Waga posłuszeństwa od nowa.

Już to zrozumiałam, gdzie leży warunek.

,Polskę szczególnie umiłowałem a jeżeli posłuszna będzie Woli Mojej wywyższę ją w potędze i świętości "

 

Za pierwszym razem kiedy zrozumiałam tę warunkowość to On rozmnożył cukierki.

Obdzieliłam cały kościół, a cukierków nie ubyło,choć ksiądz kazał zacząć dzielić nimi od wejścia

Wtedy byłam pełna obawy że na pewno mi zabraknie a jednak nie ubyło ani trochę.Kosciol był pełny.Od połowy kościoła kazałam już brać po dwa, na koniec pod Ołtarzem zostawiłam cukierki ( pralinki) dla dzieci w zakrystii- ministrantom i barankom Bożym. Posluchalam i doświadczyłam cudu a koledzy i koleżanki ze wspólnoty po drodze zatrzymywali się i mówili że jeszcze nigdy nie jedli tak dobrych cukierków.Takie rzeczy to tylko Pan Jezus potrafi.:-)

 

Za drugim razem ksiądz na kolędzie zapytał mnie czy lecę do Meksyku ( do Guadeloupe)

W pierwszej chwili powiedziałam że nie ponieważ nie potrafiłam sobie wyobrazić że polecę samolotem ( jeszcze nigdy nie leciałam)oraz zebrać tak dużą kwotę na ten wyjazd.

Nie tłumaczyłam księdzu skąd wynikają moje obawy, ten tylko się zdziwił że nie lecę i ponowił moje pytanie.To dało mi do myślenia.

Przypomniałam sobie że przed wyjazdem coś mi Bóg pokazał. To był rozwój prenatalny płodu, który ksiądz nieświadomie zresztą bo przecież nie wiedział,pokazał dzieciom na lekcji religii...podczas kiedy miałam jedna ze swoich hospitacji ( praktyki)

Temat wykładany przez księdza miał związek ze Zwiastowaniem Największej Maryi Pannie.

Zobaczyłam te slajdy wyświetlane na ścianie i coś we mnie pękło. Chcialo mi się wyć i miałam ochotę wybiec z klasy ale przetrzymał to no bo co by pomyślały te niewinne dzieciątka .

Stwierdziłam po przyjściu do domu że jednak polecę i poleciałam.Ksiadz jakby czekał i jakby wiedział.Fakt jest taki że on nie raz ma jakieś poznanie. Podroz do Guadeloupe była długa i męcząca ponieważ przez cały czas miałam wysokie ciśnienie i cały czas bolała mnie głowa a raz nawet zasłabłam w pokoju aż dziw że ten tętniak nie pęknął mi wcześniej. Podroz wyniosła 16 dni.

W skrócie na miejscu dowiedziałam się że Maryja nosi drugie imię - ,,Matka Boża od dzieci utraconych""./ nienarodzonych.Istotnie kiedy jej się przyjrzałam to zobaczyłam związana w jej pasie czarna ,żałobną wstęgę.

30 lat temu straciłam swoje dziecko, przez głupotę i nieświadomość. Chociaz nie było w tym mojej winy to ja czułam się winna, czułam że to nagle mi ciąży.Postanowilam się z tego wyspowiadać. Spowiedz w środku jungli sprawiła że spadł mi kamień z serca, ogromny ciężar który po tylu latach Maryja mi przypomniała i pokazała.Poronilam w toalecie po wyczerpujących ćwiczeniach fizycznych,już nic nie dało się zrobić.Malenstwo miało jakieś 4-4 cm.Prxypomnialsm sobie te rozpacz i bezsilność. To było straszne.Potem w domu miałam krwotok i nikt nie wiedział że coś się stało.

Po spowiedzi od d księdza dowiedziałam się że mogę ze zmarłym dzieciątkiem nawiązać relacje,że mogę się do niego modlić i nadać jemu imię. Nawet nie wiedziałam że tak można.Czulam radość i wdzięczność jednocześnie.

Wsiedliśmy do autobusu i ujechaliśmy trochę kiedy modląc się do Boga z pytaniem o to jakie imię powinnam nadać dziecku,nagle autobus się zatrzymał. Spojrzałam w okno i z lewej strony na murze,niebieskim sprajem przeczytałam napis ,,Gabi" To był znak .Zrozumiałam.Bog zawsze daje mi odpowiedź.

Byłam szczęśliwa, podeszłam do księdza i powiedziałam,,księże ja już wiem, to będzie Gabryś albo Gabrysia". Nigdy by mi nie przyszło do głowy że muszę polecieć ponad 11 tys km do Ameryki południowej żeby się wyspowiadać

Przed wylotem w yt dostałam słowo o tym że ,jest matką która w młodości straciła maleństwo i że Bóg mówi że ono już dawno jest w niebie ,że modli się za mnie i czeka na mnie.Plakalam ze szczęścia.Kanał yt prowadzi Robert Skass.

 

Za trzecim razem i zupełnie niedawno, po tym jak pęknął mi tętniak w mózgu jeden duży i 8 mikro wylewów Kiedy wybudzono mnie z 9 -dniowej śpiączki, bardzo bolały mnie nogi i miałam z nimi nie lada problem.Rodzina próbowała mi przetłumaczyć że jak najszybciej powinnam stanąć na nogi.Ja jednak nie chciałam ponieważ tak skupiona byłam na boku. W końcu po wielu sprzeczkach syn nie wytrzymał i zadzwonił do księdza,ja nawet nie wiem skąd miał jego numer Syn zadał księdzu pytanie ,ma chodzić czy nie ma chodzić"? Ja sama przebywałam wtedy u rodziców po wypisie ze szpitala

.,,Chodzić chodzić " trzeba chodzić" powiedział ksiądz. Tym sposobem wytrącił mi wszystkie argumenty z rąk.Przemyslalam sprawę i już po dwóch dniach zaczęłam chodzić ,wiele zależało od mojej decyzji. Po dwóch dniach wróciłam do swojego domu ale zanim wróciłam to przyjęłam u rodziców księdza,z namaszczeniem chorych i spowiedzią i Eucharystią. Opowiedziałam jemu swoje świadectwo jak we śnie przyszedł do mnie Pan Jezus i powiedział mi ,,za dużo było tego wszystkiego i coś musiałem ci poodcinać, bo wystarczę ci tylko Ja" Potem jeszcze miałam jeden sen w którym ksiądz proboszcz prowadzi mnie za rękę na dużą górę opatrzona z jednej strony w ażurowe,metalowe stopnie. Zapytałam we śnie ,,A gdzie my księże idziemy" ten odpowiedział tylko ,,czasami trzeba dojść".

W tym skojarzeniu mam tylko jedną myśl w głowie a mianowicie drogę na Biały krzyż i strony szlak na górę podczas której spotkałam żywego Pana Jezusa.

Posłuchałam się księdza i faktycznie zaczęłam chodzić, na myśl przyszedł mi również do głowy werset że Słowa Bożego ,,Na Twoje Słowo zarzucę sieć z prawej strony.

Zaraz po powrocie do domu w niedzielę poszłam z synem do kościoła.Przywitalam się z księdzem i powiedziałam że ja wierzę, że to cud że chodzę, że nie mam żadnych niedowładów,paraliżu , problemów w mowa ani z pamięcią. Lekarz z Cieszyna pierwszy powiedział że to cud.Jeszcze podczas śpiączki szwagier pojechał do Sanktuarium Świętego Mikołaja w Piersccu aby przyłożyć mi chusteczkę Świętego który słynie z wielu łask Bożych .Szwagier sam przyznał się że kiedy mi ją przykładał to chusteczka paliła go w dłonie żywym ogniem. Wokół łóżka była cała rodzina wraz z mężem który chwilę później musiał wyjechać do Francji ale dzwoni codziennie. Z opowiadań rodziny wiem tylko tyle że kiedy się przebudziłem to podobno powiedziałam ,,To jest stan charyzmatyczny.Siła Boga""niestety ja tego nie pamiętam. Po operacji w Jastrzębiu ( założono mi klipsy na naczyniu krwionośnym w mózgu) lekarz powiedział mojej mamie ,,przeszła przez piekło"

Pamiętam tylko że miesiąc wcześniej ofiarowałam swoje cierpienie za nawrócenie bliskich, długo na wysłuchanie mojej prośby czekać nie musiałam choć ksiądz w spowiedzi powiedział mi że ,,tak nie można,że Pan Jezus już dosyć cierpiał za nas""

Cały mój mózg był zalany krwią ,syn znalazł mnie zupełnie cudem bo miał w tym dniu zostać na noc po zakończeniu sezonu narciarskiego a jednak przyjechał. Uratowano mnie. Czuję się wyśmienicie,chodź coraz lepiej choć dalej przebywam na rehabilitacji której początkowo pobyt miał być do końca czerwca. Ze względu na to że ćwiczenia przynoszą pożądane rezultaty ( fizjoterapeuci, logopeda, psycholog) personel jest wspaniały,kuchnia wyborna ludzie cudowni więc tym samym szybciutko wracam do zdrowia.

Tych cudów pewnie było w moim życiu dużo więcej i pewnie w większości przeszłam koło nich nawet nie zauważając tego działania Boga i Jego Opatrzności.

Dziś jednak tym wszystkim z ufnością pragnęłam się podzielić wyrażając przy tym ogromną wdzięczność bo przecież tak naprawdę już mogło by mnie nie być a jestem i mam się wspaniale.

Dzisiaj też rozumiem jak ważna jest ufność i posłuszeństwo. Bóg oczekuje naszej decyzji a wtedy dzieją się naprawdę cuda .!

Chwała Panu Chwała Panu Jezusowi !

Jezu ufam Tobie ❤️🙏

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (7)

  • Sucre godzinę temu
    Fajne świadectwo głębokiej wiary.
  • najmniejsza godzinę temu
    Dziękuję .Postanowiłam wszystko spisać na nowo.Wiele skróciłam byleby tylko zachować sens przekazu.;-)
    Błędy i interpunkcję postaram się jak najszybciej poprawić
  • najmniejsza godzinę temu
    Bardzo ważny był okres w którym to wszystko się działo 3.03 pęknął mi tętniak ,13.03 operacja potem powrót do domu Spowiedź ,Komunia Święta Namaszczenie chorych i Eucharystię to już zaraz dwa dni po Świętach Zmartwychwstania Pańskiego.
    Ja sama mogę powiedzieć że czułam się wtedy jakby to było moje osobiste Zmartwychwstanie za sprawą Pana Jezusa miłosiernego .
    Jezu ufam Tobie 🙏♥️ Za cud ocalenia dziękuję! Boże.
  • najmniejsza godzinę temu
    Niepełnosprawność uczy pokory, doświadczyłam tego kiedy w drugą niedzielę po powrocie domu pojechałam Świętemu Mikołajowi podziękować za swoje uzdrowienie.Podeszlam pod Ołtarz ale nie byłam w stanie uklęknąć, byłam zła na siebie, moje kolana odmówiły współpracy...walczyłam ze swoją słabością i jako jedyna musiałam stać podczas kiedy wszyscy klęczeli
  • Sucre
    Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło. Pozdrawiam.
  • najmniejsza
    Sucre racja🙂🙏♥️
  • Sucre
    ♥️

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania