Poprzednie części: uroczysko spady
uroczysko spady
chyba tylko ja wiedziałem o jedynej koksie
w zdziczałym sadzie wysiedlonej wsi
dzieciarnia bała się smaku czereśni
z prześcielonej poziomkami granicy cmentarza
na której już za życia zagnieździła się para kochanków
na krawędzi wąwozu przy cerkwi rosły morwy
najlepsze na końcach konarów
rozłożyste jak miejscowe kobiety
kiedy mogły przyrastać tylko pracą
Następne części: Uroczysko, spady
Komentarze (2)
O i kolejny Twój wiersz, który mnie zauroczył.
I to wcale nie przez morwy / którymi objadałam się jako dzieciak/.
Czytam kilka razy i widzę jak miejscowe kobiety przyrastają pracą. Masz świetne, błyskotliwe skojarzenia.
5!
Koksa. Jak ja marzę by gdzieś te jabłka dorwać. Zawsze je uwielbiałem. Już od pierwszego zdania mnie wiersz zauroczył a potem było już tylko lepiej. 5
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania