TW 10 - Sok z lustra
Człowiek z maszynką do mięsa
W tenisówkach na wytwornym raucie
Gatunek: groteska
Ściany jednego z pokojów obłożył kawałkami szkła i nazwał Gabinetem Luster. Lubił przyglądać się swemu zdeformowanemu obliczu. Wtedy odkrył pewien dar.
*****
Willlem wychodząc z domu zawsze zabierał ze sobą maszynkę do mielenia mięsa. Siadał na ławce w parku i obracał rączką bez celu, gapiąc się na przechodzących ludzi. Mówiono, że sfiksował po tym jak jego żona wyskoczyła przez okno, ale ona twierdziła, że od samego początku ich znajomości był dziwny. Miarka się przebrała, gdy próbował wsadzić jej w tyłek pędzel i wystawić w galerii sztuki jako eksponat.
Potem sprawy przybrały jeszcze gorszy obrót.
Na jednym z rautów, w czasach gdy jeszcze był normalniejszym awangardowym artystą, poznał Gilberta. Zaprzyjaźnili się i dzielili pomysłami na nowe dzieła. To właśnie Gilbert widział Willema żywego jako ostatni. Przyszedł pod jego dom, gdyż zaniepokoił się ostatnimi zdarzeniami i dziwnymi odgłosami, jakie słyszeli sąsiedzi. Willem pokazał mu paskudną ranę na nodze. Twierdził, że od dłuższego czasu nawiedzają go okropne istoty. Wychodziły z pokoju, którego nie otwierał od miesięcy. Podobno wszystko zaczęło się od momentu, gdy odkrył u siebie dar. Nazwał go "dojeniem luster", dzięki czemu otrzymywał sok podobny do mleczka kokosowego. Istoty przychodziły właśnie po niego, a gdy nie dostawały czego chciały odgryzały Willemowi kawałki mięsa z nogi.
- Uwierz mi - mówił, wyglądając na kompletnie obłąkanego. - To świnie... z ludzkimi rękami. Mają szpony i ostre kły. Ten pokój... Zabiłem tam kilka wieprzków i wymalowałem ściany ich krwią. Chciałem się zemścić. Miałem kiedyś brata. Wpadł do zagrody świń, a one rozszarpały go na strzępy. Musiałem to zrobić. Potem... potem to się zaczęło. Straszny smród. Nie zbliżałem się tam, ale one zaczęły kwiczeć. Ocierały się o drzwi, aż w końcu wylazły. Sok z luster je przyciąga, ale ja już nie potrafię doić. Świnie są głodne, a lustra nie dają mi mleka.
Po tych słowach Willem zaniósł się szlochem, uciekł do domu i zamknął się w nim. Po chwili rozległo się potworne kwiczenie. Gilbert uciekł stamtąd przerażony.
Gdy na miejsce przybyły służby mundurowe Willem już nie żył. Przyrządził sobie wytworną kolację z własnych części ciała i pożarł się żywcem.
Komentarze (13)
Miało być dziwnie i niepokojąco
Witamy nowy tekst! :)
Się przypomina Szkoła przetrwania, że szkieletowej załogi.
Taki poważniejszy tekst, jeśli idzie o Ciebie. Inna twarz. Propsy
Ooo, taa, dobre porównanie
Dobry tekst, smakują mi takie klimaty.
dzięki czemu otrzymywał sok podobny do mleczka kokosowego. Istoty przychodziły właśnie po niego, - mleczko kokosowe, ono, więc istoty przychodziły po nie, a nie po niego ;)
piątunia z uśmiechem ;)
, a gdy nie dostawały czego chciały odgryzały - chyba zdekonspirowałem brak przecinka (albo mi się wydaje), po chciały czy gdzieś w okolicy.
O auto-kanibaliźmie czytywało się drzewiej - fakty normalnie, więc to nie musi być tylko fikcja.
Jest dziwnie i niepokojąco ;)
Ale przy okazji dojrzałe i intrygująco. Fajnie rozegrany zestaw.
Ale makabra. I to zakończenie. Fajnie napisane opko. Pozdrawiam
Fan, jedno z lepszych Twoich. Bardzo mi się podoba!
Willlem (na początku) to chyba jednak za dużo "l". Jeśli miało być dziwne i niepokojące to się bardzo udało, jest właśnie takie :) Dla mnie jednak trochę zbyt dziwne. Ale czytało się nieźle.
ho ho! niezły odlot. moje klimaty. super historia.
fanthomas, oto Twój zestaw:
Postać: Woźna
Zdarzenie: Niepokojąca moralnie propozycja
Gatunek (do wyboru): Science fiction lub Proza poetycka lub Felieton lub Horror i pochodne
Czas na pisanie: 7 lipca (niedziela) godz. 19.00
Powodzenia :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania