Turysta wątpliwy część 1

Gdyby nie zakazy i sylwestrowa godzina policyjna z pewnością brat byłby na balu jak każdego poprzedniego roku, albo brałby udział w imprezie na rynku miasta. Tylko tak się złożyło, że za późno skończył pracę. Zanim dojechał do mieszkania, żeby się odświeżyć i przebrać, dopadł go zakaz wychodzenia z domu. Kameralna domówka na dwadzieścia osób śmignęła mu koło nosa i spędził wieczór niczym emeryt, w towarzystwie telewizora. Przynajmniej nie przeszkadzał przyjaciołom w zabawie częstym telefonowaniem.

Samotność tego wieczoru wyjątkowo mu doskwierała, lecz o tym nie wiedziałem i pod wpływem tego uczucia postanowił wyrwać się na łono natury. Zaraz po ustaniu godziny policyjnej, pierwszego stycznia wybrał się w Góry Stołowe. Intuicyjnie spodziewał się oblodzonych szlaków turystycznych, więc nie miał ambicji przemierzyć trudniejszych. Wybrał trasę łatwą i po przyjeździe na miejsce okazało się, że miał rację. Wysoko w górach leżał biały puch nie tak obfity jak kilka lat wcześniej, jednak dodawał uroku. Grubość pokrywy śnieżnej była niewielka i nie zasłaniała całego poszycia. Dlatego dobrze były widoczne pozostawione przez turystów w ostatnim półroczu śmieci, ponieważ wiosną szlaki zostały wysprzątane, a wieść o tym rozniosła się elektronicznym echem. Zaledwie po dwóch kilometrach zagłębiania w las, wchodził pod spore wzniesienie. Brakowało mu doświadczenia, umiejętności i nie przywykł do wspinania się po stromiźnie, więc wędrówka polegała na podciąganiu się z pomocą gałęzi. Całą uwagę poświęciłby się wdrapać i nie zjechać w najlepszym razie na tylnej części ciała. Gdzieś na skraju widzenia, jak mi opowiadał, zauważył kogoś schodzącego. Dokładnie się nie przyjrzał, z kim się mijał, poprawił maskę i patrzył pod nogi. W pewnym momencie ten ktoś postawił but na płachcie śniegu. Nagły poślizg w jego stronę uprzedził, o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Czasu na jakąkolwiek reakcje nie miał, ponieważ wszystko działo się niezwykle szybko. Nagłe uderzenie kilkudziesięciu kilogramów, oderwało jego nogi od podłoża. Zdążył zarejestrować zarys postaci, kawałek nieba, fragment choinki, nim plecami uderzył w pień drzewa. Pozostałość po złamanej gałęzi mocno wbiła mu się w plecy. Poczuł niesamowity ból i niemożność zaczerpnięcia powietrza. Został znokautowany i przez jakiś czas nie docierało, co ktoś mówił do niego. Dopiero rozpięcie pod szyją kurtki i natarcie policzków śniegiem. Otrzeźwiło go do tego stopnia, że był w stanie dostrzec, kto się nad nim pochyla. Patrząc w oczy, nie miał pewności czy to kobieta, ponieważ czapka i maseczka skutecznie zasłaniała pozostałą część głowy.

- Nic się panu nie stało? – usłyszał niewyraźnie wypowiedziane pytanie.

Odpowiedz, sobie darował, bardziej skupił się na swoim ciele i filozoficznym pytaniu, czy jeszcze żyję, a jeżeli tak to jak długo.

- Nie wiem – odpowiedział z trudem i dodał – jeżeli pani ze mnie zejdzie, to spróbuję wstać.

Usłyszał – przepraszam – i podniosła się z kolan. Rękę ubraną w rękawice wyciągnęła, on obolały skorzystał z pomocy i stanął na chwiejnych nogach. Każde zaczerpniecie powietrza, przychodziło z trudem i związane było z bólem. Najbardziej był zaskoczony faktem, że tak szybko stał się słaby i zmęczony. Cały wigor i energia go opuściły, jakby przybyło mu lat.

- Proszę rozpiąć kurtkę, chcę popatrzyć na ranę – powiedziała druga kobieta, a on był zaskoczony, że są dwie.

Dokładnie zrobił, jak mu kazała i po wnikliwych oględzinach, podczas których zdążył zmarznąć, usłyszał – siniak będzie spory, lecz nic po za tym – wyrok zapadł, a on zaufał i się z nim zgodził. Uspokajająca diagnoza nie przyczyniła się do tego, żeby poczuł się pewniej. Postanowił przerwać eskapadę i wrócić do bezpiecznego samochodu. Zanim tego się zebrał, powiedział.

- Ale mnie pani urządziła – i poprawił maseczkę, żeby przypadkiem któreś nie zarazić ulepszoną wersją koronawirusa, o ile ją mam po świątecznym spotkaniu z przyjezdnymi z wysp brytyjskich.

- To nie ja, tylko jest to wina wyrzuconej reklamówki, którą przykrył śnieg, a ja na nią przypadkiem stanęłam – odpowiedziała i na dowód prawdziwości swoich słów wyciągnęła przed siebie bezbarwny worek foliowy, do jakiego zazwyczaj pakuje się warzywa.

Marne było to dla niego pocieszenie, że sama też stała się ofiarą czyjegoś niechlujstwa. Mleko zostało rozlane i nic nie można było temu zaradzić. Kobiety widząc jego nieporadne wysiłki w powrocie do samochodu, złapały go pod pachy i asekurowały. Spodziewał się, że będą szli w ciszy, ponieważ był milczkiem i najwyżej wypowiadał kilka słów, o ile nie dotyczyło to jego misji, którą sobie ubzdurał. Nigdy nie czuł potrzeby mówienia, a od kiedy spędza całe dnie przed komputerem, jeszcze bardziej zamilkł. Panie były zupełnie inne od niego i mogę przypuszczać, że przypominały moje dzieci. Z każdym krokiem rozkręcały się w gadaniu, jakby go między nimi nie było i jego obecność w tym im nie przeszkadzała.

- Wyobraź sobie, że razem z moim byłym, byliśmy w ubiegłym roku w Tajlandii – powiedziała wyższa i szczuplejsza – tam zwiedzaliśmy i nocowaliśmy w Parku Narodowym Khao Yai. On zachowywał się jak zawsze i pozbywał się śmieci na bieżąco. Jednym słowem czuł się jak u nas w kraju i nie słuchał, jak mówiłam, że w Tajlandii śmiecenie w takim miejscu jest traktowane jak przestępstwo, za które można dostać pięć lat odsiadki i grzywnę w wysokości szesnastu tysięcy dolarów. Rano wykopał dołek i wrzucił do niego pozostałości z kolacji i śniadania. Wyśmiał mnie, jak prosiłam, żeby tego nie robił i wyraziłam chęć ich niesienia. Prawie zapomniałam o tym, lecz w drugi dzień świąt wziął dzieci do siebie i zostały do poniedziałku. Zgodnie z umową zjawiłam się po nie przed południem i dzięki temu byłam świadkiem dostarczonej mu paczki z Tajlandii. Musiało w niej być coś pozostawionego przez nas w hotelu. Nadawcą było jakieś biuro, a po otwarciu na wierzchu leżała karta „Zapomnieliście zabrać swoich rzeczy z Parku narodowego Khao Yai. Pozwól, proszę nam je zwrócić”. Przesyłka zawierała wyrzucone i zakopane śmieci oraz powiadomienie o wpisaniu na czarną listę.

- Skąd wiedzieli gdzie? – zapytała druga.

- Warunkiem odwiedzenia parku jest podanie dokładnego adresu.

Zaraz po tym panie zaczęły wymieniać jakieś szczegóły, lecz ich nie słuchał, ponieważ stanął na jakieś pozostałości po wcześniejszych turystach, albo na wystającym kamieniu i poczuł przeszycie bólu. Uczucie było tak mocne i niespodziewane, że aż nogi się pod nim ugięły. Nawet przez chwilę bezwładnie zawiał na ich rękach, zanim się skupił i wyprostował. Dopiero wtedy pochylił głowę i patrzył gdzie stawia stopy. Prawie natychmiast usłyszał skomentowanie, tego co mu się przytrafiło.

- Przyjeżdżam tu od wielu lat i aż tak źle nigdy nie było. Wiosną wysprzątali ten szlak, lecz po tych wysiłkach nie ma już śladu. Jeszcze niedawno potrzeba było kilku lat, by stworzyć taki chlew, obecnie zajmuje to kilka miesięcy – powiedziała niższa.

- Kary są za niskie – wtrąciła druga.

- Niedługo to się zmieni – powiedział brat i wydawało mu się, że temat wyczerpał, lecz zapytany, był zmuszony mówić dalej – duże podwyżki za wywóz śmieci dotkną wszystkich, lecz podniesienie kary do pięciu tysięcy za nielegalne pozbywanie się odpadów, nie uzdrowi sytuacji. Ustawa śmieciowa od samego początku była zła, ponieważ zniosła umowy indywidualne, zastępując je podatkami do gmin. Nikt oprócz polityków z tego powodu nie był zadowolony, tylko do nich to nie docierało i byli głusi na wszystkie argumenty. Zaniedbania sprzed kilku lat będziemy jeszcze długo odczuwać, tylko nie wiem, czy nam czasu starczy – kolejne ponaglenie wymusiło na nim, rozwiniecie ostatniego zdania – przy Union Square na Manhattanie od końca ubiegłego wieku znajduje się zegar, który stał się atrakcją turystyczną. Pokazywał do dziewiętnastego września tylko bieżący czas, a od godziny trzeciej dwadzieścia czasu nowojorskiego stał się wołającym o trwogę Zegarem Klimatycznym. Rozpoczęło się odliczanie od siedmiu lat, sto trzy dni, piętnastu godzin, czterdziestu minut i siedem sekund. Właśnie tyle czasu pozostało do momentu, gdy średnia globalna temperatura wzrośnie o półtora stopnia Celsjusza powyżej poziomu epoki przedprzemysłowej. Ten wzrost będzie nieodwracalny. Osiągnięty zostanie punkt krytyczny, nastąpi efekt klimatycznego domina, globalne ocieplenie będzie się samo napędzać.

Następne częściTurysta wątpliwy część 2

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Bożena Joanna 2 miesiące temu
    Przyznam się, że tęskno mi się zrobiło za górami w Nowy Rok. Huczne zabawy mnie nie nęcą jak bohatera opowiadania, ale chętnie wybrałabym się w Góry Stołowe.
    Wymowa opowiadania bardzo ekologiczna. Jestem przeciw śmieceniu szlaków górskich, ale co do śmieci mam wrażenie, że miasta i gminy na siłę poszukują pieniędzy. Z drugiej strony, na własne oczy widziałam jak mieszkanka pewnej wioski pozbywała się odpadów na parkingu w lesie.
    Śmieszy mnie jednak podejście do segregacji śmieci lansowane w serialu KLAN. Moja kuchnia ma niewiele ponad trzy metry kwadratowe, więc trudno mi umieścić kilka pojemników. O tym nikt nie pomyślał, w TV wszyscy mają luksusowe i obszerne mieszkania z olbrzymią kuchnią, gdzie wszystko można pomieścić.
    W każdym razie dobrze, że zwróciłeś uwagę na następstwa rozrzucania wyrobów z mas plastycznych.
    Pozdrowienia!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania