TW – Dusza ogrodu nr. 2
– Czy to na pewno jest alejka uroku nieodwracalnego – zapytała Staszka Odważnego cichym niemal piskliwym głosem.
– Moja droga mówiła mi, że idę w dobrym kierunku, dostałem mapę od mojego szefa przy zleceniu na tę oto pracę.
W oddali dziki kwik przestraszył nagle zbliżyli się do wyjścia.
– Co się dzieje? – przerażona Panna Cykoria schowała się za plecami Staszka.
– To część zorganizowanej sztuki odstraszania intruzów. Zaczekaj chwilę, zaraz się pojawią.
Tabun nornic, turkuciów podjadków i niesłusznie przepędzanych kretów, wybiegł z ogrodzonego ogrodu.
Jeden kret niechcący wpadł Cykorii na pantofelek, upadł oszołomiony i coś próbował powiedzieć.
Nachyliła się nad nim, ale zanim zdążył pisnąć. Motyka zdzieliła go tak mocno, że poleciał niczym piłeczka golfowa poza teren posesji.
– No panienko, co z twoimi manierami! Popraw kapelusz, na co czekasz!? Do środka! – Motyka była starą zrzędliwą pełną pozostawionych po sobie odcisków babą. Tak ją nazywali ogrodnicy, ciężka w urobieniu po łokcie.
Cykoria wyrosła na urodziwą istotę, z jej rysopisu wyczytać można było, że na przyrodzie zna się tak dobrze, jak nikt inny. Znała wszystkie gatunki flory i fauny.
– Nic mi tu nie grozi, prawda? – przechodząc za Motyką rozglądała się niepewnie.
– Jesteś jedną z nich, nikt cię tu nie skrzywdzi, poza może... – nie dokończyła. Wzbudzanie w tę noc zwątpienia mogłoby się odbić na pogodzie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania