Szorty poranne #6 - Kto zabił?
Może przydać się do obecnego tematu dodatkowego bitwy literackiej :)
______________________________
Gapienie się w lustro nigdy donikąd nie prowadziło, lecz nie mogłem oderwać wzroku od mojej spoconej, przerażonej twarzy. Bałem się, że za moment pokryje się rdzą i popiołem i zacznie rozpadać, kawałek po kawałku, zeżarta przez wyrzuty sumienia i poczucie winy. Bałem się, więc odpaliłem papierosa. Twarz zniknęła w nikotynowej mgle – kolejna iluzja, która odciągała mnie od wszystkich problemów krążących w moich żyłach.
Byłem dobry w iluzjach.
Oczy zaczęły szukać nowego punktu zaczepienia i odnalazły go szybko. Wiedziały gdzie szukać – tuż nad moim ramieniem, tam, gdzie bałem się spojrzeć jeszcze bardziej.
Trup na łóżku. Karminowa suknia skrywała ślady krwi. Przez moment miałem nadzieję, że ona śpi, że w narkotykowym rauszu znów zacząłem żyć we własnej głowie.
Że to tylko koszmar – sekundę później przypomniałem sobie, że to naprawdę jest koszmar. Problem w tym, że nie śniłem. Ja nigdy nie śniłem. Wszystkie koszmary rozgrywały się tuż przed moimi oczami.
I najczęściej widziałem je przez muszkę pistoletu.
Karminowa suknia nie unosiła się z oddechem. Rudowłosa piękność nie żyła. Jak każda inna dama w opałach, która wybrała złego księcia. Nigdy nie zdążyłem przed opałami. Nie znam szczęśliwych zakończeń.
Nie powinna była dzwonić do mnie.
Schowałem gnata do kabury, rzuciłem papierosa w kąt, chciałem wyjść. Spojrzałem jeszcze raz na martwą księżniczkę – nawet z dziurą w głowie nie sposób było odmówić jej piękna. Wielkie, nieruchome oczy patrzyły na mnie z wyrzutem, pełne, szkarłatne usta uśmiechały w strużkach krwi. Jakby zaraz miały się poruszyć – jakby miały zapytać czemu znów zjebałem sprawę. Miałem być rycerzem, lecz okazałem się aniołem śmierci.
Nie potrafiłem już stwierdzić, czy moje koszmary zaczynają się, czy kończą od martwej kobiety.
Komórka zawibrowała. Kolejna dama w opałach. Muszę znaleźć mojego rumaka.
Wyszedłem z mieszkania odmawiając prywatną modlitwę kolejny raz tego dnia do melodii policyjnych syren.
Nie jestem mordercą.
Nie jestem.
Mordercą.
Syreny śpiewały.
Komentarze (8)
Jak zwykle, kolejny dobry tekst :D Chyba Ty naprawdę nie chcesz biegać xD 5 ^^
Dziękuję! Nie, nie chcę biegać ;D Trenuję Ultimate Frisbee regularnie z drużyną, ale nie, oj nie, nie cierpię biegać dla samego biegania :F
Świetne! 5!
PS. Złapałem się na tym, że codziennie wstaję i czekam na "Szorty poranne" :D
Dziękuję!
Haha, dobrze mieć stałego fana ;) Kontrolujesz jakość!
Arysto Już czekam na jutrzejszy tekst! ;)
I piąteczka ode mnie :)
To balansowanie trochę na granicy jawy i snu, taka ogólna ambiwalencja, bardzo mi odpowiada. Tym razem trochę szkoda mi było, że tekst taki krótki, ale też nie ma w nim nic przypadkowego, wszystko jest przemyślane, ale zostawia również otwartą furtkę dla domysłów i interpretacji, więc tworzy świetną całość. Klimat się udziela, można się weń zagłębić, nic dodać, tylko 5 :)
Będę musiała nauczyć się budować taki klimat noir, bo jest mi ten gatunek obcy, a chciałabym oddać go w opowiadaniu... Cóż, trening czyni mistrza, a i uczyć się najlepiej od mistrza, więc fajnie, że wstawiłeś coś, co wprowadza nas w ten klimat, taka mała pomoc :3
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania