***[tu byliśmy...]
tu byliśmy do dziś
przeprowadzasz nas z marca do lutego
w metrowych zaspach grzęzną nam nogi na schodach
strącasz mnie z ramion i muszę czepiać się poręczy
by nie upaść niżej
znów się mijamy przy kolejnych półsłówkach
półobrotach gdy próbuję zawrócić
po świeżych wciąż śladach odnaleźć tamte miejsca
stół dwa puste krzesła obok
nadszedł czas rozwiązań
podskórnych cięć i burz pod sufitem
rozkołysany żyrandol jak wahadło
odlicza kroki do drzwi
na ścianie marcowa odwilż
soplami dosięga podłogi
są zimne i śliskie
okno niebezpiecznie wychyla się na ulicę
Komentarze (11)
Aż mi śnieg w pokoju napadał
Łopatę masz czy pożyczyć? :D
IgaIga nagimi ,,ręcoma" odkopię
D4wid - aaa... Tylko rękawice załóż. Bo siem odmrożeń nabawisz;)
Sufit, sufit, co z Ciebie wyrośnie... :)))
Smutne to takie, ale mimo wszystko prawdziwe. Ochłodzenie
Pozdrawiam
Stare. Przypominam sobie swoje początki.
Dzięki.
W pierwszej kapkę zwraca uwagę nas-nam, ale obrazowe. Srogie klimatycznie. Ujęcie mrozu w zaprzepaszczeniu relacyjnym to dobry wybór połączeń.
Dziękuję.
Jakoś mi się skojarzyło. Przez dotyk. Widziałaś? Troszkę kaleczy duszę.
Ano. Dzięki za ślad.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania