Wehikuł czasu
Jak w kołowrotku. Codziennie rano o 5:10 wsiadam do autobusu. I tak od poniedziałku do piątku. Już się przyzwyczaiłem. Zawsze o tej porze jadę do racy, kobieta ok. 40 lat i starszy pan, który akurat wraca z pracy do domu, bowiem jest nocnym stróżem. Do pracy jadę około 40 minut, czasem przymknę oko ciągle delektując się minionym, rzadko u mnie występującym snem. Nerwowo się ocknąłem, myślałem, że przejechałem swój przystanek, ale wszystko wydawało się w porządku. Za oknem nadal ciemno. Zastanowiło mnie jednak, że było zupełnie ciemno, żadnych latarni za oknem, świateł samochodów, nic tylko ciemność. Czułem się jakbym jechał metrem w podziemnej, niekończącej się tubie. Rozejrzałem się dookoła i okazało się, że jestem sam. Zdziwienie przerodziło się w niepokój, potem obawę, a potem strach. Autobus jechał szalenie szybko, za oknem nie można było niczego dostrzec, tylko ciemność, noc i świst prędkości pojazdu. Spojrzałem przed siebie i zobaczyłem nicość, nie było kierowcy tylko obraz jakby oblany wodą, niespójny, falujący. Byłem przerażony. Nagle zobaczyłem światło przed sobą, zbliżało się i oddalało. I nagle błysk! Stało się światło.. Autobus był pełen ludzi. To przeraziło mnie totalnie. Ludzie byli dziwni, nosili inne fryzury, inne ubrania, dziwnie rozmawiali, obserwowali mnie. Spojrzałem w telefon...na zegarze była 11:20, a za oknem świeciło słońce. Jak w południe. Przez szybę zobaczyłem dziwne obrazy, budowle, ulice, pojazdy. Nagle jedna kobieta zapytała co trzymam w dłoni, czy to aparat fotograficzny, dyktafon? A to był przecież telefon komórkowy. Wyglądała tak, jakby pierwszy raz zobaczyła komórkę. Byłem u kresu wytrzymałości. Nie wiedziałem co się dzieje. Za oknem autobusu coraz dziwniejsze obrazy, dziwne pojazdy, sklepy starego typu z napisem SUPERSAM, skojarzyłem to od razu ze starymi filmami z epoki PRL. Zaczynałem się domyślać, że może przeniosłem się w czasie....ale nie, to zdarza się tylko w filmach! Strasznie się bałem. Nie wiedziałem co robić, myśleć, a już na pewno nie wysiadać z autobusu. Nagle zaczepił mnie jakiś pan i zapytał czy jestem aktorem, bo jestem jakoś dziwnie ubrany i mam dziwny rekwizyt w dłoni. Spojrzałem na mój telefon. W tym momencie znów zobaczyłem błysk, niesamowicie intensywny, ostry i ten huk! Nagle zrobiło się ciemno, ocknąłem się kiedy potrząsnął mnie ten pan, który jechał ze mną rano autobusem, ten stróż, który wracał do domu. Zagadnął do mnie, żebym nie przespał przystanku, bo spóźnię się do pracy po czym uśmiechnął się i wysiadł. Za oknem autobusu nadal ciemno, spojrzałem na zegarek, była 5:30. Pani też pewnie wysiadła, bo byłem w autobusie sam oprócz kierowcy. Pomyślałem, że przyśniło mi się to, ale do końca w to nie wierzyłem. To było takie realne. Spoglądając w telefon zauważyłem dziwne papierki na podłodze autobusu. Podjąłem je i ciarki mnie przeszły. To był bilet autobusowy o dziwnym nadruku, podziurkowany, bez daty, skojarzyłem go z dawnymi kasownikami bez nadruku, tylko kasujące bilet perforując go. Drugi papierek to skrawek miejscowej gazety, akurat ten posiadający datę...to był lipiec 1984 roku. To mnie przerosło, myślałem, że zwariuję...gdyby nie te dwa papierowe dowody pomyślałbym, że jestem obłąkany. Przeniosłem się w czasie, teraz jestem tego pewien.
Komentarze (1)
Taki flash...
cul8r
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania