TW 2.1 - Kolekcjoner jeży (zestaw rezerwowy)
Postać: kolekcjoner jeży
Miejsce: bagno w środku lasu
Emocje: zadowolenie, ból
Wydarzenie: pogawędka z trupem
To miała być zwykła służbowa podróż. Po sześciu godzinach za kółkiem zmęczony sprzedawca postanowił, napić się kawy w „Leśnej Chacie” położonej obok drogi szybkiego ruchu. Parking był pusty, co go ucieszyło, bo potrzebował chwili spokoju, aby nadgonić zaległości w papierkowej robocie. W środku panował nieprzyjemny półmrok, zajął więc miejsce przy oknie zaraz naprzeciw jedynego gościa restauracji, pochłoniętego poranną prasą. Usiadł spokojnie, zamówił kawę i zaczął wypełniać raporty sprzedażowe. Cały czas odnosił nieznośne wrażenie, że ktoś go obserwuje. Któż mógłby to robić? Był tylko zwykłym przedstawicielem handlowym kiepskiej marki filtrów do wody. Rozejrzał się po kawiarni, ale nie dostrzegł nikogo, prócz faceta czytającego gazetę i kelnerki. Jedynie martwe spojrzenia wypchanych zwierząt na ścianach budziły jego niepokój. Próbował skupić się na pracy jednak uporczywe uczucie, skłoniło go w końcu do pośpiechu. Wypił kawę, dzieląc zawartość filiżanki na kilka głębszych łyków, poskładał papiery, wyłączył komputer i skierował się do samochodu. Sam nie wiedział, czemu się tak goni. Zanim wyciągnął kluczyki, na parkingu zaczepił go jakiś mężczyzna, przychodzący nie wiadomo skąd.
– Przejechałeś jeża na drodze.
– Słucham? Przepraszam, czy my się znamy? – zapytał odrobinę zdenerwowany.
– Powiedziałem, że przejechałeś jeża – mówiąc to, nieznajomy zacisnął zęby i podszedł bardzo blisko i nie mrugając nawet, patrzył w oczy rozmówcy.
– Nic o tym nie wiem – odparł akwizytor zbity z tropu.
– Pewnie, że nie wiesz Przecież, dla ciebie to nic nieznaczące stworzenie.
– Muszę już jechać – powiedział niepewnie. Drżącą ręką sięgnął do kieszeni po kluczyki, jednak nie potrafił ich wydobyć, bo kółeczko, na którym wisiały, zaczepiło się o nitkę z kieszeni spodni. Siłował się z tym chwilę, spoglądając ukradkiem na mężczyznę, który wciąż stał jakby za blisko i nie spuszczał z niego oka. Nie mogąc znieść tego oskarżycielskiego spojrzenia, spuścił wzrok i zauważył, że ma przebite opony. Zrezygnowany spojrzał jeszcze raz na nieznajomego, jego twarz wyrażała rosnące napięcie między nimi. Sprzedawca czuł, że zaczyna się pocić. Nie wiedział co zrobić. Rzucił okiem w kierunku zajazdu. W drzwiach stała kelnerka i facet od gazety. Jakby się znali. Spoglądali beznamiętnie na parking, czekając na rozwój sytuacji. Potem zerknął przez ramię, instynktownie szukając drogi ucieczki. Jedyne co spostrzegł to leśna ścieżka. Jedna z tych obsypanych bielą chusteczek higienicznych, pozostawionych przez przejezdnych, co za ubikacje nie chcą płacić. Nagle za plecami tajemniczego mężczyzny zaparkował zielony jeep, z którego wysiadło dwóch ludzi z łukami i sporym zapasem strzał na plecach.
– A teraz uciekaj! – nieznajomy krzyknął, a raczej wydał rozkaz. Akwizytor rzucił się w las bez zastanowienia. Łucznicy odczekali chwilę, pozwalając ofierze, oddalić się nieco. Po czym ruszyli bez pośpiechu.
Akwizytor biegł przez gęstwinę na oślep, tracąc oddech. Gałęzie chłostały jego ciało, rozrywały ubranie. Nie zwracał jednak na to uwagi. Nie oglądał się za siebie. Biegł. Dyszał. Serce waliło jak oszalałe, zagłuszając rozsądek. Czuł się jak zwierzyna na polowaniu. Pot zalewał mu oczy. Nie zwalniając, rozluźnił krawat i zrzucił marynarkę. W jego głowie myśli pędziły jeszcze szybciej. Nie rozumiał tego, co się dzieje, wiedział tylko, że musi uciekać.
„Chyba ich zgubiłem” – pomyślał z ulgą, nie słysząc żadnych kroków prócz swoich, gdy nagle poczuł, że się zapada. Jego nogi zaczynały grzęznąć w bagnie. „Kurwa mać, już po mnie” – przeklinał w myślach. Z całych sił brnął na przód. W wyobraźni czuł oddechy myśliwych na swoich plecach. Głowę i serce rozsadzał mu stres. Nie wiedział, o co chodzi. Czy to jacyś fanatyczni obrońcy zwierząt, czy ktoś okrutnie sobie z niego żartuje i zaraz usłyszy radosne - „ukryta kamera!” Każdy kolejny ruch był ponad siły. Słyszał już, że oprawcy zbliżają się, a nie potrafił przyspieszyć. Nagle strzała przeleciała tuż nad jego głową, a grot utkwił w drzewie obok. Odruchowo spojrzał w górę i zobaczył sporej wielkości konar. Pomyślał, że mógłby go uchwycić, podciągnąć się i spróbować wejść na obalone pnie utrzymujące się na powierzchni. Ciągle myślał o tym jeżu. Może przejechał go faktycznie przez nieuwagę, nie raz przecież spoglądał na komórkę w trakcie jazdy? Mimo że walczył o życie, przypomniał sobie o spotkaniu, na którym powinien teraz być. Miał szansę na awans. Bardzo mu na nim zależało, bo wraz z narzeczoną planowali ślub za kilka miesięcy. Chciał normalnego, spokojnego życia, bo był zwykłym facetem. Nie rozumiał, jak mogło do tego dojść, że zamiast zabiegać o upragnione stanowisko, ucieka przez las, a nad głową świszczą mu strzały. Odpędził jednak te myśli po tym, jak kolejna drasnęła jego ucho. Krew lała się obficie. Adrenalina spowodowała, że nawet nie poczuł bólu, jedynie ciepło spływającej krwi. Ostatkiem sił sięgnął gałęzi. Podciągając się, zgubił buty, ale to nie było teraz ważne. Kiedy chwiejnie stanął na przewróconych drzewach, pierwszy raz obejrzał się za siebie. Miał nadzieję, że łucznicy ugrzęźli w bagnie. Oni jednak stali na brzegu i obserwowali swoją ofiarę. „Przecież mogą teraz mnie dorwać, czemu nie strzelają?” – pomyślał i rzucił się do dalszej ucieczki. Niezgrabnie, niemal tracąc równowagę, przemierzał bagno, skacząc po belkach w samych skarpetach. Drzazgi wbijały się w jego stopy, ale nie zwracał na to uwagi. Nagle dostrzegł przed sobą drewnianą chatę. Nie zastanowiło, go skąd taki dom w środku lasu, instynktownie ujrzał w nim schronienie i ratunek. Jeszcze raz odwrócił się za siebie i z ulgą stwierdził, że nikogo nie ma. Bagno się skończyło i wreszcie stąpał po bardziej stałym gruncie. Wbiegł na schody prowadzące do drzwi. Jedną ręką pchną je, aby wejść, równocześnie chcąc spojrzeć ostatni raz przez ramię. Niestety nie zdążył nic zobaczyć. Wpadł do środka niczym przewrócony manekin z dwoma strzałami w plecach.
***
Tymczasem w innej części lasu, pewien mężczyzna gwizdał wesołą melodię. Echo niosło nutki, daleko między drzewa. Był to rosły człowiek. Miał długą siwą brodę, poprzeplataną jakby leśnym runem, a na głowie stary słomiany kapelusz z dużym rondem, do którego często wkładał ziarenka dla ptaków, dzięki temu podczas spaceru fruwający przyjaciele mogli wpaść na szybki posiłek. Ubrany był w zielone sztruksowe spodnie, pamiętające jeszcze czasy jego młodości, flanelową kraciastą koszulę w kolorach ziemi, a na szyi wdzięcznie prezentował się naszyjnik zrobiony z małych kłów. Szedł spokojnie, w ręce trzymając wiklinowy koszyk, wyściełany materiałem w czerwoną kratkę. Siedział tam malutki jeżyk i skubał ząbkami sporej wielkości ślimaka. Mężczyzna uwielbiał spacery po lesie. Z koszem w ręce wyglądał na grzybiarza, który pomylił pory roku. Prawdą było, że zbierał, ale nie grzyby, lecz jeże. Sam siebie nazywał ich kolekcjonerem. Uwielbiał te małe pyszczki, zakończone szpiczastym, wilgotnym noskiem i czarne oczka niczym koraliki. Uważał te stworzenia, za niezwykle wyjątkowe, ze względu na to, że łączyły w sobie rozkoszną słodycz i ryzyko ukłucia. Z zawodu zajmował się taksydermią, więc potrafił uwiecznić każdy jeżowy wizerunek. Tego dnia w koszu znajdował się tylko ten jeden maluszek. Kolekcjoner, mimo kiepskich zbiorów, był w dobrym nastroju. Podśpiewując skoczną piosenkę, szedł do swojej leśnej chaty. Nie musiał otwierać drzwi, bo akwizytor zrobił to za niego. „Ach to dopiero okaz jeża” – pomyślał, spoglądając na wystające z ciała nieszczęśnika strzały.
– Tobą kochaniutki zajmę się później, bo widzę, że tu dużo do zrobienia. Najpierw ty mój drogi przyjacielu – powiedział, kierując słowa do jeżyka, który jakby przewidując swój los, drżał z przerażenia. Kolekcjoner przekroczył ciało, po czym wciągnął je do środka, aby zamknąć drzwi.– Przez ciebie mam tu pełno much. A to nie dobrze, dla moich eksponatów. Widzę, że w domu nie otrzymałeś poprawnego wychowania. – Wzdychając, mówił do martwego sprzedawcy filtrów. – To pewnie ty z samego rana rozjechałeś jeża. Normalnie pewnie by ci się upiekło, gdyby nie fakt, że była to samica w ciąży... ale co ty możesz o tym wiedzieć. Dobrze, że moi chłopcy byli czujni – powiedział i zaczął powoli przygotowywać różne narzędzia. Wnętrze chaty było z całą pewnością osobliwe. Po prawej stronie od wejścia stały wysokie do sufitu regały, pełne wypchanych jeży. Każdy eksponat miał swój numer, imię, a czasem nawet krótką notkę z życia. Po przeciwnej stronie przy oknie rozciągał się drewniany blat, na którym kolekcjoner trzymał różne narzędzia potrzebne, do usunięcia wnętrzności i spuszczenia krwi. W małych buteleczkach, poukładanych bardzo starannie, mieściły się specjalistyczne płyny konserwujące, a na tylnej ścianie znajdowały się kolejne drzwi prowadzące do drugiego pokoju; pozostawały jednak zamknięte. Mały jeżyk siedział w koszu zwinięty w kulkę. Napotkawszy wcześniej martwe spojrzenia kolegów, postanowił więcej się z kosza nie wychylać. – No to chodź czas na ciebie. Niedługo będziesz stał wśród rodziny i przyjaciół. Nie bój się. – Po chwili mały jeżyk wykrwawiał się ze wzrokiem wbitym w regał po przeciwnej stronie. Kolekcjoner wszystkie czynności wykonywał machinalnie. Doskonale wiedział, co robi.
– Zastanawiam się, co czułeś – zwrócił się do trupa – kiedy przejeżdżałeś po matce i jej nienarodzonych dzieciach. Czy w ogóle zdawałeś sobie z tego sprawę? Czy może jej malutkie kosteczki chrupnęły pod kołami, nie zakłócając twojej rozmowy telefonicznej? Cywilizacja. Telefony. Ludzie zapominają o tym, co ważne w życiu – westchnął głęboko i zabrał się za uprzątnięcie blatu zalanego krwią. – Ty malutki właśnie otrzymujesz życie wieczne – mówiąc to, popatrzył czule na martwego jeżyka i otarł łzy. – Zawsze się wzruszam, kiedy powiększam swoją małą rodzinę. A ty? Masz rodzinę? – obejrzał dłonie akwizytora. – Nie, nie masz. Może i dobrze, nikt nie będzie za tobą płakać. Wiesz, muszę ci coś wyznać. Kocham wszystkie zwierzęta, ale te jeżyki to jakoś tak wyjątkowo przypadły mi do gustu. Czy wiedziałeś, że to właśnie one pożerają wszystkie leśne szkodniki, ratując w ten sposób las? Przecież takie bohaterstwo trzeba uwiecznić. Dlatego je kolekcjonuję, z szacunku do nich. A ty gnoju bezmyślnie zabijasz te piękne stworzenia. Ona była w ciąży, miała zostać matką - pozbawiłeś ją tego. Teraz masz za swoje. I powiedz sam, jak to jest być jeżem? – zachichotał jak małe dziecko. - Dobra, zaraz się tobą zajmę, bo przecież nie możesz mi się tu rozłożyć, tylko coś zjem najpierw. - Z szafki pod blatem wyciągnął konserwę i otworzył ją za pomocą noża. – Wiesz… tak zastanawiam się, co z tobą zrobić – mówił, nabijając na nóż kawałki mięsa – bo ja strasznie nie lubię kopać dołów. W ogóle troszkę leniwy jestem, tak przynajmniej moja świętej pamięci żona twierdziła, bo pracy fizycznej nie lubię. No nie lubię i już. Natomiast swój zawód kocham. I mimo pogłosek jakie o mnie krążą, mam dobre serce – mówiąc to, spojrzał na zamknięte dotąd drzwi w głębi chaty - i jakoś tak żal mi cię. Taki młody człowiek z przyszłością, samotny. – Zamyślił się na chwilę, przeżuwając kolejny kęs z konserwy. – Dobra, wygrałeś Jeżyku. Zostaniesz w rodzinie! – mówiąc to, wstał energicznie, uśmiechnął się i wbił nóż do blatu. – Najpierw jednak musisz kogoś poznać. – otwarł drzwi z tyłu chaty, które dotąd były zamknięte. Pokoik, który się tam znajdował, urządzony był bardzo starannie. Malutkie okienko zdobiła delikatna firanka, a ściany pokryte kwiecistą tapetą w stylu angielskim tworzyły wytworny nastrój. Na podłodze leżał miękki beżowy dywan. Całość opatulało ciepłe światło dochodzące z ażurowej lampy. W centrum na kanapie siedziała spreparowana rodzina kolekcjonera. Cała trójka z ustami wykrzywionymi na kształt uśmiechu spoglądała w stronę drzwi. – Proszę, poznaj moją żonę, pierworodnego syna i malutką księżniczkę – mówił, wskazując na zwłoki – Kochani, a to Jeżyk! Zostanie z nami! – zadowolony pogładził się po brzuchu. – Dobrze, to teraz biorę się do pracy. Tak sobie pomyślałem, że kończyny nie będą ci już potrzebne, korpus wystarczy – sięgnął po toporek leżący w rogu pokoju. W czasie pracy gwizdał wesołą melodię i tylko czarne oczka z regałów, patrzyły na akwizytora jakby ze zrozumieniem.
Komentarze (15)
"- Mówię, że przejechałeś jeża. – Mówiąc to, nieznajomy zacisnął zęby i podszedł bardzo blisko i nie mrugając nawet, patrzył w oczy rozmówcy." - móię/mówiąc - być może w tym "mówiąc" bym pogrzebał.
"- Nic o tym nie wiem. – odpowiada akwizytor zbity z tropu." - dziwna, chwilowa zmiana narracji. Odpowiedział/odparł/odrzekł, ale w myśl jednostajnosci narracyjnej "w przeszłym".
" Czuł się jak zwierzyna na polowaniu. " - adekwatnie się czuł.
"„Chyba ich zgubiłem” – pomyślał w końcu z ulgą, nie słysząc żadnych innych kroków prócz swoich, gdy nagle poczuł, że się zapada." - troszkę hmm... kanciaście. Może: "„Chyba ich zgubiłem” – pomyślał w z ulgą, nie słysząc żadnych kroków, gdy nagle poczuł, że się zapada.
" Chciał normalnego, spokojnego życia, bo był zwykłym facetem." - a to tego chcą normalni, zwykli faceci ;) Nie no. Liczę, że zginie.
"Wpadł do środka niczym przewrócony manekin z pięcioma strzałami w plecach." - ooo, a teraz lubię już to opko.
Choć, technicznie... Jedna, max dwie. Piec strzał, to minimum pięciu (naraz celnie oddajacych strzał) ludzi. Jakby było trzech, to minimum dwóch musiałoby strzelic po dwa razy. Czyli zanim upadł zdołali jeszcze naciągnąć, wystrzelic i trafić. Dwieto maks, ale optuję za jedną. Duperel, ale ważny (jak dla mnie)
" Za niedługo będziesz stał wśród rodziny i przyjaciół. Nie bój się. – po chwili mały jeżyk wykrwawiał się ze wzrokiem wbitym w regał po przeciwnej stronie. " - Może samo "Niedługo/" I po kropce z wielkiej.
"Cywilizacja. Telefony. Ludzie zapominają o tym, co ważne w życiu. – westchnął głęboko i zabrał się za uprzątnięcie blatu zalanego krwią. – Bez kropki po "życiu".
" A ty? Masz rodzinę? – obejrzał dłonie akwizytora – Nie, nie masz." Brak kropki po "akwizytora".
" I powiedz sam, jak to jest być jeżem? – zachichotał jak małe dziecko.- Dobra, zaraz się tobą zajmę, bo przecież nie możesz mi się tu rozłożyć, tylko coś zjem najpierw. " - po dziecko i kropce - spacja.
Ok. Po seansie.
Zastanawiaja mnie Ci "chłopcy".
OD strony fabularnej bardzo ok. Końcóka creepy i o to biega. Natomiast technicznie można było jeszcze coś tu podłubać. No, ale kolejny plus, że opko jest naprawde długie. No i ta końcówka.
Muszę jednak w zgodzie z własnym sumieniem pół punkta odciąć za te technikalia.
Sorry, Justyska - Ja szczerze. (4+)
Aaa, no i tematycznie też się obroniłaś.
Git.
Fajnie poradziłaś sobie w temacie.
Pozdrawiam
Najgorszy rodzaj popaprańców. Wierzy, że robi dobrze, czyniąc krzywdę. W związku z tym, że to las, od razu mam skojarzenia z radykalnymi obrońcami przyrody.
Temat ogarnięty. Pozdrówka
No proszę, zestaw rozkminiłaś ja tralala w tym opowiadaniu :)
Trza mieć wyobraźnię ;) Ładnie i gładko ci poszło. Czyta się spokojnie, bez jakichś niedociągnięć czy zdaniowych łamańców.
Opis zachowania psychopatycznego kolekcjonera wyszedł przekonywająco ;)
Pozdrawiam
„bo kółeczko, na którym wisiały, zaczepiło się o nitkę z kieszeni spodni” – taa, bywa irytujące takie cuś, a wyłapałam, bo to taki detal dnia codziennego, na jaki się nie zwraca uwagi, a przynajmniej nie na tyle, by pisać o tym. Ty wychwyciłaś.
Ok, potem jak zjawiają się faceci ze strzałami, a on gna przez las jest git. „Apocalypto” mi się przypomniał.
Temat kolekcjonera jeży rozgryzłaś solidnie.
”Uwielbiał te małe pyszczki, zakończone szpiczastym, wilgotnym noskiem i czarne oczka niczym koraliki. Uważał te stworzenia, za niezwykle wyjątkowe, ze względu na to, że łączyły w sobie rozkoszną słodycz i ryzyko ukłucia” – ładny opis upodobań
A tera najlepsze:
”Nie musiał otwierać drzwi, bo akwizytor zrobił to za niego” :D
Plus to, że tera akwizytor jest jeżem.
„W centrum na kanapie siedziała spreparowana rodzina kolekcjonera. Cała trójka z ustami wykrzywionymi na kształt uśmiechu spoglądała w stronę drzwi” – grubo, fajnie do tego doszłaś opisując najpierw dywan i tapetę, sprytnie
Z błędów wyłapałam:
„Mówiąc to, nieznajomy zacisnął zęby i podszedł bardzo blisko i nie mrugając nawet, patrzył w oczy rozmówcy” – „i” się powtarza, wywaliłabym pierwsze na rzecz przecinka
„- Nic o tym nie wiem. – odparł” – tu bez kropki
„- Muszę już jechać. – powiedział” – tu też
„Najpierw ty mój drogi przyjacielu. – powiedział” – i tu
„byli czujni. – powiedział i zaczął powoli” – i tu
„sprzedawcy filtrów – To pewnie ty z samego” – za to tutaj brakuje kropki
Ogólnie myślę, ze to ten kolekcjoner powinien go zaciukać za tego jeża. Skoro on kolekcjonuje i on rodzinę spreparowała. A poza tym jest ok, dość starannie podeszłaś do tematu. Podobało mi się. Pozdrawiam :)
Pozdrawiam:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania