Wiejska gawęda
W zapomnianej przez dziesiątki lat mogile na skraju lasu spoczywają szczątki piechurów, zmiażdżonych przez gąsienice czołgów. Końskie żebra i czaszki ułanów, zmasakrowane lotniczą bombą, leżą obok siebie. Grunt skrywa srebrny medalik, oficerski sygnet, bagnet i złamaną szablę rotmistrza. W tej scenerii huczy sowa, a wilk wyje do księżyca.
Przetrwały mundurowe guziki, garść łusek i resztki kabury. Od lat gęsty bór szumi nad ich bezimiennym grobem.
Korzenie drzew splatają się z kośćmi, a mech przykrywa ślady przemocy, jakby natura próbowała uleczyć ranę, której człowiek nigdy nie zdołał zagoić. Tylko stary gajowy zachował w pamiętnikach wspomnienie huku dział i krzyku tych, co pozostali tu na zawsze.
Z biegiem lat kartki pożółkły, zapisane słowa wyblakły.
Gdy odchodzą ostatni świadkowie wojny, las nadal strzeże swojej tajemnicy – imion, których nie zdołano wyryć na żadnym nagrobku. Ziemia jest ich jedynym świadkiem,
a cisza – najwierniejszym kustoszem pamięci.
Ku chwale zaginionych.
Komentarze (1)
Ładnie napisane, sformułowane – natura ma wyższy stopień akceptacji niż ludzkość dla niej 🐸🍀
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania