ul. Szmaragdowa 27/1 - Alice

Zawsze uwielbiałam smażone kiełbaski. Dietetyk z trójki wprawdzie przestrzegał tydzień temu, przed szkodliwym wpływem tłuszczu na układ krążenia, jednak „na coś trzeba umrzeć” . Tak mawia Alice z „Rodziny Wellington”, kiedy sięga po papierosa. To mój ulubiony serial. Gdyby tak choć na chwilę, być tą Alice… Jej życie jest ciekawe, kolorowe, pełne zaskakujących zdarzeń i ciekawych ludzi. A moje? No… moje jest inne. Bóg nie obdarzył mnie ani urodą ani inteligencją. Wiem to, choć tatuś twierdzi inaczej. Mówi, że jestem wyjątkowa. Mówi, że mam ładne ciało. Ale ja wiem, że chce być tylko miły. Widziałam się w lustrze nie raz. Wiem, że jestem dużą dziewczynką z ciągłymi wypryskami na twarzy. W ogóle raczej nie poradziłabym sobie sama w życiu jak Alice. Dobrze, że mam chociaż tatusia, on potrafi o mnie zadbać. Wie co dobre. W zamian za opiekę, chce tylko porządku w domu i ciepłej kolacji. Staram się jak mogę, bo nie lubię kiedy się gniewa. Codziennie wieczorem przygotowuje dla niego smażone kiełbaski i frytki. Wiem, że to lubi. Mamusia też mu je przygotowywała zanim umarła. Była dobrą mamą, chociaż tatuś twierdzi, że nie kochała mnie wystarczająco mocno i spotkała ją za to kara. Nie pamiętam tego dnia zbyt dokładnie. Wiem, że tatuś karę wymierzał długo. Mama chyba bardzo żałowała, że nie kochała mnie wystarczająco mocno, bo długo płakała. Potem z tego płaczu musiała zemdleć, bo gdy tata ją wynosił z mieszkania, spała bardzo głęboko. Tatuś mówił, że w szpitalu jej nie pomogli, że umarła ze smutku. Od tego czasu tylko tatuś się mną opiekuje i kocha bardzo. Gdy wraca wieczorami okazuje mi tę miłość. Czasem bardzo boli, ale Alice kiedyś powiedziała, że „miłość musi boleć”. Wierzę jej. W końcu dzięki tej miłości, mamy dwoje dzieci. Jestem z nich dumna. Nie piją alkoholu jak ich rówieśnicy, nie włóczą się po nocach i nie wagarują. Dobre dzieciaki. Ładnie jedzą i nie przynoszą jedynek ze szkoły. Wiem, że oni też się kochają jak na prawdziwe rodzeństwo przystało. Czasem, gdy leżę już w łóżku, uśmiecham się sama do siebie, bo wiem, że mam dom pełen miłości. Alice zawsze powtarza, że kobieta musi być jak skała, silna i nieprzenikniona. Taka chciałam właśnie być. Czasem trudno ukryć uśmiech czy złość, jednak staram się. Chcę być stuprocentową kobietą, jak Alice. Codziennie sprzątam dom. Chcę, aby był piękny. Od kiedy zobaczyłam w telezakupach, że można odkurzać zasłony, to też to robię. Prawie codziennie. Tyle kurzu wszędzie. Wietrzę też pościel jak sąsiadka z naprzeciwka. Czasem uśmiechamy się lekko do siebie, kiedy wywieszamy na balkon kołdry. No i podłoga. Tatuś i dzieciaki, są bardzo roztargnieni i ciągle zapominają zdejmować buty. Dlatego wycieram podłogę dwa razy dziennie. Wtedy jest czysta jak u Alice. Ona jest taka zorganizowana. Jej dom jest nienaganny, ma zawsze pięknie ułożone włosy, pomalowane paznokcie, dobrą pracę i nawet czas na papierosa. Kiedyś też próbowałam palić. Jednak zakrztusiłam się. Tatuś to zobaczył i nakrzyczał na mnie, i ukarał. Wiem, że miał rację, ale bardzo wtedy bolało. Mama jeszcze żyła tamtego dnia. Była zła na tatę, że mam tyle sińców. Ale ja nie miałam do niego żalu. Chciał dla mnie dobrze. Wieczorem, gdy szłam spać, przyszedł mnie przeprosić i nazwał księżniczką. Ja księżniczką!! To był cudowny wieczór…

Alice mówi, że czasem trzeba zrobić wyjątek, coś zmienić. Wszystkie moje dni były do siebie podobne więc spodobał mi się ten pomysł. Chciałam coś zmienić. Postanowiłam zacząć od małych rzeczy, więc na kolację zrobiłam makaron. Był pyszny. Dzieciom smakowało, wiem bo zjadły wszystko. Nie musiały nic mówić. Pozostało czekać tylko na tatusia. Pewnie się zdziwi, jak zobaczy co przygotowałam. Chciałabym, żeby znów nazwał mnie swoją księżniczką. Kiedy tylko wrócił do domu, od razu z dumą postawiłam przed nim talerz. Ale tatuś nie wydawał się zadowolony. Nawet nie skosztował. Rzucił talerzem. Złamał mi serce. Chciał odejść, ale czym byłabym bez niego… zagrodziłam mu drogę. Błagałam, żeby został. I wtedy zobaczyłam moją Alice. Stała w rogu kuchni i uśmiechała się smutno. Potem spojrzałam w lustro, które wisiało na przedpokoju. Zrozumiałam, że nigdy nie będę taka jak Alice. Jestem gruba, brzydka i bezużyteczna. Moja rodzina nigdy nie będzie taka jak jej rodzina. Mój dom nigdy nie będzie taki jak jej. A mój tatuś nigdy nie będzie moim mężem. Nie miałam jednak czasu na smutek, bo tatuś postanowił wymierzyć mi karę. Bardzo bolało. Ale najważniejsze, że on był zadowolony. Chciał kiełbaski co wieczór, bo przypominały mu mamę. Wiem to. Bardzo ją kochał i na pewno za nią tęsknił. Jestem wyrodną córką, skoro nie pomyślałam o tym, zanim przygotowałam ten cholerny makaron. Kiedy tatuś poszedł spać, miałam czas na swój ulubiony serial. Chciałam trochę odpocząć. W tym odcinku Alice rozwodziła się z mężem. Jak to możliwe? Przecież to idealna para? Jeszcze wczoraj nic tego nie zapowiadało. Jak ona może się rozwodzić?!

A co z jej pięknym domem, co z dziećmi?

Odchodzi i wszystko zostawia?

Odchodzi i zostawia?! To tak można?

Odejść i po prostu zostawić? Odejść i zostawić…

Nie ma sensu chyba trzymać się rodziny, która nie jest wymarzona. Rodziny, która nie jest jak rodzina od Alice. Ona odchodzi, bo chce „czegoś więcej”. Też chcę. Alice krzyczała do męża w tym odcinku, że jeśli nie dostanie rozwodu, to go zabije. Ja nie dostane rozwodu z tatusiem. Więc jedno pozostaje. Dobrze, że Alice była teraz ze mną. Wiedziała, że nie będzie to łatwe, więc chciała mi towarzyszyć. Za jej radą wzięłam nóż kuchenny i zabiłam swoją rodzinę. Potem usiadłam w fotelu i chciałam zapytać Alice co dalej, gdzie jest to „coś więcej”, ale ona tylko się zaśmiała. Oszukała mnie? Jak mogła? Przecież jesteśmy przyjaciółkami… Siedziałam z rękami brudnymi z krwi i zrozumiałam, że nie mam już tatusia, ani dzieci… Siebie też już nie chciałam. Alice pomogła podciąć mi sobie żyły. Nie wiedziałam, co ją tak śmieszy? Ciągle chichotała. Doczekałam jeszcze wschodu słońca. Widziałam jak kurz unosi się w jego promieniach… tyle tu kurzu.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • Kim 25.02.2018
    Hej!
    Łyknęłam od razu, tak samo, jak wcześniejszy tekst. Bomba. Tutaj narracja z perspektywy córki, poprowadzona nieco bardziej dziecinnym językiem co dodaje naszemu pierwszoosobowemu narratorowi pewnej niewinności. To wzbudza jeszcze więcej przykrych odczuć, gdy akcja zaczyna schodzić na straszny, choć spodziewany poniekąd, tor. Kiedyś interesowałam się mocno psychologią dzieci i zawędrowałam na wiele artykułów o zaburzeniach. Tam było sporo informacji o wpływie molestowania na psychikę najmłodszych. Pamiętam, że bardzo przeraziło mnie jedno zawarte tam zdanie z którego wtedy nie zdawałam sobie sprawy. Molestowane w młodym wieku dziecko zaczyna pojmować patologię, jako coś normalnego. Skoro rodzice są wzorcem, ma to jak największy sens, prawda? I ty w swoim tekście świetnie to przedstawiasz. Do tego dorzucasz jeszcze naszej biednej bohaterce zaburzenia z zakresu schizofrenii paranoicznej (Alice) które ja jak najbardziej kupuję. Skoro dramatyczne przeżycia mogą doprowadzać nawet do rozszczepienia osobowości, schizofrenia jak najbardziej się tu wpasowuje.
    Kupuję końcówkę znacznie bardziej, niż w pierwowzorze. Niby również dzieje się szybko, ale mamy tu lepsze uzasadnienie. Nie dość że dochodzi do wyrwania ze schematu codzienności to i jeszcze mamy wydarzenia związane z Alice, której postać stanowi dla naszej bohaterki odzwierciedlenie ideału. W momencie zburzenia ideału, załamuje się cały jej świat. Psychologiczne patrząc, znowu to kupuję. Składa się w całość po prostu genialnie. Chylę czoła.
    Mogłabym jeszcze popaplać, ale nie chcę przeginać.
    Podsumowując: dałabym 6/5 ale się nie da więc zostawiam tylko pięć gwiazd.
    Pozdrawiam :)
  • Justyska 25.02.2018
    Bardzo dziękuję za odwiedziny i komentarz. Po pierwszym tekście czułam niedosyt i stąd pomysł na uzupełnienie w postaci innej perspektywy. Cieszę się, że się spodobało :) pozdrawiam
  • Canulas 25.02.2018
    Nooo, naprawdę się płynie.

    "Potem spojrzałam w lustro, które wisiało na przedpokoju." tu bym pomyślał nad "w przedpokoju", ale to szczegół.
    Całe opowiadanie - kapitalne.
    Ujęcie uzupełniające, oparte na serialowej utopijnej iddylli, kupuję bez zastrzeżeń.
    Bardzo dobry tekst.
  • Justyska 25.02.2018
    No fakt z tym przedpokojem. W mojej rodzinnej mówię potocznej wszyscy używamy formy "na przedpokoju" nie wiem skąd się to wzięło :D. Dzięki za to. Muszę się poprawić, bo dzieci źle nauczę :)
    Pozdrawiam :)
  • Something 27.02.2018
    Hejka! Masz dryk do pisania :) Świetnie się to czyta. Człowiek płynie przez tekst. Pozdrawiam!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania