U Jarka
Oglądam zdjęcia okolic sklepu „U Jarka”. Sklep jest od lat nieczynny i miejsce to znów zarasta ciszą. A do niedawna było tam całkiem przyjemnie posiedzieć pod wysokim świerkiem. Drewnianą ławeczkę i stół z byle jak zbitych desek otaczał nieodłączny pierścień satelit: konstelacje papierków po lodach, kapsle po piwie i korki po tanim winie, ławice niedopalonych petów. Jeśli chciało się bardziej intymnej atmosfery, wystarczyło przejść kilka kroków, by znaleźć pod starą stodołą — tam piła elita.
Pijacy łęgowi, do których należę, zaglądali tu tylko na chwilę, żeby posłuchać od nowa tych samych opowieści. Znałem je wszystkie na pamięć: historie drwali, fantazje o łatwych kobietach, egzystencjalne zawirowania spowodowane brakiem fajek. Historie opowiadane od początku świata — zmieniały się tylko osoby, nazwiska, przyczyny i konsekwencje. A ich właściciel Jarek, zacierał ręce i patrzył z góry, niczym Bóg Ojciec na swój ludek. To on decydował, komu udzielić kredytu, a kto zostanie stracony.
W tle widać ponury las. Ściółka jest kwaśna, zarośnięta krzakami i wilgotnym mchem. Taki las do pięt nie dorasta sosnowym połaciom suchych na pieprz igieł, z zielonymi wyspami jagodzisk, latarniami jałowców. Ponury las jest o tyle ciekawy, że ogrodzony płotem. Hektar porzucony na pastwę losu. Kolejne opuszczone miejsce, starannie wymazane z ludzkiej pamięci. Ciekawe, czy ktoś je zauważa poza mną. Ciekawe, jak wiele miejsc samemu przestałem dostrzegać.
Dalej jest most prowadzący do sklepu i betonowy kanał, nad którym nikt nie łowi ryb. Żeby spotkać kogoś w tej okolicy, to trzeba się sporo namęczyć. Brak ludzi, brak zjawisk. Gdyby nie płynąca woda, można by poczuć się samotnym. Kanał jest kilometrowym fragmentem dzikiej rzeki. Nie wiadomo, w jakim celu został stworzony. Gadają, że miał doprowadzać wody do Styksu. Nikt jednak nie wie, gdzie rzeka ta się kończy, a gdzie zaczyna. Od kiedy zamknięto sklep „U Jarka”, miejscowa ludność popadła w otępienie i przestała interesować podobnymi rzeczami.
Wspominałem o starej stodole obok sklepu. Należała do kobiety, która w młodości zajmowała się czarną magią. Widziano ją, jak rysuje na podłogach pentagramy i inne podobne świństwa. Później popadła w szaleństwo i nikt jej więcej nie zobaczył. Siedziała zamknięta w domu pod opieką socjalnej pani. Jej dom był inny niż wszystkie. Zbudowany z czerwonej cegły, ciemny i wilgotny jak pobliski las — ten otoczony płotem. A może las stał się taki z powodu bliskiej obecności domu?
Dom z biegiem lat pokrywał się pleśnią i grzybem. Kiedy kobieta umarła, dożywając blisko setki, wraz z nią, w przeciągu miesiąca, posypało się bractwo biesiadujące pod stodołą. Umierali jeden po drugim — siedem osób. Mówi się, że gdy umiera czarownica, zabiera ze sobą siedem osób.
Taka to właśnie historia rodem spod sklepu „U Jarka”. Miejsca opuszczone i miejsca zapomniane. W każdym z nas jest ich na tyle dużo, że gdy wracają do nas w nocy, rodzą się sny, niczym smuga pyłu. Przyglądamy się jej leniwie, a ona krąży jak duch poruszający w ciele.
Komentarze (9)
Mi też się podoba. Dzięki :)
To północ. Polska
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania