The Neon Carnival.
Tego roku cmentarz nie śpi.
Tego roku zmarli mają WiFi.
Babcia wraca w sukni z lat sześćdziesiątych,
dziadek z fajką i dowcipem nieprzyzwoitym,
kot - ten spod kół fiata -
teraz ma dziewięć żyć i żadne się nie liczy.
Zamiast zniczy - lustra.
Stawiasz je na grobie jak screenschot nieba.
Patrzysz w szkło,
a oni patrzą z drugiej strony
i mrugają.
Raz.
Dwa razy.
Trzeci to już spam.
W domu nakrywasz do stołu:
pusty talerz do ciszy,
bo duchy to przeżytek,
a cisza zawsze słucha.
Opowiadasz żart,
ten, którego nie zdążyłeś.
Talerz drży.
Może to przeciąg.
Albo dowód, że absurd działa lepiej niż msza.
Na grobie puszczasz muzykę z telefonu.
Głośno.
Disco polo babci,
metal dziadka,
dla kota - Meow Mix Remix.
Ziemia pod stopami drży w rytm.
Bo oni nie śpią.
Oni czekają na beat.
Sąsiadka patrzy z dezaprobatą,
ale ty wiesz swoje:
wieczny odpoczynek to fake news,
zmarli chcą drop the bass.
O północy lustra pękają.
Babcia zdejmuje buty,
dziadek zapala fajkę,
kot goni własny ogon.
Tańczycie.
Wszyscy.
Nawet ci, którzy nigdy nie umieli.
Bo to nie święto pamięci.
To święto powrotu
na jedną kolorową,
krótką,
absolutnie niezgodną z przepisami
sanitarnymi
noc.
A rano?
Rano lustra znikają,
kot wraca do nicości,
babcia do lat sześćdziesiątych,
dziadek do dymu.
Zostaje pusty talerz
i twój telefon na 2% baterii.
Ale w historii Spotify
jest piosenka,
której nie ty włączyłeś.
I to wystarczy.
Komentarze (1)
Te dusze w zniczach chyba mają wyjebane.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania