Poprzednie części: Ta jedna ulica
Ta jedna sukienka
już zmierzcha
w parku
między drzewami
liczę liście
jak wczorajsze pocałunki
poszarpane od deszczu
wytarte słońcem
dziergają swym kształtem
wyniosłe korony drzew
jeszcze wczoraj
słońce zawijało w nie swoje rumieńce
kiedy policzki
zakwitały
tylko naga kora pnia
była świadkiem
wiatr tańczył w fałdach sukienki
zbyt niecierpliwie
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania