Pokaż listęUkryj listę

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

UGRYZIONA PRZEZ LAS: ROZDZIAŁ I (opowiadanie o zombi)

ROZDZIAŁ I

 

Zdawało się, iż impet kopnięcia, wywarł tak destrukcyjny wpływ, że skutkując serią przypadkowości bezwiednie postawionych kroków, zamarł wobec kolejnego z nich: szelestliwie głuchym łoskotem runięcia smukłego ciała, na ubitą szutrem, błotniście zimną aleję. Zanim zdążyła uświadomić sobie, co właściwie się stało: tłumione plecakiem jebnięcie, odbiło się w granicach świadomości, rwąc zmierzający ku gruntowi sus, w stronę spoczywającej tam przyjaciółki. Nie wiedziała zupełnie, jak właściwie usiłować nieść pomoc, postanawiając odciążyć zalegający plecak, wyswobodzeniem ramion z szeli, upapranych ostygłym dawno, błotem. Odstawiając go obok, ujęła ramię Aśki, usiłując przewrócić ją na plecy. Postanowiła opanować panikę, dokładając wszelkich starań, aby nieświadomość wyrządzenia krzywdy, miała prawo zwyczajnie nie zaistnieć. Nawet wówczas, gdy ujrzała usłaną kroplami potu, bladość oblicza, na widok którego, odkrywała w sobie jakiekolwiek pozytywne uczucia, każdego pracowniczego poranka... Obecnie natomiast: gdyby nie widziała, że odniesione obrażenia nie mają prawa być śmiertelnymi, zapewne zaczęłaby krzyczeć, wzywając pomocy: utwierdzona w przekonaniu, że jej przyjaciółka... zwyczajnie nie żyje. Rozwierając bezwiednie siniejące fioletową jasnością usta, stuknęła nieświadomie o zęby kolczykiem, przeszywającym język: zupełnie, jakby w ten sposób, chciała zaprzeczyć własnemu pochówkowi, mimo, iż dotykając niemego policzka, odniosła wrażenie, że... jest on jakoś nienaturalnie zimny, jak będąc należącym do osoby, która zwyczajnie... straciła przytomność. Poklepując go delikatnie, wzdrygnęła się, czując w dłoniach nienaturalne drżenie, chcąc jednocześnie zrozumieć, która z nich jest jego przyczyną... Nie mniej jednak, westchnąwszy poszukując otuchy, postanowiła ustalić, czy... ona oddycha. Ta myśl, już napełniła umysł paniką najszczerszego przerażenia, gdy gorączkowym ruchem, zbliżyła policzek do ust nieprzytomnej...

 

Nie poczuła czegokolwiek. Nawet krzty subtelności tchnienia życia. Absolutnie nic, poza pozbawionym czucia, dotykiem samotności, usiłującym rozpiąć zamek błyskawiczny kurtki, aby spoczęciem w okolicach mostka, ustalić rytm bicia serca. Którego nie było... zupełnie, jakby postanowiła sprawdzić funkcje życiowe zwłok, stygnących śmiercią wewnątrz prosektoryjnej lodówki. Czując lekkość własnego bytu, zaczęła obmacywać szyję Aśki, usiłując znaleźć rozpychające tętnice, ruchy obiegu nimi krwi... Tylko z tego powodu, niewiele zabrakło, aby dołączyła do milczenia leżącego spoczynku, czując jedynie... narastający pod własną dłonią... chłód: zupełnie, jakby bratnia dusza, mozolnie opuszczała ciało, udając się na stawiennictwo przed sądem ostatecznym.

 

Łzy mimowolnie przesłaniając spojrzenie, wyrwały z brązowookiego oblicza, żałośnie litościwy szloch bezradności... gdy czując, jak siły opuszczają doczesność, wraz z chęcią życia, zaprzestała bezwiedu oklepywania dłońmi niekołysanych oddechem, piersi... przyklęknąwszy nad przyjaciółką, uznała za pozbawione znaczenia, własne łzy, skapujące przerażeniem, aby wsiąknąć w niemą śmiertelnie bluzę, spoczywającą u stóp, skrywając bezwładną sylwetkę jednej z bliskich osób. Dlaczego?.. Myśl ta, zdawała się ująć dłońmi, pozbawiony życia nadgarstek: który ociekły przeczącą krzepliwości krwią, broczył kropelnymi ścieżkami szkarłatu... z szeregu toczonych gangreną, zapadle półkulistych ran: zupełnie nie przywodzących na myśl dziurek, pozostawionych ugryzieniem zwyczajnego lisa, ponieważ: wyglądały one obecnie dokładnie, jakby owe ugryzienie, leczone było długotrwałym moczeniem w fermentującej smrodliwie, brei zawartości szamba. Jak to możliwe w zaledwie kilka minut?.. nie wiedziała zupełnie, ostatkiem świadomości umysłu, zrywając bezwładne ramiona we własne objęcia, jakby tuląc nieboszczyka, chciała wypłakać jego powrót do żywych...

 

Nie miała pojęcia, w jakim celu podnosi powieki: z trudem, okupionym przesłodką nutą zapachu: ciepła szczupłego ciała, głaskanego delikatnością czerni włosów... niesionego zapachem kosmetyków, do najgłębszych instynktów, mogących dotyczyć pozbawionego życia umysłu: gdy niespodziewanie wyrywając się z objęć przyjaciółki, dała się ponieść ich woli, nakazującej spożywanie przerażonego mięsa...

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania