Ulica nad Morzem Czerwonym
Ulica
cała we rdzy
zamordowana kraty balkonów kikuty wielkiego cierpienia
Domy jak pudła tekturowe jak słoneczniki padają sypie się tynk sypią się cegły//// gazety- ponaddźwiękowe samoloty odrywają się od ziemi i ciężko spadają w ocean kałuży a tam Dunaj--- Morze Czerwone ----
stromy brzeg jeziora ----
brak rybaków---natchnionych nad jego brzegiem-----
Transoceaniczny kolos wypalony białym piaskiem////
Wieloryb Jonasza---
od dziś to porzucona puszka --- wyrosła z bruku starszego od dziejów księgi ziemi i chmur----- ///// dwumasztowce chmur unoszą ku horyzontowi
wyimaginowanych Argonautów---- wieczni Argonauci----- istnieją tylko tutaj ----tylko w tym marzeniu----////
tych domów też nie ma---- jak łuski ---teraz już miękkie--- przekształcają się w pulpę
zanikają w wielkim wirowaniu ---padają jak usłużne manekiny w martwy ukłon podobny do zgiętej latarni -----
przepływa nad nami niebo ----nad nami przepływa niebo i nas wszystkich połyka----
czy umiecie liczyć---------liczyć -----wciąż od początku liczyć (????)
policzyć ziarna na które rozpadła się księga?
opowieść II:
księga powtarza księga liczy księga nigdy się nie kończy >>>>
Opowieść III:
ile było przed chwilą ziaren piasku na chodniku?
Straciłeś coś cennego właśnie uniósł je wiatr straciłeś i zachowałeś swoje sny nie otwieraj oczu nie otwieraj oczu idź dalej zamknięte miałeś oczy i milczałeś
Szedłeś dalej niewidzący a obrazy jak żebracy błagały
błagały żebyś je dostrzegł i powołał do istnienia
czarnym jak smoła
smukłym cieniem
przechodzisz nieznaną drogę
zatrzymujesz się (chociaż o tym nie wiesz)
to przecież ta sama ulica
Opowieść IV:
Czy skończyły się twoje słowa zgromadzone w pamięci ?
Żelazne kraty obręcze odłamki cegieł klatki schodowe złamane
bramy wiodące donikąd - czy wszystko to nazwiesz za pomocą teatru symboli?
A może już nie nazwiesz?
Opowieść V:
- Nie wiem nie wiem ile było czegokolwiek i gdzie była poprzednia chwila
gdzie byłem JA POPRZEDNI?
Kiedyś znów spotkam
spotkam tych którzy potrafią liczyć i ważyć
Opowieść szósta jest końcem
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Dwudziestościan wspomnień:
W odległych czasach zabłądziłem w jakimś zaułku przez ludzi opuszczonym---burza snów rozproszyła ziarna piasku z których chciałem złożyć wielką księgę--- księgę która nigdy nie będzie miała końca ---- księga nie miała końca ale nie dlatego że mogłem odkrywać nowe jej stronice ale dlatego że po przeczytaniu kilku pierwszych zdań ponownie rozpadała się w nieskończoność ziarenek białego piasku---- przez księgę przetaczały się gwałtowne tornada burze piaskowe większe niż te jakich doświadczyłem podczas wędrówek długim szlakiem wzdłuż węzłów kolejowych trzymających w żelaznym uścisku Morze Czerwone i nieskazitelnie Błękitny Ocean---- Twój Morski Potwór LEWIATAN to tylko stara zardzewiała puszka a może raczej skrzynia na poboczu autostrady nr 444 B-----
Jeśli zdołam policzyć ziarna piasku które utraciłem =które wypadły z księgi wtedy kiedy prawie dotykała nieskończoności .... dowiem się ile ważą poszczególne najmniejsze fragmenty jej opowieści --- wiedz jednak że opowieść składa się z jeszcze mniejszych części których nigdy nie zdołasz poznać--- które są niedostępne dla Ciebie i innych poszukiwaczy (zbyt zuchwałych) --- najmniejsza cząstka wyda z siebie cały krajobraz (jeśli spróbujesz ją podzielić) ---- ale będzie to krajobraz mocno zdewastowany == jakaś dzielnica pełna ruder ---- porzucone żaglowce kiedyś używane przez słynnych odkrywców morskiej drogi wokół dwudziestościanu foremnego---
Można spróbować wszystko policzyć--- zważyć ---ale potem koniecznie trzeba całość pomieszać--- tylko w ten sposób uruchomimy w trybie awaryjnym następne opowieści--- wtedy okaże się że automat nie do końca zdominował naszą wyobraźnię---
PS. Tekst napisany w połowie listopadów
Komentarze (5)
Italo Calvino napisał na początku lat 70. XX wieku powieść "Miasta niewidzialne" , w których wciąż oglądamy Wenecję złożoną z obrazów zmieniających się, zupełnie jak w kalejdoskopie...Wyruszał na dalekie wyprawy, jak Marco Polo lub Giacomo Casanova (dwaj słynni wenecjanie) docierał do najdalszych zakątków znanego świata, ale każda z tych podróży dalekich była tylko lub aż wędrówką w okolicach piazza di San Marco. A tak przy okazji przypomniał mi się fakt, że premiera opery Montezuma, którą napisali wspólnie Georg Friedrich Haendel i Antonio Vivaldi odbyła się w Wenecji i skończyła się kompletną katastrofą finansową. Więcej na ten temat w niezwykłej powieści Alejo Carpentiera " Koncert barokowy". Po upływie wielu lat krytyka doceniła tę operę, wyżej jednak ceniąc Kantaty włoskie Haendla, jego Te Deum, Mesjasza, ale również inne oratoria. W Muzyce na wodzie jest kilka bardzo ładnych motywów, ale reszta wydaje się odrobinę stereotypowa... To jednak moje prywatne zdanie na ten temat.... Prawdę mówiąc lubię, nawet bardzo lubię muzykę barokową. Dlaczego piszę w tym komentarzu o Italo Calvino, Vivaldim, Haendlu, Marco Polo i Giacomo Casanovie" Może dlatego, że ci ludzie byli wciąż w drodze..? Vivaldi pozostawał we Włoszech, ale Haendel podróżował przez całe życie; tak naprawdę był w drodze od 1709, kiedy po premierze opery " Almira" opuścił Hamburg i udał się do Londynu na dwór elektora Saksonii, który w międzyczasie został królem Anglii. Mój skromny tekst też jest raportem z podróży, chociaż zupełnie innej, ale podróży...
No dobra... lubię se poczytać takie rzeczy ale nie bez końca i tylko...
Znowu wkleiłeś coś starego – bo ten zapis.
Pozdrawiam serdecznie
Pozdrawiam z Targòwka Fabrycznego w Warszawie. To miejsce jest magiczną krainą postindustrialnych fantasmagorii
Jejku! Akurat wczoraj tam łaziłem i w pewnym momencie poczułem się zagubiony – tak wiele się zmieniło🏖️
il cuore Ale ja chodzę tylko swoimi ścieżkami...Jestem tam, ale potrafię unikać konfrontacji z dzisiejszym stanem tej okolicy...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania