Tajemnicze Zwierzęta Na Niebie i Inwazja Dziwnych Dronów
"Tajemnicze Zwierzęta Na Niebie i Inwazja Dziwnych Dronów"
gatunek: sny/czas wolny/fantastyka
Miasto Wzgórz i Kanałów. Planeta Sarkazmiowo. Rok 2015.
W środku raczej słonecznego, lecz jednocześnie nieco pochmurnego dnia, przez centrum trzydziestokilkutysięcznego Miasta Wzgórz i Kanałów, przechadzał się Legendarnoświatozwiedzak wraz z pięciorgiem swoich dobrych znajomych. Wszyscy mieli po dwadzieścia kilka lat. Przeszli obok dosyć dużego sklepu wielobranżowego i parkingu, mieszczącego się między tym budynkiem a jezdnią. Kierowali się w stronę wschodnich przedmieść.
Kiedy znaleźli się na moście, znajdującym się nad dużym parkiem i łączącym centrum oraz przedmieścia, to skierowali swe głowy ku niebu, bo na jego tle ukazał się im bardzo niezwykły i niecodzienny widok: po tle ekscytującego nieboskłonu, pośród chmur, spacerowały tajemnicze postacie podobne do ludzi, a także gigantyczne jasnobrązowe konie oraz krowy i różne barwne stworzenia, takie jak indyki oraz kurczaki.
— Legendarnoświatozwiedzak, wiesz może czym są te wielkie zwierzęta, wędrujące pośród chmur? — spytał jeden z kolegów.
— Nie wiem. Próbuję zrozumieć, co właśnie widzę, ale nie wiem. Nic nie przychodzi mi do głowy — odpowiedział Legendarnoświatozwiedzak, czując się bezradnym wobec zastanej sytuacji.
— Może nadchodzi koniec świata... już chyba kilkusetny w naszym dziwnym uniwersum, w którym obecnie żyjemy? — spytała jedna z koleżanek.
— Zobaczcie! Zatrzymały się w powietrzu! — zauważył drugi z kolegów Legendarnoświatozwiedzaka.
— Pewnie są wirtualne — stwierdził Legendarnoświatozwiedzak, po czym wszyscy razem poszli wesoło w kierunku Piramidy Łączącej Wymiary i pobliskiego obelisku o nazwie brzmiącej: "Figulec".
— Autor tej historii wymyślił nazwę "Figulec" we wczesnych latach dwutysięcznych — oznajmił tajemniczy głos zza ściany czasoprzestrzennej.
Kiedy Legendarnoświatozwiedzak wszedł na swoje podwórko, a wszystkich pięcioro znajomych poszło do pobliskiego sklepu, to na niebie, nad horyzontem, zjawiło się siedem barwnych, świecących, buczących dronów. Nagle zaczęły one szybko nadlatywać nad najbliższą okolicę. Na ich widok, mężczyzna szybko pobiegł pod wiatę, znajdującą się bezpośrednio przed jednym z trzech wejść do domu.
Jeden z dronów powoli wleciał do pomieszczenia o połowicznie przezroczystym dachu. Człowiek kilka razy uderzył pięściami urządzenie latające, niszcząc je. Przestało świecić i brzęczeć. Straciło kolory oraz spadło na wyłożoną kafelkami podłogę, a wtedy rozbiło się. Pozostałe drony prędko odleciały i już nigdy więcej nie wróciły.
— Wtedy nastąpił koniec kolejnego z wielu odprężających snów, pełnych różnych dziwnych przygód — oświadczył tajemniczy głos zza niewidzialnej ściany.
Komentarze (2)
Dziękuję i pozdrawiam 🙂
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania