Wiecznie Młodzi - Rozdział 3

„Znając naszą bandę i zdolności organizacyjne kierowcy…” Tak, dzisiaj zdecydowanie Eiji popisał się swoimi umiejętnościami.

Na początek zaspał, wobec czego przyczepa ruszyła o wpół do szóstej. Wycieczka po mieście, by po kolei zebrać każdego uczestnika wyprawy zajęła dłużej niż się spodziewał, więc pod dom Juana zajechali, gdy na zegarku panoszyła się godzina dwadzieścia po szóstej.

Hiromitsu wysiadł z przyczepy i wyłamał sobie palce w formie rozgrzewki. Może i był najniższy z zespołu, ale jego przyjaciele wielokrotnie mieli okazję się przekonać, iż jest najsilniejszy. Dlatego ustalono, że to właśnie on pomoże Juanowi zejść z parapetu.

Kiedy znalazł się pod oknem kolegi, ten już na niego czekał. Na początek zrzucił w dół swoją torbę, którą Hiromitsu bez trudu złapał. Obrzucił wzrokiem nadruk z Mistrzem Yodą i Lukiem Skywalkerem i uniósł pytająco brew.

− Cofamy się w czasie? Ile ty masz lat, siedem?

− Nie gadaj, tylko pomóż mi zejść, krok mi już zamarza. Sterczę tu od przeszło kwadransa.

Niższy zatarł dłonie i podniósł ręce do góry tak, aby mógł swobodnie złapać Juana za stopy. Następnie pozwalając chłopakowi zejść z parapetu i chwycić się rynny, nie przestawał go asekurować, nadal mocno go trzymając. Gdy nastolatek znalazł się już bezpiecznie na ziemi, przyjaciel przybił mu żółwika i wsiedli wspólnie do samochodu. Eiji odpalił ponownie silnik i ruszyli.

− Skoro wszyscy są, to możemy rozplanować, gdzie kto będzie spał – powiedział kierowca, biorąc łyka Red Bulla, który tak naprawdę należał do Hiromitsu – największego fana tego energetycznego napoju w ich gronie.

− Tutaj nie ma łóżek – zauważył Seo Joon, na co pozostali zaczęli rozglądać się po wnętrzu przyczepy. Faktycznie, na przodzie były dwa siedzenia zajęte przez Eijiego i Hiromitsu, obok kuchenki znajdowały się dwa pojedyncze siedzenia obite szorstką tapicerką, na których siedzieli Han i Kento, koło wejścia do prowizorycznej łazieneczki było jeszcze jedno siedzenie, które okupywał Juan, a na tyle pojazdu mieściła się jeszcze dwuosobowa kanapa, na której rozwaleni byli Xiang z Seo Joonem. Innych mebli wypoczynkowych było brak, a żadnemu z młodzieńców nie uśmiechało się przespanie pięciu nocy na niewygodnych siedziskach samochodowych.

− Kento, pokaż im, jak to wszystko działa – poprosił Eiji, nie spuszczając wzroku z kierownicy. Chłopak posłuchał się starszego i poszedł na tyły przyczepy, gdzie na bocznych ścianach widniały cztery klapki. Nastolatek pociągnął za metalowe uchwyty i oczom zebranych ukazały się cztery wąskie łóżka, po dwa wiszące na każdej ścianie.

− Dodatkowo ta kanapa rozkłada się na dwuosobowe łóżko – powiedział, wpychając ręce w kieszenie. Xiang zaczął przeliczać coś na palcach, a zaraz potem na jego twarzy pojawił się wyraz totalnego zagubienia.

− Ale to wychodzi tylko sześć miejsc do spania! – zawołał oskarżycielsko. – Bo cztery plus dwa to sześć!

− No bez kitu, matematyku.

− To gdzie będzie spał siódmy?

− Odchylimy na maksa jedno z przednich siedzeń, położymy poduszkę, kocyk i będzie posłanie. Godne zmywaka, co prawda, ale posłanie. Mamy karteczki do losowania, kto gdzie będzie spał, także teraz możemy się modlić do sił wyższych, żeby się nam poszczęściło.

− Ja już sobie zaklepałem jedno z łóżek, kierowca ma pierwszeństwo – zastrzegł Eiji, zerkając na młodszych w lusterku.

Kento wyciągnął z tylnej kieszeni szortów sześć świstków papieru, wyrwanych pospiesznie z jakiegoś starego zeszytu. Wrzucił je do zakrętki od termosu należącego do Hana i po kolei podchodził z nim do każdego. Jemu samemu przypadło spanie na jednym z łóżek, podobnie jak Seo Joonowi i Hiromitsu. Hanowi oraz Juanowi przypadł wspólny spoczynek na rozkładanej kanapie, co chłopaki przyjęli bez zbędnych kłótni. Taki rozkład oznaczał, że… najmłodsza diwa z bandy została skazana na przedni fotel.

− Słyszycie ten płacz w oddali? To mój kark wołający o pomoc – żalił się Xiang przez następne pół godziny, obrażony siedząc w rogu kanapy z beretem Seo Joona naciągniętym ostentacyjnie na twarz. Odmawiając uczestnictwa w jakichkolwiek grach czy zabawach, dąsał się przez solidny kawał czasu, zanim do jego nozdrzy dotarł zapach bento przygotowanego pieczołowicie przez matkę Hiromitsu. Wtedy postanowił na chwilę przebaczyć tym okrutnikom, którzy zmusili go do spędzenia kilku następnych nocy w definitywnej agonii. Szczęśliwie, ta chwila się przedłużyła.

Podróż mijała przyjemnie, nie licząc jednego odcinka trasy, gdzie to grupka nastolatków utknęła w dwuipółgodzinnym korku nieopodal Kanazawy. Wtedy też ucichł gwar panujący w przyczepie i każdy zajął się swoimi sprawami. Seo Joon odebrał swój beret ze szponów Xianga i wsunął słuchawki w uszy, kierując wzrok za okno, Han wyciągnął ze swojego plecaka grubaśną powieść Stephena Kinga i pogrążył się w lekturze, zakładając przy tym swoje okulary, które na co dzień były skrupulatnie schowane w futerale, Kento zaczął przechadzać się po przyczepie i usiłował robić zwykłym obiektom artystyczne zdjęcia, mając do dyspozycji jedynie swojego Polaroida, Hiromitsu wygrzebał spod swojego siedzenia wiekowe, na wpół rozwiązane sudoku i rozpoczął jego uzupełnianie, Juan oparł głowę o ścianę i uciął sobie drzemkę, a Xiang, po dokładnym przejrzeniu zawartości swojego tableta, znalazł kilka starych odcinków Pokemonów i oglądał je z niemałym zapałem, podczas gdy Eiji skupiał się na jeździe, znaczy – na drodze. Kiedy wreszcie samochody się ruszyły, stała się rzecz niesłychana:

− Kurwa! – wrzasnął nagle Eiji, a reszta aż podskoczyła. Najstarszy z ich grona tak rzadko przeklinał, że kiedy to się faktycznie działo, wszyscy mieli wrażenie, jakby właśnie wybuchała bomba nuklearna. – Pierdolę.

− Co ci?! – zapytał zszokowany Hiromitsu, odrywając się od swojego sudoku i obrzucając przyjaciela zmartwionym wzrokiem. Ten tylko zjechał na pobocze, wyłączył silnik, oparł czoło o kierownicę i zawył, jakby właśnie doznał największej porażki w całym swoim życiu.

− GPS się zjebał – jęknął, pukając paznokciem w ekran urządzenia, które, faktycznie, jeszcze przed chwilą działało bez zarzutu, a teraz milczało niepokojąco. – Nagle jakoś pstryknęło i dupa, co ja mam zrobić? Nie będę prowadził na czuja, jeszcze nas wywiozę w jakąś wiochę i do domu nigdy nie dotrzemy. Miałbym na wieki przesrane u waszych rodziców.

− Czekaj, czekaj, jeszcze nic nie jest stracone! Juan, chodź no tu, jesteś dobry w te klocki. – Chłopak, jeszcze nieco zaspany, wstał i zaczął grzebać przy urządzeniu, próbując znaleźć źródło problemu, jednak bez skutku. Zrezygnowany oddał GPSa Eijiemu, który znowu zaczął bluzgać na lewo i prawo.

− To kicha – skwitował sytuację Seo Joon swoim charakterystycznym zwrotem i ściągnął słuchawki z uszu, niedbale wrzucając je do kieszeni. – I co teraz robimy?

− Proponuję się na razie tutaj zatrzymać – powiedział Han, wyglądając przez okno. – Pusto tu jak w kalwińskim zborze, ludu ani widu, ani słychu, ale przyjemna okolica. O, i widać ogłoszenie, że tu w tym lasku można ogniska robić! Mamy na kolację trzy paczki chipsów i parę zupek chińskich, więc grilla dokładnie nie zrobimy, ale co tam? To ma być przygoda, chłopaki! A do Akity jakoś dojedziemy z pomocą… mapy.

− A gdzie my w ogóle jesteśmy? Kurde, Tokushima? – bąknął zrezygnowanie Eiji, a Seo Joon potarł sobie skronie.

− Han, ty temu geografowi na serio z mapą ufasz?

Po krótkiej debacie i bezpiecznym stwierdzeniu, że znajdują się w Tonami – informacja zdobyta od miłego pana sprzedającego przy drodze ciastka ryżowe – wszyscy przystali na propozycję Hana. Przyczepa wjechała do niewielkiego lasu i zatrzymała się na polanie, gdzie dozwolone było robienie ognisk. Po dwóch godzinach niezręcznych prób organizacji i zbierania patyków, uzbierał się całkiem spory stosik drewna otoczony sporymi kamieniami. Xiang wytrzasnął ze swojego niezbędnika, czyli mocno przybrudzonego piórnika, w którym trzymał w większości przypadków niepotrzebne fanty, kawałek krzesiwa i zaczął nim pocierać agresywnie o gałązkę, przekonany, że w ten sposób rozpali ogień stulecia. Dosyć szybko się poddał i użył zapałki. Gdy siódemka przyjaciół wreszcie zasiadła przy ognisku i posiliła się skromną wałówką – do której dołączyły ostatecznie ciastka ryżowe od pana, który podał im nazwę ich lokalizacji – dochodziła godzina dwudziesta.

− Boże, ale wybuchowy był dzisiaj dzień – westchnął Kento, opadając na aromatyczną trawę i wdychając orzeźwiające, wieczorne powietrze. – Za chwilę zgasnę.

− Ej no, czekaj, jeszcze nie było tego fajnego – mruknął tajemniczo Hiromitsu i zniknął na chwilę w przyczepie. Gdy z niej wyszedł, rzucił kolegom po puszce idealnie schłodzonego piwa. – Stało w lodówce całą podróż, taka mała nagroda. – Mrugnął szelmowsko.

− Stary, kocham cię – powiedział Seo Joon, upijając ogromny haust swojego piwa. – I to jest życie! Ognisko, piwo, kumple, zero zasad!

− Uważaj, bo się zaraz wstawisz i będzie po zabawie – ostrzegł Juan, ale na jego twarzy i tak malował się ogromny uśmiech, a jego puszka była już prawie w połowie opróżniona.

− Nie bądź mama, daj się cieszyć.

Godziny mijały szybko. Zdecydowanie za szybko. Kiedy chłopaki zaczęły powoli, ale wyraźnie odczuwać efekty wypitego alkoholu, było grubo po dwudziestej trzeciej. Wtedy Xiang wyciągnął ze swojej torby siedem plastikowych, kolorowych buteleczek, sprytnie skrytych między skarpetkami. Wyjaśnił, że znalazł je w pokoju starszej siostry i że chciał spróbować, jak te drinki smakują, ale zawsze lepiej w towarzystwie. Każdy wziął więc po tym osobliwym napoju, choć niektórym instynkty mówiły, że to nie najlepszy pomysł. I słusznie, bo te picia były wręcz obrzydliwe. Najgorzej trafił zdecydowanie Han, któremu przypadła buteleczka fioletowa. On dosłownie wypluł swój napój na trawę, przeklinając przy tym w niebogłosy.

− Boże, to smakuje jak jakiś cholerny płyn do naczyń. A tutaj jest napisane, że to niby ma być borówka? A niech sobie w dupę wsadzą te borówki!

Po tym przerażającym, aczkolwiek ciekawym eksperymencie przyjaciele zasiedli przy ognisku i zaczęli po prostu rozmawiać. Mogło to się wydawać dziwne, prowadzić dyskusję w siedem osób, ale w ich przypadku konwersacja zawsze się kleiła. W pewnym momencie Kento wstał i podniósł do góry swój aparat.

− Zdjęcie na pamiątkę! – zażądał, wsuwając się między kolegów i wyciągając rękę tak, aby uchwycić ich wszystkich. Znajdował się w bardzo niewygodnej pozycji, a jego noga była niebezpiecznie blisko ogniska, ryzykując upieczenie, ale nie stało na przeszkodzie do zrobienia zdjęcia. Gdy klisza wyleciała z urządzenia i zebrani mogli zobaczyć fotografię, większość komentarzy brzmiała:

− Juan, aleś uroczo wyszedł!

− Ten uśmieeech! Przypominasz niedźwiadka. Takiego niewinnego, który nie wie, co to alkohol, seks i narkotyki.

− Za to Seo wygląda tu jak naćpany jednorożec, matko moja.

Nastolatek miał ochotę wpłacić Xiangowi gonga za to porównanie, na ale już mu się oczy kleiły, a jak to mawiają, co się odwlecze, to nie uciecze. Na karne fangi będzie czas jutro. A raczej później, bo była prawie trzecia. Reszta gromady też powoli przysypiała, więc Eiji, jako najstarszy i odpowiedzialny, ugasił powolnie umierający ogień wiadrem wody, choć nie było to najmądrzejsze zachowanie i zagonił kolegów do przyczepy. Po szybkim przebieraniu i dwuminutowych prysznicach, wszyscy leżeli na swoich przydzielonych posłaniach. Xiang, najdalej od grupy, znowu postanowił strzelić focha i oznajmiać wszech i wobec, jak to na tym fotelu jest niewygodnie. Wszystkim zaczynało to już działać na nerwy.

− Ja rąbię, Xiang, zachowujesz się, jakbyś okresu dostał. Jesteś facet czy nie jesteś? – burknął gniewnie Hiromitsu, zakrywając uszy poduszką.

− To było obraźliwe.

− Nieważne! Po prostu się zamknij i śpij, bo nie wytrzeźwieję do jutra.

− Słuchaj, jak masz marudzić, to idź obok Juana za mnie, zamienię się – wymamrotał sennie Han, podnosząc się uważnie z rozkładanej kanapy, starając się nie budzić przysypiającego Juana. Xiang ochoczo przystał na tę propozycję i niczym błyskawica znalazł się obok Juana, wtulając nos w poduszkę, a następnie go marszcząc.

− To pachnie jak twój szampon – stwierdził. – I jak twoja woda kolońska.

− Cicho, zboku jeden.

Chłopaki ułożyli się na nowych posłaniach i zapadła cisza, przerywana jedynie głębokimi oddechami, sennymi mamrotaniami, okazjonalnymi szelestami kołder i ledwo słyszalnym chrapaniem Seo Joona. Nie trwało to jednak długo, gdyż po jakimś czasie z przodu słychać było wyraźną krzątaninę. Zbudził się tylko Kento, który ujrzał półprzytomnego Hana zbierającego swoją poduszkę oraz kołdrę.

− Stary, co jest? Jak chcesz do kibla, to nie musisz brać maneli – powiedział do niego cicho, ale starszy jedynie pokręcił głową.

− Na tamtym tym się spać nie da – wyszeptał bełkotliwie Han, podchodząc bliżej do łóżka Kento.

− Poprawną japońszczyzną poproszę.

− Weź się suń, Kento.

W tym czasie zdjęcie pamiątkowe leżało spokojnie na blacie maciupeńkiej kuchenki. Żadna z widniejących na nim osób nie wiedziała, ile za chwilę będzie znaczyła dla nich ta fotografia.

 

Rozdział chyba mocno dłuższy, ale mam nadzieję, że warto :)

Następne częściWiecznie Młodzi - Rozdział 4

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Haruu 01.07.2016
    Och to ostatnie zdanie... tej, to tak trochę ogólnie jak ze mną, nigdzie nie mogę jechać, ale no jeszcze, JESZCZE nie uciekłam xD
    uchlali się, graty, a tak ten... gdzie ten wspomniany "seks i narkotyki"? XDDDDDDDDD
    nie no, ja daje pięć i podniecam się czekając na kolejny :33
  • Majeczuunia 01.07.2016
    pierwsza, graty kochana XD
    nom, schlali się w trzy dupy :333
    dziękuję, dziękuję bardzo ^^
  • KarolaKorman 04.07.2016
    Straszysz tą fotografią na koniec :( Podoba mi się jak skrupulatnie trzymasz się trasy wycieczki i jadłospisu iście nie polskiego, brawo :) No i fakt, najmłodszy ma zawsze przechlapane. jak nie musi skakać po zapałki to przypada mu spanie na fotelu pasażera ::) 5 :)
  • Majeczuunia 04.07.2016
    powiem ci, mam teraz nad łóżkiem wywieszoną mapę Japonii całą w notatkach na karteczkach samoprzylepnych i trasą zaznaczoną czarnym markerem :D
    a ten najmłodszy to zawsze takie cyrki odwala, rację masz, ale go lubię :3 lubię też postraszyć jak to ja ^^
    dziękuję za komentarz :*

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania