Winda, która pojechała w bok
winda
stała
na parterze
i czekała
na górę
ale góra
się nie zgadzała
więc winda
pojechała
w bok
najpierw
przez ścianę
potem
przez wtorek
potem
przez zapach
pieczonego chleba
na końcu
wjechała
do mojego snu
tam było
piętro minus trzy
a na nim
poczekalnia
dla rzeczy
które zgubiły
swoje nazwy
krzesło
nie było krzesłem
tylko „tym”
łyżka
była „o”
a parasol
był „nie teraz”
usiadłem
na „tym”
i czekałem
na „nie teraz”
przyszło
po siedmiu minutach
spóźnione
mokre
bez parasola
– dokąd?
spytałem
– wszędzie
odpowiedziało
i nacisnęło guzik
winda
ruszyła
tym razem
w dół
przez sufit
przez chmurę
przez czyjeś wspomnienie
aż zatrzymała się
na piętrze
„kiedyś”
drzwi otworzyły się
i wyszła
dziewczynka
z lata
niosła wiaderko
pełne morza
– zgubiłeś to
powiedziała
wręczając mi
mały kamień
– co?
– przyszłość
kamień był ciepły
jak kieszeń
w której
człowiek nosi
coś ważnego
ale jeszcze
nie wie co
wróciłem windą
do mieszkania
winda
została
na klatce
od tej pory
nie jeździ
w górę
ani w dół
jeździ tylko
w bok
i czasem
o trzeciej nad ranem
słychać
jak zatrzymuje się
za ścianą
na przystanku
którego
nie ma
a drzwi
otwierają się
bardzo cicho
jakby ktoś
właśnie
wysiadał
z wczoraj
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania