W dżungli
Zasnęłam niedawno pod swoim pancerzem,
Jeszcze się nie obudziłam.
Bo przecież w sny dziecinne wciąż wierzę,
Nimi się ciągle przykrywam.
Zabrano mi pancerz, zabrano rodzinę,
A sny być nie mogą zabrane,
Dlatego śniąc o dobroci, wciąż płynę
W rejony życia nieznane.
I wypełniona nienową miłością
Do brzegu jakiegoś przypływam.
Zbyt szybko, ale z ogromną radością
Świat dookoła odkrywam.
Przez dżunglę przechodzę już rozbawiona
Tym dzikim, nieznanym mi światem.
Widziałam szamana, co od dobra konał,
Bo spotkał się wielkim piratem.
Spotkałam tygrysa, pokazał mi zęby
I odgryzł mi lewą nogę.
Spytałam go później tylko "którędy?",
On tylko pokazał mi drogę.
Spotkałam niedźwiedzia, był tak okazały...
Więc mocno go przytuliłam.
On wnet mi pokazał jak jest wspaniały
I drugą nogę straciłam.
Czołgałam się dalej, kanibal mnie złapał,
Co zeżarł mi brzuch, szyję, ręce.
Teraz do życia mi został tylko zapał...
Ach, jeszcze głowa i serce.
Komentarze (23)
Jeszcze przed doczytaniem do głowy, sama dałabym sobie rękę odgryźć, że w tym wierszu chcesz w głównej mierze ukazać, że najstraszniejszym potworem jest człowiek, w końcu zjadł najwięcej, a tu taka niespodzianka w ostatnim wersie! :) Cudnie to wymyślałaś, fantastyczne przesłanie i forma. Zostawiam dużą piąteczkę :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania