Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Trzy linie, jeden rdzeń - Rozdział 5

Niebo stawało się stalowe. Świt czaił się

tuż pod skórą rzeczywistości.

W bazie nikt nie spał.

Rida i Mina zajmowały się pakowaniem amunicji w pokoju pełnym szaf, sąsiadującym z pomieszczeniem z mapą - centrum dowodzenia i sercem ich schronienia.

— Masz zapasowy nadajnik? — spytała Rida, sprawdzając pas taktyczny.

— Dwa. I apteczkę. — Mina spojrzała na nią przez ramię. — Ale nadal nie wiem, czemu my

idziemy od wschodu.

— Bo Jonas nie przeżyłby, gdyby znów musiał zostawić ją za sobą. A ja… ja nie potrafię

wchodzić tam, gdzie wiem, że mogą już ją łamać.

— A jeśli ona...?

Rida nie odpowiedziała. Zakręciła magazynek z taką siłą, że aż zgrzytnęło.

— Jeśli tak, to ją stamtąd wyniesiemy. Zrobimy ogień, który zapamiętają.

Elan i Tev stali przy stole z rozłożonymi mapami, po raz ostatni omawiając plan działania.

— Systemy wentylacyjne są wąskie — mówił Tev. — Ale dam radę. Na szczęście nie dbałem o to, żeby mieć duże muskuły.

Elan uśmiechnął się znużenie.

— W takim razie masz u mnie oficjalny tytuł „szczura zwiadowczego”.

Tev przyjął to jak zaszczyt.

Elan podsunął mu małe pudełko.

— Przekaźnik dźwiękowy. Stara technologia. Nie do przechwycenia. Jeśli usłyszysz sygnał

ciągły – wycofujesz się. Nie ma negocjacji.

Tev skinął głową poważnie.

— A jeśli... zostanę złapany?

— To krzycz tak głośno, żeby Kaia wiedziała, że ktoś próbował jej pomóc.

Jonas w tym samym czasie stał samotnie przed wejściem do bazy, wychodzącym na polanę, gdzie padały ostatnie promienie słońca.

Na jego ramieniu był założony dron niczym sowa. W rękach obracał stary nadajnik — ten, który nie zadziałał przy pierwszym skoku. Z przetartą obudową.

Wysunął z kieszeni mały kawałek metalu – paznokieć z wypolerowanym trójzębem, który

sam wyciął.

Przypiął go do paska. Nie dla szczęścia, lecz obietnicy.

Za plecami usłyszał głos.

— Jonas.

Odwrócił się. To był Elan.

— Przepraszam, że cię wtedy zatrzymałem.

Jonas uśmiechnął się lekko.

— Gdybyś mnie nie zatrzymał, byłbym po drugiej stronie tamtego muru… — zawiesił na chwilę głos — I wtedy kto by wrócił po nią?

Chwila ciszy.

Elan podał mu dłoń. Jonas uścisnął ją mocno.

— Zróbmy to. Dla niej.

— I dla nas wszystkich.

***

Po nastaniu zmroku wszyscy zebrali się przy wejściu.

Bez słów.

Tylko krótkie spojrzenia.

Nie było już nic więcej do powiedzenia.

Rida skinęła głową. Mina założyła kaptur. Tev aktywował cichy tryb przekaźnika. Jonas

poprawił pas. Elan ostatni wyjął kartkę z planem i ją spalił.

Czas się kończył.

Pora na ich ruch.

W kierunku ognia.

***

Laboratorium 12B, sekcja zamknięta, trzy piętra pod ziemią. Chłód był nieprzyjemny a zapach powietrza był przesiąknięty chemią i elektrycznością.

Doktor Varn stał nad terminalem, ramiona skrzyżowane, wzrok wbity w monitor z danymi

biologicznymi. Puls spadał, odporność komórkowa – niestabilna, reakcje neurologiczne –

zakłócone.

Za nim w milczeniu czekali: oficer nadzorczy i asystentka medyczna.

— Czy potwierdzono obecność sabotażysty na sektorze 3C? — zapytał chłodno Varn, nie

odrywając oczu od ekranu.

— Tak, doktorze. Jedna osoba. Prawdopodobnie zbierała ślady. Nie pozostawiła żadnych

urządzeń. Ale... pojawił się znak. — Oficer podał mu zdjęcie.

Trójząb. Wyryty świeżo, tuż obok starego.

Varn wziął zdjęcie i zamilkł.

— Znak rdzenia... Oni wracają.

Asystentka przerwała ciszę.

— Stan obiektu 4D jest niestabilny. Przeniesienie w tym momencie może spowodować

skrajną reakcję układu nerwowego. Potrzebujemy minimum 36 godzin stabilizacji

farmakologicznej.

— A jeśli nie? — spytał Varn bez emocji.

— Ryzyko zgonu. Spontaniczne krwotoki wewnętrzne, możliwa niewydolność rdzenia.

Oficer poruszył się niespokojnie.

— Z całym szacunkiem, doktorze, ale jeśli ci ludzie naprawdę planują odbicie, nie mamy 36

godzin.

Varn spojrzał wreszcie na nich. Jego oczy nie miały barwy.

— Obiekt 4D jest zbyt cenny, by go stracić. Ale równie niebezpieczny, jeśli go odbiją. Proszę

przygotować do transportu za 12 godzin. Z użyciem środka DR-9. Podtrzymanie funkcji

życiowych – minimum, ale bez możliwości aktywacji mocy.

— To może ją zabić.

— Albo da nam czas.

Cisza. Oficer skinął głową. Asystentka zapisała dane.

Varn zbliżył się do szyby oddzielającej go od sali obserwacyjnej.

Za nią – Kaia. Blada, nieruchoma. Rurki w rękach, a na monitorach opadający puls. Jak

cień ognia gasnący w szkle.

Varn podziwiał swoje dzieło, jakby patrzył na eksponat.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania