Trofeum miłości
Mówią, że wybrać to sobie można kochankę jedynie.
A żonę, to diabeł, albo pan Bóg przydziela.
To zależy do którego cię kotła wrzucą kretynie.
A ty stoisz i tylko się gapisz. jak ta głupia Gela.
Nic nie możesz zrobić. Mózg zaciśnięty w imadle.
Na nogach łańcuchy. Na rękach kajdany.
Oczy na wierzchu. Język jak kołek. Sucho w gardle.
Zakręciło się. Wyrzuciło. I już jesteś sprzedany.
Prowadzą cię teraz przed ołtarz na smyczy.
Walą na kolana. I ręce przed siebie.
Ksiądz ci ręce wiąże i szczęścia ci życzy.
A tobie się zdaje, że już jesteś w niebie.
Bierzesz to niebo w ramiona z czułością.
Całujesz i myślisz, że zawsze tak będzie.
A ona przygryza twój język ze złością.
I ściska z całej siły twoje cenne żołędzie.
Już ich nie wypuści. To trofeum miłości.
Jesteś jak eunuch w tatarskiej niewoli.
Robi to z sadyzmu i okropnej złości.
A ty krzyczysz. Puść! przecież to boli.
Czy puści. O nie. Wybije ci z głowy.
Noce pod gwiazdami. I myśli szalone.
Pokarze ci jeszcze swój palec środkowy.
A ty zastygasz. masz oczy zgaszone.
Jeszcze w nocy w głowę cię huknie.
Że to niby niechcący. Że jej się przyśniło.
Aż oko o oko kilka razy się stuknie.
A w głowie od tego milion gwiazd zaświeciło.
Teraz będą się świecić aż do końca życia.
Mózg wypalą. Spalą wszystkie twoje marzenia.
I już jesteś goły. Już nie masz nic do ukrycia.
Nic nie masz swojego. Nie masz nawet korzenia.
Pozostał tylko wenty. Taka rurka z wodą.
Rano do roboty. Na wieczór wypłata.
Zupełnie jakby przeszło przez ciebie tornado.
I tak już będzie aż do końca świata.
Komentarze (3)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania