Ulicznica
Oto zbliża się
lekko zmęczona po ciężkim dniu
wielka przyjaciółka jesieni
wiatr szarpie jej płaszcz
mżawka zmywa zbyt mocny makijaż
strącane z drzew liście utkwiły we włosach
chwiejnym krokiem pijaczki
przechodzi przez kałuże
nie patrząc pod nogi
omija wszystkie przeszkody
wytrwale dąży do celu
czasem z przyzwyczajenia
wpatruje się w ciemne niebo i czeka na znak
niepotrzebnie
przestała wierzyć we wróżby
to taka prymitywna zabawa
cicho prycha rozbawiona
co oni sobie myślą
naiwni
śmieje się głośniej
ludzie omijają ją szerokim łukiem
schodzą z chodnika by się jej nie narazić
mówią: nieobliczalna
ale jej wciąż jest do śmiechu
zza chmur przebija słońce
to o niczym nie świadczy
śledzi wzrokiem ludzi idących do domu
może pofatyguje się na wizytę domową
rozrzuca kopniakiem stos liści
niektórzy mijając ją upadają i już się nie podnoszą
śmieszne nieszczęsne kupki nieszczęścia
kopnięte rozwieją się na wietrze
jak liście
zupełnie jak liście
delikatnie muśnięte ramię
odwraca się gwałtownie
ktoś ty, pyta
mężczyzna uśmiecha się smutno
pomożesz mi?
obejmuje go i głaszcze czule po głowie
wszystko będzie dobrze
a on umiera spokojnie
Śmierć nadal włóczy się po ulicach miasta
Komentarze (4)
Brawka.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania