według starej miary na zdarte łokcie
pojawia się żal po śmierci
saren udomowionych
na pięknych landszaftach
w porze strzyżenia uszu
i wypadania z dotyku włosów
jakby nie można było odłączyć się
od nawrotów pragnienia
na tej resztówce
śniegu po karnisz
Ewa w zielonej bieliźnie
przelewa stół
wyprasowanym obrusem
ze świeżym ciepłem
i nie ma komu
spuścić słownej mantry
Następne części: Według Dawida A. według starej miary na zdarte łokcie
Komentarze (8)
smutek po śmierci
Twą duszę wierci
i nawet Ewa
przez stół przelewa
niech moje słowa
(bez włosów glowa
no bo żem łysy)
nie maja rysy
mantrę odmawiam
Twa duszę zbawiam
choć żywot marny
odżyją sarny
''śniegu po karnisz
Ewa w zielonej bieliźnie
przelewa stół
wyprasowanym obrusem ze świeżym ciepłem'' to jest piękne 5
Piękny wiersz. Łokcie jako miara. Resztówka jako pozostałość, po odcięciu większej całości. I wyprasowany obrus - być może z resztówki, być może o wymiarach dwa przetarte łokcie na półtora, odprasowany, świeży, jak jakieś wspomnienie...
Pierwsza strofa, opisująca żal po landszafcie, przypomniała mi wiersz Wiesława Kazaneckiego z jego pośmiertnie wydanej książki "List na srebrne wesele". Wiersz pt. "Zawieszam na ścianie makatkę", z żartobliwą, ale i nostalgiczną puentą:
Zawieszam na ścianie makatkę
Zawieszam na ścianie makatkę
z wyhaftowanym jeleniem
i kilkoma drzewami wokół malowniczej polanki.
Zawieszam ją nad tapczanem.
Kręcisz głową,
wolałabyś boazerię:
jasny orzech,
w najgorszym razie – sosna albo świerk.
Uśmiechasz się pobłażliwie.
Nasz jeleń nad tapczanem
jest taki staroświecki!
Pójdzie kiedyś do pralni
i nie wróci.
A, jeszcze coś dopiszę, w zw. z tym, że trzymam w ręce ten niewielki tomik Kazaneckiego. W słowie od redakcji: "Jest to zbiór niezwykły. W dotychczasowym dorobku autor bowiem rzadko ujawniał osobiste przeżycia (...). Tymczasem "List na srebrne wesele", tomik bardzo osobisty, poświęcony jest temu, co najbliższe poecie - żonie, synom, domowi".
Hm, co może czekać poetów po śmierci? Z głębi szuflady wyjęte mogą być wiersze ukrywane. Tym razem dobrze się stało, bo są to wspaniałe liryki. Wpiszę tu jeszcze jeden:
Anioły naszych kłótni
Anioły naszych kłótni trzymają się dobrze:
rozwiane anielskie włosy,
skrzydła w bojowym szyku.
Trzaskam drzwiami jak migawką aparatu fotograficznego,
aby uwiecznić wściekłość spojrzeń i gwałtowność gestów.
Są takie fotografie w naszym rodzinnym albumie:
kłótnia o krzywy uśmiech,
próg rozstania,
osobne tapczany.
Krzyki jak groch o ścianę i roztrzaskane talerze.
Kupmy im w prezencie fotel na biegunach.
Wszystko jeszcze przed nami.
Wszystko, wszystko, kochana,
byle nie milczenie.
Piękne wiersze.
Piękne kocopoły autor publikuje.
Oj dobrze mi tu. Se zostanę. Nie poprawiaj.
Autor potrafi w ciągu paru sekund przedstawić kilka wersji i wstawić na portal.
Geniusz. Mało. Eugeniusz.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania