Wieczność istnienia

Gwiazdy przeszłości już dawno spłonęły

A światło ich życia ciągle świeci

To samo dotyczy ludzkich dzieci

Ich ciała dawno się rozpadły

A Dusza nieśmiertelna wciąż żyje

bo jest zapisana w Boskiej księdze życia.

To nazywa się wieczność istnienia.

Tak jest od tysięcy lat

I to niczego nie zmienia.

Średnia ocena: 2.3  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (11)

  • Tkors 3 miesiące temu

    Czytam to bardziej jako rozważanie niż wiersz. Można zmienić nurt rzeki, ale morze zostaje jedno — każdy inaczej nazywa wieczność pod spłonęłymi gwiazdami.

  • realista 3 miesiące temu

    Tkors. Poniekąd słusznie to zauważyłeś. Dla tego możemy pofilozofować kosmicznie.
    Jest teoria wielkiego wybuchu. Tylko zachodzi pytanie, co w tym wybuchu wybuchło. A skoro coś wybuchło to znaczy, że już istniało i miało ogromny potencjał sprawczy. Pytanie kto był tą siła sprawczą, że namacalnie widzimy do dziś jego skutki działania. Następne pytanie, jak długo to istniało zanim wybuchło i z czego ono powstało, że tam już istniało, zanim wybuchło. Tu obrazem może być wykres paraboli. To coś z nieskończoności do punktu zerowego się wcisnęło, dwoma ramionami, aby po uzyskaniu warunków krytycznych nasycenia, znów do nieskończoności się rozprzestrzeniało.
    Pytanie czy punkt krytyczny ma taką siłę oddziaływania, że z powrotem do siebie materiały wybuchu wchłania, doprowadzając do krytycznego działania. Taka huśtawka ; tam i z powrotem. Jednak nawet potwierdzenie tego cyklicznego działania , nie daje odpowiedzi o momencie powstania wszystkiego.

  • Tkors 3 miesiące temu

    Jako elektryk patrzę na to też przez dodatniość i ujemność. Wybuch jest skutkiem napięcia, spotkania sił, wyładowania. Ale zanim nastąpi wyładowanie, musi istnieć jedna i druga strona. Więc pytanie brzmi: kto albo co stworzyło tę dodatniość i ujemność? Skąd wzięły się same warunki do tego pierwszego „bum”?
    Można to sobie wyobrazić jak parabolę: coś z nieskończoności wciska się do punktu zerowego, jakby dwoma ramionami, aż osiąga krytyczne nasycenie. A potem znowu rozprzestrzenia się ku nieskończoności.
    I tu pojawia się następne pytanie: czy ten punkt krytyczny ma taką siłę oddziaływania, że po czasie z powrotem wciąga materię wybuchu do siebie? Czy wszystko działa jak huśtawka — tam i z powrotem, rozszerzanie i zapadanie?
    Tylko nawet gdyby tak było, nawet gdyby potwierdzić cykliczne działanie wszechświata, to dalej nie daje nam odpowiedzi na najważniejsze pytanie: skąd wziął się pierwszy początek wszystkiego.
    Bo jeśli wszystko sprowadzimy tylko do człowieka, to co Bogu do tego? A jeśli sprowadzimy wszystko tylko do Boga, to co z człowiekiem, który zadaje pytania?

  • Tkors 3 miesiące temu

    Lepiej tak , jako elektromonter patrzę tak...

  • realista 3 miesiące temu

    Tkors. Każda myśl dodana stwarza następne pytania, które w głowie człowieka nie znajdują odpowiedzi. Dlatego opieram się na mądrości milionów poprzednich pokoleń i słów Syna Bożego
    ,że przyczyną i skutkiem wszystkiego jest Bóg Wszechmogący, Stwórca wszystkich rzecz widzialnych i niewidzialnych. Biorąc pod uwagę niezwykłą precyzję działania wszystkiego we wszystkim, jedyną odpowiedzią jest uznanie zaplanowanego stworzenia przez Istotę zwaną Bogiem Pantokratorem w okresie wielu etapów wynikających jedne z drugich, zwanych dniami stwarzania.

  • Tkors 3 miesiące temu

    realista milony pokoleń.?

  • realista 3 miesiące temu

    ps.Sprostowanie milionów ma być tysięcy

  • realista 3 miesiące temu

    Tkors Rzeczywiście ma być tysiące pokoleń , jeżeli chodzi o homo sapiens istniejące od 300 tyś lat. Myślałem w ogóle o istnieniu człowieka od około 2 mln lat temu.

  • andrew24 3 miesiące temu

    Pozdrawiam serdecznie
    Miłego dnia 🌻

  • Sucre 3 miesiące temu

    Realista 👍 tak trzymaj. Nie pękaj.

  • realista 3 miesiące temu

    Sucre. Dziękuję i pozdrawiam 🌻🌻🌻

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania