TW 2.0 #9 - Urodziny

Postać: Murzyn z wielką dzidą

Miejsce: Dworzec w Koluszkach

Zdarzenie: Gilotyna na urodzinach

 

Słońce tego wieczoru skryło się za horyzontem dość szybko, jakby nie chciało oglądać wydarzeń, które miały nastąpić na małym dworcu kolejowym w zapomnianym mieście — Koluszkach. Może nie były to ledwie cztery chałupy na krzyż, ale mieścina bardziej przypominała obszar zamieszkały przez porzucone zjawy niż żywych obywateli. Smród toksycznych ścieków skutecznie zabijał jakiekolwiek zapachy, począwszy od najdalszych przedmieść, po prawie centrum. Kanały od lat płodziły abominacje, do których matka natura nie chciała się przyznać.

Porzucone rowery, zarówno sprawne, jak i praktycznie zezłomowane leżał na chodnikach w martwej ciszy, czekając na ratunek. Ale ten nie nadchodził. Psie truchła dotrzymywały im towarzystwa, dopóki robactwo nie zeżarło ich całkowicie. Tuż po zmroku zdało się usłyszeć głuche kroki nieopodal dworca. Po prawie skruszonych schodach na jeden z dwóch peronów wszedł postawny murzyn. Zaciskając język pomiędzy żółtymi zębami, póki na jego brodę nie kapnęła kropla krwi, podszedł do kasy biletowej. W prawej ręce trzymał zakończoną ostrym grotem dzidę.

– Dworzec nieczynny matole. Czytać nie umiesz?! – Ochrypły głos rozniósł się wokoło – To nie sierociniec dla meneli.

Murzyn zacisnął pięść. Starzec koło siedemdziesiątki zbliżał się do nieco szybkim krokiem, wymachując rękami. Ubrany w poplamioną marynarkę stanął przy torowisku kilka kroków dalej. Kilka dziwnych rozpoznawczych spojrzeń nie przyniosło oczekiwanych skutków. Żaden z nich nie puścił pary z ust. Każdy czekał na ruch przeciwnika. Sprawdzali się jeszcze kilka minut w blasku starych lamp.

– Gilotyna — wykrztusił murzyn.

Staruch zmarszczył brwi.

– Jaka gilotyna? Co ty pierdolisz chłopie? Nie dość, że czarny to jeszcze głupi. Boże, za co to wszystko?

– Urodziny — posłał kolejny element tej zawiłej układanki.

– Nie wiem kim jesteś i czego chcesz, ale pomyliłeś drogi. To nie psychiatryk.

– Gdzie są wszyscy? Gdzie gilotyna? Moje urodziny.

– Człowieku, Koluszki to miasto widmo. Nieznany wirus dopadł większość mieszkańców. Ci, którzy przeżyli, uciekli. Zostałem tylko ja. Mój ostatni dzień nadchodzi coraz szybciej i spędzę go tutaj. Pośród zmutowanych szczurów i psich trucheł. Tobie radzę uciekać, póki masz wszystkie kończyny.

– Nie pójdę, dopóki nie dostanę prezentu. Czekałem dziesięć lat na ten dzień. Gdzie moja gilotyna — Murzyn nie panował nad swoim ciałem. Niczym wściekły byk staranował mężczyznę, by następnie sfinalizować wszystko swoją dzidą, którą wbił w jego klatkę piersiową.

Dławiąc się krwią, staruch zaczął jeszcze wskazywać palcem w stronę torowiska.

Usłyszeli ten charakterystyczny dźwięk. Pierwszy od lat pociąg jechał stronę dworca w Koluszkach. Murzyn bez wahania pochłonięty swoją własną paranoją zeskoczył przed lokomotywę.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (16)

  • Margerita 01.07.2018
    szybki jesteś nie ma co
  • Keraj 02.07.2018
    Fajne.5
  • Agnieszka Gu 02.07.2018
    Witam,
    "Kanały od lat płodziły abominacje" — zapachniało mi Pingwinami z Madagaskaru, w jednym z odcinków toże padło podobne hasło ;)) Ot, takie luźne skojarzenie ;)
    "Porzucone rowery, zarówno sprawne, jak i praktycznie zezłomowane leżał na chodnikach " — leżały — literówka

    Istny horror, z kilkoma kroplami humoru :) Fajne, lekkie i przyjemne ci to wyszło.
    Pozdrowionka
  • marok 02.07.2018
    Dziękuję ;)
  • Blanka 02.07.2018
    Kanały od lat płodziły abominacje, do których matka natura nie chciała się przyznać."- :) :) :) Dobre. W ogóle cały ten pierwszy akapit bardzo fajny.
    "zdało się usłyszeć"- zdało czy dało?
    "się do nieco szybkim" - niego?
    I bach, trach! Koniec.:)
    Podobało się:) Lekki, fajny tekst. Pzdr.
  • marok 02.07.2018
    Dzięki
  • Ritha 02.07.2018
    Jeśli chodzi o opisy - jedno z najlepszych jakie u Ciebie czytałam. Potem przy dialogu przyspieszasz, jakbyś już chciał mieć z głowy, znowu, niepotrzebnie. Trzeba było napisać połowę, zostawić, wrócić na drugi dzień, bo pierwsza część tekstu jest naprawdę dobra, a potem jakoś tak czegoś mi zabrakło.
    Ale ogólnie jestem na tak.
    Pozdro :)
  • marok 02.07.2018
    Może i tak było. Popracuje nad tym, dzięki ;)
  • fanthomas 02.07.2018
    no bardzo dobre, nawet murzyn z wielką dzidą się wpasował. początkowe opisy zbudowaly klimat. 5
  • marok 02.07.2018
    No wpasował się. Dzięki
  • fanthomas 02.07.2018
    marok tak nawiązując do tekstu, masz konto na steamie?
  • marok 02.07.2018
    Nie, nie moje klimaty
  • Justyska 02.07.2018
    Dobry klimat! Wybrnąłeś z zestawu w bardzo ciekawy sposób. Ja to kupuję.
    Pozdrawiam!
  • marok 03.07.2018
    Dziękuję bardzo
  • Canulas 02.07.2018
    "tego wieczoru skryło się za horyzontem dość szybko, jakby nie chciało oglądać wydarzeń, które miały nastąpić na małym dworcu kolejowym w zapomnianym mieście — Koluszkach. Może nie były to ledwie cztery chałupy na krzyż, ale mieścina bardziej przypominała obszar zamieszkały przez porzucone zjawy niż żywych obywateli. Smród toksycznych ścieków skutecznie zabijał jakiekolwiek zapachy, począwszy od najdalszych przedmieść, po prawie centrum. Kanały od lat płodziły abominacje, do których matka natura nie chciała się przyznać." - najlepszy kawałek tekstu jaki kiedykowliek upłodziłeś.

    |"– Dworzec nieczynny matole. Czytać nie umiesz?! – Ochrypły głos rozniósł się wokoło – To nie sierociniec dla meneli." - brak kropki

    "Ubrany w poplamioną marynarkę stanął przy torowisku kilka kroków dalej. Kilka dziwnych rozpoznawczych spojrzeń nie przyniosło oczekiwanych skutków." - 2x kilka blisko siebie. Niezgrabnie.

    I ogólnie, Marok, to jeden z Twych najlepszych tekstów. Jakby to był konkurs, miałbyś moje (nie wiem ile) punkty.
    Spisałeś się zajebiście.
  • marok 03.07.2018
    Dobrze usłyszeć pozytywne słowa. Dzięki

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania