pracy, bo teraz zamierzam cię zabrać do krainy wiecznej rozkoszy. Jesteś gotowy na podróż?
— Tak.
— Doskonale
Po tych słowach zaczęliśmy się namiętnie kochać. Wyczerpani dzikim seksem zasnęliśmy w swoich objęciach.
Następnego dnia wstałem o ósmej. Irmina jeszcze smacznie spała. W łazience wziąłem szybki prysznic, po którym wróciłem do sypialni, gdzie założyłem dres i poszedłem pobiegać.
Po półtoragodzinnej gimnastyce na świeżym powietrzu wróciłem do domu. Wszedłem do środka, a tam panowała dziwna cisza.
— Irmina! Już jestem!
Ale nikt mi nie odpowiedział, więc obszedłem całe mieszkanie, ale nigdzie jej nie znalazłem.
„Gdzie ona mogła się podziać?”
Zrobiłem sobie kanapkę i udałem się do piwnicy, gdzie prowadziłem zajęcia. Podszedłem do drzwi i już miałem włożyć klucz, gdy nagle usłyszałem muzykę dobiegającą ze środka.
Dziwne, mógłbym przysiąc, że poprzedniego dnia wszystko wyłączyłem – pomyślałem w duchu.
Pospiesznie przekręciłem klucz i gwałtownie je otworzyłem.
Moim oczom ukazał się widok, który wprawił mnie w osłupienie. Zobaczyłem
salę, w której Irmina ubrana w czerwony stanik i spódniczkę lambadówkę, w rytmie swojej ulubionej piosenki prowadziła zajęcia. Była urządzona skromnie. Przy oknie na ścianie znajdowało się długie lustro. Nie zwracała wcale na mnie uwagi, gdy na palcach podszedłem do okna.
— Proszę pani.
— Tak.
— Czy nauczy nas pani tańczyć lambadę?
— Pewnie, że tak.
— Super, co mamy robić?
— Na początek mała rozgrzewka.
Uczniowie zaczęli się rozciągać i robić skłony. Przyglądałem się temu wszystkiemu i nie mogłem wyjść z podziwu, że moi uczniowie jej słuchają.
— Okej, wystarczy tej rozgrzewki. Teraz dobierzcie się w pary – poprosiła.
— Czy tak dobrze?
— Świetnie!
Zadowolona klasnęła w dłonie.
— Irminko, jestem z ciebie dumny.
— Tomasz, ale mnie wystraszyłeś! Długo tu jesteś?
— Wystarczająco długo, by napatrzeć się na twój tyłek.
— Przestań, bo się zaczerwienię. Może się przyłączysz?
— Bardzo chętnie.
Zeskoczyłem z parapetu i stanąłem przed nią.
— Co teraz?
— Jedną ręką obejmij mnie w pasie, a drugą złap moją dłoń i wyciągnij w bok.
— Doskonale, a teraz zamknij oczy i pozwól się porwać Lambadzie i Kaomie.
Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie, że Kaoma jest tu na sali i śpiewa tak się wczułem, że biodra same zaczęły się kołysać
Obróciłem Irminę raz w jedną stronę, a za chwilę w drugą stronę.
Po zamknięciu drzwi wyskoczyłem z ubrań i poszedłem pod prysznic. Ta lambada tak mi się spodobała, że nawet nie wiedziałem, że tańczę.
W powietrzu dłonie tak ułożyłem, jakbym trzymał partnerkę. Kołysałem biodrami w przód i w tył, wystawiając raz jedną, raz drugą nogę.
Chwyciłem butelkę z żelem i przyłożyłem do ust, udając, że to mikrofon. Zacząłem na cały głos śpiewać.
— Ten, który doprowadził mnie niegdyś do płaczu, sam odszedł, płacząc.
Nagle otworzyłem oczy i zobaczyłem Irminę, która stała w drzwiach łazienki, przyglądała mi się, a przy tym szelmowsko się uśmiechała. Zawstydzony chciałem się zasłonić ręcznikiem, ale ona do mnie podeszła i mi go zabrała.
— Ej! Oddawaj!
— To musisz mnie wpierw złapać!
Wybiegała z moim ręcznikiem na korytarz. Zakręciłem kurek z wodą i wybiegałem za nią z łazienki.
Wpadłem do sypialni, a tam, kompletnie naga, w zalotnej pozie, leżała moja figlarka.
Nie czekając na zaproszenie położyłem się na niej. Obydwiema rękami trzymałem ją za nadgarstki. Wzrokiem wodzę, po jej zgrabnym ciele.
Szczególną uwagę zwróciłem na biust, który na skutek szybkiego oddychania aż falował. Po wspólnych igraszkach przez chwilę leżeliśmy w milczeniu, a ja delikatnie przeczesywałem jej włosy.
— Podczas zajęć wpadłam na pewien pomysł.
— Na jaki to pomysł wpadła moja kotka?
— A na taki, żeby zorganizować konkurs lambady. Nagrodą główną będzie kilkudniowy wyjazd w Bieszczady.
— Irminko, jesteś genialna! Jak dobrze, że ciebie mam.
— Daj spokój, ja nic takiego nie robię. Po prostu chcę ci pomóc.
— Jestem ci za to wdzięczny. Później porozmawiamy o tym.
— Trzeba będzie wydrukować ulotki, plakaty, wizytówki informujące o konkursie.
— Dobrze.
Zmęczony wrażeniami dzisiejszego dnia i harcami z moją ognistą kocicą zasnąłem.
Obudziłem się po południu. Irminy już nie było. Na poduszce leżała kartka.
Pojechałam do pracy, odezwę się jutro, bo dziś mam nockę.
Irmina
Odrzuciłem kołdrę na bok i przez chwilę leżałem nagi. Potem wstalem wciągnąłem bokserki i usiadłem przy biurku.
Wyciągnąłem z szuflady czystą kartkę, na której zapisałem potrzebne rzeczy do zorganizowania konkursu. Kiedy skończyłem to robić, wykręciłem numer do mojej siostry.
— Halo, Betti.
— Cześć, braciszku, ładnie to tak się nie odzywać? – pyta siostra.
— Przepraszam, ale szkoła zajmuje mi tyle czasu, że nie mam kompletnie na nic czasu.
— Rozumiem, znam ten ból, bo sama tak mam – mówi.
— Słuchaj, siostro, mam do ciebie sprawę.
— Jaką?
— To nie jest rozmowa na telefon. Czy mogłabyś do mnie dziś wpaść?
Po godzinie Betti siedziała już w mieszkaniu brata i przez chwilę mu się przyglądała.
„Ależ z mojego brata jest przystojniak.”
— Czemu mi się tak przyglądasz?
— Tak po prostu, braciszku.
— Aha.
— To co to jest za sprawa, o której mi wspominałeś przez telefon?
— Już mówię. Irmina, chcąc przyciągnąć jak największą rzeszę uczniów, wpadła na pomysł zorganizowania konkursu lambady.
— Tomeczku, to jest genialny pomysł.
— Czy to znaczy, że pomożesz mi w tym?
— Pewnie, że tak.
— Dziękuję.
— Daj spokój, jesteśmy rodzeństwem, a rodzeństwo musi sobie pomagać. Powiedz lepiej, kim jest Irmina?
— To moja nowa instruktorka tańca. Gdybyś widziała, jak prowadzi zajęcia z lambady!
— Braciszku, ty się w niej zakochałeś?
— Tak.
— Cieszę się, że znalazłeś sobie dziewczynę.
— Ja też się cieszę, że poznałem Irminę, a to wszystko dzięki Maurycemu.
— A co on ma z tym wspólnego?
— To długa historia.
— O nic, kochany braciszku, się nie martw, ja wszystkiego dopilnuję.
— Kochana jesteś.
Betti spojrzała na zegarek, a tam dochodziła dwudziesta. Odprowadziłem siostrę do drzwi. Po jej wyjściu położyłem się spać
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania