Poprzednie części: Trzy słonie
Trzy moje twarze
Trzy moje twarze
Tę rozgwieżdżoną co jeszcze pachnie
miękkim lotem sowy i po omacku
układa się w pościel
Podpieram dłonią jak najczulszy ciężar
Tę co gwałtownie dosięgła wysokość
ostrym promieniem prześwietla źrenice
kroplami wody odprowadza sen
Biorę ją w dłonie formuje na nowo
Tę co wybiegła jeszcze nie wiem dokąd
/ teraz jest miastem pośpiechem gdziekolwiek/
- do trzech policzków ledwie może zliczyć
Gaszę w spojrzeniu przywracam ją w sobie.
Komentarze (4)
formuje na nowo - formuję ę ę
Jest coś urzekającego w treści. Podoba mi się, bo widzę tu obraz Miłości, ale nie do siebie.
Tak, zdecydowanie jest coś urzekającego w treści. Nie wiem czy w miłość bym interpretacyjnie poszła, raczej w jakieś zagubienia (choć zakochanie też zagubieniem jest w pewnym sensie), nieudane próby, rozmarzenia... Oczywiście to tylko mój pryzmat, pewnie skrzywiony ;).
W każdym razie jest oryginalnie, z klimatem.
Bardzo dziękuję za opinie. A co do twarzy to jak zawsze w zależności od sytuacji. Twarz przyjmuje na siebie wszystko - to co dobre
i to co złe. Dopiero kiedy opadnie kurz możemy odnaleźć tę właściwą.
Pozdrawiam
To co Kigja wychwyciła, to „ę” warto by poprawić, bo nie jest warte, aby tak tak pięknie ulotny wiersz potykał się o ogonek z ę :)
Czytałem niektóre publikacje poetyckie, Twoje wiersze biją sporą z nich część na głowę.
Kłaniam się!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania