Piekne. Jestes ostatnio jakos wybitnie w formie. Piekne. A ja nie jestem w formie komentatorskiej zbyt dobrej. Jeszcze silniej mi sie zapisalo w glowce, co by gdzies dopasc te "Nonę".
No ba. Jak bede bardziej na gorze wlasnej sinusoidy, to sie postaram powracac I komentarzowo bardziej rozwinac, bo poki co, to tylko niemrawo szuram butem, ale w kwestii odczuciowej to I Gildia to sztos. A ostatnio nie bardzo moge znalezc nawet w formie papierowej rzeczy do czytania, co by jakkolwiek cokolwiek, wiec.
Jestes w formie, mysle se.
Teraz bede podwójnie ciekawa dwa. Ladnie to tak stawiac znaki zapytania bez odpowiedzi?
;)
Coz, Gildia swietnie chwyta za frak narracyjnie, jest idealnie poprowadzona, pod wzgledem dawkowania doznan I stopniowania napiecia nie mogla wg mnie zostac lepiej napisana.
Dla mnie tam kazde slowo I zdanie jest idealnie na swoim miejscu, wszystko jest tak ulozone, by dotkac wlasnie tych polaczen w mozgu I w tych miejscach, w ktorych bedzie po prostu
Najbardziej.
I dotyka.
Nie wiem, np to zdanie jest w idealnym punkcie:
"Pierwszy na imię miał Albert, a drugi Krystian. Pamiętacie?"
Moze masz po prostu dobre wyczucie. Albo to kwestia odczuciowa. Ale dla mnie Gildia to sztos.
I to tutaj tez sztos. Jestes ostatnio jakis arcy plodny, ale te dwa wybitnie mi dotknely czegos w mozgu tudziez odczuwania. Takie Top.
Sie postaram ubrac w slowa co do odbioru tego tekstu takze. Niebawem. Tak jakos stoi mi w glowie, ze zanim, to chcialabym takze przeczytac te "None". Jesli juz autor byl uprzejmy rzec, co go jakos zainspirowalo, to szkoda nie skorzystac. Bo pelniej. Bo zawsze to jakas droga. Bo.
Może. Od "Nowy" się zaczęła moja przygoda ze wszystkim.
Kiedyś, jak jeszcze zamiast "choć" pisałem "chodź", obiecałem se, że oddam to, jak najlepiej umiem.
Dziękuję bardzo. Wspomagam się programami, bo sam jestem ułomny. Teoretycznie powinienem to robić, pilnując świadomością, ale... jak widać, nie udało się. Już reperuję.
Jeszcze raz dzięki - Zaciekawiony.
Pozdro
Komentarzy nie czytam, nie chcę się rozpraszać, nie chcę uronić niczego, co zostało po przeczytaniu. Nie rozmieniać na drobne innych myśli, na poprawki, bo niektórych tekstów po prostu poprawiać, i mówię to z całą-kurwa-świadomością, nie można. Nie wypada. Bo to tak, jakbym przniósł mój udany sernik, a kotoś mi paluchem powpychał w niego rodzynki, bo "jak to bez rodzynek?!". I teraz jestem hipokrytą, bo sam wciskam innym "studencką mieszankę", bo moja jest tylko racja.
Ale tu nie chcę. Jest tu nieprawdopodobny nastrój, poezja, rozdrapywanie chwil, chwili, zima i światłość wiekuista, i jeszcze tyle nienazwanych, ulotnych drobiazgów, drobiażdżków, tyle i więcej.
Dzisiaj nie ma techniki i żadnych bzdetów, zapominam, nie chcę by mi cokolwiek przeszkadzało w pamiętaniu.
Przepyszne to jest.
Pozdrawiak ;)
Dziękuję Ci za pochylenie się nad tym i bardzo ciepłe słowa.
Całość, prawie od zera, aż do ostatniej literki została napisana wczoraj w około 30min.
Strasznie mi na tym tekście zależy i to nie dlatego, że jest świeży.
Wiele par oczu tylko się po nim ślizgnie i dobrze. Nie wszystko jest dla wszystkich.
Będę do tych klimatów wracał co jakiś czas.
Pozdrawiam, Adam i bardzo dziękuję za wszystko.
"Aniele, nie nazbyt Boży.
Stróżu, nie bardzo mój.
Czemu przy mnie nie stałeś?
Aniele o braku skrzydeł.
Posłańcu z kurtyną oczu.
Czemu nie przyleciałeś?
Odchodzę.
Znajdę cię inną
i zabiję dla ciebie
jeszcze raz."
To było takie piękne... Całość ma w sobie coś niesamowitego. Masz swój styl, w którym czujesz się jak ryba w wodzie, bo piszesz tak dobrze, tak cholernie dobrze, że to dla mnie jakaś abstrakcja.
Aż żal, że przeczytałam tylko kilka Twoich tekstów...
A do tego powyższego, na pewno wrócę, a to co tutaj wkleiłam, na pewno sobie zapiszę.
Wiele tekstów mam słabych, infantylnych, pozerskich. Obrośniętych wokół dialogu lub taniej humoreski.
Szukam style, przeskakuję, itd.
Ten konkretny nazwałem na własny urzytek "Brudne Noir". Mam w tej deseni trzy czy cztery twory. Chyba, jeśli idzie o pisanie, w tym nursie się kryje mój przyszły dom.
Dziekuję CI elorence (Elo Ręce) pokazuje autokorekta) , bo jak juz pisałem wyżej, na pozytywnym odbiorze akurat tego tekstu mi najbardziej zależy. Chcemy, by innym podobało się to, co i nam.
Cieszę się, że zajrzałaś i zostawiłaś komentarz, bo wiem, że nie robisz tego często.
Zdrowych, spokojnych świąt.
Koledzy długo śmiali się z tej wersji: "Elo ręce", a ja nawet nie pomyślałam przy wyborze pseudonimu, że ktoś wpadnie na coś takiego :P
No nie robię, przyznaję się, ale uwierz mi, masz talent - wielu mogłoby Ci pozazdrościć operowania słowami. Serio.
Dziękuję.
Spokojnych świąt! :)
Elorence w tej tonacji jest jeszcze: "Nie ma słońca" i "Emocje zdychają na końcu". W mojej opinii, są słabsze, ale niektórzy myślą inaczej. W tej stylistyce są.
Nie, żeby coś,ale gdyby świat nagle uznał, że jednak ładnie się chwalić, to zapraszam tam.
Canulas, akurat cierpię na brak weny, więc z chęcią wpadnę i spróbuję naładować akumulatory przy pomocy Twoich tekstów, bo wyczuwam w nich właściwy pierwiastek, który z pewnością pomoże mi w otworzeniu Worda i skleceniu paru sensowych (mam nadzieję) zdań. .
Najlepszym ładem jest ten, który wyłonił się z chaosu. Lecz to w chaosie piękno jest ukryte, gdyż zwykłe umysły nie dostrzegą co zawiera. Genialny tekst!
Lubie entropię. Rozpad. Szaleństwo. Kontrast płynący z pastelowo pomalowanych paznokci zmagających się z nieustępliwością trumiennych desek. Tatuaże kontrastujące z plamami opadowymi i czerwie leniwie się ślizgające w odmętach świeżo co wykonanej trwałej na wesele.
Ot, pojebany jestem.
Dziękuję, (Pliku) Exe.
Pozdrawiam.
Canulas. Tekst mi się spodobał bardziej po drugim przeczytaniu. Należy do tych, co to ''nie stoi w miejscu''. Niektóre sformułowania, naprawdę mi podeszły. ''porzucone uśmiechy zabitych arbuzów'' ''dwie grupy krwi płyną jedną żyłą'' i inne. Tekst jest - polatany a jednocześnie spójny. A poza tym - lubię ''dziwnie'' No i ten koniec.!! Pozdrawiam - 5
Oj, dzięki, fakt. Za długi ogonek. Już ciacham. Cieszę się, że Ci podszedł. Wystarczy pobieżnie komentarze przejrzeć, by dostrzec, że ma on dla mnie osobisty wydźwięk.
Pozdrawiam, Dekaosie - Królu absurdu.
Zdrowych, spokojnych świąt.
Choć nie zdziwiłbym się, gdyby u Ciebie akurat choina była odwrotnie, wisząc z sufitu.
(Zaczarowałeś ostatnio tymi mamutami)
Canulas sorka, ale jakoś nie kumam tego tekstu. To nie zarzut, ale prośba o łopatologiczne wytłumaczenie sensu. Ja zawsze pytam jak czegoś nie kumam, bo nie lubię siebie nie rozumiejącego...
Nie istnieje zrozumienia pełne. Ułamkowe tak, ale nie, pełne.
Zawsze sie o jakąś ułamkową rozminiemy. Jednak wydaje mi się, że póki co (na tym etapie współczejnej, medycznej magii) najbliższe pełnemu zrozumieniu jest syjamskie współodczuwanie.
Zawartem tu różne rzeczy, ale nie jest to tekst hermetyczny. Swodoba interpretaccyjna swoją drogą, ale i kilka okruszków porozrzucanych też się znajdzie. Przede wszystkim, dziękuję Ci, że wpadłeś i przeczytałeś. Nie ma szans, by tekst był jednakowo (czy nawet zblizeniowo) atrakcyjny/zrozumiały dla wszystkich. Są gusta, oczekiwania. Cała plejada drobnostek i "niedrobnostek" po drodze. Być może Twoje, jak to mówisz: "niekumanie" bierze sie z tego, że jesteś "atomizerem-logiczym" Nazewnictwo moje na potzreby tego komentarza.
ZNasz się na faktach, na detalach wszelakich, ale umiejscowionych w konkretnym obrysie historycznym. Przywykłęś do ram spodu,góry i środka. Ciężko się wyjaśnia nieuchwytne i chyba nawet, nie ma takiego sensu.
Nie odczuwasz, bo to nie Twój target. Nie Twoje gusta, preferencje. Nie ma złotego środka, zaklętego w słowach, po napisaniu których, Ty odpiszesz - Acha. Teraz wszystko jasne.
I nie zachodzi tu szkoda, ani dla mnie, ani dla Ciebie, ani dla tekstu. Po prostu się w tym konkretnym przypadku rozmineliśmy, bez szkody dla zadnego z nas.
Tak myślę (na szybko)
Dokładnie tak. Ja jestem najpierw historykiem do bólu konkretnym, opartym na faktach itd. i jakakolwiek abstrakcja zderza się z moim sposobem pojmowania. Hahahahahah wytłumaczyłeś to całkiem ciekawie i dosłownie. Czyli pewne klimaty są dla mnie niedostępne. Trudno, muszę się z tym zgodzić.
Nie wiem czy niedostępne. Wszak jesteś tutaj. W Twojej manierze leży klarowność, dociekiwanie. Czemu tak, a tak? Nie lubisz motyli w locie. Drażni Cię niepojmowanie ich lotu. Musisz mieć je w siatce i kroić im skrzydełka. To też ciekawe. Ciekawe, bo jestes pasjonatem. Zawsze, ale to zawsze cenię ludzi z pasją
Ozar , e tam. Ja naraz piszę w 5 czy 6 stylach. Ten, Częstochowa, tworo wiersze, głupie humoreski. Nie pękaj. Będzie git.
Jak to się mówi: Na samym końcu będzie dobrze.
jeśli nie jest, to jeszcze nie koniec.
przerażasz mnie tą ostatecznością. Dobrze, że chodzę późno spać, bo czytanie Ciebie przed snem...
Bardzo to poetyckie i straszne. Masz niezłą jazdę i potrafisz ją odmalować- 5
Z jednej strony - tekst jest poetycki, nie zaprzeczę.
Jest nawet dobry na swój sposób.
Ale...
Jest popaprany i poniekąd wykracza poza moje zramolałe nawiayt popierdoleństwa ,albo po prostu nie trafia w moje wysublimowane gusta (ha ha).
Za dużo... , ale ludzie właśnie tacy są.
Gratuluję, bo trzeba się napracować nad tekstem, ale bajka za chuj nie moja
Właśnie pod Riggsem Ci również "mniej grupowo" życzyłem.
Toteż życzę i tutaj.
Zdrowych i wesołych.
A tekst proszę przeczytać, bo on mnie blysky.
Pozdro.
Nadrabiam zaległości ale za tobą nie nadążam. Dużo piszesz i... jak widać na powyższym przykładzie - bardzo ci to służy, czy raczej twoim tekstom ;)
"Zawadiacko." - dobrze wpasowałeś to słowo plus kilka innych, dosadniejszych wtrąceń, świetnie umacniają opowiadanko.
Wyszło ci ono wyśmienicie.
Dziękuję Agnieszko Gu. Nie wiem czy namiar mi służy. Chyba niekoniecznie nawet. Tu chyba jest ok, ale czasem - wiadomo.
Kłaniam się na tyle, na ile mój pełen od pierożków organizm, pozwala.
Pozdrawiam.
Mnie te dziewięć stopni kojarzy się na plus, a zaraz potem piszesz o śniegu i... koliduje mi :(
Komentarzy tyle, że nie mogłam się dobić :) Jednak wcale się nie dziwię, nie czytałam, ale ode mnie pełny podziw :)
I tak sobie szli, szli i nie było już ich został tylko on - świetna robota :) 5 :)
Tak, Karola. Od strony logicznej masz przeabsolutną rację, ale akurat ten twór musi takie niedopowiedzenia zawierać. To jeden z tych (bardzo rzadkich ) błedów lub pół-błędów, które muszą niestety pozostać.
Dziekuję Ci barzdo za wizytę. Zwłaszcza pod tak ważnym dla mnie tekstem.
Pozdrawiam.
Właśnie wrociłem z nocki. Nie pytajcie czym sie zajmuje. Nie odpowiem. Otworzylem browca, włączylem piąty odcinek "True detective" i zajrzalem jeszcze od niechcenia czy pojawił sie komentarz do mojej poprawionej już biednej rybki. Nic owego i tak se wlazlem na Canulasa i te noze zwrocily mą uwagę. I powiem tak:
"Raz, dwa, trzy 4, 5, 6 , 7, 8. Pisać każdy moze , troche lepiej lub troche gorzej .... czasami człowiek musi, inaczej się udusi, uuuuu, ... ja się wcale nie chwale, ja poprostu mam talent... nie ma takiej rury na świecie, ktorej nie można odetkać..... "
I tyle odemnie.
Oceniam na 5 bo bardzo lubie " Natural born killers " - o zataczamy krąg - Canulasową oscarową petelke bo znów wracamy do Woodiego gdyż w "Detektywie też pokazuje ze ... śpiewać każdy moze ale on wcale nie gorzej. Choc lepiej zagral Mefju Mak Kunahju.
Od strony technicznej : uzyleś odpowiedniej ekspozycji: czas naświetlania 1/70 do 25 klatek na sekunde co poteguje tragizm sytuacji. Nalożyleś filtr szary ktory pozwala ujrzec czystą szybe samochodu z ta krwia a nie odbijajace sie od niej chmury. Scieżka dzwiekowa super - mysli, chlupot wody w przerębli.
Dalem 5 ale dam Tobie rade...czytaj wiecej moich opowiadań a kto wie.... może kiedyś
Źle się dzieje, przykre odejścia wokół, tymczasem pan Canulas nie pokazal sie dwa dni. Niniejszym strajkuje z przeczytaniem ostatnich tekstów, dopóki nie dasz znaku życia :P
Bonnie and Clyde tylko w wersji: wełniane płaszcze przeżarły im mole? A co do tekstu, nawet jeśli byłby zły to "uśmiechy arbuzów" mnie kupiły, lubię jak ktoś próbuje słowami tchnąć życie w śmieci- dosłownie i w przenośni, a sumując to podoba mi się bardzo
Przeczytałam dwa razy. Wyrzucam kilka zacności, tudzież interesujących fragmentów :)
"Porzucone uśmiechy zabitych arbuzów leżały obok śmietnika"
"W tobie i we mnie. Nie w nas." - wszelkie takie sformułowania dodały klimatu
"Spoglądasz mi hardo w oczy. Ja patrzę przez twoje w swoje. Nie ma łez. Nasze powłoki są twardsze od tego lodu. Choć, nie. Moja i twoja, tak, lecz nasze już, kurwa, nie.
"Czy te oczy mogę kłamać?" – Leci z martwego Volvo. Koncentrujemy się na tym i już wiemy, że...
Twoje nie.
Moje nie.
Ale nasze już tak.
Czasem jest tak, że tam, gdzie dwie osoby się spierają komu miłość więcej strat przynosi, tam dwie grupy krwi płyną jedną żyłą.
Słychać śmiech, po prawej.
Po mojej prawej, ale już nie twojej. Już nie naszej" - całe cudne
"Błysk zielonego ziarna, zdobiącego twój leniwy wzrok jest ledwie zauważalny. Dostrzegam, jak wielką satysfakcją napawa cię fakt, że możesz decydować o czyimś życiu. Znamy się długo. Spaliliśmy już razem kilka zwodzonych mostów"
"Rzucasz mi śnieżną kulkę. Chwytam w locie, choć boli mnie od jej prawdy"
"Wełniane rękawiczki poucinane na palcach są odwiecznym atrybutem bezdomnych. Bezsercnych. Bezdusznych. Nas" - miałam takie rękawiczki, kiedyś były modne
"A wtedy ty
tak po prostu
odwracasz się i odchodzisz.
Pierwszy raz.
Zakrwawione pudełeczko czekoladek leci mi, kurwa, z rąk. Pierdolony pokarm dla baletnic. Wchodzę za tobą na lód.
Zaczyna się"
I końcówka bardzo poetycka i emocjonalna. W narracji znów wyczuwalny ten spokój desperata, lubię bardzo, bardzo, bardzo.
"Odchodzę.
Znajdę cię inną
i zabiję dla ciebie
jeszcze raz"
Leży Ci taki nurt elegancko, powinieneś w to pójść, równolegle do zawadiackich opowieści typu Pięćset. I tak, myślę, że to przebiło "Nie ma słońca". Jest mocniejsze, bardziej lakoniczne, przez co wyrazistsze. Być może nie opiewam w ochach i achach jak przy tamtym, a wynika to z tego, że tu już byłam na zacność w takim właśnie stylu przygotowana, a tam zderzyłam się z nią jak z pędzącym pociągiem. :) Jestem ciekawa kolejnych w tym klimacie, bardzo :)
Nom, trochę mnie zeszło, krążyłam tu kilkukrotnie, a to z okazji Świąt, a to strajków, aż w końcu się udało :D
Pozdro ślę również, ale jeszcze będę się dziś pojawiać. Niestety.
Taki typ w sensie gatunek, nie jest moim ulubionym, od razu mówię. Ale jeśli by mnie zmuszali już do czytania, to wybierałbym Twoje teksty. Piszesz tak fajnie przejrzyście, choć z drugiej strony nieprosto, dajesz do myślenia, taka mieszanka podoba mi się.
dorzucę piątala, i to byłby mój kom
Pzdr
Nie znasz dnia, ani godziny :) Jak jestem w pracy, to przeważnie mam minutę do trzech aby przeczytać cokolwiek, więc wchodzą pod uwagę wiersze, lub jakieś, krótkie miniaturki. Nie lubię czytać tekstów na raty... W weekendy nie zawsze mogę sobie posiedzieć przed kompem, a jak się dorwę to sobie nadrabiam. Jeśli sam akurat nie próbuję czegoś nabazgrać, to żebyś wiedział jak ja działam.
Więc nie dziw się więcej :)
Zrozumiałem, senior Mauryc. Dziękuję za przywrócenie mnie na właściwe tory, wzięcie za metaforyczne fraki i postawienie do pionu. Dzięki za wizytę.
Tym akcentem uznaję niedzielę za zakończoną i idę spać.
Ave.
Świetne! Wyraźnie widać inspirację Stephenem. Odniesienie do opowiadania "Nona" bardzo mnie urzekło. Dobrze się czyta. Tekst ma swój klimat, wciąga, przydaje dreszczyku emocji. Pięć.
To jestem, dobry dzień;)
"Nony" nie czytałam, więc zdaje się wyłącznie na odbiór Canulasowy. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale...;)
"Tamtych "kiedyś"."- Lubię takie krótkie, ale wiele znaczące zwroty. Bardzo lubię. Początek świetny.
"Było zimno.
We mnie, w tobie i w kaczkach, sunących tą nicią stawu..." - nie wiem dlaczego, ale zawsze zwrot "było zimno" , zawsze robi na mnie wrażenie. W tym zimno, łatwo się czegoś doszukać, niekoniecznie dobrego. I tutaj, w tym zdaniu to zimno brzmi podobnie dobrze, jak wyżej"kiedyś". Super.
"Ja zabiłem.
Ty zabiłaś.
Ale już nie my."- podobnie tutaj.
"Wełniane rękawiczki poucinane na palcach są odwiecznym atrybutem bezdomnych. Bezsercnych. Bezdusznych. Nas."- piękne zdanie
"Nie ma łez. Nasze powłoki są twardsze od tego lodu. Choć, nie. Moja i twoja, tak, lecz nasze już, kurwa, nie."- i to tutaj. Ogólnie wyciągam te, przy których się mimowolnie jakoś zatrzymuje i które wywołują efekt cegły na płucach, ale to całość jest taka, a nie inna.
"Krew na śniegu jest piękna."- jest piękna.
"Aniele, nie nazbyt Boży.
Stróżu, nie bardzo mój.
Czemu przy mnie nie stałeś?
Aniele o braku skrzydeł.
Posłańcu z kurtyną oczu.
Czemu nie przyleciałeś?" - a to, jest tak ...nie wiem, piękne? Nie mogę znaleźć dobrego słowa, ale zabieram.
Dobra, Can. Jestem pod wrażeniem, masz ogromny talent. Potrafisz układać słowa tak, że całość tworzy świetny klimat, taką grubo plecioną emocjonalną otoczkę. Nie wiem, nie znam się na tym, ale wydaje mi się, że takie teksty są najtrudniejsze, więc tym bardziej wprowadzenie czytelnika w taki bezdech, to trudna rzecz. Tobie się udaje. Taki styl chciałabym jeszcze kiedyś u Ciebie zobaczyć. Kłaniam się.
Hej.
Czasem mnie przywileje na te wody, ale nie umiem syntetycznie. Muszę mieć podwalinę z odczuwania.
Ostatnio mnie bierze na akcentowanie por roku.
Zimy, jesieni, ale zima zawsze numerów uno.
Dzięki serdeczne, Blanka.
Miły start w dzień.
(być może teraz łatwiej Ci przyjdzie pojąć, czemu tak lubię Twoje teksty)
Can, no właśnie nie łatwiej, wręcz trudniej. Ale nic to.
Zima jest najlepsza. Zimno, ciemno- znaczy najlepiej.
Dobra, później zajrzę na te TW jeszcze, ale to tutaj ciężko będzie przyćmić.
Noo, proszę. Dzień dobroci jakiś. Wpierw mnie Mauryc pomógł w dwóch bardzo ważnych dla mnie utworach, tera jeszcze Ty mnie dotłumaczasz z interpunkcji.
Wdzięcznym niezwykle.
Jutrem późnym zmienię.
To kolejny z tworów, co mi ważny.
Generalnie, całe brudne noir mi istotne.
Pozdrawiam
Schlebia mi takie porównanie. Bardzo lubię jej styl. Zwłaszcza cykl "Deformacji"
Jakiś czas temu, pisząc "Fioletowy Ogon Komet" próbowałem tekst dobić dekalogiem miniatur, choć większość z nich jest chyba zbyt słaba od strony puenty, by można je było tak nazywać. Gdybyś kiedyś niechcący zajrzała i miała jakieś sugestie, byłoby miło.
Jest to dla mnie prawie obca forma, póki co. I poruszam się tam głównie "po odczuciowym omacku".
Jest w Was poezja, którą przemycacie do prozy w wyjątkowy sposób, to chwyta. Właśnie na tym polega talent, że można operować słowem pod każdym kątem wyobraźni. Zachwycający jest ten wyższy stopień wtajemniczenia.
Przeczytałem. Nie moja bajka! Nie mniej Wodzu faktycznie coś w Twoim pisaniu jest takiego, co powoduje, że się czyta. Ma to Ritha, masz Ty, ma Okropny. Mimo, że... Wniosek z tego taki, że to jest ta forma (bo skoro treść nie z mojej bajki...). Powiem tak po żeglarsku; "Tak trzymać!!. Brawo!! 5
Witaj nocną porą.
Pamiętam, że zapraszałeś mnie pod ten tekst. Kiedyś. Wtedy odłożyłam sobie go na nieokreślone "później", żeby komentarz współgrał odczuciowo z tekstem.
I teraz właśnie nadeszła ta pora. W powietrzu jest coś takiego, co nie pozwala zaczerpnąć głębszego oddechu. Lotna magia.
Więc biorę jeden z płytkich oddechów
.
.
.
I zaczynam czytać.
Jutro Wigillia. Chyba mnie nie zabiją.
Zabili.
Ja zabiłem.
Ty zabiłaś.
Ale już nie my.
To trochę tak, jakby krzywdzili siebie nawzajem, ale każdy z osobna.
"Czy te oczy mogę kłamać?" – Leci z martwego Volvo. Koncentrujemy się na tym i już wiemy, że...
Twoje nie.
Moje nie.
Ale nasze już tak."
Zbrodnia jest dziełem dwojga. Dwa to zresztą zła liczba, bo niedoskonała.
Och, teraz widzę, że za daleko poleciałam z metaforą. Oni naprawdę zabili. Ale to nawet lepiej. Bardziej klarownie.
"Czasem jest tak, że tam, gdzie dwie osoby się spierają komu miłość więcej strat przynosi, tam dwie grupy krwi płyną jedną żyłą."
Przecinek przed "komu". (Jessu nienawidzę przecinkować pod tak dobrymi tekstami)
Ale spróbuję to wyjaśnić.
Czasem jest tak, że tam gdzie dwie osoby się spierają,(zdanie 1A) | komu miłość więcej strat przynosi (zdanie 2),
| tam dwie grupy krwi płyną jedną żyłą (zdanie 1B)
Przed każdym takim zdaniem w zdaniu podrzędnie złożonym stawia się przecinek.
"Chcesz? — pytam. Rzadko kiedy używam dłuższych zdań. Rzadko kiedy używam zdań. Rzadko kiedy używam. "
Nie wiem, czy ten środek stylistyczny ma nazwę, ale tu robi dobrą robotę. Niech będzie, że to "efekt echa". Niech będzie, roboczo.
Bez przecinka przed imiesłowem tego typu. Wiesz, jakbyś miał ten drugi: "idąc, biorąc" to wtedy tak, choć językoznawcy nieśmiało szepczą że już niekoniecznie. Opcjonalnie.
I kurde, wybacz, ale to zielone światło i pierwsze skojarzenie :: Voldemort! :D
Ale blisko chyba, bo Voldemort to wężowe oczy, to z kolei prowadzi do węża, a wąż do podstępu i zła.
"Znasz me zagrywki, jak ja znam twoje zagrywki. Nie znamy zagrywek naszych. "
Bo może po prostu ich nie ma?
A wtedy ty
tak po prostu
odwracasz się i odchodzisz.
Pierwszy raz.
Ten zapis jest w punkt.
"Moje niewinne Betlejem. "
Miejsce kultu.
"Baletem noży odcinam ci palce i toniesz. Tak po prostu."
Sama słodycz.
Końcówka natomiast tym razem nie moja. Nie czuję jej.
Dobra, to chyba by było na tyle. Zbierając: jest estetyka, ale estetyka fragmentów bardziej niż całości. Miałam nieszczęście czytać "Czasy łotrów..." jako pierwsze. One rozwaliły skalę, więc wszystko na ich tle wypadnie bardziej blado. Muszę zmienić skalę. Ale nie potrafię zapomnieć tamtego tekstu.A raczej wrażenia, które we mnie pozostawił.
Tytuł. W balecie zimowych noży. Po pierwsze: nawiązanie do pory roku. Po drugie: do tego wysublimowanego okrucieństwa, które bohaterowie traktują jak sztukę. Można się w niej doskonalić i ją przeżywać. Oni robią to. Całą sobą.
Oprócz tego wszystkiego gdzieś jeszcze jest mocne nawiązanie w tekście. On ją zabija. Czym? Baletem zimowych noży, rzecz jasna.
Konstrukcja.
Przeplatanka narracji, dialogów (a może bardziej luźnych kwestii), i wyodrębnionych nibycałostek myślowych, poetyckich. Z tego, co pamiętam w "Nie ma słońca" dialogów nie było. To sprawia, że namalowany obraz jest mniej rozmyty. Bardziej farby olejne niż akwarele. W czarno-szarych odcieniach.
Emocje. Pod tym względem tym razem mnie nie rusza, no może fragmentami. Ale to akurat tak subiektywne, że w pojedynczych przypadkach nieważne.
Środki stylistyczne. Jest trochę metafor, które bardxo uplastyczniają tekst. Bardziej pomagają wyobraźni, niż cokolwiek tworzą. Ale to dobrze. Forma współgra z treścią. Żadnego przerostu.
Jest kilka wyliczeń, które dynamizują. Jest stopniowanie. Efekt echa? Brzmi słabo, ale niech będzie.
Styl. Podobnie, jak w "Nie ma słońca" używasz przekleństw. Nie jest to jednak język bardziej swobodny, jak tam. Jest bardziej upilnowany i idący w poezję. To już j e s t proza poetycka, a nie coś pomiędzy nią, a zwykłą prozą.
No. To chyba tyle ode moi dziś. Godzina na pewno nie stracona. To mi też przypomina, by wrócić do "Czasów Zimnych Bram"
PS: zmieniam zdanie co do końcówki. W drugiej części wiersza-modlitwy jest to "coś". Lotna magia.
Nie ma to jak się obudzić i...
No nie ma jak...
Jutro lub później, lub cokolwiek, ale nawet czytając przez mgłę jest kilka wow.
No jest kilka wow.
No wow.
Nie mam pytań Ench.
Canulas miałam lecieć częściami po kolei, ale przyuważyłam, że to mi umknęło. Bo tamten zachwycający "Balet..." czytałam dawno temu. Przydałoby się odświeżyć w sumie.
Enchanteuse Twoja fascynacja jest już nieco obsesyjna i niezmiernie mi miło Ench. Dam lubię tamten tekst, choć zakładam, że nie przez pryzmat kompozycji.
Świetnie.
Dzięki i tu.
Canulas ciekawe co byś powiedział na to, gdybym ci powiedziała, że bardzo chciałabym go przeczytać na głos. Te trzy (Nie ma słońca, ten teraz, i tamten Balet od bram). Aż się boję pytać o zgodę xD
Ale serio, chciałabym.
Canulas no oczywiście, innej opcji nie ma. To dla mnie byłoby zaszczytem. Tylko jeszcze nie wiem w jakiej kolejności, ani czy w ogóle mi się to uda :)
Jak coś, to Ty zobaczysz to pierwszy.
I tak, wiem, że ta fascynacja noirami (szczególnie baletowymi) trochę trąca chorobą. Trudno. Od czegoś trzeba umrzeć.
Świeżo po lekturze Nony musiałsm tu przyjsć.
Czyta się za każdym razem inaczej, bo teraz z jednej strony mam podklad z tamtego (fenomenalnego) opowiadania i rozumiem więcej, a z drugiej przytoczę jedno z moich ulubionych stwierdzeń - do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. W Twoich zimowych opowiadanich jest jakies piękno, tutaj, w Wyobraźni, coś jak mozaika szronu na szybie.
Nona wspaniała, miała dla mnie pierwiasek Straconych (a tamta powiesć mnie urzekła), być może zimną desperację, a być może działanie w myśl - tak bardzo mi zalezy, ze jest mi już wszystko jedno.
Dwie sprawy. Najpierw zła:
"Jutro Wigillia" - to się chyba przez jedno "l" pisze
Teraz dobra:
"Pięć minut później śnieżne oko przerębla ma tylko rzęsy z szamoczących się rąk, tej części ciebie, która jeszcze nie wie, że umarła" - świetny moment, przełomowy, jak krach na lodzie
Ok tyle, musiałam tu teraz przyjść :)
Pozdrawiam, Can
Wow, już żem się w bety wklejał, a tu taka miluchna niespodzianka :))
Dzięki za odgrzebix wielce. dabel el zdilejtuję póznym jutrem. Dziękuje miss Łitholida.
Ja pierniczę. Tak się zastanawiam dlaczego jeszcze tego nie czytałam, a może to opowiadanie po prostu czekało na mnie? Bo wszystko ma swój czas i miejsce. Zajrzałam, bo chciałam przeczytać Twój nowy tekst, ale poprzedziłeś go stwierdzeniem, że wpierw trzeba przeczytać choćby trzy wcześniejsze, i tak przybyłam pod pierwszy na liście.
Nie chcę Ci tu jakoś cukrować, żeby nie było, że przesadzam, albo co gorsza się podlizuję czy coś. Ale centralnie miałam w połowie czytania ciary na łapach i to było takie przyjemne uczucie, czuć ten tekst "w sobie" (tak wiem, mało fortunne porównanie, ale jak wyrazić coś czego nie umiem nazwać). Cholernie lubię takie chore relacje między bohaterami, ki wie dlaczego, to samo miałam przy Fuzji Adama, czy też jak oglądałam Killing Eve. Do tego cała otoczka zimowego krajobrazu, jest w tym jakaś magia i smutek. Nie znałam Cię chyba z tej strony, z takich subtelnych i rozpierdzielających od środka tekstów.
Jest mi dobrze.
Idę odetchnąć zimnym powietrzem.
( nie myśl o mnie jako o dziwnym osobniku (: )
Wiesz, noiry w sumie są właśnie takie (albo w tym kierunku). Akurat ten Balet z perspektywy czasu kapkę... noo trąci mychą. Fajnie, że podeszło. Dziękuję ślicznie za odwiedziny.
Komentarze (103)
Piekne. Jestes ostatnio jakos wybitnie w formie. Piekne. A ja nie jestem w formie komentatorskiej zbyt dobrej. Jeszcze silniej mi sie zapisalo w glowce, co by gdzies dopasc te "Nonę".
Podtapiam się. Forma sinusoidalna raczej.
Pozdro.
Dzięki, że zajrzałaś.
No ba. Jak bede bardziej na gorze wlasnej sinusoidy, to sie postaram powracac I komentarzowo bardziej rozwinac, bo poki co, to tylko niemrawo szuram butem, ale w kwestii odczuciowej to I Gildia to sztos. A ostatnio nie bardzo moge znalezc nawet w formie papierowej rzeczy do czytania, co by jakkolwiek cokolwiek, wiec.
Jestes w formie, mysle se.
Niemampojecia96, to mi się samemu podoba, bo raz, że nowe i we łbie świeże, a dwa?
Dobra, raz wystarczy.
Ale fenomenu gildii - nie rozumiem
Teraz bede podwójnie ciekawa dwa. Ladnie to tak stawiac znaki zapytania bez odpowiedzi?
;)
Coz, Gildia swietnie chwyta za frak narracyjnie, jest idealnie poprowadzona, pod wzgledem dawkowania doznan I stopniowania napiecia nie mogla wg mnie zostac lepiej napisana.
Dla mnie tam kazde slowo I zdanie jest idealnie na swoim miejscu, wszystko jest tak ulozone, by dotkac wlasnie tych polaczen w mozgu I w tych miejscach, w ktorych bedzie po prostu
Najbardziej.
I dotyka.
Nie wiem, np to zdanie jest w idealnym punkcie:
"Pierwszy na imię miał Albert, a drugi Krystian. Pamiętacie?"
Moze masz po prostu dobre wyczucie. Albo to kwestia odczuciowa. Ale dla mnie Gildia to sztos.
I to tutaj tez sztos. Jestes ostatnio jakis arcy plodny, ale te dwa wybitnie mi dotknely czegos w mozgu tudziez odczuwania. Takie Top.
Cóż. No to przypadek bardziej i wyczucie w kwestii "Gildii". Na odbiorze tego tekstu mi dużo bardziej zależy.
Sie postaram ubrac w slowa co do odbioru tego tekstu takze. Niebawem. Tak jakos stoi mi w glowie, ze zanim, to chcialabym takze przeczytac te "None". Jesli juz autor byl uprzejmy rzec, co go jakos zainspirowalo, to szkoda nie skorzystac. Bo pelniej. Bo zawsze to jakas droga. Bo.
Może. Od "Nowy" się zaczęła moja przygoda ze wszystkim.
Kiedyś, jak jeszcze zamiast "choć" pisałem "chodź", obiecałem se, że oddam to, jak najlepiej umiem.
Kurwa. Jebana autokorekta. Nony.
Domyslilam sie. Mnie zreszta tez autokorekta smaga. Jakos tak slowa mi sie pokonczyly, ale osczuciowo ten tekst jest ladunkiem wybuchowym *uklon*.
Odczuciowo*
Dobre, ale...
"We mnie[przecinek] w tobie i w kaczkach"
"Płynący z radia taksówki głos, oznajmiał, że, "wnet" " - dwa przecinki mniej "Płynący z radia taksówki głos oznajmiał, że "wnet" "
"Druga z kolej, biała cyferka" - z kolei, bez tego przecinka
"Lubiłaś moją archaizacją" - archaizację
Dziękuję bardzo. Wspomagam się programami, bo sam jestem ułomny. Teoretycznie powinienem to robić, pilnując świadomością, ale... jak widać, nie udało się. Już reperuję.
Jeszcze raz dzięki - Zaciekawiony.
Pozdro
Trójka nie jest przypadkiem ,,ja, ty, my,, a może inaczej...Zajebiste ujęcie na końcu. 5
Dziękuję, Szu. Ciągnie mnie w tak wiele różnych miejsc, że aż to paradoksalnie zatrzymuje.
Pozdro
Komentarzy nie czytam, nie chcę się rozpraszać, nie chcę uronić niczego, co zostało po przeczytaniu. Nie rozmieniać na drobne innych myśli, na poprawki, bo niektórych tekstów po prostu poprawiać, i mówię to z całą-kurwa-świadomością, nie można. Nie wypada. Bo to tak, jakbym przniósł mój udany sernik, a kotoś mi paluchem powpychał w niego rodzynki, bo "jak to bez rodzynek?!". I teraz jestem hipokrytą, bo sam wciskam innym "studencką mieszankę", bo moja jest tylko racja.
Ale tu nie chcę. Jest tu nieprawdopodobny nastrój, poezja, rozdrapywanie chwil, chwili, zima i światłość wiekuista, i jeszcze tyle nienazwanych, ulotnych drobiazgów, drobiażdżków, tyle i więcej.
Dzisiaj nie ma techniki i żadnych bzdetów, zapominam, nie chcę by mi cokolwiek przeszkadzało w pamiętaniu.
Przepyszne to jest.
Pozdrawiak ;)
Dziękuję Ci za pochylenie się nad tym i bardzo ciepłe słowa.
Całość, prawie od zera, aż do ostatniej literki została napisana wczoraj w około 30min.
Strasznie mi na tym tekście zależy i to nie dlatego, że jest świeży.
Wiele par oczu tylko się po nim ślizgnie i dobrze. Nie wszystko jest dla wszystkich.
Będę do tych klimatów wracał co jakiś czas.
Pozdrawiam, Adam i bardzo dziękuję za wszystko.
"Aniele, nie nazbyt Boży.
Stróżu, nie bardzo mój.
Czemu przy mnie nie stałeś?
Aniele o braku skrzydeł.
Posłańcu z kurtyną oczu.
Czemu nie przyleciałeś?
Odchodzę.
Znajdę cię inną
i zabiję dla ciebie
jeszcze raz."
To było takie piękne... Całość ma w sobie coś niesamowitego. Masz swój styl, w którym czujesz się jak ryba w wodzie, bo piszesz tak dobrze, tak cholernie dobrze, że to dla mnie jakaś abstrakcja.
Aż żal, że przeczytałam tylko kilka Twoich tekstów...
A do tego powyższego, na pewno wrócę, a to co tutaj wkleiłam, na pewno sobie zapiszę.
Wiele tekstów mam słabych, infantylnych, pozerskich. Obrośniętych wokół dialogu lub taniej humoreski.
Szukam style, przeskakuję, itd.
Ten konkretny nazwałem na własny urzytek "Brudne Noir". Mam w tej deseni trzy czy cztery twory. Chyba, jeśli idzie o pisanie, w tym nursie się kryje mój przyszły dom.
Dziekuję CI elorence (Elo Ręce) pokazuje autokorekta) , bo jak juz pisałem wyżej, na pozytywnym odbiorze akurat tego tekstu mi najbardziej zależy. Chcemy, by innym podobało się to, co i nam.
Cieszę się, że zajrzałaś i zostawiłaś komentarz, bo wiem, że nie robisz tego często.
Zdrowych, spokojnych świąt.
Koledzy długo śmiali się z tej wersji: "Elo ręce", a ja nawet nie pomyślałam przy wyborze pseudonimu, że ktoś wpadnie na coś takiego :P
No nie robię, przyznaję się, ale uwierz mi, masz talent - wielu mogłoby Ci pozazdrościć operowania słowami. Serio.
Dziękuję.
Spokojnych świąt! :)
Elorence ten fragment z końca. Rozrósł mi się na 4 zwrotki. Może kiedyś, jako osobny - wpadnie.
W takim razie, będę czekać aż wpadnie, bo czuję, że będzie wart przeczytania i zapisania.
Elorence w tej tonacji jest jeszcze: "Nie ma słońca" i "Emocje zdychają na końcu". W mojej opinii, są słabsze, ale niektórzy myślą inaczej. W tej stylistyce są.
Nie, żeby coś,ale gdyby świat nagle uznał, że jednak ładnie się chwalić, to zapraszam tam.
Canulas, akurat cierpię na brak weny, więc z chęcią wpadnę i spróbuję naładować akumulatory przy pomocy Twoich tekstów, bo wyczuwam w nich właściwy pierwiastek, który z pewnością pomoże mi w otworzeniu Worda i skleceniu paru sensowych (mam nadzieję) zdań. .
Elorence Miło będzie. Kilka wierszy też tam jest, jak "Cela" i "Jak papierowe statki" - Te dwa nie są "Częstochowską rymowanką".
Najlepszym ładem jest ten, który wyłonił się z chaosu. Lecz to w chaosie piękno jest ukryte, gdyż zwykłe umysły nie dostrzegą co zawiera. Genialny tekst!
Lubie entropię. Rozpad. Szaleństwo. Kontrast płynący z pastelowo pomalowanych paznokci zmagających się z nieustępliwością trumiennych desek. Tatuaże kontrastujące z plamami opadowymi i czerwie leniwie się ślizgające w odmętach świeżo co wykonanej trwałej na wesele.
Ot, pojebany jestem.
Dziękuję, (Pliku) Exe.
Pozdrawiam.
Canulas. Tekst mi się spodobał bardziej po drugim przeczytaniu. Należy do tych, co to ''nie stoi w miejscu''. Niektóre sformułowania, naprawdę mi podeszły. ''porzucone uśmiechy zabitych arbuzów'' ''dwie grupy krwi płyną jedną żyłą'' i inne. Tekst jest - polatany a jednocześnie spójny. A poza tym - lubię ''dziwnie'' No i ten koniec.!! Pozdrawiam - 5
Druga z kolej ? biała. z kolei - spr.
Oj, dzięki, fakt. Za długi ogonek. Już ciacham. Cieszę się, że Ci podszedł. Wystarczy pobieżnie komentarze przejrzeć, by dostrzec, że ma on dla mnie osobisty wydźwięk.
Pozdrawiam, Dekaosie - Królu absurdu.
Zdrowych, spokojnych świąt.
Choć nie zdziwiłbym się, gdyby u Ciebie akurat choina była odwrotnie, wisząc z sufitu.
(Zaczarowałeś ostatnio tymi mamutami)
Canulas sorka, ale jakoś nie kumam tego tekstu. To nie zarzut, ale prośba o łopatologiczne wytłumaczenie sensu. Ja zawsze pytam jak czegoś nie kumam, bo nie lubię siebie nie rozumiejącego...
Nie istnieje zrozumienia pełne. Ułamkowe tak, ale nie, pełne.
Zawsze sie o jakąś ułamkową rozminiemy. Jednak wydaje mi się, że póki co (na tym etapie współczejnej, medycznej magii) najbliższe pełnemu zrozumieniu jest syjamskie współodczuwanie.
Zawartem tu różne rzeczy, ale nie jest to tekst hermetyczny. Swodoba interpretaccyjna swoją drogą, ale i kilka okruszków porozrzucanych też się znajdzie. Przede wszystkim, dziękuję Ci, że wpadłeś i przeczytałeś. Nie ma szans, by tekst był jednakowo (czy nawet zblizeniowo) atrakcyjny/zrozumiały dla wszystkich. Są gusta, oczekiwania. Cała plejada drobnostek i "niedrobnostek" po drodze. Być może Twoje, jak to mówisz: "niekumanie" bierze sie z tego, że jesteś "atomizerem-logiczym" Nazewnictwo moje na potzreby tego komentarza.
ZNasz się na faktach, na detalach wszelakich, ale umiejscowionych w konkretnym obrysie historycznym. Przywykłęś do ram spodu,góry i środka. Ciężko się wyjaśnia nieuchwytne i chyba nawet, nie ma takiego sensu.
Nie odczuwasz, bo to nie Twój target. Nie Twoje gusta, preferencje. Nie ma złotego środka, zaklętego w słowach, po napisaniu których, Ty odpiszesz - Acha. Teraz wszystko jasne.
I nie zachodzi tu szkoda, ani dla mnie, ani dla Ciebie, ani dla tekstu. Po prostu się w tym konkretnym przypadku rozmineliśmy, bez szkody dla zadnego z nas.
Tak myślę (na szybko)
Dokładnie tak. Ja jestem najpierw historykiem do bólu konkretnym, opartym na faktach itd. i jakakolwiek abstrakcja zderza się z moim sposobem pojmowania. Hahahahahah wytłumaczyłeś to całkiem ciekawie i dosłownie. Czyli pewne klimaty są dla mnie niedostępne. Trudno, muszę się z tym zgodzić.
Czyli jakby to powiedział mój znajomy " Mamy jasność w temacie "
Nie wiem czy niedostępne. Wszak jesteś tutaj. W Twojej manierze leży klarowność, dociekiwanie. Czemu tak, a tak? Nie lubisz motyli w locie. Drażni Cię niepojmowanie ich lotu. Musisz mieć je w siatce i kroić im skrzydełka. To też ciekawe. Ciekawe, bo jestes pasjonatem. Zawsze, ale to zawsze cenię ludzi z pasją
Tak, ale moje pojmowanie kłóci sie z jakąkolwiek abstrakcją jak woda i ogień
Ozar nie do ońca, skoro pisałeś fantasy. Wymyka Ci się trochę i tyle.
Canulas tak, ale miałem przerwę w fantasy prawie 20 lat i w tym czasie tylko artykuły, notki biograficzne itd. Umysł się przestawił chyba.
Ozar , e tam. Ja naraz piszę w 5 czy 6 stylach. Ten, Częstochowa, tworo wiersze, głupie humoreski. Nie pękaj. Będzie git.
Jak to się mówi: Na samym końcu będzie dobrze.
jeśli nie jest, to jeszcze nie koniec.
Canulas Oki pewnie masz racje
przerażasz mnie tą ostatecznością. Dobrze, że chodzę późno spać, bo czytanie Ciebie przed snem...
Bardzo to poetyckie i straszne. Masz niezłą jazdę i potrafisz ją odmalować- 5
Dziękuję Ci. To jedno z "chwilowych utonięć". Cieszę się na ten dobór Twych słów. Dwa skreślone, a trafne za czterdzieści.
Z jednej strony - tekst jest poetycki, nie zaprzeczę.
Jest nawet dobry na swój sposób.
Ale...
Jest popaprany i poniekąd wykracza poza moje zramolałe nawiayt popierdoleństwa ,albo po prostu nie trafia w moje wysublimowane gusta (ha ha).
Za dużo... , ale ludzie właśnie tacy są.
Gratuluję, bo trzeba się napracować nad tekstem, ale bajka za chuj nie moja
No właśnie nie, bo powstał w 40minut.
Tak nieraz jest. Trzeba o prostu czekać i jeb.
Dzięki za wizytę i... Szczerość.
Pozdro
Tekst jeszcze nie przeczytany, ale chciałam Ci , tak mniej grupowo, życzyć Wesołych Świąt :)))
Właśnie pod Riggsem Ci również "mniej grupowo" życzyłem.
Toteż życzę i tutaj.
Zdrowych i wesołych.
A tekst proszę przeczytać, bo on mnie blysky.
Pozdro.
Przeczytam ofkors, na spokojnie, bez tego świątecznego szału.
Ave :)
Nooo
Ave.
Nadrabiam zaległości ale za tobą nie nadążam. Dużo piszesz i... jak widać na powyższym przykładzie - bardzo ci to służy, czy raczej twoim tekstom ;)
"Zawadiacko." - dobrze wpasowałeś to słowo plus kilka innych, dosadniejszych wtrąceń, świetnie umacniają opowiadanko.
Wyszło ci ono wyśmienicie.
Dziękuję Agnieszko Gu. Nie wiem czy namiar mi służy. Chyba niekoniecznie nawet. Tu chyba jest ok, ale czasem - wiadomo.
Kłaniam się na tyle, na ile mój pełen od pierożków organizm, pozwala.
Pozdrawiam.
Mnie te dziewięć stopni kojarzy się na plus, a zaraz potem piszesz o śniegu i... koliduje mi :(
Komentarzy tyle, że nie mogłam się dobić :) Jednak wcale się nie dziwię, nie czytałam, ale ode mnie pełny podziw :)
I tak sobie szli, szli i nie było już ich został tylko on - świetna robota :) 5 :)
Tak, Karola. Od strony logicznej masz przeabsolutną rację, ale akurat ten twór musi takie niedopowiedzenia zawierać. To jeden z tych (bardzo rzadkich ) błedów lub pół-błędów, które muszą niestety pozostać.
Dziekuję Ci barzdo za wizytę. Zwłaszcza pod tak ważnym dla mnie tekstem.
Pozdrawiam.
Właśnie wrociłem z nocki. Nie pytajcie czym sie zajmuje. Nie odpowiem. Otworzylem browca, włączylem piąty odcinek "True detective" i zajrzalem jeszcze od niechcenia czy pojawił sie komentarz do mojej poprawionej już biednej rybki. Nic owego i tak se wlazlem na Canulasa i te noze zwrocily mą uwagę. I powiem tak:
"Raz, dwa, trzy 4, 5, 6 , 7, 8. Pisać każdy moze , troche lepiej lub troche gorzej .... czasami człowiek musi, inaczej się udusi, uuuuu, ... ja się wcale nie chwale, ja poprostu mam talent... nie ma takiej rury na świecie, ktorej nie można odetkać..... "
I tyle odemnie.
Oceniam na 5 bo bardzo lubie " Natural born killers " - o zataczamy krąg - Canulasową oscarową petelke bo znów wracamy do Woodiego gdyż w "Detektywie też pokazuje ze ... śpiewać każdy moze ale on wcale nie gorzej. Choc lepiej zagral Mefju Mak Kunahju.
Od strony technicznej : uzyleś odpowiedniej ekspozycji: czas naświetlania 1/70 do 25 klatek na sekunde co poteguje tragizm sytuacji. Nalożyleś filtr szary ktory pozwala ujrzec czystą szybe samochodu z ta krwia a nie odbijajace sie od niej chmury. Scieżka dzwiekowa super - mysli, chlupot wody w przerębli.
Dalem 5 ale dam Tobie rade...czytaj wiecej moich opowiadań a kto wie.... może kiedyś
Moze kiedys osiagne Twoj poziom.
Dziękuję Ci za tak rozbudowany komentarz. Odniosę się do niego szerzej w nieodleglym czasie.
Końcówka komentarza jednak silnie schizofreniczna
Źle się dzieje, przykre odejścia wokół, tymczasem pan Canulas nie pokazal sie dwa dni. Niniejszym strajkuje z przeczytaniem ostatnich tekstów, dopóki nie dasz znaku życia :P
Można zarzucić strajk. Doceniam założenie :)
Bonnie and Clyde tylko w wersji: wełniane płaszcze przeżarły im mole? A co do tekstu, nawet jeśli byłby zły to "uśmiechy arbuzów" mnie kupiły, lubię jak ktoś próbuje słowami tchnąć życie w śmieci- dosłownie i w przenośni, a sumując to podoba mi się bardzo
ps. oraz popieram całą swoją namiętnościa do literatury składanie słów w hołdzie Stafana Króla, piąteczka :)
nigdy, no cóż. Byłem to winien. Dzięki za wizytę.
Celnie ujęta z tym Bonnie i Clyde
Przeczytałam dwa razy. Wyrzucam kilka zacności, tudzież interesujących fragmentów :)
"Porzucone uśmiechy zabitych arbuzów leżały obok śmietnika"
"W tobie i we mnie. Nie w nas." - wszelkie takie sformułowania dodały klimatu
"Spoglądasz mi hardo w oczy. Ja patrzę przez twoje w swoje. Nie ma łez. Nasze powłoki są twardsze od tego lodu. Choć, nie. Moja i twoja, tak, lecz nasze już, kurwa, nie.
"Czy te oczy mogę kłamać?" – Leci z martwego Volvo. Koncentrujemy się na tym i już wiemy, że...
Twoje nie.
Moje nie.
Ale nasze już tak.
Czasem jest tak, że tam, gdzie dwie osoby się spierają komu miłość więcej strat przynosi, tam dwie grupy krwi płyną jedną żyłą.
Słychać śmiech, po prawej.
Po mojej prawej, ale już nie twojej. Już nie naszej" - całe cudne
"Błysk zielonego ziarna, zdobiącego twój leniwy wzrok jest ledwie zauważalny. Dostrzegam, jak wielką satysfakcją napawa cię fakt, że możesz decydować o czyimś życiu. Znamy się długo. Spaliliśmy już razem kilka zwodzonych mostów"
"Rzucasz mi śnieżną kulkę. Chwytam w locie, choć boli mnie od jej prawdy"
"Wełniane rękawiczki poucinane na palcach są odwiecznym atrybutem bezdomnych. Bezsercnych. Bezdusznych. Nas" - miałam takie rękawiczki, kiedyś były modne
"A wtedy ty
tak po prostu
odwracasz się i odchodzisz.
Pierwszy raz.
Zakrwawione pudełeczko czekoladek leci mi, kurwa, z rąk. Pierdolony pokarm dla baletnic. Wchodzę za tobą na lód.
Zaczyna się"
I końcówka bardzo poetycka i emocjonalna. W narracji znów wyczuwalny ten spokój desperata, lubię bardzo, bardzo, bardzo.
"Odchodzę.
Znajdę cię inną
i zabiję dla ciebie
jeszcze raz"
Leży Ci taki nurt elegancko, powinieneś w to pójść, równolegle do zawadiackich opowieści typu Pięćset. I tak, myślę, że to przebiło "Nie ma słońca". Jest mocniejsze, bardziej lakoniczne, przez co wyrazistsze. Być może nie opiewam w ochach i achach jak przy tamtym, a wynika to z tego, że tu już byłam na zacność w takim właśnie stylu przygotowana, a tam zderzyłam się z nią jak z pędzącym pociągiem. :) Jestem ciekawa kolejnych w tym klimacie, bardzo :)
Dziękuję, Ritha. W końcu dotarłaś do tekstu, który ma dla mnie naprawdę spore znaczenie.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Nom, trochę mnie zeszło, krążyłam tu kilkukrotnie, a to z okazji Świąt, a to strajków, aż w końcu się udało :D
Pozdro ślę również, ale jeszcze będę się dziś pojawiać. Niestety.
Ritha strajki, haha, no mile to w sumie było.
Taki typ w sensie gatunek, nie jest moim ulubionym, od razu mówię. Ale jeśli by mnie zmuszali już do czytania, to wybierałbym Twoje teksty. Piszesz tak fajnie przejrzyście, choć z drugiej strony nieprosto, dajesz do myślenia, taka mieszanka podoba mi się.
dorzucę piątala, i to byłby mój kom
Pzdr
Dziękuję i przyznam, że zaskoczony trochę jestem. Tekst jest dla mnie ważny, co już podkreslałem, więc każda wizyta tym bardziej
Can zaskoczony? Co Cię zaskoczyło?
Nooo, tekst już kapkę leży, więc to zawsze zaskoczenie trochę. Ale miłe.
Nie znasz dnia, ani godziny :) Jak jestem w pracy, to przeważnie mam minutę do trzech aby przeczytać cokolwiek, więc wchodzą pod uwagę wiersze, lub jakieś, krótkie miniaturki. Nie lubię czytać tekstów na raty... W weekendy nie zawsze mogę sobie posiedzieć przed kompem, a jak się dorwę to sobie nadrabiam. Jeśli sam akurat nie próbuję czegoś nabazgrać, to żebyś wiedział jak ja działam.
Więc nie dziw się więcej :)
Zrozumiałem, senior Mauryc. Dziękuję za przywrócenie mnie na właściwe tory, wzięcie za metaforyczne fraki i postawienie do pionu. Dzięki za wizytę.
Tym akcentem uznaję niedzielę za zakończoną i idę spać.
Ave.
Świetne! Wyraźnie widać inspirację Stephenem. Odniesienie do opowiadania "Nona" bardzo mnie urzekło. Dobrze się czyta. Tekst ma swój klimat, wciąga, przydaje dreszczyku emocji. Pięć.
A dziękuję. Tak, tu nie ma co udawać, co do inspiracji. Wszystko jest w komentarzach. Przyznaję się bez bicia.
Zakładam, że czytałaś Szkieletową załogę ;)
To jestem, dobry dzień;)
"Nony" nie czytałam, więc zdaje się wyłącznie na odbiór Canulasowy. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale...;)
"Tamtych "kiedyś"."- Lubię takie krótkie, ale wiele znaczące zwroty. Bardzo lubię. Początek świetny.
"Było zimno.
We mnie, w tobie i w kaczkach, sunących tą nicią stawu..." - nie wiem dlaczego, ale zawsze zwrot "było zimno" , zawsze robi na mnie wrażenie. W tym zimno, łatwo się czegoś doszukać, niekoniecznie dobrego. I tutaj, w tym zdaniu to zimno brzmi podobnie dobrze, jak wyżej"kiedyś". Super.
"Ja zabiłem.
Ty zabiłaś.
Ale już nie my."- podobnie tutaj.
"Wełniane rękawiczki poucinane na palcach są odwiecznym atrybutem bezdomnych. Bezsercnych. Bezdusznych. Nas."- piękne zdanie
"Nie ma łez. Nasze powłoki są twardsze od tego lodu. Choć, nie. Moja i twoja, tak, lecz nasze już, kurwa, nie."- i to tutaj. Ogólnie wyciągam te, przy których się mimowolnie jakoś zatrzymuje i które wywołują efekt cegły na płucach, ale to całość jest taka, a nie inna.
"Krew na śniegu jest piękna."- jest piękna.
"Aniele, nie nazbyt Boży.
Stróżu, nie bardzo mój.
Czemu przy mnie nie stałeś?
Aniele o braku skrzydeł.
Posłańcu z kurtyną oczu.
Czemu nie przyleciałeś?" - a to, jest tak ...nie wiem, piękne? Nie mogę znaleźć dobrego słowa, ale zabieram.
Dobra, Can. Jestem pod wrażeniem, masz ogromny talent. Potrafisz układać słowa tak, że całość tworzy świetny klimat, taką grubo plecioną emocjonalną otoczkę. Nie wiem, nie znam się na tym, ale wydaje mi się, że takie teksty są najtrudniejsze, więc tym bardziej wprowadzenie czytelnika w taki bezdech, to trudna rzecz. Tobie się udaje. Taki styl chciałabym jeszcze kiedyś u Ciebie zobaczyć. Kłaniam się.
Hej.
Czasem mnie przywileje na te wody, ale nie umiem syntetycznie. Muszę mieć podwalinę z odczuwania.
Ostatnio mnie bierze na akcentowanie por roku.
Zimy, jesieni, ale zima zawsze numerów uno.
Dzięki serdeczne, Blanka.
Miły start w dzień.
(być może teraz łatwiej Ci przyjdzie pojąć, czemu tak lubię Twoje teksty)
Can, no właśnie nie łatwiej, wręcz trudniej. Ale nic to.
Zima jest najlepsza. Zimno, ciemno- znaczy najlepiej.
Dobra, później zajrzę na te TW jeszcze, ale to tutaj ciężko będzie przyćmić.
Eh, TW to jeden, dwa, trzy - bez VI broń boże, bo chujnią powiewa.
Dzięki wielkie
mówisz tak, że bardziej we mnie leci twój wykrzyknik, niż śnieg, -> mówisz tak, że bardziej we mnie leci twój wykrzyknik niż śnieg,
— Dość już drogi -> — Dość już, drogi (Chyba że chodzi o drogę, to wtedy nie. Bo w sumie nie wiem, o co dokładnie chodzi...)
Choć, nie. Moja i twoja, tak, lecz nasze już, kurwa, nie. -> Choć nie. Moja i twoja tak, lecz nasze już, kurwa, nie.
gdzie dwie osoby się spierają komu miłość więcej strat przynosi, -> gdzie dwie osoby się spierają, komu miłość więcej strat przynosi,
Słychać śmiech, po prawej. -> Słychać śmiech po prawej.
Błysk zielonego ziarna, zdobiącego twój leniwy wzrok jest ledwie zauważalny. -> Błysk zielonego ziarna, zdobiącego twój leniwy wzrok, jest ledwie zauważalny.
W głowie mam tylko jedno... Ty chory pojebie... (Zajebiste!)
Noo, proszę. Dzień dobroci jakiś. Wpierw mnie Mauryc pomógł w dwóch bardzo ważnych dla mnie utworach, tera jeszcze Ty mnie dotłumaczasz z interpunkcji.
Wdzięcznym niezwykle.
Jutrem późnym zmienię.
To kolejny z tworów, co mi ważny.
Generalnie, całe brudne noir mi istotne.
Pozdrawiam
Wypisz mi wszystkie dla Ciebie ważne utwory, to będę wpadał, jak będę miał czas. ^ ^
Skryty, nooo, tak zrobię, jak będę w chałupie.
Pozdro
Można to śmiało podczepić pod prozę poetycką. Ty i Niemampojęcia coś fajnego wprowadzacie do literatury.
Pozdrawiam.
Schlebia mi takie porównanie. Bardzo lubię jej styl. Zwłaszcza cykl "Deformacji"
Jakiś czas temu, pisząc "Fioletowy Ogon Komet" próbowałem tekst dobić dekalogiem miniatur, choć większość z nich jest chyba zbyt słaba od strony puenty, by można je było tak nazywać. Gdybyś kiedyś niechcący zajrzała i miała jakieś sugestie, byłoby miło.
Jest to dla mnie prawie obca forma, póki co. I poruszam się tam głównie "po odczuciowym omacku".
Dzięki za wizytę.
Również serdecznie pozdrawiam
Jest w Was poezja, którą przemycacie do prozy w wyjątkowy sposób, to chwyta. Właśnie na tym polega talent, że można operować słowem pod każdym kątem wyobraźni. Zachwycający jest ten wyższy stopień wtajemniczenia.
Same szukanie, kombinowania zmienianie. Przecinek plus, przecinek minut. - trzeba to lubić chyba.
Przeczytałem. Nie moja bajka! Nie mniej Wodzu faktycznie coś w Twoim pisaniu jest takiego, co powoduje, że się czyta. Ma to Ritha, masz Ty, ma Okropny. Mimo, że... Wniosek z tego taki, że to jest ta forma (bo skoro treść nie z mojej bajki...). Powiem tak po żeglarsku; "Tak trzymać!!. Brawo!! 5
Dziękuję bardzo za wizytę, Wozie.
Pozdrawiam. Mam świadomość, że poprzez zapis, nie każdemu podejdzie.
Pozdrawiam serdecznie
Witaj nocną porą.
Pamiętam, że zapraszałeś mnie pod ten tekst. Kiedyś. Wtedy odłożyłam sobie go na nieokreślone "później", żeby komentarz współgrał odczuciowo z tekstem.
I teraz właśnie nadeszła ta pora. W powietrzu jest coś takiego, co nie pozwala zaczerpnąć głębszego oddechu. Lotna magia.
Więc biorę jeden z płytkich oddechów
.
.
.
I zaczynam czytać.
Jutro Wigillia. Chyba mnie nie zabiją.
Zabili.
Ja zabiłem.
Ty zabiłaś.
Ale już nie my.
To trochę tak, jakby krzywdzili siebie nawzajem, ale każdy z osobna.
"Czy te oczy mogę kłamać?" – Leci z martwego Volvo. Koncentrujemy się na tym i już wiemy, że...
Twoje nie.
Moje nie.
Ale nasze już tak."
Zbrodnia jest dziełem dwojga. Dwa to zresztą zła liczba, bo niedoskonała.
Och, teraz widzę, że za daleko poleciałam z metaforą. Oni naprawdę zabili. Ale to nawet lepiej. Bardziej klarownie.
"Czasem jest tak, że tam, gdzie dwie osoby się spierają komu miłość więcej strat przynosi, tam dwie grupy krwi płyną jedną żyłą."
Przecinek przed "komu". (Jessu nienawidzę przecinkować pod tak dobrymi tekstami)
Ale spróbuję to wyjaśnić.
Czasem jest tak, że tam gdzie dwie osoby się spierają,(zdanie 1A) | komu miłość więcej strat przynosi (zdanie 2),
| tam dwie grupy krwi płyną jedną żyłą (zdanie 1B)
Przed każdym takim zdaniem w zdaniu podrzędnie złożonym stawia się przecinek.
"Chcesz? — pytam. Rzadko kiedy używam dłuższych zdań. Rzadko kiedy używam zdań. Rzadko kiedy używam. "
Nie wiem, czy ten środek stylistyczny ma nazwę, ale tu robi dobrą robotę. Niech będzie, że to "efekt echa". Niech będzie, roboczo.
"Błysk zielonego ziarna, zdobiącego twój leniwy wzrok jest ledwie zauważalny. "
Bez przecinka przed imiesłowem tego typu. Wiesz, jakbyś miał ten drugi: "idąc, biorąc" to wtedy tak, choć językoznawcy nieśmiało szepczą że już niekoniecznie. Opcjonalnie.
I kurde, wybacz, ale to zielone światło i pierwsze skojarzenie :: Voldemort! :D
Ale blisko chyba, bo Voldemort to wężowe oczy, to z kolei prowadzi do węża, a wąż do podstępu i zła.
"Znasz me zagrywki, jak ja znam twoje zagrywki. Nie znamy zagrywek naszych. "
Bo może po prostu ich nie ma?
A wtedy ty
tak po prostu
odwracasz się i odchodzisz.
Pierwszy raz.
Ten zapis jest w punkt.
"Moje niewinne Betlejem. "
Miejsce kultu.
"Baletem noży odcinam ci palce i toniesz. Tak po prostu."
Sama słodycz.
Końcówka natomiast tym razem nie moja. Nie czuję jej.
Dobra, to chyba by było na tyle. Zbierając: jest estetyka, ale estetyka fragmentów bardziej niż całości. Miałam nieszczęście czytać "Czasy łotrów..." jako pierwsze. One rozwaliły skalę, więc wszystko na ich tle wypadnie bardziej blado. Muszę zmienić skalę. Ale nie potrafię zapomnieć tamtego tekstu.A raczej wrażenia, które we mnie pozostawił.
Tytuł. W balecie zimowych noży. Po pierwsze: nawiązanie do pory roku. Po drugie: do tego wysublimowanego okrucieństwa, które bohaterowie traktują jak sztukę. Można się w niej doskonalić i ją przeżywać. Oni robią to. Całą sobą.
Oprócz tego wszystkiego gdzieś jeszcze jest mocne nawiązanie w tekście. On ją zabija. Czym? Baletem zimowych noży, rzecz jasna.
Konstrukcja.
Przeplatanka narracji, dialogów (a może bardziej luźnych kwestii), i wyodrębnionych nibycałostek myślowych, poetyckich. Z tego, co pamiętam w "Nie ma słońca" dialogów nie było. To sprawia, że namalowany obraz jest mniej rozmyty. Bardziej farby olejne niż akwarele. W czarno-szarych odcieniach.
Emocje. Pod tym względem tym razem mnie nie rusza, no może fragmentami. Ale to akurat tak subiektywne, że w pojedynczych przypadkach nieważne.
Środki stylistyczne. Jest trochę metafor, które bardxo uplastyczniają tekst. Bardziej pomagają wyobraźni, niż cokolwiek tworzą. Ale to dobrze. Forma współgra z treścią. Żadnego przerostu.
Jest kilka wyliczeń, które dynamizują. Jest stopniowanie. Efekt echa? Brzmi słabo, ale niech będzie.
Styl. Podobnie, jak w "Nie ma słońca" używasz przekleństw. Nie jest to jednak język bardziej swobodny, jak tam. Jest bardziej upilnowany i idący w poezję. To już j e s t proza poetycka, a nie coś pomiędzy nią, a zwykłą prozą.
No. To chyba tyle ode moi dziś. Godzina na pewno nie stracona. To mi też przypomina, by wrócić do "Czasów Zimnych Bram"
PS: zmieniam zdanie co do końcówki. W drugiej części wiersza-modlitwy jest to "coś". Lotna magia.
Nie ma to jak się obudzić i...
No nie ma jak...
Jutro lub później, lub cokolwiek, ale nawet czytając przez mgłę jest kilka wow.
No jest kilka wow.
No wow.
Nie mam pytań Ench.
Canulas miałam lecieć częściami po kolei, ale przyuważyłam, że to mi umknęło. Bo tamten zachwycający "Balet..." czytałam dawno temu. Przydałoby się odświeżyć w sumie.
Enchanteuse Twoja fascynacja jest już nieco obsesyjna i niezmiernie mi miło Ench. Dam lubię tamten tekst, choć zakładam, że nie przez pryzmat kompozycji.
Świetnie.
Dzięki i tu.
Canulas ciekawe co byś powiedział na to, gdybym ci powiedziała, że bardzo chciałabym go przeczytać na głos. Te trzy (Nie ma słońca, ten teraz, i tamten Balet od bram). Aż się boję pytać o zgodę xD
Ale serio, chciałabym.
Enchanteuse, Kurde, byłbym zachwycony ;)
Oczywiście, gdybym mógł odsłuchać.
Canulas no oczywiście, innej opcji nie ma. To dla mnie byłoby zaszczytem. Tylko jeszcze nie wiem w jakiej kolejności, ani czy w ogóle mi się to uda :)
Jak coś, to Ty zobaczysz to pierwszy.
I tak, wiem, że ta fascynacja noirami (szczególnie baletowymi) trochę trąca chorobą. Trudno. Od czegoś trzeba umrzeć.
A wiesz, do tego Baletu prawie nic nie ma startu.
Tak sobie hasam po Noirach dzis, wracam.
Heh, fajnie :)
Bardzom rad.
Byłam, zachwyciłam się. Podoba mi się, co mu wsadziłeś w głowę. Bardzo podoba.
Dzięki kropko za wizytę
Świeżo po lekturze Nony musiałsm tu przyjsć.
Czyta się za każdym razem inaczej, bo teraz z jednej strony mam podklad z tamtego (fenomenalnego) opowiadania i rozumiem więcej, a z drugiej przytoczę jedno z moich ulubionych stwierdzeń - do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. W Twoich zimowych opowiadanich jest jakies piękno, tutaj, w Wyobraźni, coś jak mozaika szronu na szybie.
Nona wspaniała, miała dla mnie pierwiasek Straconych (a tamta powiesć mnie urzekła), być może zimną desperację, a być może działanie w myśl - tak bardzo mi zalezy, ze jest mi już wszystko jedno.
Dwie sprawy. Najpierw zła:
"Jutro Wigillia" - to się chyba przez jedno "l" pisze
Teraz dobra:
"Pięć minut później śnieżne oko przerębla ma tylko rzęsy z szamoczących się rąk, tej części ciebie, która jeszcze nie wie, że umarła" - świetny moment, przełomowy, jak krach na lodzie
Ok tyle, musiałam tu teraz przyjść :)
Pozdrawiam, Can
Wow, już żem się w bety wklejał, a tu taka miluchna niespodzianka :))
Dzięki za odgrzebix wielce. dabel el zdilejtuję póznym jutrem. Dziękuje miss Łitholida.
Ja pierniczę. Tak się zastanawiam dlaczego jeszcze tego nie czytałam, a może to opowiadanie po prostu czekało na mnie? Bo wszystko ma swój czas i miejsce. Zajrzałam, bo chciałam przeczytać Twój nowy tekst, ale poprzedziłeś go stwierdzeniem, że wpierw trzeba przeczytać choćby trzy wcześniejsze, i tak przybyłam pod pierwszy na liście.
Nie chcę Ci tu jakoś cukrować, żeby nie było, że przesadzam, albo co gorsza się podlizuję czy coś. Ale centralnie miałam w połowie czytania ciary na łapach i to było takie przyjemne uczucie, czuć ten tekst "w sobie" (tak wiem, mało fortunne porównanie, ale jak wyrazić coś czego nie umiem nazwać). Cholernie lubię takie chore relacje między bohaterami, ki wie dlaczego, to samo miałam przy Fuzji Adama, czy też jak oglądałam Killing Eve. Do tego cała otoczka zimowego krajobrazu, jest w tym jakaś magia i smutek. Nie znałam Cię chyba z tej strony, z takich subtelnych i rozpierdzielających od środka tekstów.
Jest mi dobrze.
Idę odetchnąć zimnym powietrzem.
( nie myśl o mnie jako o dziwnym osobniku (: )
Wiesz, noiry w sumie są właśnie takie (albo w tym kierunku). Akurat ten Balet z perspektywy czasu kapkę... noo trąci mychą. Fajnie, że podeszło. Dziękuję ślicznie za odwiedziny.
Canulas a niech Ci trąci nawet śmierdzącą skarpetką. Mnie bardzo trafił. Trzeba było nie przysyłać :-)
Adelajda, super - cieszę się. Tego typu relacje są w 75% noirów chyba. W baletach na pewno. Ukłonias
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania