The Truth Between the Lies -Rozdział 1
5 lat później …..
-Kogóż to moje biedne oczy widzą ,sądziłem że obrosłeś tam jak wueska a tu proszę ogolony i nawet w miarę git pachniesz -odparł z lekką przerwą po to by po chwili dodać -W sumie w domu nawet tak nie pachniałeś dobrze jak teraz , widać jednak rozłąka na pięć lat ma swoje plusy .
-Ciebie też miło widzieć Rodriguez aczkolwiek nie ukrywam że wolałem twoją mniej rozgadaną wersję , która była jak byłeś niemowlęciem -Odparłem z lekkim rozbawieniem - A teraz tak na poważnie wydoroślałeś i mam nadzieję że zmądrzałeś odrobinę .
-Może i zmądrzałem ,bo planuję założyć rodzinę ale co z tobą czy ty też możesz o sobie w ten sposób pomyśleć ?-Zapytał z lekkim wyrzutem , a ja wiedziałem że ta rozmowa się na tym nie skończy .
-Gdzie jest mama ?- Zapytałem specjalnie zmieniając temat , choć chyba nie przemyślałem tego pytania , bo Rodi widocznie posmutniał
-Od czterech lat nie mamy ze sobą kontaktu -Odparł odwracając wzrok , jakby nie chciał sprawić mi bólu .
-To przeze mnie prawda ?-Zapytałem choć prawda była oczywista .
-Nie do końca ,zaczęło się od ciebie niewinnie a z każdym kolejnym argumentem pięła się coraz wyżej aż w końcu wybuchła , a ten wybuch był jak bomba jądrowa która do dzisiaj nie się za sobą opłakane skutki .
Żałuję że mnie przy nim nie było gdy mnie potrzebował , gdyby wtedy nie poszedł na ten pieprzony most ….
-Przykro mi -Odparłem nie do końca wiedząc co w takiej sytuacji powiedzieć .
-To nie nasza wina , a w szczególności twoja -Odparł z naciskiem na ostatnie słowo jakby chciał tym oddać to co tak naprawdę w nim siedzi od tych pięciu lat -Może już chodźmy bo jeszcze pomyślą że chcesz tam wrócić , chyba że chcesz ?-Zapytał z ironią .
I już miałem się zaśmiać ale nie mogłem , bo dostałem jakby blokadę ….
Możliwe że to jest przez fakt że przywykłem do ciągłego zamknięcia odizolowania od świata …..
Więc teraz gdy już mam tę przysłowiową wolność to nie wiem czy dam radę się w niej utrzymać .
Zanim trafiłem za kratki nie myślałem tak o granicach wolności uważałem że ich nie ma , teraz po pięciu latach odsiadki mogę śmiało powiedzieć że cieszę się z każdej zasady , którą mogę przestrzegać byle jej nie stracić .
-Ruszajmy już moja noga tu więcej nie postanie -Odparłem pewny siebie jak nigdy .
-Miejmy nadzieję bo nie chcę żebyś tracił kolejne etapy swojego życia po to by odbywać wyrokii -Nawet takie za czyny , których nie popełniłem ? pomyślałem ale nie mogłem tego powiedzieć na głos bo słowa ugrzęzły mi w gardle .
Zamiast tego postanowiłem zmienić temat ..
-Gdzie jedziemy bo pewne nie do Brai co nie ?
-Dobrze główkujesz jedziemy do Filings bo tam mieszkam z moją narzeczoną , a po za tym mam też własną firmę .
-Cieszę się twoim szczęściem ale nie mogę się na to zgodzić , to nie w porządku zwłaszcza dla twojej narzeczonej .
-Niby czemu ?-Zapytał z wyrzutem i smutkiem .
-Może dlatego że jestem skazańcem i nikt takiego wyrzutka nie przyjmuje do domu -Odparłem i widziałem zatroskani na jego twarzy .
-Clay błagam nie bądź dzieckiem , skoro twoja duma nie pozwala ci pokonać swoich błędów to gdzie chciałeś iść , do przytułku albo pod most ?
-To nie duma tylko , poczucie że pomimo iż nie zrobiłem niczego złego to i tak na te dobroci nie zasłużyłem .
-To najbardziej bezsensowna rzecz jaką usłyszałem kiedykolwiek z twoich ust , to nawet trochę zabawne że mój starszy brat w ciągu pięciu lat zamienił się w nastolatka zamiast w dorosłego mężczyznę .
-Przypominam że te pięć lat zostało mi wyrwane więc to chyba normalne że muszę się do niektórych sytuacji przyzwyczaić zwłaszcza że nie dorastałem normalnie tylko w więziennych realiach , które różnią się bardzo mocno od tego z czym ty się stykałeś .
I nagle przypominam sobie każde wstawanie o 2 w nocy tylko dlatego że jakiś idiota chciał uciec z więzienia ….
To nawet nie było aż tak złe w porównaniu do pierwszego dnia w tym piekle , pamiętam to jakby było wczoraj ….
***
Cela była wilgotna i śmierdziała przepoconymi i zarzyganymi skarpetami , choć w sumie to byłoby i tak łagodne określenie .
I choć wyobrażałem sobie czasem jak to jest żyć w takim więzieniu to nigdy nie przyszło mi do głowy taki widok …
Wszędzie białe ściany i o dziwo względny porządek co jest nie normalne bo w każdej historii o więzieniu ,,Batelsbich” słyszałem ten sam tekst że tam tylko brud i terror .
Tam tylko najgorsze kanalie siedzą i komu uda się stamtąd wrócić jest innym człowiekiem….."
Pierwsza noc odbyła się bez żadnych dram , choć było wyczuć napięcie zwłaszcza wtedy gdy mnie do niej wpuszczono .
Wszyscy , którzy tam odsiadywali zmierzyli mnie wzrokiem tak przenikliwym że prawie narobiłem pod siebie …
Jednak w porę udało mi się opanować , nie było to łatwe bo gdy zamknięto drzwi od razu podszedł do mnie najwyższy z całej trójki , chyba Luce i kazał mi oddać swoje rzeczy inaczej rano mógłbym już nie otworzyć oczu …
Oczywiście nie powiedział tego dosłownie i na początku uznałem to za żart taki chrzest jak w gangu ..
Szybko jednak zrozumiałem po jego mimice twarzy że nie zawahałby się ani trochę by zdobyć to czego pragnął …
Dlatego zamiast cokolwiek zrobić stałem jak jakiś ciota , dokładnie tak samo jak rok temu ….
Przytłaczający był ten fakt ale nie mogłem się ruszyć i gdy wyrwał mi torbę by zobaczyć czy mam coś co może mu się przydać , nawet nie próbowałem protestować .
Jakby to działo się poza mną nie miałem tam za dużo kilka ubrań szczoteczkę i pastę ..
Jakby mi to zabrali nie byłbym wzruszony ….
Niestety to co Luca zainteresowało to nie były rzeczy , które każdy nawet debil by posiadał .
Dla niego ważniejsze były rzeczy , które mogą zniszczyć twoją psychikę ….
Nie wiem czego się spodziewałem że gdy go poproszę to go odda tą rzecz .
Ten zasrany list ….
Zamiast tego zaczął go czytać , głośno i wyraźnie tak że z pewnością z sąsiedniej celi słyszeli tą żałosną scenę …
Oczywiście że się nabijali a ja próbowałem sobie przypomnieć dlaczego go spakowałem może aby pamiętać ten dzień i nigdy nie zapomnieć ….
W tamtym momencie to nie miało znaczenia bo miałem już dość tego upokorzenia wystarczająco że katuje się w myślach …
Poczułem nagły przypływ energii jakbym nie był sobą, podeszłem do niego tak gwałtownie że aż się zdziwił …
Dzięki jego chwilowemu rozkojarzeniu udało mi się wyrwać moją własność i można byłoby pomyśleć że to już koniec ale niestety to tylko złudzenie …
Bo już po chwili złapał mnie za ramię i powalił jednym ruchem jakby to była naturalna rzecz…
Bolało tak mocno że z wrażenia zemdlałem a gdy się obudziłem , dowiedziałem się że na 24 godziny jestem zamknięty w karnej izolatce za wszczęcie bójki ..
I choć znałem prawdę to miałem to gdzieś bo przez 24 godziny miałem spokój .
Byłem w końcu sam , chociaż nie bo towarzyszyły mi jej słowa….
***
-Masz rację ,przepraszam wciąż zapominam że ciebie o minęło wiele rzeczy i wiele jest przed tobą tylko błagam przed Margaret moją narzeczoną zachowuj się normalnie tak jakby nic w twoim życiu się nie zmieniło rozumiesz ?-Zapytał tak nagle że przez chwilę siedziałem cicho i nie rozumiałem o co chodzi -Proszę Clay - Odparł łamiącym głosem jakby od tego zależało jego życie.
-Czemu niby ? - I właśnie to do mnie dotarło -Nie powiedziałeś jej prawda , wstydzisz się mnie czy może nie powiedziałeś z zasady? i może kurwa w końcu się zatrzymasz a nie jeździsz bez sensu jak debil.
-Clay proszę uspokój się miałem taki zamiar powiedzieć jej , ale okazało się że jest w ciąży i nie mogłem po prostu wiesz jak długo się o nią staraliśmy .
-Okłamujesz ją bo masz mieć dzidziusia no błagam tu chodzi o coś więcej prawda ? -Zapauzowawałem i spojrzałem na wyraz jego twarzy i widziałem jak kłóci się z własnymi myślami -Mów -Powiedziałem w końcu, bo nie mogłem znieść tego narastającego napięcia
który w środku aż wrzał jak wulkan przygotowujący się do erupcji.
-Dobra tylko się nie wściekaj -Przez chwilę ucichł specjalnie próbując odczytać coś z moich oczu -Okłamałem ją tylko w jednej rzeczy na twój temat …
-Jakiej ?
-Nigdy nie powiedziałem dlaczego zniknąłeś ,a teraz jakbym miał to zrobić to boję się że stracę ją i dziecko .
-A ona nie pytała ? co powiesz jak zobaczy nas razem u progu domu raczej nie wydaje mi się że powita nas w uściskach i powie że tęskniła , choć pewnie ciebie tak powita .
-Pytała ale zawsze udawało mi się zmienić temat , dziś jednak będzie inaczej muszę się zmierzyć z tym problemem , który ciążył od tylu lat .
I w tym momencie ten ciężar spadł też na mnie jak grom z jasnego nieba poczułem że nie mogę tego tak zostawić i nie mogę zostawić brata z problemem ,który dotyczy mnie .
Musiałem chwilę pomyśleć , aż w końcu wpadłem na wspaniały pomysł , który nie jest oparty całkowicie na kłamstwie bo w sumie planowałem to zrobić …..
Jak to mówią najlepsze kłamstwa są wtedy kiedy zawierają w sobie część prawdy a w tym przypadku to w sumie będzie cała prawda bo reszta może być utajniona .
Na razie nie powiem o tym bratu nie mogę dawać mu nadziei że wszystko będzie cacy skoro to on w gruncie rzeczy nawalił .
Bo jakby nie patrzeć nie musiałbym wymyślić jak go wykręcić z tego bagna ale cóż zbyt dużo dla mnie znaczy żeby jeszcze mieć na sumieniu jego nieszczęście .
Wystarczy mi jedno swoje , które nie może w spokoju odejść bo głupie serce wciąż czeka ….
Na kogoś kto już dawno zamknął tej przeszłości drzwi i pewnie na nowej drodze stąpa by innej poczuć smak i na nowo się odrodzić jak feniks z popiołu …
A ja nieszczęsny tu tkwię jak w otchłani nie czuję tu bólu ni trudu tyranii w której sam się oddaję każdego wieczoru , choć ktoś by pomyślał że takie uczucie to przecież jak złoto .
Lecz dla mnie na pewno jest gorsze od rtęci co wbija się w żyły krzywdzi i nęci …..
-Ziemia do Claya jesteśmy na miejscu jak myślisz powiedzieć jej od razu ? czy przy kolacji ?
-Zapytał co wyrwało mnie z transu jakbym śnił na jawie tylko czy to możliwe ?
-Lepiej przy kolacji przynajmniej jak coś jej się stanie to krzesło z amortyzuje upadek-Odparłem próbując go pocieszyć , ale nie bardzo się na tym znam bo miał minę jakby zobaczył trupa -Będzie dobrze zobaczysz wszystko się ułoży a teraz nie stójmy tak bo zacznie się martwić .
-Masz rację chodźmy już -Odparł zdenerwowany jak nigdy dotąd ……
-Margaret jesteśmy już ,mam nadzieję że kolacja jest gotowa bo umieram z głodu -Odparł mega pewny siebie jakby wcale przed chwilą nie dostał załamania nerwowego ,albo po prostu udaje twardziela byle tylko się nie rozkleić .
-Oczywiście tylko z kim przyjechałeś , nie wiedziałam że będziemy mieć gości ? -Odparła wychodząc nam na powitanie i gdy mnie ujrzała zamarła przez chwilę tak staliśmy aż w końcu uprzejmym aczkolwiek pewnie wymuszonym gestem zaprosiła nas do domu .
Sądziłem że będzie świadoma tego że przyjeżdżam a tu proszę nie spodziewała się żadnych gości i na dodatek zachowuje się jakby mnie znała co jest podejrzane …
-Siadajcie do stołu zaraz dołoże dodatkowe nakrycie , dlaczego w tym domu zawsze wszystkiego muszę dowiadywać się w ostatniej chwili ?-Zapytała jakby świat miał jej odpowiedzieć
-Rodrigez pokażesz mi gdzie mogę zostawić swoje ciuchy ?-Zapytałem bo musiałem się dowiedzieć o co tu chodzi .
-Jasne tylko ostrzegam że nie będziesz miał osobnego pokoju , ponieważ nie mamy za dużego metrażu -Odparł jakby serio nie posiadanie pokoju tylko dla siebie było moim największym problemem , w więzieniu czasem nie było nawet gdzie się położyć bo tyle nas było w jednej celi więc to jest mały pikuś .- Będziesz go dzielił z……-Nawet nie dokończył bo w tym momencie z impetem z tego pokoju do którego zmierzaliśmy wyszła brązowooka piękność o aksamitnych włosach i spojrzeniu , które by przyćmiło nie jedno słońce i nie jeden księżyc a gwiazdy by się jej kłaniały na każdym kroku , który jej idealne ciało składa każdego dnia .
Tak to brzmi jakbym się zabujał ale to nie możliwe przecież miłość uleciała ze mnie lata temu i nikt tego nie zmieni .
Ten ulotny sen w ,który w chwili zapomnienia popadłem nie może pójść o krok dalej bo to będzie nie do zniesienia , jeszcze dusza moja jest uwięziona w szponach które z przeszłością grają dawnej miłości nie zapominają .
Choć ta piękność nas już opuściła to sprawiła że przez chwilę czułem coś co wydawało się niemożliwe …
-Ty mnie słuchasz -Odparł na co się wzdrygnąłem bo nie sądziłem że będzie na mnie krzyczał -Nie krzycz już słucham a po za tym kim ona była - Odparłem zapominając o czym chciałem gadać jakby ten fakt przestał mi przeszkadzać .
-No przecież ci powiedziałem że to była Rozalin Monroe , widzę że nieźle odleciałeś o czym myślałeś -No to teraz koniec ma udręka się nie skończy ta która miała leczyć jest powodem mych cierpień i czuję że prędzej tu umrę niż się uleczę , jaki ten los jest fałszywy że z deszczu pod rynnę każe mi skakać …..
-O tym że mnie okłamałeś - Odparłem zimno i bez emocji choć w środku burzyły się i wrzały pogodzić ich się nie dało , chociaż chciałem wybuchnąć .
Wiedziałem że nie pora na takie sceny gdy wokół pełno kłamstw i niedopowiedzeń , w końcu trafi mnie tu szlak .
Łudziłem się na marne że znajdę tutaj dom a w środku tej żałosnej sceny wisi nade mną zły los .
Nie wiem czy to kat już czyha u mych wrót , czy może jakiś demon nie daje wolno iść.
Po środku złapie mnie i weźmie swoją nić , która sprawi że będę jak cień własnego odbicia .
I znów lecę w dół jakbym się cofnął daleko hen do tyłu , bo przeszłość nie ucieka choć fajnie by było .
-O czym dokładnie mówisz ?-Zapytał na co się zaśmiałem , bo to zabawne że udaje głupiego.
-Jeszcze pytasz , może zacznijmy od tego że twoja ukochana w ogóle się mnie nie spodziewała zachowywała się jakby miała za chwilę wybuchnąć a na dodatek mieszka z wami Rozalin -Wykrzyknąłem i bacznie spoglądałem na jego twarz jakbym chciał zobaczyć jego emocje ale nic nie udało mi się odczytać.
-Spodziewała nie wiem czemu tak zareagowała na sto procent jej mówiłem , a jeśli chodzi o Rozalin to jest najlepsza przyjaciółka Margaret i mieszka tu na czas studiów więc nie rozumiem o co ten cały hałas ?-Zapytał bo nawet mu nigdy nie wspomniałem o tej historii , która była początkiem tego całego chaosu .
-Nie ważne , chodźmy już na kolację pewnie czekają tylko na nas -Odparłem choć z całej duszy chciałem stąd uciec , wszystko mnie paliło i rwało i nie mogło przestać .
Bo oto nastał dzień gdy z klatki większej do małej trafiło moje serce i nic nie odpuści gdy klucz jest w jej ręce .
Nie będzie błagać już raz to zrobiło i jak skończyło ?
Gdy zeszliśmy na dół była cisza żadnych rozmów , po prostu ciężki oddech ciemności zawładnął tym wieczorem sprawiając że nikt tu z obecnych nie był wstanie się odezwać
Rodriguez był sparaliżowany myślą że ma powiedzieć o moim wyroku choć niepotrzebnie.
Rozalin wzrokiem chyba próbowała zrobić dziurę w podłodzę a Margaret piorunowała mnie nim jak Dianmu i wcale bym się nie zdziwił gdyby w poprzednim życiu nią była …
Myślałem że ta cisza będzie trwać w nieskończoność aż nagle ciszę przerwała Margaret :
-Co on tu robi ?-Zapytała z żalem jakby sama świadomość że tutaj zostaję sprawiła że nagle wszystko się kończy a prawda jest taka że ledwo się zaczyna i już przyjdzie mi zginąć ?
-Będzie z nami mieszkać , mówiłem ….-Nie dokończył choć pragnął lecz jego ukochana miała inne zdanie …
-Faktycznie mówiłeś , że będziemy mieć gościa ale nie wspomniałeś że tym gościem jest twój brat , który od pięciu lat nie miał z tobą kontaktu -Odparła z wyrzutem ukrytym pod maską zobojętnienia .
Już teraz rozumiem że jego zadanie , które chciał wypełnić nie ma tu pokrycia .
Bo gdyby teraz nagle z tym wyjechał to by zamknął wszystkie możliwości na cztery spusty .
-Masz rację , aczkolwiek to wyjątkowa sytuacja -Odparł i spojrzał mi głęboko w oczy jakby szukał tam wsparcia bo zaraz wszystkich zaskoczy .
Jak już mówiłem nie mogłem mu pozwolić to było by niewdzięczne choć większość by korciło .
-Mój brat ma rację i ty też masz rację żałuję tych lat straconych na niczym ,ale przyjechałem tu studiować i Rodi jest moją jedyną rodziną ,która mi pozostała pomimo tego że wszyscy żyją .
-Myślisz że tak po prostu wystarczy że zadzwonisz do Rodiego i poskarżysz się że miałeś źle w życiu i to wszystko zmieni? -Zapytała Margaret a ja poczułem jakby miała do mnie o coś żal albo niewypowiedziane emocje , które tłumi .
-Nigdy się nie skarżyłem więc nie rozumiem w czym problem ?-Zapytałem choć zaczynam powoli rozumieć do czego zmierza.
-Może w tym że twoja obecność jest gorsza niż jej brak -Odparła bez skrupułów co trafiło jak strzała bezwonna i boląca przeszywająca do cna …-Proszę cię przestań to mój brat i chciałbym abyś traktowała go z szacunkiem -Odezwał się w końcu Rodriguez obudzony z oszołomienia ,w który dzięki mnie wpadł .
-Czyli on jest ważniejszy ode mnie ?-Zapytała co oznaczało że ta kłótnia nie skończy się dobrze i to znów przeze mnie .
Nie chciałem już tego słuchać aczkolwiek wiedziałem że mój brat mnie potrzebował , tylko czy to ma sens się w to mieszać ?
-Clay zostań -Odparł mój brat takim samym głosem jak kiedyś …
Próbował mnie wtedy przekonać żebyśmy wyszli na imprezę , bo rodzice pozwalali Rodiemu chodzić tylko ze mną na takie rzeczy ….
Oczywiście była ku temu okazja bo zbliżało się halloween czyli dla większości społeczności
zbieranie cukierków i przebieranie się za straszne potwory .
Ale my bracia Skotowie mieliśmy własną tradycję , którą staraliśmy się utrzymywać każdego roku …
To były zwykłe noszenie masek tych samych od pierwszego w życiu halloween
Nasza tradycja nie była niczym niezwykłym na początku traktowaliśmy ją jak zabawę zwykłe przekomarzanie się .
Z każdym rokiem zabawa zamieniła się w nasz znak rozpoznawalności a mnie on zaczął dusić …
W tamto halloween pierwszy raz nigdzie nie poszliśmy i gdy mu to oznajmiałem miał taką błagalną minę jak teraz , jakby chciał żebym zmienił zdanie …
Dotarło teraz do mnie jedna ważna rzecz że ta tradycja dla Rodiego była czymś wyjątkowym nie dlatego że ma czadową maskę , lub że w późniejszym czasie mógł jeździć w niej na imprezy i wyrywać laski , choć w sumie to był dodatek .
Myślę że najważniejszym dla niego atutem był fakt że mógł zrobić to ze mną a ja mu w ten dzień tą możliwość odebrałem kierując się własnymi przeżyciami a nie braterską miłością , byłem egoistą
Dlatego zamiast znów go zostawić w poczuciu że musi mierzyć się z tym sam postanowiłem go w tej rozmowie wesprzeć ….
-Dobrze zostanę -Odparłem i zauważyłem lekki cień uśmiechu jakby moje słowa już wystarczyły żeby poprawić mu humor ..
-Może najlepiej będzie jak ja się wyprowadzę a wy se tu żyjcie w miłości braterskiej co ?-Odparła Margaret cała czerwona z poirytowania cały czas głośno oddychając .
-Nie mów tak kochanie , wiem że powinienem ci powiedzieć ale bałem się jak zareagujesz i nie myliłem się -Odparł przestraszony a ona zaśmiała się piskliwym głosem …
-Jesteś śmieszny bo sądziłeś że po tym jak mi mówiłeś że będziemy mieć gościa z , którego będziesz miał nadzieję że będę zadowolona to niestety Rodie tu cię zdziwię -Zrobiła chwilę pauzy by odsapnąć i zmierzyć mnie przenikliwym wzrokiem -Clay jest ostatnią osobą , którą przytulę i powiem: ,, Miło cię widzieć , tęskniliśmy”
Odparła popatrzyła się jeszcze na Rodiego i po prostu wyszła ale ciężar jej słów był na tyle wymowny że nikt się nie odezwał ..
Rodie był w opłakanym stanie jakby przeleciał przez niego tajfun i nie zostawił nic , widziałem po jego oczach że chciał coś dodać ale go wyprzedziłem
-Idź do niej , nie zostawiaj jej samej -Popatrzył na mnie i na potwierdzenie kiwnął głową i wyszedł .
Zostałem tylko ja i Rozalin i ta cisza tak gęsta jak smoła i choć nie widziałem jej twarzy bo cały czas była wpatrzona gdziekolwiek byle nie na mnie to umiałem sobie wyobrazić , każdy centymetr jej twarzy dokładnie taki jaki jest ..
I to mnie przeraża , dlatego zamiast wyobraźni używam rozumu , która podpowiada mi żebym kierował się do pokoju spać może w ten sposób na chwilę zapomnę o całym tym bagnie ….
Od Autorki :
Mała wskazówka dla czytelników: fragmenty oddzielone trzema gwiazdkami (***) przenoszą nas do wspomnień bohaterów.
Komentarze (1)
Bardzo słabo z interpunkcją i zapisem dialogów. Warto to dopracować, bo odwraca uwagę od tekstu.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania