TW 11 Cud, który był przekleństwem!
TW 11
Postać: Smok z syndromem wypalenia
Zdarzenie: Poranna kawa
Kapitan Wasilij Zajcew stał na wzgórzu. Patrzył na okalające go pola i widział czołgi jadące w jego stronę. Były bardzo blisko, niektóre wręcz nie dalej jak sto metrów od niego. Nagle w ręce pojawiła się wiązka granatów. Nie namyślając się, rzucił w stronę najbliższego niemieckiego pojazdu. Granaty leciały kilka sekund, aż wreszcie spadły i wybuchły pod jego gąsienicami. Wybuch, ogień i dym. Następna wiązka, rzut i znowu to samo. Kolejny pojazd zatrzymany. Zajcew stał i rzucał, a jego granaty, niczym pociski wystrzeliwane z działa przeciwpancernego, niszczyły jeden czołg po drugim. To nic, że wokół wybuchały pociski, a serie karabinów maszynowych trafiały w niego całymi seriami. On śmiał się i rzucał, krzycząc – Śmierć wam faszyści! Nie przejdziecie! Zabije was wszystkich!
Nagle obraz zniknął, a po kilkunastu sekundach kapitan ocknął się. Przez dłuższą chwilę bał się poruszyć. Panowała jakaś nienaturalna, nieziemska cisza. Nie wiedział, gdzie jest. Po jakimś czasie takiej umysłowej pustki powoli delikatnie zaczął otwierać oczy. Poczuł ukłucie bólu. Spróbował ruszyć ręką, kolejny atak bólu.
- Skąd ten ból! Przecież ja już nie żyje, nie mogę żyć! Czy po śmierci dalej czujemy ból? - dziesiątki myśli zaczęło istny taniec w jego mózgu. Zamknął oczy i światło zgasło.
Kiedy ocknął się po raz drugi, ból był już wszechobecny. Powoli zaczęła do niego dochodzić przerażająca myśl, że jednak żyje, choć to nie było możliwe. Pamiętał przecież, jak uderzały w niego kula, po kuli. Delikatnie otworzył oczy. Ból powrócił, ale dał radę, nie zamknął. Widział i to było ważne. Opuchlizna duża, ale jeszcze nie zasłoniła mu całkiem powiek. Kiedy jego wzrok odzyskał ostrość, zobaczył, że jest w celi, którą znał. To był areszt NKWD. Ten widok uderzył w niego tak silnie, że zaczął płakać, a łzy spływające po twarzy spadały na pryczę.
- Dlaczego nie umarłem! - wrzasnął tak silnie, jak tylko potrafił, ale jego krzyk rzucony w powietrze zniknął w starych murach. Po chwili znów światło zgasło i odszedł w ciemność.
Kiedy znowu odzyskał świadomość, postanowił usiąść. Mimo bólu z wielkim trudem uniósł się i oparł plecami o ścianę. Jego umysł i pamięć zaczęły wreszcie w miarę dobrze funkcjonować. Przypomniał sobie, jak żołnierze znaleźli go na polu, rannego, ale żywego. Opatrzyli mu rany, a potem przyszli enkawudziści i nie bacząc czy ranny czy nie, zawlekli do aresztu i zaczęły się przesłuchania, bicie, obelgi i poniżanie. Kiedy wczoraj przyprowadzono go, a właściwie przywleczono za nogi po kolejnym przesłuchaniu, wyglądał jak martwy. Major NKWD, wielki jak byk razem ze swoimi dwoma pomagierami również wyglądającymi jak bokserzy wagi ciężkiej bili go ponad godzinę. Używali co prawda tylko pięści, ale to całkowicie wystarczało, bo ci sadyści wiedzieli jak zrobić z nich użytek, wykorzystując swoje potężne ramiona. A do tego jeden z katów wylał mu na twarz gorącą poranną kawę. Kapitan na szczęście zdążył zamknąć oczy.
- Jesteś zdrajcą, tchórzem, wrogiem ojczyzny, bydlakiem i śmieciem! Ty gnoju, specjalnie podałeś złe namiary i przez ciebie artyleria Armii Czerwonej zabiła naszych żołnierzy, a faszyści przerwali front! – to były najbardziej delikatne wyzwiska, jakimi go obdarzali, nie przerywając bicia. Kiedy mdlał, polewali go zimną wodą i wszystko zaczynało się od nowa.
- Kłamiesz tchórzu!.. Twierdzisz, że przeszyła cię seria z czołgu. Taaa, tylko jakoś znaleźliśmy cię zaledwie lekko rannego w rękę i nogę. Jak to wytłumaczyć? - nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie, zadawane mu raz po raz.
Kapitan milczał, bo co mógł powiedzieć. Był pewny, że podał dobre namiary, ale tłumaczyć to oprawcom z NKWD? Po co? Oni tkwili w przekonaniu, że zrobił to specjalnie.
Kiedy tak siedział, nagle przed oczami stanął mu ostatni obraz, jaki pamiętał.
"Niemiecki czołg był tuż przed nim. Wyciągnął zawleczkę i najmocniej jak mógł wyrzucił zestaw granatów prosto pod gąsienicę. Po chwili nastąpił wybuch. Czołg stanął i zaczął dymić. Widząc to, podniósł się, wstał, a w tym samym momencie przeszyła go seria z karabinu maszynowego"
Zastępca dowódcy 74. dywizji pułkownik Miedochin od kilku minut chodził wzdłuż pokoju. W końcu stanął, pokiwał głową i wbił wzrok w dowódcę generała majora Kuzniecowa.
- Musimy coś zrobić, nie możemy go tak zostawić – powiedział wolno, patrząc generałowi prosto w oczy. Kuzniecow aż się wzdrygnął.
- Nic nie możemy zrobić. Zajcew podał złe namiary
- Gówno prawda. Tak podają artylerzyści, ratując swoje dupy. Ja za cholerę w to nie wierzę. Znam Zajcewa, to doświadczony oficer i na pewno nie popełniłby takiego błędu. Dlaczego nie podali zapisków, danych od kapitana. Twierdzą, że nie zapisywali, bo od razu zmienili ustawienia dział i dali ognia. Oni wiedzą, że to karny batalion i nikt karniakom nie uwierzy – w jego słowach była tak wielka pewność, że dowódca dywizji nie zaoponował. Siedzieli tak dłuższą chwilę, aż Miedochin uśmiechnął się, jakby znalazł rozwiązanie.
- Towarzyszu dowódco, zadzwonię do generała Główkina szefa NKWD 65 armii. Znam go, byliśmy na jednym roku w szkole oficerskiej, a później przez dwa lata służyliśmy w tej samej jednostce. Powiem mu, co myślę, opisze poczynania Zajcewa i poproszę o pomoc.
Generał wstał i ryknął głosem nieznoszącym sprzeciwu.
- Zwariowałeś! Przecież oni są przekonani, że to wina kapitana. Pewnie już go zatłukli na śmierć!
- Żyje, tego jestem pewien. Jego sama opatrzność chroni.
- Co ty pleciesz - mina generała nie wróżyła niczego dobrego.
- Wiem, co mówię, bo jak wytłumaczyć fakt, że dostał całą serię z kilku metrów, a przeżył? Raptem dwie kule tylko go drasnęły!
Generał już chciał coś powiedzieć, ale widząc jak Miedochin sięga po słuchawkę telefonu, machnął tylko ręką.
Kiedy po raz kolejny usiadł na stołku na wprost katów z NKWD, nie czuł już bólu, nawet krzyki enkawudzistów dochodziły go tylko jako szept. Było mu już wszystko jedno. Żył, ale to, co dla kogoś innego byłoby cudem, dla niego było przekleństwem.
- Dlaczego nie zginął? Niemcy byli o kilkanaście kroków od niego, nie mogli chybić i nie chybili, a jednak, zamiast leżeć tam na polu, martwy, był tu katowany. Gdyby miał choć trochę więcej siły rzuciłby się na swoich oprawców, mając nadzieję, że go zastrzelą. Chciał to zrobić już kilka razy, ale ciało już go nie słuchało. Każdy nawet najmniejszy ruch powodował atak bólu tak wielkiego, że nie mógł nawet się zabić. Wszechobecny ból niweczył wszelki zamysł.
Nagle otworzyły się drzwi i do pokoju wszedł oficer. Kuzniecow przez małą szparkę w napuchniętych powiekach dojrzał jak przesłuchujący go żołnierze NKWD, a także major stanęli na baczność.
- No co tu mamy Griszczuk? - zaczął przeglądać papiery. Po kilku minutach wrzasnął.
- Czyście zwariowali! Wszystkich rozstrzelać? Na froncie codziennie giną tysiące naszych żołnierzy! Rozumiecie? Tysiące! A wy chcecie rozstrzeliwać! Nie Griszczuk. Kapitana Zajcewa i czterech jego ludzi natychmiast odesłać do 74. dywizji.
- Ale towarzyszu generale, mamy wyraźne wytyczne towarzysza Berii...
-Tak! - przerwał oficer wyraźnie już zły. - Ale mamy także ciężką sytuację na froncie, gdzie każdy, powtarzam każdy żołnierz, jest na wagę złota. Każdy, ale żywy! Wykonać natychmiast!
- Tak jest towarzyszu generale! - major był wściekły, więc Kuzniecowowi dostało się jeszcze kilka ciosów, aż w końcu odniesiono go do celi. Wieczorem przyszedł do niego lekarz. Zrobił, co mógł, a do tego dał kapitanowi jakieś tabletki, po których ból trochę zelżał. Następnego dnia rano został razem z czterema innymi żołnierzami z batalionu karnego odwieziony do dywizji.
Kiedy wszedł, a właściwie dowlókł się, opierając się na ramionach żołnierzy do sztabu dywizji, stanął zgrabiony i zameldował cichym, jakby dochodzącym zza grobu głosem
- Towarzyszu generale, kapitan Zajcew melduje się na rozkaz!
Dowódca dywizji tylko skinął głowa, ale pułkownik Miedochin wstał, podszedł do niego i wyciągnął rękę.
- Witamy z powrotem w dywizji kapitanie! Siadajcie - Zajcew uścisnął dłoń. Przez chwilę panowała cisza, dziwna cisza, ciężka, jakby ołowiana ściana przydusiła wszystkich tak, że nawet ciężko się oddychało. Pierwszy przerwał ją Miedochin.
- Zajcew powiem szczerze, ja wam wierzę, mało tego jestem przekonany, że to artylerzyści dali dupy i zagłada resztek karnego batalionu to ich wina. Wy kapitanie jesteście dobrym żołnierzem, walczyliście jak smok, a odrodzicie się jak Feniks. Zachowaliście stopień i jak tylko przyjdą uzupełnienia, obejmiecie dowództwo nowego karnego batalionu.
Kuzniecow, słuchając tych słów, siedział bez ruchu. Nie był już zwykłym człowiekiem, nie było bólu, strachu, radości. Nie chciał już niczego, nie czuł niczego. Był pusty, jego umysł po prostu dryfował niesiony jakimiś nieznanymi mu prądami bez uczuć, marzeń, myśli. Zbyt wiele bólu, zbyt wiele nienawiści, zbyt wiele pogardy. Nie był już tym samym człowiekiem. Był wrakiem rzuconym na pastwę losu, który miotał nim jak sztorm małym statkiem na oceanie. Musiał jednak odpowiedzieć pułkownikowi, więc podniósł podpuchnięte oczy, spojrzał w jego twarz i cicho rzekł:
- Może i jestem smokiem, ale już wypalonym do cna. Za dużo cierpienia, za dużo bólu i strachu! Nawet śmierć mnie nie chce!
Po tych słowach zapadła cisza. Miedochin i Kuzniecow, widząc, w jakim jest stanie, nie mogli wydusić z siebie ani słowa. Spojrzeli tylko na siebie, ale żaden nie odważył się powiedzieć na głos tego, co myślał.
Komentarze (67)
Przekleństwem Ozarze.
Może przedklęskiem. Od klęski. Taki neozarologizm.
Kurde poprawiam! Dzięki!
Witamy nowy tekst! :)
Ritha kurdę nawet nie wiem co to jest, ale błąd poprawiłem!
Dalej źle... przekleństwem :D
Ritha ja pie..........ę
Poprawiam, żeby bzdura techniczna nie zabiła tekstu
Ozar jest git. Odetchnij :)
Oki chyba dobrze!
Dobrze????
TERAZ DOBRZE
Ozar, ty jesteś jak tramwaj, tylko po jednych szynach jeździsz. czekam na wykolejenie jakieś
No to kufa mam nadzieję, że sie nie doczekasz!
Ozar szkoda. Bo na tym właśnie polega TW
Nuncjusz Może bardziej konkretnie plisss!
Ozar Ale jak widzę bawi cię to, a może się wykoleję! Kurdę zawsze tacy muszą się trafić ! Smutne! Ale jak zawsze zawiść króluje!
Ozar totalnie mnie nie rozumiesz i w związku z tym naklejasz mi łatkę debila i zawistnika
Pomyłka, już idę i nie wracam, z tobą nie da się porozumieć, tkwisz w swojej koleinie
Baj
Ozar jemu - w skrocie - chodzi o to, ze tw polega na tym, by probowac nowych rzeczy :)
Nuncjusz Nuncjusz Przepraszam za swój wczorajszy wpis. Jak czasami bywa przymuliło mnie i nie zrozumiałem twojego komentarza. Rzeczywiście za dużo wojny we wszelkich tematach i jak napisałeś ten sam tramwaj i w zasadzie ta sama trasa. To trochę tak jak życie krowy: pastwisko – stodoła, pastwisko – stodoła. Musze poszerzyć swoje horyzonty.
Zajcew i Kuzniecow wydają mi się znajomi, ale końcówka jest niesamowita. Piąteczka i pozdrowienia!
Bożena to kontynuacja Karnego Batalionu.!
Przelecialam na razie wzrokoem, bo na rzetelny komentarz musze miec inny stan umyslu, ale jyz msm jeden zarzut, Ozarro - monotematycznosc. To fakt. Z jednej strony chcesz sie nauczyc lepiej pisac, z drugiej - siedzisz w swojej szufladzie.
Ritha sorka, ale wojna to mój świat. Każda inna bajka, to coś innego dla mnie.
Ozar wiem, wiem. Ok, przyjde z wlasciwym komentarzem na dniach :)
Ritha Oki czekam!!!!
Ritha jak zwykle strzelasz celnie. Jednak jak wiesz ja najlepiej się czuje w tej jak to nazwałaś szufladzie. Próbowałem pisać fantasy, bo to mój drugi konik, ale reakcja opowi była delikatnie mówiąc szorstka (nie wspominam już o erotyku – tu tragedia). Oczywiście chcę się nauczyć lepiej pisać, ale głównie w tematach wojennych bo je znam i łatwo mi się pisze że tak powiem od strony historycznej.
Bardzo ciekawe dla kogoś, kto czyta Twój tekst po raz pierwszy. Dla mnie zabrakło jednego elementu. Zakończenie jest takie zaskakujące, bo w dialogu wewnętrznym nie ma niczego, co by doprowadziło do stanu końcowego. Chyba, że to było zamierzone.
JamCi no z jednej strony masz racje, ale chciałem zakończyć tak, żeby była możliwość dopisania dalszych części. Jak nie znasz Batalionu Karnego to proponuje zerknąć na: http://www.opowi.pl/tw-batalion-karny-a49901/
Ozar chętnie zajrzę. Fajnie, że wiesz o co mi chodziło. Dobrego dnia.
Nie spodziewałam się czegoś takiego widząc Twoje kategorie. Opowiadanie ciężkie, ale bardzo dobre.
Belladonna ja jak to już napisało kilka osób wyżej jestem zaszufladkowany (sam się tak umieszczam) w historii a szczególnie w II wś. To dość monotonne, ale najłatwiej mi się pisze. Niestety ponieważ pisze również artykuły (zapraszam na profil), czasami mówiąc tak skrótowo historia zabija fabułę i to widać. Walczę z tym, a to TW miało być takim krokiem bardziej w prozę a mniej w fakty historyczne.
Dobra kontynuacja "Karnego batalionu". Jak zawsze, duży ładunek emocjonalny. Interesuję się II wojną i klimaty militarne mi nie przeszkadzają. Skoro ta tematyka Ci "leży", to dlaczego nie miałbyś się jej trzymać? Dostrzegam natomiast trochę usterek technicznych. Zajcew znowu został w pewnym miejscu nazawny "Kuzniecowem" (bodajże identyczna pomyłka w "Karnym batalionie"), chyba, że to celowe i służy jakiemuś zamysłowi fabulanemu, który kiedyś poznamy? Zbyt cześto używasz słowa "być". Tam, gdzie tylko się da, lepiej zastępować je innymi czasownikami. I za dużo zaimków (jego, go, itp.).Ale ogólnie piątka za dynamizm i emocje.
Nefer Tak szczerze mówiąc to co do tematyki myślę podobnie, ale niektórzy tu uważają, że powinienem pójść w inna stronę. Próbowałem fantasy i kiepsko wyszło, a innych rzeczy pisać nie chcę i nie umiem. Przeczytam na spokojnie tekst i poprawie te: być, jego itd. A co do pomyłki w nazwiskach to kufa jakoś jestem na to odporny, a może to jakiś chochlik hahahaha.
Podoba mi się narracja.
Kontynuowanie opowieści radzieckich - miło
Ale też nie mogę się nie zgodzić z częścią komentarzy - że trochę za mocno się chyba trzymasz klimatów historycznych ostatnimi czasy
Zaszalej :)
zostawiam 5
Pozdrawiam
Kapelusznik
No niby tak, ale ja się w nich najlepiej czuje i staram się właśnie w tych klimatach pisać jak najlepiej, a nie kombinować z czymś nowym zaczynając od zera. Zresztą pisałem fantasy i raczej furory nie zrobiły. Ja to widzę tak. Jadę powiedzmy samochodem i staram się coraz lepiej nim jeździć, a nie chcę zaczynać od zera jazdę motorem, czy ciężarowym itd. Może się mylę ale tak to widzę.
Przeczytałam pierwsze zdanie i widzę, że klimaty historyczne. No tak, Twoja bajka, ale fajnie byłoby Cię zobaczyć w jakiejś innej odsłonie chociaż w TW. Kiedyś naskrobałeś fajny tekst, zupełnie nie w Twoim stylu (o śnie), i myślę, że jakbyś odbiegł czasem od historii to wyszłoby na dobre. Tekst ocenię, jak doczytam całość.
Wiem, że trudno jeśli się czujemy w czymś dobrzy, ale tu chodzi o zabawę ;P
Przepraszam ale komentarz wyżej powielam bo odpowiedź jest taka sama. No niby tak, ale ja się w nich najlepiej czuje i staram się właśnie w tych klimatach pisać jak najlepiej, a nie kombinować z czymś nowym zaczynając od zera. Zresztą pisałem fantasy i raczej furory nie zrobiły. Ja to widzę tak. Jadę powiedzmy samochodem i staram się coraz lepiej nim jeździć, a nie chcę zaczynać od zera jazdę motorem, czy ciężarowym itd. Może się mylę ale tak to widzę.
Ozar Ale idea TW mówi o różnych stylach. Po to powstała owa zabawa. :d
Johnny2x4 Wiem, ale stary dziad już jestem a za dużo do nauki, więc wybieram to w czym jestem najdalej w drodze.
Podoba mi się!
Bardzo lubię odwrócenie kota ogonem. A u Ciebie działo się to tak naturalnie, tak zwyczajnie.
Brawo, chłopie!
Bo co z tego, że nie mój temat, nie moja bajka, jak czuje się to całym sobą!
Błędy:
Delikatnie otworzył oczy. Ból powrócił, ale dał radę, nie zamknął.
Ból dał radę?
Używali co prawda tylko pięści, ale to całkowicie wystarczało, bo ci sadyści wiedzieli jak zrobić z nich użytek, wykorzystując swoje potężne ramiona.
Wg mnie: albo: używali co prawda tylko pięści; albo: wykorzystując swoje potężne ramiona. Oba to masło maślane na swój sposób.
Kiedy wszedł, a właściwie dowlókł się, opierając się na ramionach żołnierzy do sztabu dywizji, stanął zgrabiony i zameldował cichym, jakby dochodzącym zza grobu głosem
szyk. A może: Kiedy wszedł, a właściwie dowlókł się do sztabu dywizji, opierając się na ramionach żołnierzy, stanął zgrabiony
...
Dowódca dywizji tylko skinął głowa, ale pułkownik Miedochin wstał
literówka
Przez chwilę panowała cisza, dziwna cisza, ciężka, jakby ołowiana ściana przydusiła wszystkich tak, że nawet ciężko się oddychało.
ciężka/ciężko - powtórzenie
Nie był już tym samym człowiekiem.
Przed chwilą pisałeś to samo innymi słowami.
To tyle.
Pozdrawiam.
Dzięki za komentarz, choć do końca nie kumam o co chodzi z tym odwróceniem kota ogonem. Opisana przeze mnie historia jest oparta jak wiele moich na faktach więc nie rozumiem.
Ozar,
przyznam Ci się, że chyba złego zwrotu użyłem, pisząc odwrócenie kota ogonem. Otóż chodziło mi o zwrot akcji, co opisałeś nawet w tytule. Czasem tak miewam, że jakaś klapka mi nie zafunguje i piszę takie kwiatki.
Antoni Grycuk Aaaaa teraz kumam. Rzeczywiście majora Zajcewa uratował telefon Miedochina do szefa NKWD w 65 armii to na faktach oparte. Ale dalej będzie znowu ciekawie. Choć nie wiem kiedy dam następny odcinek. Niektórzy dowódcy potrafili docenić nawet karniaka.
Dzień dobry :)
Jestem zatem. Pierwszy zarzut wizualny – dywizy nie służą do zapisu dialogów, to już ustaliliśmy, Ozarro :p
„Wybuch, ognień i dym” – ogień*
Pierwszy akapit dużo zaimków – jego/niego, np. tutaj można wyrzucić „jego”:
„Zajcew stał i rzucał, a jego granaty, niczym pociski wystrzeliwane z działa przeciwpancernego niszczyły jeden czołg po drugim”
Poza tym jeżeli to „niczym pociski wystrzeliwane z działa przeciwpancernego” traktujesz jako wtrącenie, to musi być oprzecinkowane z obu stron.
Jeśli chodzi o zarysowanie scenki – fajna, tu akurat od strony fabularnej mi się podoba, krótko, więzłowato, zaciekawiająco. Lecę dalej.
„Nagle obraz zniknął, a po chwili kapitan ocknął się. Przez dłuższą chwilę bał się poruszyć” – chwili/chwilę
„dziesiątki takich myśli zaczęło istny taniec w jego mózgu” – „takich” można wyrzucić, wiadomo, ze takich skoro je (te myśli) przytaczasz
Rzut okiem z lotu ptaka na ten akapit:
„Kiedy ocknął się po raz drugi, ból był już wszechobecny. Powoli zaczęła do niego dochodzić przerażająca myśl, że jednak żyje, choć to nie było możliwe, przecież pamiętał, jak uderzały w niego kula, po kuli. Delikatnie otworzył oczy. Ból powrócił, ale dał radę, nie zamknął. Widział i to było ważne. Opuchlizna była duża, ale jeszcze nie zasłoniła mu całkiem powiek. Kiedy jego wzrok odzyskał ostrość, zobaczył, że jest w celi, którą znał. To był areszt NKWD. Ten widok uderzył w niego tak silnie, że zaczął płakać, a łzy spływające po twarzy spadały na pryczę” – był/było/było/była/jest/był (za dużo, zamulasz tekst)
„- Dlaczego nie umarłem! - wrzasnął tak silnie, jak tylko potrafił, ale jego krzyk rzucony w powietrze zniknął w starych murach. Po chwili znów światło zgasło i odszedł w ciemność” – to jest piękne, naturalne, realistyczne, minimalistyczne, prawdziwe. I tu od razu wspomnę – stworzyłeś wiarygodnego bohatera, wczułeś się w jego sytuację albo po prostu Ci wyszło, nie wiem, ale bohater kupiony przez mła.
Retrospekcja tortur również miodzio. Zwrócę uwagę na jedną rzecz. Czytam ten tekst i jest wiarygodną historią póki co (a nie publicystycznych streszczeniem faktów), ale naleciałości są, np. tutaj:
„- Jesteś zdrajcą, tchórzem, wrogiem ojczyzny, bydlakiem i śmieciem! Ty gnoju, specjalnie podałeś złe namiary i przez ciebie artyleria Armii Czerwonej zabiła naszych żołnierzy, a faszyści przerwali front! – to były najbardziej delikatne wyzwiska, jakimi go obdarzali, nie przerywając bicia. Kiedy mdlał, polewali go zimną wodą i wszystko zaczynało się od nowa” – a konkretnie „to były najbardziej delikatne wyzwiska, jakimi go obdarzali, nie przerywając bicia” – zamiast żywej atrybucji dialogowej, Ty pchasz tutaj stronę bierną, „to były…” Nie wiem „obrzucali go wyzwiskami, nie przerywając bicia” albo „nieprzerwanej chłoście towarzyszyły wyzwiska”, no coś jakoś tak.
„Oni byli przekonani, że zrobił to specjalnie” – a może „tkwili w przekonaniu” (?)
„- Żyje, tego jestem pewien. Jego sama opatrzność chroni
- Co ty pleciesz - mina generała nie wróżyła niczego dobrego” – brakuje kropek na końcach zdań
„Generał już chciał coś powiedzieć, ale widząc jak Miedochin sięga po słuchawkę telefonu, machnął tylko ręką” – tu też fajna wstawka, detale, gesty, git
„nawet krzyki enkawudzistów dochodziły do tylko jako szept” – zdaje się, że „dochodziły go*”
„Było mu już wszystko jedno. Żył, ale to, co dla kogoś innego byłoby cudem, dla niego było przekleństwem.
- Dlaczego nie zginął? Niemcy byli o kilkanaście” – było/byłoby/było/byli (za gęsto)
Często używasz tez słowa „ból”, warto czasem synonimem potraktować – cierpienie, męka, udręka itp.
„Nagle otworzyły się drzwi i do pokoju wszedł jakiś oficer” – „jakiś” do wywalenia
„- No co tu mamy Griszczuk? - zaczął przeglądać papiery. Po kilku minutach wrzasnął.
- Czyście zwariowali!” – skoro to nadal jego wypowiedź to niepotrzebnie piętro niżej
„- Ale towarzyszu generale, mamy wyraźne wytyczne towarzysza Berii...
- Mamy! - przerwał oficer wyraźnie już zły” – 2 x „wyraźnie”
„Następnego dnia rano został razem z czterema innymi żołnierzami z batalionu karnego odwieziony do dywizji” – został odwieziony, znów zamulająca strona bierna, lepiej – odwieziono go
„Kiedy wszedł, a właściwie dowlókł się, opierając się” – 2 x „się” za blisko siebie (czasami trzeba z czegoś zrezygnować)
„Zajcew uścisnął dłoń. Przez chwilę panowała cisza, dziwna cisza, ciężka, jakby ołowiana ściana przydusiła wszystkich tak, że nawet ciężko się oddychało. Pierwszy przerwał ją Miedochin” – i tutaj dobra wstawka, buduje klimat
„Kuzniecow, słuchając tych słów, siedział bez ruchu. Nie był już zwykłym człowiekiem, nie było bólu, strachu, radości. Nie chciał już niczego, nie czuł niczego. Był pusty, jego umysł po prostu dryfował niesiony jakimiś nieznanymi mu prądami bez uczuć, marzeń, myśli. Zbyt wiele bólu, zbyt wiele nienawiści, zbyt wiele pogardy” – pikne, me gusta, a ostatnie zdanie tutaj z trzema, celowymi powtórzeniami w punkt – cacane
Końcówka super, fabularnie też, bohaterowie wiarygodni, dialogi naturalne, wszystko gra i buczy, o niebo lepsze od ostatniego tw, tylko zapis… Zamulanie tekstu stroną bierną, zaimkami i niedokładnością (interpunkcja tu i ówdzie). Ogólnie tekst mi siadł.
Pozdrawiam, Ozarro :)
Czytałem oryginał na Twoim blogu, więc mam kontekst i jakoś nie potrafię się odnieść.
A co do ewentualnych porad, to mam jedną.
Słuchaj Rithy, będziesz wielki. :-)
PS. to nie żarcik.
Pierwsze akapity obiecywały ciekawy klimat. Opis bitwy jest dobry, ale właściwie można by go przekopiować do bitwy średniowiecznej czy starożytnej. I tu pojawia się kolejny problem: na ile ta historia jest właściwie czymś nowym?
Napisane przyzwoicie, bez jakichś szarż stylistycznych. I nie zamierzam tutaj forsować rozdmuchanej formy; chcę tylko zauważyć, że przez tę „poprawność” tekst przypominał mi właściwie większość fantasy, jakie czytałam.
Tytuł mógłby być ciekawszy, teraz jest nijaki.
Podsumowując: niezły tekst, ma naprawdę imponujące momenty, ale zabrakło mi tu bardziej przejrzystej historii (bohaterowie!) i emocji.
Inkarnacja, ponieważ na prawde włożyłem w ten tekst sporo pracy napisz może czego tu brakuje? Tak prosto żebym skumał.
"Granaty leciały długo, kilkanaście sekund," - nie wierzę. Idź na podwórko, rzuć kamień i uzyskaj chociaż 7 sekund lotu. Nawet sześć spróbuj.
Tekst jak to u Ciebie. Poziom podstawowy dla (da się przeczytać) opanowany, ale te same błędy co zazwyczaj są również. Dookreślenia, brak ogonków. Podstawowa niedbałoś" zachowana.
Martwi mnie jednak co innego.
Moim zdaniem Zajcew w Twoich rękach jest zbyt bezpieczny. Hołubisz bohatera do tego stopnia, że z tej sympatii obdarzasz go całym wianuszkiem super zalet, nie serwując dla równowagi wad. Jest on przeto postacią mało autentyczną i z racji tego jak bardzo się nim jarasz, całkowicie bezpieczną.
Coś jak Indiana Jones. Wpierdziel za wpierdziel em otrzymuje, ale zawsze wygrywa.
Pozdrox
Canulas to z granatami, to była wizja, taki obraz fantastyki nie realia. Zajcew jest jaki jest ale walczy jak Lew.
Ozar A do tego samą sytuacje opisałem na faktach. Tak było rzeczywiście. Piszesz że ma same zalety. Nie. ale walczył jak mógł, nawet ranny jeszcze chciał zniszczyć choć jeden czołg. Wierz mi byli tacy ludzie.
Ozar - bohater super, hiper-diper, ale niewiarygodny, bo zbyt super. Granaty nie latają 15 sekund. Albo smoki, albo czołgi. A jak chcesz to i to, metkuj jako rasowe fantasy.
Canulas No dobra zmienię na kilka sekund
Ozar, zrób se eksperyment. Idź na podwórko, weź kamień albo małe zwierzątko (byle wywazone i ciężkie) i rzuć. Daję Ci maks 4 sekundy lotu.
Canulas Wiem. Sam rzucałem kamieniami. Ok. Zaraz to zmienię.
Ozar Zmienione na kilka sekund.
Cześć,
"Nagle w jego ręce pojawiła się wiązka granatów." - czary mary i są - taki zapis sprawił, że tak to sobie właśnie wyobraziłam :)
Poza tym opowieść niezła, momentami wciągająca.
Szkoda, że nie odpisałeś jej oczami któregoś z bohaterów z uwzględnieniem jego odczuć, emocji... Ale i bez tego opowiadanie jest ok.
Pozdrawiam :)
Aga, ponieważ na prawdę włożyłem w ten tekst sporo pracy napisz może czego tu brakuje? Tak prosto żebym skumał. Starałem się pisać najlepiej jak potrafię i dlatego potrzebuje jakiś konkretnych porad, co jest złe i może jakieś zdanie dla przykładu.
Podobało mi się. Zajcew dobry, historia ciekawa i widzę włożona pracę.
Ale też chciałabym zobaczyć jak piszesz coś innego. Np. Romans. :D
He, he Chyba romans Hitlera ze Stalinem quazi homoseksualny.
Ritha 3 miesiące temu
(...)
„Wybuch, ognień i dym” – ogień*
I co namy dziś?
"Wybuch, ognień i dym"
Po cholerę mam Ci pokazywać błedy, skoro ich nie poprawiasz?
aha no cóż jeśli tak ma być ok! zbyt długo już żyje żeby się dziwić!
Ozar a ja chyba zbyt krótko, bo za grosz takiego postepowania zrozumiec nie potrafię. Cóż... trudno.
Ozar Sorki za wtrącanie, ale kurcze, czegoś tu nie rozumiem...
Ritha, poświęcając swój czas i wiedzę, powyżej wypisała ci całą litanie uwag, do których ty najwyraźniej w żaden sposób się nie odniosłeś. I teraz masz jeszcze o to pretensje? I się dziwisz?
Co to się dzieje z Tobą?
Ritha i Agnieszka przepraszam za słowa. Tekst poprawiony według poprawek Rithy. To moja wina, bo zapomniałem poprawić !
Cóż "Bene, nunc omnis peccamus, malum ne quidem" jak mówił Seneka 2
Quod comparari homo deos
To akurat Seneka 1
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania