Tajna wiadomość List Trzeci

16 maja, 2002 rok.

Dzisiaj wstaliśmy o ósmej rano. Zaraz po przebudzeniu mieliśmy się ogarnąć w łazience, potem nasz opiekun, Teodor, wręczył nam nasze ubrania. Zabrał je w nocy i uprał. Chociaż tyle... Ten dzień mieliśmy spędzić na przygotowaniach do naszej nowej pracy.

Najpierw zapoznaliśmy się z budynkiem, w którym spaliśmy. Był to faktycznie swego rodzaju hotel. Miał aż osiem pięter, ale podobno w tym regionie nie było to niczym nadzwyczajnym. Na parterze znajdowała się duża jadalnia, kuchnia i mała spiżarnia. Na najwyższym piętrze spali opiekunowie, pozostałe zajmowali ,, pracownicy”. Hotel otoczony był wspaniałym ogrodem, o który dbali wszyscy jego mieszkańcy.

Potem poszliśmy do sąsiedniego budynku, zwanego domem publicznym. Było to naprawdę ładne miejsce, okazała budowla, podobnie, jak hotel, pomalowana była na beżowo, dach miał barwę czarną. W domu publicznym pokazano nam wszystkie miejsca, do których możemy wchodzić. Wstępu nie mieliśmy tylko i wyłącznie do niewielkiej części budynku, w którym bawili się opiekunowie. Były oczywiście wyjątki, na przykład można tam było wejść, jeśli się zostało o to poproszonym. Należało się jednak zachować, niewskazane było niewypełnianie próśb przełożonych, na przykład.

Potem pokazano nam miasto i niektóre jego okolice. Na ogół nie mogliśmy wychodzić poza Kmitinę, chyba, że z opiekunem. Zapoznano nam też bardzo ważnego człowieka.

Ma na imię Aleksander, jest przystojnym czterdziestolatkiem. Bardziej przypomina dobrego tatę, niż homoseksualnego alfonsa. Przedstawił się, był miły i gościnny. Zupełnie, jak ojciec. Poczęstował nas herbatą i ciastem, trochę o sobie opowiedział. James po raz pierwszy od czasu przyjazdu naprawdę się odprężył, zaczął się bardzo swobodnie zachowywać, chętnie rozmawiał.

Aleksander powiedział, że każdego pracownika swojego domu traktuje jak przyjaciela, czasem jak syna lub córkę, bo miał też kilka kobiet, z usług których jednak nie korzystał. To było bardzo dziwne.

Chciałem zapytać go, dlaczego porywa ludzi i każe im dla siebie pracować, ale był z nami opiekun. Nie chciałem mieć później problemów. Muszę się jakoś spotkać z Aleksandrem, w innych okolicznościach, sam na sam. Jeszcze nie wiem, jak to zrobię, ale nie odpuszczę.

Wyszliśmy od naszego alfonsa i zwiedziliśmy jeszcze parę miejsc, między innymi kilka sklepów, restauracji i cukierni. Okazało się, że w rzeczywistości Kmitina była prawdziwym, odosobnionym miastem. Co ciekawe, dowiedzieliśmy się, że ta rosyjska miejscowość tak naprawdę była pomysłem pewnego Włocha, o którym nic dokładnie nam nie powiedziano. Co więcej, prawdziwa nazwa miasteczka brzmiała Rilassante, co po włosku znaczy relaksujący. Ciekawe, jakie jeszcze tajemnice przed nami skrywają...

Wróciliśmy do hotelu. Zostały nam przedstawione obowiązki. Byłem w szoku, ale też zachwycony. Okazało się, że Aleksander często zabiera do siebie niektórych pracowników domu publicznego. Więc mam szanse, żeby się z nim spotkać. Muszę tylko pokazać się od jak najlepszej strony...

Nasz opiekun zapoznał nas z pewnym mężczyzną, zwanym przez wszystkim wujkiem, a tak oficjalnie panem domu lub gospodarzem. Ma na imię Timon, jest niski, ma złotobrązowe, mocno kręcone włosy i herbaciane oczy. Okazał się być podobny do Aleksandra, również traktował nas jak własnych synów. Jest naszym najważniejszym opiekunem. Od razu zabrał nas do swojego pokoju. Dostaliśmy od niego mnóstwo nowych i naprawdę pięknych ubrań, biżuterii i butów. Otoczył nas prawdziwie ojcowską opieką, powiedział, że jeśli któryś będzie czegoś potrzebował, to ma do niego przyjść, a dostanie wszystko, o co poprosi. Zapewnił, że zawsze można z nim porozmawiać. To było wzruszające, później do głowy przyszła mi pewna myśl. Może mógłbym poprosić Timona, żeby polecił mnie Aleksandrowi? Wtedy zwiększyłyby się szanse na nasze spotkanie...

Ale najpierw muszę się zapoznać z sytuacją w tym miejscu.

Colin Firles

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Dekaos Dondi 8 miesięcy temu
    Beatko→No tradycyjnie→zaciekawiasz, ciekawie pisząc. Niby tak ''prosto'', ale nie tak sztucznie.
    Tekst urwany też jak zwykle. Tzn→jak zwykle, nie znaczy źle. Przeciwnie:))↔Pozdrawiam:)↔5
  • Beatka 8 miesięcy temu
    Dziękuję serdecznie :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania