Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

TW #2 - Pitbull. Ostatni Pies

Postać: Pies psychopata

Zdarzenie: Zabijanie drozdów

Efekt: Świat to utopia, ale grupie bohaterów wcale się to nie podoba

 

Paweł podał rękę sąsiadowi.

- Dzień dobry. Nawet nie wiedziałem, że ma pan psa - uśmiechnął się Wojtek. - Ile ma lat?

- A, to już będzie ze trzy.

- No to młody jeszcze.

- Ta, racja.

Tymczasem pies wypróżniał się na trawniku obok.

- O, a jaką zdrową kupę robi! - zauważył Wojtek.

- Ta... do widzenia.

- Hej, zaraz, a gówno?

Paweł szybko oddalił się wraz ze swoim spanielem.

- Proszę tu wrócić! Halo!

 

Jan wrócił po ciężkim dniu w szkole. Od progu powitała go matka z krzywym, fałszywym uśmiechem. Niestety - wiedział, co zaraz powie.

- Chciałabym ci kogoś przedstawić, Jasiu.

Po chwili do przedpokoju wszedł Paweł w wypierdzianych dresach i poplamionej koszulce z Indianą Jonesem.

- To Paweł, mój nowy chłopak.

Mężczyzna uśmiechnął się tępo. Janek zażenowany pokręcił głową.

- Co jest, brachu? - spytał Paweł.

- Nawet się kurwa nie odzywaj...

- Janek! Co to za słownictwo? - matka wytrzeszczyła oczy.

- Po prostu się nie odzywajcie do mnie. Dobra? - chłopak poszedł do swojego pokoju, trzaskając drzwiami.

Po kilku minutach poczuł na swojej szyi dotyk matczynej ręki.

- Jasiu... wiem, że jest ci ciężko. Ale... sam rozumiesz...

- Może jeszcze mam go nazywać tatą?

Kobieta milczała.

 

Kilka godzin później Janek czekał w swoim łóżku. Z sypialni dochodziły do niego dźwięki stosunku.

- Szybciej, szybciej! Mecz zaraz się zaczyna! - wołał Paweł.

Janek podszedł do plecaka i zaczął pakować najbardziej potrzebne rzeczy.

- Oj kurwa! Kupę muszę robić! - usłyszał głos konkubenta matki, a następnie kroki. Zamarł.

- Papieru nie ma! Pies zeżarł czy co?

- Sprawdź w szafce! - zawołała matka.

- No też nie ma. Ale to nic. U ciapatych dupę wycierali se lewą ręką. Dam radę.

 

Korzystając z tego, że Paweł zajęty był konwersacją, Janek zajął się pakowaniem reszty rzeczy.

Kilkanaście minut później powoli wysunął się z pokoju i po cichu udał w stronę drzwi wyjściowych. Tymczasem w sypialni Paweł ubrany w wojskowy mundur i furażerkę bił swoją partnerkę pejczem po plecach.

- Przepraszam!

- Głośniej! - ryknął.

- Przepraszam za moje żydostwo!!! Przepraszam!!!

- Zaraz zobaczysz, jak radzimy sobie z wrogami!

Paweł zdjął pasek, po czym zaczął ją dusić. Następnie zaprowadził do toalety i włożył głowę do sedesu, podtapiając.

- Tak kończą wrogowie Wielkiej Lechii, głupia suko! - wrzeszczał, omal nie zdzierając sobie gardła.

Tymczasem Janek, wybiegłszy na zewnątrz, zaczął szukać najbliższego przechodnia. Wyciągnął z plecaka młotek stolarski. Po chwili rozglądania zauważył mężczyznę po czterdziestce czekającego na autobus. Podszedł do niego i zamachnął się z całej siły, rozbijając nieznajomemu głowę młotkiem. Nie wzruszyło go to ani trochę. Nie miał już żadnych ludzkich emocji.

Chłopak nachylił się nad zwłokami i przyjrzał zmasakrowanej czaszce. Zaczął wyrywać odłamki kości, odsłaniając czerwonawy mózg. Wyciągnął pierwszą porcję i włożył do ust. Przełknął i roześmiał się. Chciał więcej.

Po kilkunastu minutach w okolicy rozległo się wycie syren. Janek jednak zignorował nadciągających mundurowych. Po chwili ciężki policjant przygniótł go do ziemi i zaczął przeszukiwać. Następnie zwymiotował na widok zwłok. Janek próbował się wyrwać - na próżno.

 

20 lat później

Więzienie Gondżormi, północny Kaukaz, Rosja

 

Jedna ze ścian więzienia zmieniła się w kupkę gruzu. Do ogromnej wyrwy podbiegli strażnicy uzbrojeni w kałasznikowy. Po chwili ujrzeli w dymie zarys ludzkiej postaci.

- Wania, zróbmy mu z dupy jesień średniowiecza! - zawołał porucznik, po czym zalali nieznajomego gradem pocisków.

Ów człowiek jednak wciąż stał cały i zdrowy. Po chwili podszedł parę kroków, ujrzeli jego uśmiechniętą twarz.

- Kamizelka, debile.

- Hej, poznaję go! To Jan Misztal z oddziału trzeciego! Ten polski chujek! - zawołał jeden ze strażników.

- Dobra spostrzegawczość. Szkoda, że niebawem ci jej zabraknie - Misztal wyjął spod kurtki bagnet, po czym rzucił nim prosto w twarz Rosjanina.

- Aaaa! Ja pierdolę, moje oczy! - strażnik upadł na kolana, trzymając się za twarz. - Pomóżcie! Zabijcie go! Nie wiem, kurwa, zróbcie coś!

Porucznik uśmiechnął się.

- Za to, że kantowałeś w karty? - spytał, po czym kopnął podwładnego w plecy. - A może za to, że kryłeś gościa, który zapinał moją żonę, gdy byłem w Nowosybirsku? Chłopcy! Wiecie, co robić!

Kiwnęli zgodnie głowami, po czym rozstrzelali rannego. Tymczasem Misztal, korzystając z zamieszania, po cichu się oddalił.

 

Niecały tydzień później odbyła się na Alejach Jerozolimskich w Warszawie manifestacja narodowych socjalistów, nazywanych od nazwiska lidera, Marka Drozdy - drozdami. Zebrało się kilkuset zwolenników putinizmu - w tym Paweł.

- Trzeba Żyda za tę jego krzywą mordę pejsatą wziąć i wyjebać z ojczyzny! - wrzeszczał przez mikrofon Drozda.

W pewnym momencie Paweł, idąc w marszu, potknął się o dziwny pakunek.

- Kurna, co jest...? - usłyszał dziwne pikanie.

Po chwili kilkadziesiąt najbliższych osób zostało strawionych przez ogień.

 

Nadkomisarz Jacek Goc, pseudonim Gebels, opierając głowę na ręce, przypatrywał się czujnie wieczornym wiadomościom.

- ... jak podają nasi informatorzy, ofiarami ataku były głównie osoby powiązane ze znanym ekstremistycznym działaczem Markiem Drozdą. Nikt więc nie będzie po gnojach płakał. Dziękuję, to wszystko na dziś, miłego wieczoru państwu życzę. Mateusz Subbotko, Gorące Wieści News.

Do pokoju wszedł komendant, mieszając cukier w kawie.

- Słodzisz, Jacuś? - spytał.

- Nie, dzięki. Słyszałeś o wybuchu?

- Ta, jakaś popieprzona sprawa. Chłopcy z cebosiu już to zaczynają rozpracowywać. Ciekawi mnie tylko, po chuj ktoś miałby zabijać jakichś skrajnych oszołomów?

 

Następnego dnia do jednego z lasków pod Otwockiem zajechał srebrny fiat. Wyszedł z niego Drozda wraz z trzema towarzyszami.

- Kurwa, co to jest? - warknął rusofil.

- Śmierdzi, jakby się małpy jebały - odparł jeden z kolegów.

Po chwili ujrzeli Misztala.

- To ty nas wzywałeś? - spytał Drozda. - Tylko szybko, mam wiec za godzinę.

- To ja odpowiadam za ten wybuch na waszym marszu - powiedział bez wzruszenia Misztal.

Wszyscy czterej wytrzeszczyli oczy.

- Co... to ty chrzanisz?

- To tylko próbka moich możliwości. Robię bomby dla poważnych ludzi. Czterdzieści siedem wybuchów bombowych w tym kraju to ja. Chcę pójść na pewien układ.

- A co oferujesz?

- Moje usługi.

- Bo?

- Bo chcę z tobą pracować.

Przez chwilę żaden z nich się nie odzywał. Drozda spojrzał na bombiarza.

- W porządku.

- Wiedziałem, że znajdziemy wspólny język.

- Chwila... nawet nie wiemy, jak na ciebie wołać?

- Jaki dziś mamy dzień tygodnia?

- Wtorek.

- Więc mów mi Wtorek.

 

Następnego dnia syn Gebelsa, Jarek, siedział znudzony na tyłach autobusu, obserwując widoki za oknem. Po chwili usłyszał rozmowę jakiejś dziewczynki z kierowcą.

- Eh, dziecko, to masz czym czym zapłacić za ten bilet?

Przeszukiwała plecak, nie mogła jednak znaleźć monet.

- Przepraszam... nie umiem znaleźć... - powiedziała, spuszczając głowę.

- No to jazda stąd, nie będziesz marnować mojego czasu!

- Proszę zaczekać.

Kierowca odwrócił się. Jarek podszedł i przykląkł przy dziecku.

- Cześć. Ile kosztuje ten bilet?

- Tsy.

- Trzy złote. Dobra... - wyciągnął z kieszeni parę monet, po czym wręczył kierowcy.

- No... dobra, niech będzie - mruknął.

Jarek wrócił na swoje miejsce, autobusu ruszył.

Po kilkunastu minutach pojazd zatrzymał się, ku zaskoczeniu pasażerów. Po chwili wbiegło do środka kilku mężczyzn w mundurach, uzbrojonych w noże.

- Przejmujemy autobus. Nie robić nic głupiego, kurwy żydowskie!

 

Drozda wybrał się na przejazd statkiem lądowym do Elbląga wraz z dziewczyną.

- Ale tu ładnie - skomentowała widoki, opierając się o barierkę.

- Ładne widoczki, tak jak ty - uśmiechnął się Marek, po czym objął ją ramieniem.

Po chwili coś skrzypnęło. Wszyscy na pokładzie byli zdezorientowani.

- Kurwa, co się dzieje? - krzyknął Drozda.

Statek wykoleił się, zabijając na miejscu wszystkich turystów.

 

Gebels odebrał telefon z nieznanego numeru.

 

- Nie, nie jestem zainteresowany chwilówką Do wi...

- Porwałem sto dziewięć osób. W tym twojego syna, jebany grubasie.

- Co? Kurwa, kto mówi?

- A jaki mamy dziś dzień tygodnia?

- Pytam, kto mówi?!

- A ja pytam o dzień tygodnia.

- Ś...środa.

- Więc mów mi Środa.

- Dobra, koniec tych ceregieli. Po cholerę do mnie dzwonisz?

- Jeśli nie dostanę dziesięciu milionów, zabijemy ich. Wszystkich.

Rozmówca rozłączył się. Wściekły Gebels pobiegł do komendanta.

Jarek schował twarz w dłoniach.

- Dlaczego? Dlaczego mnie to musiało spotkać? - myślał.

Jeden z drozdów popchnął go, każąc usiąść przy drzewie. Po chwili Jarek zauważył dziewczynę z autobusu.

- Dlaczego oni to robią? - spytała.

- Ja... ja nie wiem.

Spojrzała na niego smutno. Po chwili jeden z drozdów przemówił.

- Panie i panowie, witam na naszym uroczystym przedstawieniu! Mam nadzieję, że rozumiecie swoją sytuację. Jeśli do końca dnia nie otrzymamy...

W tym momencie jego głowę rozsadził pocisk. Następnie uprowadzeni zauważyli biegnący w ich kierunku oddział antyterrorystów.

- Stać! Jesteśmy uzbrojeni!

- My też! - zawołały drozdy.

- Ta, właśnie widzę - antyterroryści zabili wszystkich ekstremistów w kilkadziesiąt sekund. W tym czasie porwani uciekali w przypadkowych kierunkach. W pewnym momencie Jarek dostał rykoszetem, po czym upadł na ziemię w plamę krwi. Uklękła przy nim dziewczynka. Nie wiedząc, co robić, zaczęła wołać o pomoc.

- Proszę pana! - zawołała do biegnącego obok Misztala. - Mój psyjaciel...

- Czego chcesz?! - warknął bombiarz.

- On... on krwawi. Ploszę, niech pan pomoże.

- A, niech zdy... - słowa utkwiły Misztalowi w gardle. Spoglądał to na dziecko, to na rannego Jarka. Po chwili ukląkł przy rannym. Zerwał spory kawał materiału ze swojej koszuli, po czym zaczął opatrywać Goca.

- Jarek!!!

Podbiegł do nich Gebels. Już miał wycelować w terrorystę, jednak... opuścił broń.

Misztal podszedł do policjanta.

- Udzieliłem pierwszej pomocy. Ale musicie zabrać chłopaka do szpitala. Przeżyje.

Gebels nie odezwał się ani słowem. Nie wiedział, co o tym myśleć. Misztal odwrócił się i odszedł. Nigdy więcej nikt go nie widział.

KONIEC

Średnia ocena: 2.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (16)

  • Targówek 2 miesiące temu
    Ciekawa średnia
  • Ellie Victoriano 2 miesiące temu
    Już sam początek zniechęca do czytania, więc niezbyt mnie dziwi średnia
  • Nazareth 2 miesiące temu
    Mnie dziwi. W przeciwieństwie do wielu prac, które widziałem tu przez ostatnie parę dni ta ma więcej niż 10 linijek, jakąś fabułę, jakieś dialogi. Nie mówię, że to dobre jest, ale przynajmniej na pierwszy rzut oka przypomina tekst literacki, w przeciwieństwie do kilkunastu innych prac ze średnią 5.0 na tym portalu.
  • Ellie Victoriano 2 miesiące temu
    Nazareth, być może, rzadko tutaj coś czytam, wolę sięgnąć po książkę 🤷‍♀️ tutaj to już praktycznie same wiersze i drabble, więc nie moje klimaty
  • Ellie Victoriano 2 miesiące temu
    Ewentualnie pseudo-publicystyka..
  • Nazareth 2 miesiące temu
    Ellie Victoriano no właśnie zauważyłem taką tendencję. Co się, kurza twarz, stało?! Próbuję od paru dni znaleźć coś do przeczytania. Jakieś koszerne opko, które ma wstęp, rozwinięcie i zakończeniem może nawet fabułę. Tymczasem widzę tylko to, co wymieniłaś plus serie-tasiemce.
  • Ellie Victoriano 2 miesiące temu
    Niemampojęcia 🤷‍♀️ chociaż mam pewne teorie
  • Nazareth 2 miesiące temu
    Ellie Victoriano Chętnie bym je poznał.
  • Maurycy Lesniewski 2 miesiące temu
    Nazareth jeden z tasiemców :)
    https://www.opowi.pl/piekarnia-wstep-a40775/
  • Ellie Victoriano 2 miesiące temu
    Lenistwo, zniechęcenie przez dwójkę osobników tutaj, gównoburze
  • Nazareth 2 miesiące temu
    Maurycy Lesniewski XD Widzę, że nawet mój komentarz był pierwszy pod tym tasiemcem ;)
    Ellie, ale tu zawsze było pełno zniechęcających osobników i gównoburz.
  • Ellie Victoriano 2 miesiące temu
    Może czara się przelała
  • Maurycy Lesniewski 2 miesiące temu
    Nazareth a faktycznie :)
    Albo Cię reszta nie zainteresowała, albo byłeś nieobecny jak dokoptywałem resztę.
    Ale pytanie zasadnicze brzmi co z „Bracia Wilcy” się dzieje? To jest kawał dobrego opka! Dobazgrałeś coś jeszcze?
  • Nazareth 2 miesiące temu
    Maurycy Lesniewski Zniknąłem stąd i dlatego nie doczytałem. Dobazgrałem kilka opowiadań o nich. Jedno udało się opublikować w antologii „Słowiański Horror", jedno czeka na decyzję wydawcy, będzie być może w innej antologii, a kilka trzymam w przysłowiowej szufladzie, licząc, że kiedyś napiszę ich tyle, żeby wydać własną antologię opowiadań o braciach Wilkach.
  • Maurycy Lesniewski 2 miesiące temu
    Nazareth no to gratulejszyn. Co za debil każe ci czekać z decyzją na wydanie?! Powinien całować Cię po rękach i wydawać zanim zmienisz zdanie i pójdziesz gdzieś indziej.
    Taką antologię o Braciach to ja bym brał. Zajebiste masz wyczucie w balansowaniu na pograniczu historyczno-przygodowym. Nie czytałem nic podobnie dobrego w tej tematyce jeszcze, a parę mi się zdarzyło.
  • Nazareth 2 miesiące temu
    Maurycy Lesniewski Dziękuję Ci bardzo. Wydawcom się z reguły nie spieszy XD Mają co robić, jak się domyślam. Ale tak czy inaczej, projekt Wilków żyje, rozwija się. Tak jak ja, bo cały czas poszerzam wiedzę odnośnie realiów społeczno-historycznych tamtego okresu. Tyle że wszystko w żółwim tempie ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania