Urządzony
Baby są wredne, nigdy takiej nie dogodzisz choćbyś nie wiem jak się starał. Przyniesiesz kwiaty, za drogie albo brzydkie, nie przyniesiesz, nie kochasz albo jesteś sknerą. Ciągle dąsy i fochy jakby poza nią nikt więcej nie istniał. W łóżku trzeba się dobrze przykryć i uważać, żeby nie dotknąć lodówki, bo i prądem potrafi popieścić, a potem człowiek do rana nie może zmrużyć oka. Dlatego znalazłem sobie kochankę.
Milutka, lubi seks (właśnie przerabiamy Kamasutrę), a najważniejsze wie, czego potrzebuje facet. Gdy przychodzę czeka gorąca z obiadem (najczęściej robi studencką jajecznicę - pychota).
Czasami dzwoni w środku dnia, szepce, że jakaś nieswoja dzisiaj i roztargniona (wyszła na zakupy bez majtek), założyła krótką spódniczkę i musiała strasznie uważać, taka z niej gapa. Innym razem przysyła fotkę piersi, twierdzi, że bada je sobie na wypadek guza i czy nie zauważyłem niczego podejrzanego.
Dzisiaj otrzymałem od niej filmik. Stoi naga, w rękach trzyma dwie sukienki i pyta, w której jej ładniej. Odpisałem, że nie jestem pewny i muszę to sprawdzić.
Pędzę więc jak wariat, nawet nie patrzę na światła... raptem rzuciło mną porządnie, coś czerwonego mignęło w przedniej szybie. Cholera, chyba w krowę uderzyłem, ale skąd krowa w środku miasta, jednak siła uderzenia sugeruje coś wielkiego. Wyskakuję z auta, widzę rozrzucone ciuchy i tłuszcz mojej starej rozsmarowany na asfalcie niczym smalec. Zdębiałem. Obudziła mnie wrzawa, ktoś dzwonił na pogotowie, ktoś inny po policję, a ja tylko stałem i patrzyłem.
Pogotowie przyjechało dość szybko, jakoś ją pozbierali z szosy, wyrywałem się z nimi jechać wszak to moja ślubna, ale policja zatrzymała mnie do wyjaśnień.
Okazało się, że to była jej wina, akurat mignęło na czerwono, ale chciała jak sarenka przebiec szybko pasy, niby, żeby obiad mi ugotować. Musiała to wszystko pisać, bo po wypadku mówić nie może, chodzić też nie, ot się załatwiła.
Wziąłem znajomą do opieki nad żoną, przecież nie będę brał jakiejś obcej, kiedy pod ręką sprawdzona i teraz mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jestem wreszcie szczęśliwym człowiekiem. Nie ma kłótni, dąsów, fochów, łóżko też ciepłe.
Sąsiedzi tylko mi współczują, że taki młody i taki krzyż musi nieść, ale co tam oni wiedzą.
Komentarze (17)
Witam
Masakra. Teraz ma barem i będzie do śmierci jadł studencką jajecznicę.
Pozdrawiam:)
harem*
zagustował w niej ha, ha.
dziękuję. pozdrawiam.
Najgorsze kiedy w związek wkrada się rutyna i pewność, że on, czy ona beze mnie niczego już... I tu często gości w związku osoba trzecia właśnie.
Napisałaś to w bardzo lekki zabawny sposób, choć pokazałaś poważny problem, a to sztuka!
dziękuję, Maurycy.
dziękuję, Maurycy.
Czarny humor::) bardzo fajnie to wyszło. Lekko piszesz.
" ale chciała jak syrenka przebiec szybko" - czy sarenka?
Pozdrówka
dzięki, Justysia za wyłapanie literówki, zaraz poprawię. pozdrawiam
Do mnie tekst nie trafia. Jestem wręcz zniesmaczona. Nie widzę tutaj nawet nutki sarkazmu czy ironii, już nie mówiąc o zabawnym tonie. Typowy schemat. Gardzę takimi frajerami. Gardzę idiotkami, które wchodzą takim frajerom do łóżka.
Bez oceny, bo choć technicznie dobrze napisane, to tematyka w ogóle mi nie siadła, a wręcz przeciwnie, porządnie wkurzyła.
Mimo to, pozdrawiam :)
nie chodziło mi o to, żeby wkurzyć, raczej pokazać jak niewiele trzeba z naszej strony, żeby mężczyzna nie musiał szukać szczęścia w ramionach innej.
pozdrawiam.
Najważniejsza jest ROZMOWA. Tutaj nie ma co zwalać winy na któregokolwiek z małżonków. Jeśli coś się psuje to czasami, niestety trzeba poinformować drugą stronę, bo może tego nie zauważyła. Związki buduje się latami i naprawdę szkoda, że są niszczone w ciągu chwili, idiotycznej chwili upojenia.
Napisałaś tak jak to widzisz :) Nie mam pretensje, po prostu tekstu tego typu działają na mnie jak płachta na byka.
Już Ozar się o tym przekonał, pisząc "erotyka".
Ale ogólnie zgodzę się, że jeśli facet będzie miał wszystko w domu, to jadać na mieście nie będzie :)
i o to chodzi, żeby jadał w domu. pozdrawiam.
Heh, trudno się nie zniesmaczyć, aczkolwiek napisane dobrze, ironicznie, ze sporym dystansem do opisanej sytuacji. Słowem pasujacym jest - pacan. Gwiazd pieć, bo nie mam się czego czepić.
Pozdrawiam :)
mnie odsyłali do ciebie, a ty u mnie. dziękuję za wizytę i ocenę. pozdrawiam.
Przedni humor.
Całkiem zacne.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania