TRZY X ŚNIEG (Szkic)

Pewien oficer kawalerii (ojciec markiza de Custine) już w 1812 r. przetarł szlak do Moskwy. Na wschodnim brzegu Niemna la Grande Armee znalazła się w samym sercu bezkresnych borów.

Oprócz kilku Kozaków nie spotkali większych sił nieprzyjaciela...Na drugi dzień stanęli pod dworem niedaleko Kowna, w którym jeszcze wczoraj rezydował car Aleksander I.

Car wydał wspaniały bal dla swoich dworzan i miejscowej elity.

Po południu wyjrzało słońce. To był piękny czerwcowy dzień, a żołnierzy opanował nastrój optymizmu, który w ciągu kilku następnych tygodni zupełnie wygasł...

 

Powrót do domu:

Smorgonie w listopadzie 1812. Zaspy śnieżne i ten mróz upiorny, jakiego dotąd nie znali. Kilkadziesiąt metrów dalej porzucone ciężkie działa "niepokonanej armii".

Pod drzewem trzech zamarzniętych dragonów. Nikt na nich nie zwracał uwagi...

 

- Zawsze zamarzają trójkami- pomyślał kapitan de Custine.

- Tam w lesie jest jeszcze więcej zamarzniętych- powiedział kapitan de Rambart, jakby odgadując myśl de Custine'a.

 

Napoleon nieruchomo siedzący w saniach, martwym wzrokiem zapatrzony w nieskończoność tej lodowej krainy...

" Od wielkości do śmieszności jest tylko mały krok"

Kapitan de Custine miał wrażenie, że usłyszał te słowa wypowiedziane przez Cesarza Francuzów szeptem.

Zadymka niosąca płatki śniegu wielkie jak liście dębu wszystko pochłonęła...

" Nas nigdy nie było..." - tak miały brzmieć ostatnie słowa kapitana de Rambarta...

Ale to niemożliwe, przecież załamał się pod nim lód na stawie w okolicach Witebska...

Zgraja niedobitków największej armii w dziejach świata pomaszerowała dalej, nie zwracając uwagi na jednego z wielu topielców...

Rodzina poznała zaledwie strzępy relacji pełnej luk i sprzeczności...

 

Jakiej logiki szukasz człowieku naiwny i może dlatego wiecznie młody...?

 

Wielka śnieżyca porwała kapitana de Custine'a.

Miał wrażenie, że jest okrutnym sępem nad bezbronną Ziemią...

Ale jednak przeżył...I to było najważniejsze... Chyba tak..(?)

 

"Zadymka teraz przerwała tok moich myśli..."

Te słowa wypowiedział narrator w pustym pokoju na ostatnim piętrze absurdalnie wielkiego bloku...

 

Czerwiec 1839. Wschód słońca w porcie przy Twierdzy Kronsztadzkiej.

- Petersburg jest w styczniu miastem z najpiękniejszych snów- powiedział książę N. do młodego markiza de Custine'a.

- Niech Pan przyjedzie do stolicy w czasie karnawału- kontynuował książę

Markiz odpowiedział uprzejmym uśmiechem. Podczas ich rozmowy groźny oficer żandarmerii uważnie studiował jego paszport... Czas jakby się zatrzymał, a w każdym razie zdawał się upływać znacznie wolniej niż zazwyczaj...

Słońce jak odważny malarz rzuciło świetlistą plamę na wody zatoki...

Cienie pasażerów parowca na ścianie urzędu celnego...

- Muszę uważać na cienie nieznajomych ludzi- pomyślał markiz de Custine...

Bieg dalszych spraw nie odbiegał aż tak bardzo od treści jego rękopisów...

 

Wrzesień 2010. Podróż promem z Helsinek do Tallina, a następnie pociągiem przez Narwę do Sankt Petersburga.

W porcie w Helsinkach flotylla lodołamaczy już przygotowanych na mroźną zimę...

- Kiedyś zimy były w tych stronach tak srogie, że zamarzały nawet cienie ludzi, którzy na chwilę zatrzymywali się na rozstajach dróg...

- mówi przewodnik jakiejś wycieczki.

Sympatyczna starsza pani zapisuje to zdanie w notesie...

W domu ma kilka albumów zdjęć i wiele zeszytów pełnych zapisków z podróży...

-----------------------------------------------------------------------------------------------------

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Moews wczoraj o 14:42

    Cytaty + starsza pani z aparatem fotograficznym i grubym notatnikiem...

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania